Miasto

Popularne miasta

Wrocław

  • 1350 inwestycje
  • 2951 wiadomości
  • 758 ogłoszeń
  • 200 firm

Kraków

  • 718 inwestycje
  • 3109 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 78 firm

Warszawa

  • 347 inwestycje
  • 2846 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 105 firm

Poznań

  • 325 inwestycje
  • 1150 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 52 firm

Katowice

  • 183 inwestycje
  • 1524 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 18 firm

Lublin

  • 167 inwestycje
  • 1222 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 6 firm

Gdańsk

  • 139 inwestycje
  • 1093 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 14 firm

Łódź

  • 87 inwestycje
  • 892 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 28 firm

Białystok

  • 70 inwestycje
  • 349 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 14 firm

Szczecin

  • 64 inwestycje
  • 608 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 14 firm

Bydgoszcz

  • 40 inwestycje
  • 290 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 11 firm

Toruń

  • 29 inwestycje
  • 365 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 3 firm
forum / Polityka / [Region Wałbrzyski] Polityka, politycy...

[Region Wałbrzyski] Polityka, politycy...

  • Tsamb
    Tsamb 3337
    16.06.2008
    [Wałbrzych]

    "PiS się wali"

    [i:16u2av59]Blisko 90 członków Prawa i Sprawiedliwości w Wałbrzychu opuściło już partię. Gremialnie rzucili legitymacjami, jak mówią na znak protestu przeciwko postępowaniu swoich władz. W ten sposób coraz bardziej pogłębia się konflikt we współrządzącej miastem formacji.
    Lista z nazwiskami dokładnie 86 członków Prawa i Sprawiedliwości trafiła do Warszawy. Imiona, nazwiska oraz podpisy tych, którzy mają dość wodzowskiej ideologii i nie chcą polityki „góry" firmować swoimi osobami poznały władze ugrupowania. Podobny dokument otrzymała Elżbieta Witek, okręgowy komisarz PiS w Wałbrzychu.[/i:16u2av59]


    [i:16u2av59]Miarka się przebrała?[/i:16u2av59]
    - Zrezygnowaliśmy bo nie zgadzamy się z tym, w jaki sposób postępują nasi przełożeni - mówi jeden z tych polityków Prawa i Sprawiedliwości, którzy odeszli z partii, po tym jak jego zdaniem, Waldemara Wiązowskiego zmuszono, by ustąpił z funkcji prezesa zarządu okręgowego. - Byliśmy wcześniej lekceważeni. Nikt nie pytał władz powiatowych o wytłumaczenie konfliktu, który narastał w naszych strukturach od jakiegoś czasu. A już niezrozumiałe było gdy do Wałbrzycha przyjechał wiceprezes partii Adam Lipiński i nawet nie spotkał się z nami, tylko poszedł wprost na rozmowy z prezydentem Piotrem Kruczkowskim - dodaje nasz rozmówca. - Miarka się przebrała i podjęliśmy decyzję o wystąpieniu z partii - informuje Dominik Tonkow, członek zarządu powiatowego PiS w Wałbrzychu. Na taki ruch miały również wpływ informacje, pochodzące od władz partii, o rzekomym manipulowaniu wyborami w lokalnych komitetach PiS w mieście. Według Tonkowa to absurdalne zarzuty, które tylko podgrzały i tak gorącą atmosferę w wałbrzyskich strukturach formacji.

    Partia nagle straciła prawie 90 członków z około 200, których jeszcze niedawno liczyło Prawo i Sprawiedliwość w regionie. - Z tych 200, zaledwie połowa była aktywna. Dlatego po naszym odejściu niewielu zostało - dodaje Tonkow. Ostała się grupa skupiona wokół wiceprezydentów Mirosława Bartolika i Piotra Sosińskiego, między innymi radni miejscy Tomasz Pluta i Jacek Zaremba. Ten ostatni twierdzi, że nigdy nie chciał i na razie nie zamierza odchodzić z partii. Co sądzi o tych, którzy zdecydowali się na taki krok? - Bez komentarza - tyle Jacek Zaremba. - W statucie nie ma czegoś takiego jak grupowe wyjście z ugrupowania. Każdy indywidualnie zapisuje się do partii i w pojedynkę powinien z niej odchodzić - mówi Elżbieta Witek, tymczasowa szefowa PiS w regionie. Jej zdaniem nie można mówić o końcu ugrupowania w Wałbrzychu. - Będziemy budować struktury od początku, ale w oparciu o innych ludzi niż dotychczas - zaznacza Witek. Ci, którzy odeszli również zapowiadają, że znajdą dla siebie alternatywę.

    Tomasz Piasecki; http://www.nww.pl/index.php?option=com_ ... &Itemid=47

  • Tsamb
    Tsamb 3337
    17.06.2008
    [Wałbrzych]

    Opóźnienie w budowie boiska z programu Orlik, partyjne obsadzenie rad nadzorczych miejskich spółek, brak dotacji dla mniejszości romskiej. To tylko niektóre zarzuty Lewicy i Demokratów w kierunku władz miasta. - Panie prezydencie czas się wreszcie wziąć do pracy - apeluje radny Paweł Szpur. Ratusz wszystkie zarzuty opozycji odpiera.

    Wałbrzyska lewica chce być bardziej wyrazista. Co jakiś czas organizuje konferencje prasowe, na których przedstawia szereg zarzutów skierowanych do władz, a przede wszystkim do prezydenta Piotra Kruczkowskiego. W miniony czwartek opozycyjni radni mówili o kilku sprawach, skupmy się na trzech.

    Co z tym wnioskiem?
    Po pierwsze zaniedbania w sprawach romskich. W tym roku, miasto po raz pierwszy od kilku lat nie uzyskało dofinansowania z rządowego programu. Chodzi o kwotę 50 tysięcy złotych. Wkład własny wynosił 20 tysięcy, za te pieniądze w ubiegłym roku udało się m.in. wyremontować 11 romskich mieszkań. - To jest żenujące. Widzimy tutaj brak kompetencji i koordynacji pracy, żeby nie znaleźć 20 tysięcy złotych przy 300 milionowym budżecie miasta - uważa radna Alicja Rosiak. Dodaje, że potrzeby tej mniejszości są wciąż bardzo duże. W ratuszu odpierają zarzuty. - Gmina złożyła wniosek, ale został on odrzucony z przyczyn formalnych - mówi rzeczniczka magistratu Ewa Frąckowiak. Jego przygotowanie było zadaniem pełnomocnika do spraw romskich, a ta urzędniczka od października nie pracuje już w ratuszu. Rzeczniczka podkreśla, że to nieprawda, że Wałbrzych nie robi nic w sprawie polepszenia życia Romów. W latach 2004 - 2007 z tego programu gmina pozyskała ponad 160 tysięcy złotych (głownie na remonty mieszkań), na edukację pozyskano kolejne 27 tysięcy. Ponadto w przyszłym roku ma być realizowany program związany z nauką języków obcych, który obejmie 51 romskich dzieci.

    Lewicy nie podoba się także obsada rad nadzorczych miejskich spółek. Ostatnio w trzech z nich - Miejski Zarząd Budynków, Miejski Zakład Usług Komunalnych, Zamek Książ - rada została zwiększona z trzech do czterech członków. W dwóch przypadkach, nowym nadzorującym został wiceprezydent Wałbrzycha, Piotr Sosiński. - W takich spółkach, liczba członków rady powinna być jak najmniejsza, bo reprezentują oni jednego właściciela - mówi radny Mirosław Lubiński. Według niego chodzi głównie o pieniądze. Zasiadając w takiej radzie można zarobić od 800 nawet do 1600 złotych. - Miesięcznie z miejskiej kasy wydajemy 2800 złotych więcej i nie ma to żadnego merytorycznego uzasadnienia. Prawnie sytuacja jest jasna, ale moralnie wątpliwa - podkreśla Lubiński. Odpowiadająca w imieniu prezydenta Ewa Frąckowiak, skromnie ripostuje: - Ilość członków rad nadzorczych jest zgodna z prawem i statutem tych spółek. W ten sposób zwiększamy nadzór nad tymi przedsiębiorstwami o co ostatnio apelowała lewica.

    Orły i orliki
    Ostatnia sprawa to powstające w Wałbrzychu w ramach programu Orlik 2012, boisko piłkarskie. A właściwie niepowstające, bo według radnych opozycji nic się w tej sprawie nie dzieje. Chrapkę na taką inwestycje ma 55 gmin z Dolnego Śląska. Pieniędzy według lewicy starczy dla 40. - Każda z gmin musi złożyć dokumentacje, ogłosić przetarg. U nas w tej sprawie nic się nie dzieje, przetarg chcą ogłosić we wrześniu - wylicza radny Paweł Szpur. Według niego, szanse na to, że wałbrzyskie dzieciaki zagrają na tym obiekcie są niewielkie. - Uważam, że na 90% boisko z programu „Orlik 2012" w tym roku w Wałbrzychu nie powstanie - podsumowuje. Zupełnie inaczej patrzy na tą sprawę przedstawicielka ratusza. Przetarg ma zostać ogłoszony pod koniec czerwca, 660 tysięcy złotych przekaże na ten cel wojewoda i marszałek, na czerwcowej sesji gmina chce zabezpieczyć kolejne 1 milion 800 tysięcy złotych. Boisko jeżeli nie będzie przetargowych protestów, będzie gotowe pod koniec listopada.- Zresztą będzie tam nie tylko boisko, ale również plac zabaw, teren zielony i miejsce do odpoczynku dla mieszkańców - podkreśla Ewa Frąckowiak. Według rzeczniczki do końca października miasto zakończy także budowę nowych boisk przy Gimnazjum nr 6 oraz przy PSP nr 21.

    Michał Wyszowski; http://www.nww.pl

  • Tsamb
    Tsamb 3337
    22.06.2008
    [Wałbrzych]
    Umorzono śledztwo, dotyczące fałszowania dokumentów przez prezydenta Wałbrzycha.

    O zdarzeniu poinformował Longin Rosiak, były wiceprezydent. Twierdzi, że motywem była próba zwolnienia go z magistratu. Prokuratura stwierdziła, że sporządzenie dwóch różnych dokumentów o tych samych numerach to tylko pomyłka. Rosiak zapowiedział odwołanie.

    źródło: Artur Szałkowski, POLSKA Gazeta Wrocławska

  • Tsamb
    Tsamb 3337
    23.06.2008
    [Wałbrzych]

    Przestępstwa nie było. Tak orzekła prokuratura w sprawie, w której Longin Rosiak zarzucał prezydentowi Piotrowi Kruczkowskiemu fałszowanie dokumentów. Postępowanie zostało umorzone. Rosiak zapowiada apelacje, Kruczkowski pozew przeciwko swojemu byłemu zastępcy.

    Bomba wybuchła na początku kwietnia. Były wiceprezydent i wicestarosta Longin Rosiak (obecnie powiatowy radny LiD), powiadamia organa ścigania o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa w wałbrzyskim magistracie. Do ratusza wkraczają policjanci, przeszukują kilka pomieszczeń i zabezpieczają dokumenty, których do sprawy potrzebuje prokuratura. Dzień później, na specjalnej konferencji prasowej Longin Rosiak wytacza przeciwko prezydentowi najcięższe oskarżenia.


    [u:2y1iotpu]Wyborów nie będzie[/u:2y1iotpu]
    W dużym skrócie, w całej sprawie chodzi o listopad 2006 roku. Wtedy to do pracy w ratuszu po pełnieniu funkcji wicestarosty chce wrócić Longin Rosiak. Uniemożliwia mu się to - jak twierdzi - na podstawie sfałszowanego dokumentu, który ze wsteczną datą umieszczono w miejscu innego. Po kilkunastu miesiącach odkrywa pomyłkę w Biuletynie Informacji Publicznej, gdzie wciąż wiszą dwa zarządzenia z identycznym numerem. - Śmiem przypuszczać, że po zakończeniu tej sprawy czekają nas w mieście nowe wybory prezydenckie - krzyczał w kwietniu Longin Rosiak. - To nieuczciwa walka z konkurencją polityczną - dodawał.

    Już dziś wiadomo, że przyspieszonych wyborów nie będzie. Prowadząca sprawę prokuratura świdnicka, zadecydowała o jej umorzeniu. Dlaczego? - Nie było tutaj znamion czynu zabronionego. Popełniony błąd był wtórny, nie miał wpływu na podjętą już decyzję - tłumaczy Ewa Ścierzyńska, rzeczniczka prokuratury. Po tym orzeczeniu, suchej nitki na swoim adwersarzu nie pozostawia prezydent Piotr Kruczkowski. - Byłem pewien, że ta sprawa tak się zakończy. Dla mnie od samego początku był to element brudnej, prymitywnej walki politycznej, która wyklucza poważną debatę a zadowala się obrzucaniem błotem - tłumaczy. - Longin Rosiak, gdy zabrakło mu merytorycznych argumentów w dyskusji, do własnych celów próbował wykorzystać prokuraturę, policję i media. Nie domniemywał, że złamałem prawo, on to stwierdzał z całą stanowczością, manipulował opinią publiczną zanim wypowiedziały się w tej sprawie uprawnione instytucje. To jest haniebna metoda walki politycznej. W związku z tym w procesie cywilnym i karnym będą żądał zadośćuczynienia - dodaje zdecydowanie.

    [u:2y1iotpu]Rosiak: wiem jak było[/u:2y1iotpu]
    Kolejne kroki prawne zapowiada jednak także sam Rosiak, który nie składa broni. - Jeszcze nie dostałem uzasadnienia tej decyzji, ale nie zgadzam się z nią i na pewno będę składał odwołanie - mówi. Ze swoich zarzutów się nie wycofuje, podkreśla że doskonale wie jak było. - Prokuratura ani razu mnie wezwała, nie byłem ani razu przesłuchiwany w tej sprawie - podkreśla. Dla niego jest to co najmniej dziwne.

    Michał Wyszowski; http://www.nww.pl/index.php?option=com_ ... &Itemid=47

  • Tsamb
    Tsamb 3337
    23.06.2008
    [Wałbrzych]

    Przestępstwa nie było. Tak orzekła prokuratura w sprawie, w której Longin Rosiak zarzucał prezydentowi Piotrowi Kruczkowskiemu fałszowanie dokumentów. Postępowanie zostało umorzone. Rosiak zapowiada apelacje, Kruczkowski pozew przeciwko swojemu byłemu zastępcy.

    Bomba wybuchła na początku kwietnia. Były wiceprezydent i wicestarosta Longin Rosiak (obecnie powiatowy radny LiD), powiadamia organa ścigania o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa w wałbrzyskim magistracie. Do ratusza wkraczają policjanci, przeszukują kilka pomieszczeń i zabezpieczają dokumenty, których do sprawy potrzebuje prokuratura. Dzień później, na specjalnej konferencji prasowej Longin Rosiak wytacza przeciwko prezydentowi najcięższe oskarżenia.


    [u:4jg88cz5]Wyborów nie będzie[/u:4jg88cz5]
    W dużym skrócie, w całej sprawie chodzi o listopad 2006 roku. Wtedy to do pracy w ratuszu po pełnieniu funkcji wicestarosty chce wrócić Longin Rosiak. Uniemożliwia mu się to - jak twierdzi - na podstawie sfałszowanego dokumentu, który ze wsteczną datą umieszczono w miejscu innego. Po kilkunastu miesiącach odkrywa pomyłkę w Biuletynie Informacji Publicznej, gdzie wciąż wiszą dwa zarządzenia z identycznym numerem. - Śmiem przypuszczać, że po zakończeniu tej sprawy czekają nas w mieście nowe wybory prezydenckie - krzyczał w kwietniu Longin Rosiak. - To nieuczciwa walka z konkurencją polityczną - dodawał.

    Już dziś wiadomo, że przyspieszonych wyborów nie będzie. Prowadząca sprawę prokuratura świdnicka, zadecydowała o jej umorzeniu. Dlaczego? - Nie było tutaj znamion czynu zabronionego. Popełniony błąd był wtórny, nie miał wpływu na podjętą już decyzję - tłumaczy Ewa Ścierzyńska, rzeczniczka prokuratury. Po tym orzeczeniu, suchej nitki na swoim adwersarzu nie pozostawia prezydent Piotr Kruczkowski. - Byłem pewien, że ta sprawa tak się zakończy. Dla mnie od samego początku był to element brudnej, prymitywnej walki politycznej, która wyklucza poważną debatę a zadowala się obrzucaniem błotem - tłumaczy. - Longin Rosiak, gdy zabrakło mu merytorycznych argumentów w dyskusji, do własnych celów próbował wykorzystać prokuraturę, policję i media. Nie domniemywał, że złamałem prawo, on to stwierdzał z całą stanowczością, manipulował opinią publiczną zanim wypowiedziały się w tej sprawie uprawnione instytucje. To jest haniebna metoda walki politycznej. W związku z tym w procesie cywilnym i karnym będą żądał zadośćuczynienia - dodaje zdecydowanie.

    [u:4jg88cz5]Rosiak: wiem jak było[/u:4jg88cz5]
    Kolejne kroki prawne zapowiada jednak także sam Rosiak, który nie składa broni. - Jeszcze nie dostałem uzasadnienia tej decyzji, ale nie zgadzam się z nią i na pewno będę składał odwołanie - mówi. Ze swoich zarzutów się nie wycofuje, podkreśla że doskonale wie jak było. - Prokuratura ani razu mnie wezwała, nie byłem ani razu przesłuchiwany w tej sprawie - podkreśla. Dla niego jest to co najmniej dziwne.

    Michał Wyszowski; http://www.nww.pl/index.php?option=com_ ... &Itemid=47

  • Tsamb
    Tsamb 3337
    03.07.2008
    [Wałbrzych]

    [i:3rodfcn7]Rozmowa z prezydentem miasta, Piotrem Kruczkowskim

    Prezydent Wałbrzycha jest optymistą. Zapewnia, że i grodzkość wkrótce wróci do Wałbrzycha i ruszy budowa zachodniej obwodnicy miasta. Uważa, że opozycja strzela do niego ślepakami i współczuje kolegom z PiS-u, bałaganu w partii.
    - Cały czas nie wykluczam walki o trzecią kadencję- podkreśla Piotr Kruczkowski. O dymisji nie myśli, bo mówi, że nie ma powodu.
    [/i:3rodfcn7]

    Widzi Pan powody do swojej dymisji?
    -Nie.

    Coraz głośniej zaczyna o tym mówić Pana opozycja polityczna. Co Pan na to?
    - To jest próba pokazania się opozycji, która przez lata była kompletnie niewidoczna. Robią to jednak pojedyncze osoby, a zarzuty które stawiają, są kompletnie bezsensowne. Najpierw się strzela, a potem się pyta, o co chodzi. Na przykład stawia mi się zarzut, że nie będzie boiska z programu Orlik, dzień po podpisaniu umowy na to boisko.

    Longin Rosiak też strzelał ślepakami?
    - Longin Rosiak strzela na lewo i prawo, a dopiero potem mys1i. Nie warto się tym zajmować, tylko robić swoje.

    Co musiałoby się stać, aby pomyślał Pan o dymisji. Brak grodzkości, obwodnicy?
    - Jest szereg bardzo poważnych zadań, które po prostu musimy wykonać. Jutro będzie za późno, a wcześniej takich możliwości nie było. Chciałbym poprowadzić ich realizację.

    Jakie to zadania?
    - Grodzkość, obwodnica Wałbrzycha, obiekt przy ulicy Ratuszowej, Stara Kopalnia, zagospodarowanie Śródmieścia, budowa galerii handlowych. To są potężne projekty, które nigdy nie były u nas realizowane.

    Jest Pan pewien, że noga się nie powinie?
    - Nawet biorąc pod uwagę statystykę, to przy takiej ilości zadań, coś może się nie udać. Jestem jednak optymistą.

    A czy jest Pan optymistą po wczorajszym spotkaniu w Warszawie w temacie obwodnicy?
    - To było bardzo pozytywne spotkanie. Ściągnięto na nie szefów dyrekcji z Wrocławia oraz z centrali Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Minister Cezary Grabarczyk potwierdził, że zachodnia obwodnica Wałbrzycha jest dla niego priorytetem. Ustaliliśmy też pewien harmonogram prac.

    Konkretnie, kiedy ruszy budowa?
    - Plan jest taki. Przed nami Komitet Oceny Projektów, na którym ocenione zostanie to, co przygotowaliśmy. Potem decyzja lokalizacyjna, gdzie wiele do powiedzenia będzie miał sam Wałbrzych. Będziemy to chcieli maksymalnie skrócić i jeżeli się uda, to przetarg na przygotowanie dokumentacji może zostać ogłoszony jeszcze w tym roku. To potrwa rok, potem przetarg na same wykonawstwo. Maszyny będą mogły wjechać na teren budowy w 2010 roku.

    Czy 1 stycznia przyszłego roku wróci do Wałbrzycha grodzkość? Wicepremier Schetyna nie chciał tego zagwarantować podczas konferencji samorządowej w Książu. Ma wątpliwości? Wie więcej niż my w tej sprawie?
    - Po prostu Pan wicepremier tak samo jak ja, wie dobrze, że projekt zmiany ustawy musi uzyskać większość w Sejmie. W ustawie kompetencyjnej, która jest obecnie w uzgodnieniach międzyresortowych, jest zapis o przywróceniu Wałbrzychowi grodzkości. Do Sejmu ma trafić lipcu. Przyjęta ma być - i są to ustalenia koalicyjne - do jesieni.

    Ostatnia duża sprawa, Aqua-Zdrój. Nie uważa Pan, że jest to jednak porażka, że budujemy ten obiekt za kredyt, i to tak duży?
    - Nie rozumiem, dlaczego porażka?

    Dlatego, że mogliśmy to zrobić kilka lat temu za o wiele mniejsze pieniądze?
    - Gdyby to było możliwe, po prostu byśmy to zrobili. Wtedy nie było takich pieniędzy. Gdybym przyjął koncepcje, które mi wtedy podsuwały różne osoby, to pewnie bym tutaj teraz nie siedział i nie rozmawiał, tylko siedziałbym zupełnie gdzie indziej. Ponieważ uznaliśmy, że Ratuszowa jest dla nas inwestycją strategiczną, postanowiliśmy to zrobić w sposób jak najbardziej czysty i prosty. Dlatego powstała spółka, która ma się tym zająć, a kredyt, który zaciągnie, w jak najmniejszym stopniu obciąży gminę. Nie oznacza to, że nie szukamy dodatkowych źródeł finansowania tego projektu.

    W 2003 roku mówił Pan, że Ratuszowa będzie w 2008 roku. Jak widać, nie ma. Czy teraz pokusi się Pan o podanie daty?
    - Ratuszowa już ruszyła. Wszystkie mieszkania zostały wykupione, 7 lipca rozstrzygamy przetarg na kredyt i możemy ruszać z konkretnymi procedurami i pracami. MyśIę, że czekają nas 2-3 lata realizacji takiej inwestycji.

    Akurat na EURO 2012?
    - Tak. Przeszliśmy weryfikację komisji, która sprawdzała wszystkie miejsca, które starają się o status bazy pobytowej. Komisja zobaczyła, że faktycznie przystąpiliśmy do prac. Efektów jeszcze nie ma, ale stadionu narodowego też jeszcze nie zbudowano.

    Złośliwi mówią, że PiS w Wałbrzychu to tylko dwóch Pana zastępców. Czy Pan dostrzega PiS w mieście?
    - PiS w Wałbrzychu ma bardzo duże problemy. Nie chcę w nich uczestniczyć, aczkolwiek byli członkowie tej partii próbują mnie w to wszystko wmieszać. Nie rozumiem dlaczego. Ja nad tym boleję, bo nam potrzebny jest solidny i wiarygodny partner, z którym można rozmawiać o problemach Wałbrzycha. Takie rozmowy toczyły się przy zawiązywaniu się koalicji. Szkoda, że potem zeszliśmy na boczny tor, ale ja cały czas jestem otwarty na współpracę. Wpółczuję kolegom z PiS-u, bo to, co tam się dzieje, nie napawa optymizmem.

    Kilkanaście miesięcy temu mówił Pan o tym, że nie wyklucza walki o trzecią kadencję. Czy coś się zmieniło?
    - Cały czas nie wykluczam. Rozpoczynamy naprawdę ważne projekty, których realizacja zmieni nasze miasto. Chciałbym w tym uczestniczyć.

    Czyli do Parlamentu Europejskiego się Pan nie wybiera?
    - Oczywiście, że nie. Słyszałem takie informacje. Bruksela to piękne miasto, ale nie jestem przekonany czy tak bardzo interesujące jak Wałbrzych.

    Dziękuje za rozmowę.
    Michał Wyszowski | Nowe Wiadomości Wałbrzyskie

  • Tsamb
    Tsamb 3337
    05.07.2008
    [Wałbrzych]

    Według byłego senatora Mieczysława Szyszki, z ugrupowania, liczącego około 250 członków, odeszło już ponad 100 osób, a 50 kolejnych złoży rezygnację w poniedziałek. Eksodus zaczął się po odwołaniu szefa regionalnego Waldemara Wiązowskiego.

    Oliwy do ognia dolał zakaz kontaktów z mediami, wydany przez obecnego pełnomocnika, wyjaśnia Mieczysław Szyszka.

    Ani pełnomocnik, ani pozostali członkowie partii nie chcą komentować decyzji grupy zbuntowanych. Odchodzący wyłonili natomiast ze swojego grona Ryszarda Kabata, który ma być ich kandydatem w wyborach prezydenta Wałbrzycha.

    Barbara Szeligowska; http://www.prw.pl/articles/view/7137

  • Tsamb
    Tsamb 3337
    07.07.2008
    [Wałbrzych]

    Znamy nazwisko pierwszego kandydata, który za dwa lata zamierza ubiegać się o fotel prezydenta Wałbrzycha. To Ryszard Kabat, jeszcze niedawno związany z Prawem i Sprawiedliwością, dziś bezpartyjny. Ma to być kandydat niezależny.

    - Człowiek nietuzinkowy z wieloletnim doświadczeniem menedżerskim, umiejący zarządzać wielkim biznesem - w samych superlatywach o nieoczekiwanym kandydacie na prezydenta Wałbrzycha, wyraża się Mieczysław Szyszka, były senator Prawa i Sprawiedliwości. Sam zainteresowany nieśmiało przyznaje, że złożono mu propozycję startu w wyborach samorządowych, a on ją po prostu przyjął.

    [attachment=0:209y7z1f]Kabat-na-prezydenta.jpg[/attachment:209y7z1f]
    - Wybory dopiero za ponad dwa lata. Do tego czasu na scenie politycznej wiele może się zmienić. Wałbrzych zasługuje na to, by zarządzać nim w nieco inny sposób niż ma to miejsce teraz. Myślę, że swoją pracą na rzecz miasta zdobyłem sobie w wielu środowiskach autorytet - podkreśla Ryszard Kabat, który dokładnie 1 lipca wystąpił z PiS. Jak napisał w oświadczeniu: „na znak protestu do zaistniałej sytuacji politycznej, organizacyjnej i kadrowej w PiS w okręgu wałbrzyskim". Jak zaznacza, zdecydował się na wystąpienie z ugrupowania bo brak jest w nim poważnej działalności programowej na rzecz formacji. Jednego dnia Ryszard Kabat wystąpił, a już po kilku następnych ogłoszono go niezależnym kandydatem na fotel prezydenta miasta. Przy okazji powołano zespół ekspertów (nazwisk niestety nie ujawniono) - ludzie go tworzący mają podobno za sobą spore doświadczenie w pracy samorządowej i biznesowej - który do końca sierpnia ma sporządzić raport o stanie miasta. - Dodatkowo co miesiąc będziemy monitować działalność władz Wałbrzycha - przekonuje Mieczysław Szyszka.

    Ryszard Kabata przez 11 lat był dyrektorem zamiejscowego oddziału Politechniki Wrocławskiej w Wałbrzychu. Sporo czasu spędził też w Dolnośląskiej Spółce Inwestycyjnej, najpierw będąc wiceprezesem zarządu, a później szefem spółki związanej kapitałowo z KGHM Polska Miedź S.A. Przez ostatnie półtora roku był prezesem firmy Lubinpex, również ściśle związanej z KGHM. Teraz jest na wypowiedzeniu, bo jak mówi w tego typu przedsiębiorstwach dość często dochodzi do roszad personalnych.

    Tomasz Piasecki; http://www.nww.pl/index.php?option=com_ ... &Itemid=47

  • Tsamb
    Tsamb 3337
    07.07.2008
    [Powiat wałbrzyski]

    Zdecydowaną większością głosów, radni powiatowi zadecydowali o wygaśnięciu mandatu Eugeniusza Stanisławka. Podejmując uchwałę podpierali się opinią, którą do Wałbrzycha przysłał wiceminister spraw wewnętrznych. W ten sposób Stanisławek po raz drugi został odwołany z tego stanowiska.

    Przypomnijmy. W sierpniu 2007 roku powiatowi radni zdecydowali o wygaśnięciu mandatu Eugeniusza Stanisławka, po tym, jak wezwał ich do tego ówczesny wojewoda dolnośląski Krzysztof Grzelczyk. Stwierdził on, że radny zarządzał działalnością gospodarczą na mieniu powiatu, łamiąc tym samym ustawę antykorupcyjną. Jednak Wojewódzki Sąd Administracyjny nie podzielił zdania nadzoru prawnego wojewody, ani radnych. W uzasadnieniu napisał, że służby wojewody były w błędzie. Sąd nie miał wątpliwości, że radny zarządzał działalnością stowarzyszenia i że stowarzyszenie korzystało z mienia powiatu. Zdaniem sądu nie robiło jednak tego w celach komercyjnych, by osiągnąć zysk. Sąd podkreślił także, że opłaty (a nie „składki", co podnosili radni) za udział w zajęciach sportowych, pobierane były tylko od członków stowarzyszenia, a więc nie miały charakteru zarobkowego. W związku z tym Eugeniusz Stanisławek w maju tego roku powrócił do rady.
    [attachment=0:350mgsgg]stanislawek.jpg[/attachment:350mgsgg]
    Złożył rezygnację by ją odwołać
    Tym razem radni domagali się cofnięcia mandatu Stanisławkowi na podstawie oświadczenia woli, które złożył on 31 lipca ub. roku i które wycofał zaraz po tym, jak sąd stwierdził nieważność uchwały, która wygaszała jego mandat. Według radnych taka sytuacja nie powinna mieć miejsca.- Pan Eugeniusz złożył rezygnację, której nie można już cofnąć. I to nie tylko ze względu na dobre imię naszej instytucji, ale także z przyczyn prawnych - mówi radny Kamil Zieliński. Przewodniczący Rady Powiatu Wałbrzyskiego Andrzej Lipiński, starając się wyjaśnić tą sprawę, zwrócił się z pismem do wojewody dolnośląskiego Rafała Jurkowlańca. Ten natomiast o opinie w tej kwestii poprosił Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Administracji. W odpowiedzi otrzymał opinię podpisaną przez wiceministra Tomasza Siemoniaka, w której czytamy - W przypadku, gdy przesłanka skutkująca wygaśnięciem mandatu nie zaistniała - mandat nie wygasł, nawet wtedy gdy uchwała taka została podjęta. Z tych też względów, pisemne zrzeczenie się mandatu przez osobę, która w dacie składania rezygnacji posiadała status radnego odnosi według prawa skutek, który przewiduje art. 190 ust. 1 pkt 2 Ordynacji wyborczej do rad gmin, rad powiatów i sejmików województw. Tym samym funkcjonariusz samorządowy nie może w sposób prawny, skuteczny odwołać złożonego oświadczenia woli o rezygnacji ze sprawowanego mandatu ponieważ wywołało ono konsekwencje przewidziane ww. przepisem. W piśmie tym wiceminister podkreślił, że nie jest organem nadzoru nad działalnością jednostek samorządu terytorialnego. Zaznaczył jednocześnie, iż przedstawiona opinia stanowi jedną z dopuszczalnych interpretacji przepisów prawa i nie posiada charakteru wiążącego. Ponadto nie może ona stanowić podstaw ewentualnych działań nadzorczych.

    Tylko spokojnie
    - Już raz nasza decyzja o wygaśnięciu mandatu została cofnięta przez sąd. Miałem nadzieję, że tym razem rada nie popełni tego samego błędu - tłumaczył wicestarosta Andrzej Marciniak. - Uważam, że ta decyzja przyniesie radzie dużo wstydu. Moim zdaniem nie była ona niczym uzasadniona - dodawał. Sam zainteresowany, nauczony bagażem doświadczeń, podchodzi do całej sprawy bardzo spokojnie - Nie tak dawno mieliśmy podobną sytuację. Wtedy sąd uznał, że rada nie miała racji i popełniła błąd. Także tym razem zamierzam się odwołać i mam nadzieję, że sąd po raz kolejny weźmie moją stronę i udowodni, że rada się myli - mówił Eugeniusz Stanisławek.

    Robert Włochal; http://www.nww.pl/index.php?option=com_ ... &Itemid=47

  • Tsamb
    Tsamb 3337
    09.07.2008
    [Okręg wałbrzyski]

    Kolejna odsłona rozłamu w wałbrzyskich strukturach Prawa i Sprawiedliwości. Z partii wyleciał Mieczysław Szyszka.

    Powód: nie posłuchał swoich partyjnych przełożonych i rozmawiał z dziennikarzami o kryzysie w PiS. - Zostałem za to ukarany - przyznaje Mieczysław Szyszka.


    Szefowa wałbrzyskiego PiS Elżbieta Witek nie widzi nic złego w takim zakazie kontaktów z mediami. Dodaje, że w najbliższych dniach Szyszka dostanie decyzję o wyrzuceniu z partii.

    http://www.prw.pl/articles/view/7178

  • Tsamb
    Tsamb 3337
    14.07.2008
    [Region wałbrzyski]

    Ilu jest obecnie członków partii braci Kaczyńskich w naszym okręgu? Nikt nie wie dokładnie, ale na pewno liczba jest zaledwie dwucyfrowa. Zdaniem Elżbiety Witek, nie liczy się ilość, ale jakość. To m.in. dlatego wyrzuciła z partii byłego senatora Mieczysława Szyszkę.

    Problemy wałbrzyskiego PiS-u przestały być „sprawą wewnątrzpartyjną" odkąd poseł Waldemar Wiązowski - na jego miejsce powołano komisarz Elżbietę Witek - zrezygnował z funkcji szefa okręgu. Mimo zarządzenia, dotyczącego zakazu kontaktów z mediami, dla członków wałbrzyskiego PiS, o partii było coraz głośniej. Posłanka nie wytrzymała jednak, kiedy były senator Mieczysław Szyszka, który zawiesił 10 czerwca swoje członkostwo w partii, przed tygodniem pod szyldem PiS, urządził kolejną konferencję prasową. Witek postanowiła skreślić go z listy członków partii. Nie należy do niej także Ryszard Kabat, którego były senator przedstawiał jako kandydata na prezydenta Wałbrzycha.

    [attachment=0:1paylv4t]Konferencja-PiS.jpg[/attachment:1paylv4t]
    Masowo opuszczają partię
    - W partii liczy się lojalność, a tej panu Szyszce zabrakło - komentuje komisarz PiS w okręgu wałbrzyskim. Były senator twierdzi jednak, że wyrzucenie go z partii było bezprawne i niezgodne ze statutem i wróży szybki koniec PiS-u w powiecie. - W dalszym ciągu uważam się za członka Prawa i Sprawiedliwości. W wyborach do Senatu na terenie Dolnego Śląska uzyskałem najlepszy wynik spośród kandydatów PiS. Zagłosowało na mnie 12% więcej osób, niż na całą listę w okręgu wałbrzyskim. Wynik, który osiągnąłem zobowiązuje mnie do stałego informowania prasy i wyborców o moich działaniach - czytamy w oświadczeniu przesłanym przez Mieczysława Szyszkę do naszej redakcji.

    Choć z partii wystąpić chce 85 osób, których listę przedstawiono już pani komisarz, a mówi się o kolejnych pięćdziesięciu, Elżbieta Witek stanowczo podkreśla, że nie ma mowy o jakiejkolwiek masowej ucieczce. - Nawet gdyby miało zostać 20 osób, to zrobię wszystko, by PiS w Wałbrzychu odbudować. Nie liczy się ilość, tylko jakość. Nam zależy na osobach, które są lojalne i wierzą w nasze ideały - mówiła Witek podczas swojej konferencji prasowej.

    Nieoficjalnie mówi się o powrocie do Prawa i Sprawiedliwości tych, którzy odeszli z niej w ubiegłym roku, z powodu konfliktu z posłem Wiązowskim. Szyszka prorokuje jednak, że PiS w Wałbrzychu już się nie podniesie. - Pani Witek jest likwidatorem tej partii - przekonuje.
    Posłanka prosi zaś o spokój i cierpliwość i na jesień zapowiada wybory nowych władz organizacji.

    Magdalena Sośnicka-Dzwonek; http://www.nww.pl/index.php?option=com_ ... &Itemid=47

  • Tsamb
    Tsamb 3337
    14.07.2008
    Trwa konflikt w wałbrzyskich strukturach Prawa i Sprawiedliwości. W ubiegłym tygodniu Elżbieta Witek, pełnomocnik okręgu wyborczego numer 2, wyrzuciła z partii byłego senatora Mieczysława Szyszkę. Ten nie zgadza się z jej decyzją.

    - Senator Szyszka nie przestrzega moich rozporządzeń. Dlatego został usunięty - mówi Elżbieta Witek.
    - Otrzymałem informację mailem, a powinienem pisemnie. Ponadto mam siedem dni, aby się odwołać od tej decyzji - ripostuje Szyszka.
    - Dlatego mailem, bo nie miałam danych teleadresowych pana Szyszki - podkreśla Witek.
    - To kłamstwo. Wszystkie moje dane są w Warszawie - odpowiada były senator PiS.


    Buntownik z wyboru
    Konflikt dotyczy ostatniej konferencji Mieczysława Szyszki, którą były senator zorganizował w siedzibie posła Waldemara Wiązowskiego. Na spotkaniu z dziennikarzami, które odbyło się wbrew rozporządzeniu Elżbiety Witek (o zakazie udzielania informacji mediom - przyp. red.) Mieczysław Szyszka poinformował, że w przyszłych wyborach kandydatem na prezydenta będzie Ryszard Kabat.
    - Być może to jest kandydat pana Szyszki, bo na pewno nie Prawa i Sprawiedliwości - mówi zdenerwowana Witek.

    Jeszcze bardziej bulwersują ją słowa senatora Szyszki, dotyczące nieprzestrzegania umowy koalicyjnej, którą wałbrzyski PiS zawarł z Platformą Obywatelską przed wyborami na prezydenta Wałbrzycha.
    - Koalicja ma się dobrze. Umowa jest respektowana. Nie ma żadnych powodów do obaw - zapewniała pełnomocnik na konferencji prasowej. Podkreśliła, że o całej sprawie powiadomi władze partii.

    Lojalność
    - Tak, wiem, że w ostatnim czasie odeszło od nas kilkadziesiąt osób. Do większości z nich wysłałam pisma z prośbą o spotkanie i uzasadnienie tej decyzji. Nie będę jednak trzymała na siłę nikogo. W partii pozostaną ci, którzy chcą dla niej pracować - zaznacza Elżbieta Witek. - Powołano mnie po to, aby wprowadzić porządek. Dlaczego mnie? Bo jestem osobą z zewnątrz, nie uwikłaną w lokalne rozgrywki. Po wakacjach odbędą się wybory na prezesa wałbrzyskich struktur Prawa i Sprawiedliwości. Moje obowiązki przejmie kolejna osoba.

    Kilka razy podkreślała, że nie ma konfliktu między nią a posłem Waldemarem Wiązowskim, który zrezygnował z pełnienia funkcji szefa wałbrzyskich struktur PiS.

    Jest dobrze?
    Nikt w rzeczywistości nie wie, ilu członków liczą dokładnie wałbrzyskie struktury Prawa i Sprawiedliwości. W ostatnim okresie szeregi opuściło około stu osób.
    - Tak, potwierdzam, że taka lista dotarła do Warszawy, ale ponad połowa danych jest nieczytelnych. W kolejce czeka kilkadziesiąt następnych osób. Co więcej, mogę pana zapewnić, że część z tych, którzy odeszli, już chce wrócić - mówi Elżbieta Witek.

    Zaznacza, że sytuacja unormuje się już niebawem. - Będę również chciała uporządkować sprawę koalicji w powiecie wałbrzyskim. Tam obowiązuje jedynie umowa ustna. Mogę jednak zapewnić, że niebawem powstanie klub radnych Prawa i Sprawiedliwości, który będzie funkcjonował zgodnie z prawem i statutem partii - kończy Elżbieta Witek.

    Rafał Pawłowski; http://www.tygodnik.walbrzyski.pl/?Act= ... _doc=15814

  • Tsamb
    Tsamb 3337
    16.07.2008
    [Region wałbrzyski]

    Przygotowują raport o stanie miasta. Mają też kandydata na prezydenta - jest nim Ryszard Kabat, były szef wałbrzyskiej filii Politechniki Wrocławskiej.

    - Raport ma być gotowy za dwa miesiące - zapowiada Ryszard Kabat. Byli członkowie wałbrzyskiego PiS chcą zaproponować wyborcom nie tylko kandydata na prezydenta, ale i grupę menedżerów zarządzających gminą.

    Barbara Szeligowska; http://www.prw.pl/articles/view/7268/wy ... walbrzychu

  • Tsamb
    Tsamb 3337
    21.07.2008
    [Wałbrzych]

    Ryszard Kabat, pierwszy kandydat, który zadeklarował, że za dwa lata będzie bił się o fotel prezydenta Wałbrzycha, zdradził swoją strategię na najbliższe miesiące.
    [attachment=0:1c4daita]27897.jpg[/attachment:1c4daita]
    - Nasz kandydat na prezydenta miasta ma wszystko to, czego nie ma obecny - tak reklamował na konferencji prasowej Ryszarda Kabata, byłego szefa Politechniki Wrocławskiej w Wałbrzychu, Mieczysław Szyszka, były senator PiS z okręgu nr 2. - Po pierwsze: wykształcenie. To doktor nauk ścisłych. Po drugie: ma kontakty w biznesie. Zarządzał dużymi firmami, korporacjami, których kapitały sięgały setek milionów złotych. Po trzecie: pracował w Wałbrzychu kilkanaście lat. Był wychowawcą młodzieży i studentów. Ma więc wszystko to, czego brakuje obecnemu prezydentowi.


    Zapewniał, że w walce o fotel prezydenta Ryszarda Kabata poprze wiele osób i grup społecznych. Na początek powołano grupę specjalistów, która dokona oceny działań obecnej ekipy rządzącej miastem.
    - Raport w tej sprawie przedstawimy do końca września - zapewniał.

    Sam Ryszard Kabat nie chciał na razie zdradzić, kogo widzi w gronie swoich najbliższych współpracowników.
    - Na podawanie konkretnych nazwisk przyjdzie jeszcze czas. Mogę jednak zapewnić, że mieszkańcy i media na pewno poznają je długo przed wyborami - mówił Ryszard Kabat. Sugerował, że przez kilkanaście lat, które spędził w naszym mieście, zdobył zaufanie młodzieży oraz środowisk naukowych. Tym samym próbował obalić zarzuty obecnego prezydenta, że jest osobą spoza Wałbrzycha, nieznającą problemów tego miasta.

    - Ile można mówić już o potrzebie budowy wałbrzyskiej obwodnicy. Mówić, ale nic nie robić, bo jak jej nie było, tak nie ma - podkreślał były szef Politechniki Wrocławskiej. Kabat nie dopuszcza do siebie myśli o przegranej.

    - Nie zakładam, że coś takiego może mieć miejsce, ale jeśli nawet by tak się miało stać, to przyjmę to normalnie. Taka jest polityka, takie są wybory. Trzeba umieć wygrywać i ponosić porażki. Wtedy oddam się podróżom, które są moją wielką pasją - odpowiedział Ryszard Kabat.

    Rafał Pawłowski; Tygodnik Wałbrzyski

  • Tsamb
    Tsamb 3337
    21.07.2008
    Wywiad z Ryszardem Kabatem

    Mieczysław Szyszka, były senator Prawa i Sprawiedliwości, przedstawił Pana jako kandydata na prezydenta miasta Wałbrzycha. Czyjego kandydata?
    - Senator Szyszka powołał grupę ekspertów, która zamierza monitorować i oceniać sytuację w Wałbrzychu. Na tej podstawie pod koniec września wypracowany zostanie program dla miasta. Będzie to długofalowy program na następne kilkadziesiąt lat. Pan Szyszka zwrócił się do mnie z prośbą, abym firmował ten program swoją osobą, a więc naturalnie był i kandydatem na prezydenta Wałbrzycha. Wyraziłem zgodę, bo znam te osoby i wiem, że chcą zrobić dla miasta coś dobrego.

    Zna pan tę grupę, a sam Wałbrzych? Prezydent Piotr Kruczkowski ma wątpliwości. Podkreśla, że nie jest pan wałbrzyszaninem, nie zna problemów miasta.
    - To krzywdząca opinia. Oczywiście się z nią nie zgadzam. Przez jedenaście lat byłem dyrektorem filii Politechniki Wrocławskiej w Wałbrzychu, która wykształciła dla potrzeb tego miasta całe zastępy inżynierów. Mówienie, że nie znam Wałbrzycha jest niesprawiedliwe. Mało tego, mam tu wielu przyjaciół i rodzinę. Spędzam tu dużo wolnego czasu.
    Znam też problemy: wystarczy śledzić media, czytać fora internetowe, gdzie sprawy Wałbrzycha są wciąż poruszane. A że nie mieszkam w Wałbrzychu na stałe? W 2001 roku Piotr Kruczkowski został komisarzem Jedliny-Zdroju także nie będąc mieszkańcem tej gminy. Wtedy ta sytuacja była dla niego dopuszczalna. Moja dziś nie jest. Pan Kruczkowski powołał też na swojego zastępcę Piotra Sosińskiego, który w momencie powołania nie był mieszkańcem Wałbrzycha, a miał rozwiązywać problemy tego miasta. Jak te zdarzenia mają się do krytycznej wypowiedzi na temat mojej osoby?

    Kiedyś oceniał pan studentów. Dziś proszę zrobić to w stosunku do Piotra Kruczkowskiego.
    - Jeżeli wałbrzyscy kibice na mecze swojego ukochanego zespołu jeżdżą do Świebodzic, dzieci na lodowisko do Świdnicy, a młodzież na basen do Świebodzic, to trudno powiedzieć, że Wałbrzych nie ma problemów. Trudno ocenić mi prezydenta Kruczkowskiego. Nie chcę wyłącznie go potępiać, bo kilka rzeczy zrobił dobrze.

    Mam rozumieć więc, że jest to zaliczenie warunkowe?
    - Można tak powiedzieć.

    Dlaczego Pan jest lepszym kandydatem niż obecny prezydent?
    - Dlatego, że ja potrafiłbym dobrać sobie dobrych współpracowników. Na rok przed wyborami podam nazwiska osób, które obstawią dwadzieścia najważniejszych stanowisk w mieście. Zrobię to po to, aby mieszkańcy wiedzieli, na jaką grupę będą szli głosować.

    Ponoć kiedyś to ludzie z otoczenia obecnego prezydenta prosili Pana, aby był kandydatem na włodarza miasta. To prawda?
    - To bardzo ciekawa sytuacja, o której pan Kruczkowski zapomniał. W jednym z wywiadów wypomniał mi, że jestem już po raz trzeci kandydatem na kandydata. Chyba więc nie pamięta, że to właśnie grupa OPS (Obywatelskie Porozumienie Samorządowe - przyp. red.), w której był pan Ludwiczuk, Rząsowski i wielu innych zacnych ludzi, zaproponowała najpierw mi kandydowanie na prezydenta miasta. Dzięki temu, że wówczas przyjąłem jednak propozycję pracy na uczelni, szansę bycia kandydatem na prezydenta otrzymał właśnie on. Chociażby za to powinien być mi wdzięczny.

    Liczy Pan na poparcie dużych ugrupowań, chociażby PiS-u, którego był pan do niedawna członkiem?
    - To przykra sytuacja. Poza partią znalazła się duża grupa osób, która całkowicie poświęciła się temu ugrupowaniu. Przypomnę, że w ostatnich wyborach otrzymaliśmy w Wałbrzychu ponad 25 proc. poparcia. Wcześniej było ponad cztery. To była ciężka praca setek ludzi. To, co wydarzyło się później, a więc rozwiązanie zarządu, roszady personalne, powołanie nowej pełnomocnik, spowodowały, że w proteście do zmian polityczno-organizacyjno-kadrowych zrezygnowałem z członkostwa. Zrobiłem to z wielkim bólem. Szefem kampanii wyborczej PiS-u w Wałbrzychu byłem cztery razy. Nie mogłem się jednak godzić na niedemokratyczne rozwiązania, które miały miejsce.

    Rozmawiał Rafał Pawłowski; Tygodnik Wałbrzyski

  • Tsamb
    Tsamb 3337
    21.07.2008
    [Powiat wałbrzyski]

    - Odwołam się do Sądu Administracyjnego we Wrocławiu. Jestem przekonany, że podobnie jak za pierwszym razem, kolejny wyrok będzie na moją korzyść - zapowiada Eugeniusz Stanisławek, który walczy o odzyskanie mandatu radnego powiatu wałbrzyskiego.
    Rada powiatu wałbrzyskiego po raz drugi podjęła uchwałę o wygaśnięciu mandatu dla Stanisławka.

    - W sierpniu ubiegłego roku zrobiła to niesłusznie, co potwierdza wyrok Sądu Administracyjnego - podkreśla były radny.

    Decyzja rady została więc cofnięta. Przez trzy miesiące Eugeniusz Stanisławek znów był radnym. Jednak w trakcie ostatniej sesji rada zabrała mu mandat ponownie. Uchwała została podjęta na podstawie wcześniejszego złożenia oświadczenia o rezygnacji z mandatu, które Stanisławek złożył w czerwcu 2007 roku.


    - Zrobiłem to z powodu objęcia stanowiska prezesa uzdrowiska Szczawno - Jedlina. Rada miała trzy miesiące, aby przyjąć formalnie moją rezygnację i wygasić mandat. Tego jednak nie zrobiła. Przypomniano sobie o tym dopiero po roku. Wcześniej jednak - dokładnie 28 marca - złożyłem oświadczenie o wycofaniu mojej rezygnacji - mówi były radny.

    Twierdzi, że miało ono moc prawną i powinno być brane pod uwagę przy głosowaniu. Na dowód tego przytacza przykład radnego poprzedniej kadencji, Pawła Jasińskiego.
    [attachment=0:3py6gulu]27893.jpg[/attachment:3py6gulu]
    - On również złożył oświadczenie o rezygnacji, które następnie wycofał. Ten drugi dokument ówczesny starosta Bogusław Dyszkiewicz przeczytał przed sesją. I to było skuteczne. Jasiński pozostał radnym. Teraz niektórzy radni z poprzedniej kadencji z Platformy i lewicy zachowali się tak, jakby nie pamiętali, jak wtedy głosowali. To zwykła dwulicowość. W tamtym przypadku wycofanie zostało uwzględnione. W moim już nie - podkreśla Stanisławek. Każda ze stron, broniąc swoich racji, opiera się na innych opiniach prawnych. Sam zainteresowany powołuje się na tę, którą wystawił komisarz wyborczy Jan Linowski.

    - Jednoznacznie stwierdził, że radny, który złożył oświadczenie o rezygnacji, może je wycofać w dowolnym momencie. Warunek jest taki, że uczyni to przed podjęciem uchwały przez radę. I ja z tego skorzystałem - zaznacza były radny. - Gdyby rada wygasiła mój mandat w ciągu trzech miesięcy po tym, kiedy z niego zrezygnowałem, nie byłoby tematu i całej dyskusji w sprawie.

    Rafał Pawłowski; Tygodnik Wałbrzyski

  • Tsamb
    Tsamb 3337
    24.07.2008
    12 tysięcy złotych miesięcznie senatorskiej diety, 185 tysięcy złotych rocznej pensji z Telekomunikacji Polskiej, oszczędności, samochody, dom. To dla wybranego w okręgu wałbrzyskim senatora Stanisława Jurcewicza z Platformy Obywatelskiej za mało, by mógł wysłać swoje dzieci na wakacje. Dlatego chce, by za wypoczynek jego pociech zapłacili podatnicy.

    Kilkunastu senatorów PO i PiS, w tym - jak wynika z naszych informacji - reprezentant okręgu wałbrzyskiego Stanisław Jurcewicz, podpisało się pod wnioskiem o poszerzenie oferty funduszu socjalnego. Mimo że i tak korzystają z szeregu przywilejów, chcieli jeszcze dostawać zapomogi na wakacje dla dzieci.


    - Z autorami wniosku to ja sobie porozmawiam - mówił w ogólnopolskich mediach Zbigniew Chlebowski, szef klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej, gdy usłyszał, co wyprawiają członkowie jego partii, ugrupowania, które od dawna publicznie mówi o ukróceniu przywilejów parlamentarnych.

    - Podpisał się pan pod tym wnioskiem? - zapytaliśmy wprost senatora Romana Ludwiczuka z Wałbrzycha. - Nie, bo uważam, że jest to nieetyczne i niemoralne. Byłbym obłudny, gdybym powiedział, że na tle innych grup społecznych zarabiam mało. Wiem jednak, że taki wniosek się pojawił - mówi Roman Ludwiczuk, przewodniczący komisji socjalnej.
    Bijąc się w pierś przysięga, że nie podpisał się pod wnioskiem. Zapewnia, że próbował odwieść od tego pomysłu osoby, które go złożyły.

    Dać palca, chcą rękę
    Jak wynika z naszych informacji, pod wnioskiem bez wahania podpisał się drugi senator ziemi wałbrzyskiej, Stanisław Jurcewicz. Postanowiliśmy sprawdzić to u źródła. Rozmowa z senatorem - na początku uprzejma - trwała kilkanaście sekund. Skończyła się w momencie, gdy padło pytanie - czy jego nazwisko figuruje na tym dokumencie. Senator rzucił wówczas słuchawką. Kolejnych telefonów już nie odbierał. Nie oddzwonił, mimo że nagraliśmy się na pocztę głosową i poprosiliśmy o komentarz w tej sprawie.
    [attachment=0:3gh7oygj]27872.jpg[/attachment:3gh7oygj]
    Tymczasem zarobki polskich parlamentarzystów wynoszą około 12 tysięcy złotych miesięcznie. Mogą oni również osiągać dochody poza Sejmem i Senatem. Oprócz wysokich comiesięcznych uposażeń korzystają z różnego rodzaju przywilejów: immunitetu, nietykalności, diety związanej ze służbowym wyjazdem za granicę, prawa do korzystania z funduszu świadczeń socjalnych, odprawy parlamentarnej, bezpłatnego urlopu w miejscu pracy dla umożliwienia wykonywania mandatu, prawa do zatrudnienia po zakończeniu urlopu bezpłatnego, prawa do świadczeń zdrowotnych, bezpłatnych przejazdów publicznymi środkami komunikacji, otrzymania paszportu dyplomatycznego i legitymacji senatorskiej, zakwaterowania w Warszawie, korzystania z samochodów służbowych Kancelarii Senatu, tworzenia biura senatorskiego oraz do ryczałtu na jego prowadzenie. W tym ostatnim przypadku to kolejne 10 tysięcy złotych. Mało?

    Biedny to on nie jest
    Szkoda, że senator Stanisław Jurcewicz nie chciał z nami rozmawiać i potwierdzić, czy uważa, że powinien otrzymać zapomogę dla swoich dzieci. Jeśli nie stać go na wysłanie pociech na wakacje, może zaciągnąć w kancelarii Senatu kredyt na bardzo preferencyjnych warunkach (oprocentowanie w wysokości 4 procent - przyp. red.). Patrząc jednak na jego oświadczenie majątkowe wydaje się, że i to nie jest konieczne. W oświadczeniu majątkowym złożonym w kwietniu 2008 roku znajdujemy informację, że senator ma na koncie 1248 złotych i papiery wartościowe o łącznej wartości 81 383 zł. W dalszej części oświadczenia dowiadujemy się, iż ma 1264 sztuk akcji Telekomunikacji Polskiej SA wartości (według kursu z dnia 30 czerwca 2008 roku) ponad 26 088 złotych. Na majątek Stanisława Jurcewicza składają się również nieruchomości. Dom o powierzchni 200 m2 wart 300 tys. zł oraz działki o łącznej wartości 60 tys. złotych. Samochody marek Renault Megane z 1999 roku i Mercedes z 2002 roku to kolejne kilkadziesiąt tysięcy złotych. W ubiegłym roku senator otrzymywał wypłatę z kilku źródeł. Z Telekomunikacji Polskiej dostał na konto bagatela ponad 185 tysięcy złotych. Ponad 22 tysiące z uposażenia senatora. Kolejne 4500 złotych z diet parlamentarnych. Dokładając kolejne 30 tysięcy złotych z tytułu pełnienia mandatu radnego w ubiegłym roku pytamy wprost: i Pana nie stać na opłacenie wyjazdu dzieci na wakacje?

    Rafał Pawłowski; Tygodnik Wałbrzyski

  • Tsamb
    Tsamb 3337
    30.07.2008
    [Wałbrzych]

    W czwartek, 31 lipca 2008 roku o godz. 10:30 w Wałbrzychu (Plac Magistracki 3 – biuro posła Gołębiewskiego) odbędzie się konferencja prasowa Klubu Radnych LiD. W programie między innymi:

    1.Informacja o wszczętych postępowaniach prokuratury !!!
    2.Oświadczenie klubu LiD sprzeciwiające się podwyżce wody !
    3.Boisko ze sztuczną nawierzchnią, które nigdy nie powstało!
    4.Budowa „Bulodromu do gry w bule”- wyrzucone pieniądze???
    5.Sprawozdanie klubu LiD w/s nieefektywnego umieszczenia W-ch na liście miast, które mają stanowić centra dla reprezentacji narodowych - uczestników EURO 2012.
    http://www.walbrzych.info/?wczytaj=wiad ... &show=6460

  • Tsamb
    Tsamb 3337
    04.08.2008
    [Wałbrzych]

    Prezydent Piotr Kruczkowski pracuje bardzo nieefektywnie lub pozoruje prace. Tak uważają lewicowi radni, którzy w czwartek na konferencji prasowej, skierowali do władz Wałbrzycha masę zarzutów. Wśród nich prokuratorskie postępowanie w sprawie braku nadzoru nad WTBS - em i ponad 44 tysiące wydane na wątpliwej jakości bulodrom. Gmina tradycyjnie odpiera ataki.
    [attachment=1:1izeutwx]Lewica1.jpg[/attachment:1izeutwx]
    O sprawie WTBS - u jako pierwsi pisaliśmy już w kwietniu tego roku. Przypomnijmy, że właśnie wtedy do komisji rewizyjnej rady miejskiej trafił audyt, który suchej nitki nie zostawiał nad kontrolą realizacji umów zawieranych przez gminę, głównie z Wałbrzyskim Towarzystwem Budownictwa Społecznego. Opozycja wystąpiła do prokuratury, kłodzka rejonówka na początku lipca wszczęła śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków służbowych w tym zakresie przez zastępce prezydenta miasta Mirosława Bartolika. - W tej sprawie trwa obecnie postępowanie przygotowawcze. Przekazaliśmy prokuratorowi pełną dokumentacje o którą prosił. Czekamy na wynik postępowania - komentuje decyzję śledczych Ewa Frąckowiak, rzecznik ratusza.

    Bule w bólach
    Lewicowych radnych zainteresowała także sprawa bulodromu na Piaskowej Górze. Według nich jest to ponad 44 tysiące złotych wyrzucone w błoto. - Naprawdę nie wiem jak można tam grać. Całość nie wygląda ciekawie - mówi Paweł Szpur. Przedstawiciele opozycji podkreślają, że nie są przeciwni inwestycjom sportowym, ale nie chcą by gmina prowadziła je w tak wątpliwy sposób i za takie pieniądze. - Od sześciu lat jestem radnym. Prawie zawsze gdy zwracam się o pomoc w jakiejś sprawie, odpowiedź jest taka sama: brak środków w budżecie. Na bulodrom o takiej jakości jednak są - dziwi się Dariusz Lenda. Obiektu broni dyrektor Ośrodka Sportu i Rekreacji, Mariusz Gawlik. - Już zapraszam na mistrzostwa Wałbrzycha w bule, które odbędą się we wrześniu - mówi. Przyznaje, że nie jest to w naszym mieście inwestycja pierwszej potrzeby, ale ma swoich odbiorców. - Spotykają się i grają. Oczywiście nie tak często jak jeszcze rok temu kiedy prężnie działał klub, ale bulodrom na pewno nie stoi cały czas pusty - tłumaczy. A fatalna jakość wykonania? - Podczas ostatnich Dni Wałbrzycha obiekt został zniszczony, właśnie teraz jest odnawiany, tydzień temu został przywieziony kliniec. Warunki atmosferyczne wcześniej na to nie pozwalały, jak tylko trochę popada, zostanie wyrównany - podsumowuje szef Osiru.
    [attachment=0:1izeutwx]Lewica2.jpg[/attachment:1izeutwx]
    Opozycja poruszyła także sprawę, o której w „Wiadomościach" pisaliśmy już przed tygodniem. Wałbrzych nie znalazł się na liście miast, które mogą stanowić centra pobytowe dla drużyn, które przyjadą na Euro 2012. - Jeżeli już w trakcie przygotowań, na tak wczesnym etapie nie ma nas na tej liście to jest to bardzo duże niedopatrzenie władz. Chcemy by prezydent wziął na siebie odpowiedzialność za te sprawę - mówi Dariusz Lenda. Lewica apeluje by „nie odpuszczać" tej sprawy, by walczyć dalej, a nie pozorować pracę. - Prezydent powołał specjalny zespół do spraw Euro 2012, nie wiemy jednak czym on się zajmuje, jakie są efekty jego pracy - dodaje Paweł Szpur. Ratusz - już po ogłoszeniu niekorzystnej dla Wałbrzycha decyzji - zapewniał, że to nie koniec walki. - Jeżeli do połowy 2009 roku spełnimy wszystkie warunki to możemy wrócić na tą listę - mówi Ewa Frąckowiak. Dodaje, że problemem był brak pewności, że do 2010 przy ulicy Ratuszowej powstanie hotel. - Już wiemy, że może być budowany w pierwszej kolejności - podsumowuje rzeczniczka.

    Michał Wyszowski; http://www.nww.pl

  • DlugiX
    DlugiX 1476
    11.08.2008
    Karuzela z prezydentami
    poniedziałek, 11 sierpień 2008





    Do wyborów jeszcze dwa lata, ale odliczanie już rozpoczęte. Sygnał do startu dał Ryszard Kabat, który zadeklarował, że chce walczyć o prezydenturę Wałbrzycha. Kto jeszcze podejmie walkę? Pytań jest bardzo dużo. Kto z PO, jeżeli Piotr Kruczkowski zawali następne dwa lata? Czy lewica uwierzy, że Dariusz Lenda to dobry kandydat i czy PiS uda się pozbierać i wystawić własnego pretendenta? W „Wiadomościach Wałbrzyskich" pierwsza, mocno przedwyborcza analiza.


    Na razie kandydat jest jeden, nazywa się Ryszard Kabat. O tym, że chce startować w wyborach powiedział publicznie na początku lipca. - Wałbrzych zasługuje na to, by zarządzać nim w nieco inny sposób niż ma to miejsce teraz - mówił wówczas na łamach „Wiadomości Wałbrzyskich". Kabat - przez wiele lat związany z wałbrzyskim oddziałem Politechniki Wrocławskiej - jest kandydatem niezależnym, jednak rekomendowali go także kolejni rozłamowcy z Prawa i Sprawiedliwości, m.in. Mieczysław Szyszka. Kandydatem niezależnym miał być także Andrzej Zibrow, były prezes koksowni „Victoria". Taka informacja pojawiła się kilka dni temu, w rozmowie z nami zdementował ją jednak sam zainteresowany. Zdecydowanej deklaracji o tym, że na pewno nie wystartuje, jednak nie złożył.



    Kto po Kruczkowskim?

    W Platformie Obywatelskiej konsternacja. Z kilku źródeł usłyszeliśmy, że w tej partii szykowany jest następujący scenariusz. W wyborach do Parlamentu Europejskiego, które odbędą się wiosną przyszłego roku, startuje prezydent Piotr Kruczkowski. Jeżeli dostaje się, na jego miejsce pochodzący z platformy premier powołuje komisarza, który rządzi miastem przez rok i z pozycji gospodarza startuje w następnych wyborach samorządowych. Tym komisarzem miałby być Roman Ludwiczuk. Oficjalnie wszyscy temu zaprzeczają. - Bruksela to piękne miasto, ale nie jestem przekonany czy tak bardzo interesujące jak Wałbrzych - mówił w czerwcu w wywiadzie dla naszego tygodnika Piotr Kruczkowski. Po raz kolejny także dodał, że mocno rozważa walkę o trzecią kadencję. Zdecydowanie zaprzecza także Roman Ludwiczuk. - Będę mocno wspierał prezydenta Piotra Kruczkowskiego, jeżeli wystartuje - mówi Ludwiczuk. To „jeżeli", jest tutaj bardzo ważne. Bo tak naprawdę wszystko rozstrzygnie się w najbliższym półroczu. Jeżeli Wałbrzych nie odzyska grodzkości, nie ruszy budowa obwodnicy, a obiektu przy Ratuszowej nie uda się skończyć przed kampanią, to walka o kolejne cztery lata będą dla Kruczkowskiego bardzo ciężkie. To były w końcu sztandarowe hasła tej kadencji, priorytety w działaniu ratusza. Co jeśli nie wypalą? Wybory to w końcu plebiscyt popularności pod partyjnymi szyldami, a ławka kadrowa platformy wcale nie jest długa i bogata. Ludwiczuk ma charyzmę, ale ma także mandat senatora i funkcję prezesa Polskiego Związku Koszykówki. Ciężko przypuszczać, że z tego zrezygnuje. Dlatego w PO już teraz aktualne jest pytanie, kto jeśli nie Kruczkowski? Kto pociągnie ten wózek?



    Jednak Lenda, Dariusz Lenda

    Na lewicy od dłuższego czasu mówi się o tym, że kandydatem będzie radny miejski Dariusz Lenda. On sam na razie nie zaprzecza i nie potwierdza, ostatnio mówił dziennikarzom, że na razie śledzi sytuację. Ale czy wystartuje? Chyba tak, bo po lewej stronie ławka jest jeszcze krótsza. Starzy działacze (Kuźniar, Gołębiewski) już się opatrzyli, Mirosław Lubiński „zgrał się" w ostatnich, nieudanych kampaniach. Jeżeli Ledna przystąpi do walki, sam musi uwierzyć w to, że wygra. Na razie takiej wiary w nim nie widać, a niezdecydowanie od razu wyczują wyborcy. Na dziś lewica postawiła na ofensywę i walkę z obecnym prezydentem. Organizuje konferencje prasowe, walczy na sesjach rady miejskiej, śle doniesienia do prokuratury. Ta akcja - jak mówią działacze - ma osłabić Kruczkowskiego, a wzmocnić Lendę. Zaangażowali się w nią Alicja i Longin Rosiak, którzy już przed rokiem zbliżyli się do tego środowiska politycznego. Sami jednak wielkich szans na prezydenturę nie mają. Zresztą na dziś, alternatywy dla Lendy, który w ostatnich wyborach samorządowych zrobił niezły wynik, po prostu nie ma. Chyba, że z politycznego letargu obudzi się na przykład Marek Dyduch, którego ambicje na pewno nie kończą się na pełnionej przez niego obecnie funkcji radnego sejmiku. A jest to z pewnością osoba w Wałbrzychu doskonale rozpoznawalna.



    Przystawki kandydata nie mają

    Nie wiadomo co zrobi Prawo i Sprawiedliwość. Lokalne struktury tej partii pogrążone są w wojnie, ich tymczasowym szefem jest zupełnie nie związana z Wałbrzychem posłanka, Elżbieta Witek. Ma zaprowadzić tutaj porządek. PiS raczej nie poprze Ryszarda Kabata, ale czy wystawi swojego kandydata? Tego jeszcze nie wiadomo. Z pewnością jednak wśród działaczy tej partii z niezadowoleniem przyjęto decyzję wyborczą z przed dwóch lat. Wtedy partia braci Kaczyńskich, nie wystawiła kandydata, popierając Piotra Kruczkowskiego z PO.

    Na tym partyjnej wyliczanki z kandydatami koniec. Liga Polskich Rodzin i Samoobrona, nawet gdy te partie były w parlamencie, miały tak słabe struktury lokalne, że nie potrafiły wypromować żadnego lidera. Tak będzie i tym razem. Nawet gdy pojawi się kandydat, to w realnej wyborczej walce nie zdobędzie więcej niż 500 głosów. Słabiutkie w Wałbrzychu jest także Polskie Stronnictwo Ludowe, dlatego z tej strony raczej wyborczy as nie nadejdzie.

    Michał Wyszowski

    wyszowski@nww.pl

  • Tsamb
    Tsamb 3337
    20.08.2008
    Ponad 7 litrów krwi dali sobie upuścić powiatowi urzędnicy oraz przyjaciele wałbrzyskiego starosty. Na zaproszenie Agustyna Skrętkowicza do centrum krwiodawstwa stawiło się 28 osób. Tym samym rozpoczęli akcję pod patronatem Wiadomości Wałbrzyskich - „Sprawdź, czy masz krewkich znajomych?".

    Krwi brakuje bez przerwy. Najgorzej - jak co roku - jest latem. Z jednej strony zwiększone zapotrzebowanie na krew - więcej jest wypadków. Z drugiej mniejsza liczba dawców - ci stali, głównie studenci, wyjeżdżają na wakacje. Dlatego Wiadomości Wałbrzyskie chętnie objęły patronatem akcję, która nie jest (mamy nadzieję, że nie będzie) jednorazowa. Pod hasłem: Sprawdź, czy masz krewkich przyjaciół? Pierwszy w centrum krwiodawstwa stawił się starosta wałbrzyski, pomysłodawca akcji.
    - Nawet jeśli ktoś potraktuje to w kategoriach rywalizacji, to niech tak będzie. To szlachetna rywalizacja w słusznej sprawie - podkreśla Augustyn Skrętkowicz.

    Na jego prośbę w kolejce do ambulatorium stanęli także Leszek Orpel, burmistrz Jedliny Zdrój, Robert Wróbel, dyrektor II LO w Wałbrzychu, radni powiatu - Kamil Zieliński i Bartłomiej Grzegorczyk oraz grupa urzędników starostwa, nad którą pieczę miał szef wydziału zarządzania kryzysowego, Zygmunt Pala.
    [attachment=0:3pt15jcu]AKCJA_KREW01.jpg[/attachment:3pt15jcu]
    - Wszyscy poddali się badaniu oraz szczegółowemu wywiadowi lekarskiemu. Ich zadaniem jest sprawdzenie, czy osoba, która chce oddać krew, wyróżnia się pełnym zdrowiem - wyjaśnia Teresa Kamińska z Regionalnego Centrum Krwiodawstwa w Wałbrzychu.

    Niestety, z 28 osób, które się stawiły, jedynie 16 mogło oddać bezcenny dar. Jednak udało się w sumie żebrać ponad 7 litrów krwi.
    - Nie mogliśmy odmówić panu staroście, skoro nazwał nas swoimi przyjaciółmi - przyznał radny Zieliński, na co dzień w opozycji do starosty.

    Pierwszy dzień akcji można udać do udanych. Do kolejnych zapraszać będziemy inne znane osoby ze świata polityki, gospodarki i nauki. A ci „krewniacy" namawiać będą swoich przyjaciół. W ten sposób dowiemy się to ma najbardziej krewkich znajomych i wspomożemy regionalną stację krwiodawstwa.

    Magdalena Sośnicka-Dzwonek; http://www.nww.pl

  • Tsamb
    Tsamb 3337
    20.08.2008
    Augustyn Skrętkowicz, starosta powiatu wałbrzyskiego nie przeszedł badań, które kwalifikują do oddania krwi. Zapowiadana kilka dni temu akcja zakończyła się fiaskiem.

    Centra krwiodawstwa w całej Polsce alarmują: drastycznie brakuje krwi. Banki zwykle świecą pustkami właśnie w wakacje, kiedy przychodzi mniej dawców. Na apel postanowił zareagować starosta. Zorganizował akcję oddawania krwi. Sam chciał dać dobry przykład i również wybrał się do Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Wałbrzychu. Jednak, jak każdy, kto decyduje się na taki hojny gest, musiał przejść wstępne badania. Są konieczne, żeby móc ocenić, czy dana osoba jest zdrowa i jej krew może posłużyć potrzebującym.


    Okazało się jednak, że wyniki Augustyna Skrętkowicza zdyskwalifikowały go jako dawcę. W Starostwie Powiatowym w Wałbrzychu zaszumiało od plotek. Opozycja pyta, czy starosta jest chory. Katarzyna Dyląg-Marcinkowska uspokaja, że staroście nic nie dolega, ale by oddać krew, wyniki muszą być idealne, a takie nie były. Skrętkowicz twierdzi, że nie ma problemu ze zdrowiem i już we wrześniu szykuje kolejną akcję. Jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie w jego krwi znajdowały się substancje, przez które nie mógł jej oddać. To nie efekt choroby, tylko chwilowego niedomagania.

    My jednak zapraszamy do oddawania krwi już w tym tygodniu. W najbliższy czwartek w Urzędzie Miejskim w Wałbrzychu dawcami zostaną urzędnicy i przedstawiciele lokalnych mediów. Przyłączył się także Piotr Kruczkowski, prezydent Wałbrzycha. Chcemy, by cenny płyn został przekazany między innymi mieszkańcom Gruzji, których ostatnio dotknęła tragedia.
    – Zapraszamy wszystkich chętnych. Pracownicy centrum będą czekali na dawców od południa w wałbrzyskim ratuszu – zachęca Ewa Frąckowiak, rzeczniczka wałbrzyskiego magistratu.

    Sylwia Królikowska; http://www.e-walbrzych.pl

  • Tsamb
    Tsamb 3337
    21.08.2008
    "TADEUSZ" napisał:
    Jaki to wstyd dla Kruczkowskiego . Niewielkie 6,5 tyś. Szczawno ściąga inwestorów pod jego "nosem" a ten szajbus organizuje pielgrzymki i bogoojczyżniane modły na stadionie . Co dzielnica to większy syf. Brawo Panie burmistrzu Szczawna !!!

    "DlugiX" napisał:
    POPIERAM !!! Przecież Wałbrzych ma tyle wyśmienitych terenów, nadających się pod inwestycje, jakąś samą DK35 Napotykamy przynajmniej kilkanaście świetnych terenów.... podobnie obwodnica, Szczawno o niej nie mów i robi, a plany obwodnicy Wałbrzycha były jeszcze za Niemców :P

    @ Tadeusz i Dlugix-nie ma co śmiecić na forum, więc proponuje na tematy polityczne wypowiadać się w tym dziale, a nie podciągać wypowiedzi pod temat Makro!!
    A jeśli chodzi o moje zdanie na ten temat to uważam, że prezydent nie jest ani najgorszy, ani najlepszy - z pewnością bije na głowę byłego Stanisława. Ale po tym tsunami, które lewica dokonała w naszym mieście ciężko jest podnieść nasze miasto szybko na kolana. Gdyby lewica jeszcze rządziła to nie wiem czy by powstał choć jeden wątek na tym forum z początkiem [Wałbrzych]... :twisted:
    A co do samego Szczawna to tylko tereny-zadzwoń do Tesco-odbiorą "Tesco Wałbrzych słucham...", reklama Makro w radiu- "Właśnie rozpoczęliśmy budowę nowej hali Makro w Wałbrzychu...". Więc nie oszukujmy się-gdyby nie nasze miasto to nici by z tego były. A, że tereny mieli lepsze to już inna sprawa:)

  • DlugiX
    DlugiX 1476
    21.08.2008
    Jeżeli ktoś z Was ogląda czasem TV WAŁBRZYCH albo TVP Wocław to wypowiadam się tam czasami na konferencjach MC
    i wiecie że moje Stowarzyszenie ma bardziej opozycyjne nastawienie do Prezydenta, z chęcią porozmawiał bym z Tobą Tsamb na osobności
    o sprawach politycznych :-) Bo tu nie chcę się sprzeczac :)
    Pozdrawiam :)

  • DlugiX
    DlugiX 1476
    25.08.2008
    Buszujący w obłokach
    poniedziałek, 25 sierpień 2008


    Są w Wałbrzychu młodzi ludzie, którzy zapowiadają, że chcą bardzo wiele zrobić dla swego miasta. Działają w „Młodym Centrum", wysuwają poważne postulaty, ale niektóre mocno na wyrost. Chwała im za to, że chcą pomagać potrzebującym, ale najwyższy czas na konkrety.


    Remonty głównych ciągów komunikacyjnych Wałbrzycha, realizacja budownictwa mieszkaniowego i socjalnego, remont wszystkich boisk przyszkolnych to tylko niektóre z wielu kierunków działań, którym chcieliby się poświęcić członkowie wałbrzyskiego stowarzyszenia „Młode Centrum". Jak zapowiadają jego członkowie chcą też sprawdzać czy prezydent Piotr Kruczkowski wywiązuje się ze swych wyborczych obietnic. Mowa o budowie kompleksu Aqua Zdrój, powstaniu zachodniego odcinka obwodnicy i odzyskaniu przez Wałbrzych grodzkości.



    Lewica pomoże

    Tematy oklepane, ale w ustach młodych ludzi brzmiące bardzo poważnie. Członkowie „Młodego Centrum" postulują stanowczo, ale z doprowadzeniem do realizacji chociażby jednego z punktu ich ambitnego programu mogą być kłopoty. No bo jak 14-osobowa organizacja (tyle jest członków stowarzyszenia w Wałbrzychu), która działa w mieście zaledwie od stycznia tego roku, nie mająca swoich przedstawicieli w radzie miejskiej chce doprowadzić na przykład do wyremontowania głównych ulic? W realizacji „marzeń", młodzieży mają pomagać radni lewicy, którzy podkreślają jak to dobrze, że są jeszcze młodzi ludzie, którzy nie są bierni i chcą działać. - Jesteśmy stowarzyszeniem politycznym, ale jednocześnie apartyjnym. Otwartym na współpracę z wieloma środowiskami, no może poza PPS i LPR - mówi z uśmiechem Maciej Jędraszek, przewodniczący wrocławskiego koła „Młodego Centrum".

    Jego wałbrzyscy koledzy od razu dodają czym stowarzyszenie zajmowało się w ostatnich miesiącach. To dwie ogólnopolskie inicjatywy społeczne. Pierwsza to projekt EURO, czyli promocja wprowadzenia w Polsce wspólnej waluty europejskiej. Z kolei pod hasłem „Napiszmy do Europy" odbyła się społeczna akcja poparcia dla naszej kandydatury Europejskiego Instytutu innowacji Technologii.



    Korepetycje i porady za darmo

    „Młode Centrum" w Wałbrzychu chwali się też akcjami miejskimi. Zbiórką żywności i pieniędzy prowadzoną we współpracy z PCK, zorganizowaniem śniadania wielkanocnego dla ubogich, organizacją wspólnie z urzędem miejskim i Wałbrzyskim Porozumieniem Młodzieży dnia dziecka oraz festynu rodzinnego w Przedszkolu Integracyjnym na Piaskowej Górze. - Udzielamy też darmowych korepetycji dla dzieci z ubogich rodzin i bezpłatnych porad prawnych w sprawach zadłużenia mieszkań - mówi Mateusz Rambacher, przewodniczący wałbrzyskiego koła „Młodego Centrum". W siedzibie stowarzyszenia, które przygarnął miejscowy oddział PCK (Pl. Magistracki 3a) w każdy wtorek od 13.00 do 15.30 dyżurują członkowie MC. Można wtedy przyjść po poradę.

    Kolejną inicjatywą młodych ludzi jest projekt „Przestrzeń Miasta". Ma on pośrednio doprowadzić do wyeliminowania z ulic obraźliwych graffiti naruszających godność osób ze względu na rasę, wiarę, przekonania, orientację seksualną czy przynależność do mniejszości etnicznej lub narodowej. Wystarczy zrobić zdjęcie rasistowskiego czy antysemickiego napisu na murze i fotografię wprowadzić do bazy, wchodząc na stronę http://www.przestrzenmiasta.pl. Zgłoszenia będą moderowane, a następnie okresowo przekazywane policji i straży miejskiej, by te egzekwowały na administratorach budynków usuwanie obraźliwych graffiti.

    Tomasz Piasecki

    piasecki@nww.pl