Miasto

Popularne miasta

Wrocław

  • 1353 inwestycje
  • 2971 wiadomości
  • 952 ogłoszeń
  • 202 firm

Kraków

  • 757 inwestycje
  • 3221 wiadomości
  • 2 ogłoszeń
  • 81 firm

Warszawa

  • 345 inwestycje
  • 2846 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 105 firm

Poznań

  • 325 inwestycje
  • 1150 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 52 firm

Katowice

  • 183 inwestycje
  • 1527 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 18 firm

Lublin

  • 167 inwestycje
  • 1224 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 7 firm

Gdańsk

  • 139 inwestycje
  • 1093 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 14 firm

Łódź

  • 87 inwestycje
  • 892 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 28 firm

Białystok

  • 70 inwestycje
  • 349 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 14 firm

Szczecin

  • 64 inwestycje
  • 608 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 14 firm

Bydgoszcz

  • 39 inwestycje
  • 290 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 11 firm

Toruń

  • 29 inwestycje
  • 365 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 3 firm
forum / Gospodarka / Nieruchomości

Nieruchomości

  • Gesah
    Gesah 1231
    12.02.2007
    to nie st daje znac, tylko ilosc oddawanych do tej pory inwestycji. 2 razy mniej/1000 mieszkancow niz poznan.

  • antoslaw
    antoslaw 581
    12.02.2007
    Gdyby to byl jedyny powod, to Katowice i Lodz bylyby najdrozszymi miastami w PL...

  • Rafis
    Rafis 2299
    13.02.2007
    tak Poznań jesli chodzi o nieruchomości to w tej chwili 2 liga.
    a na cene wpływa ilość mieszkan będąca w sprzedaży a nie oddawana do uzytku :)

  • Anonymous
    Anonymous
    13.02.2007
    Ilość mieszkań oddanych do użytku w 2006 :

    - 3686 Wrocław
    - 1049 powiat wrocławski

  • Rafis
    Rafis 2299
    13.02.2007
    "Orzech niezalogowany" napisał:
    Ilość mieszkań oddanych do użytku w 2006 :

    - 3686 Wrocław
    - 1049 powiat wrocławski


    3700 to juz przyzwoity wynik(takie minimum) ale potrzeba nam dwa razy wiecej :)

  • inwestomaniak
    inwestomaniak 546
    13.02.2007
    O ile jeszcze zdrożeją mieszkania


    Marek Wielgo 2007-02-08, ostatnia aktualizacja 2007-02-08 19:33


    Po ubiegłorocznym szaleńczym wzroście cen mieszkań w tym roku miały one drożeć wolniej. Czy ta prognoza się sprawdza?

    W 2007 r. ceny mieszkań nadal będą rosły, choć w Krakowie i Warszawie wolniej - mówili pod koniec ubiegłego roku niemal zgodnym chórem analitycy rynku mieszkaniowego. Czy ta prognoza się sprawdza?

    - W Krakowie nastąpiło w styczniu wyhamowanie cen nowych mieszkań - przyznaje Maciej Dymkowski, dyrektor serwisu nieruchomości Tabelaofert.pl. - Oczywiście o spadku cen nie może być mowy w sytuacji, gdy korekta wyniosła zaledwie 0,1 proc. Jest to jednak pierwszy sygnał potwierdzający prognozy, że ceny w tym mieście są bardzo blisko górnej granicy.

    Przypomnijmy, że w ubiegłym roku mieliśmy do czynienia wręcz z eksplozją cen. Według Tabelaofert.pl w stolicy Małopolski średnia cena nowych mieszkań wzrosła o 70 proc.! Z kolei używane według serwisu Szybko.pl podrożały o 60 proc.

    O przeszło 50 proc. wzrosły ceny mieszkań w Warszawie w 2006 roku. Analitycy przepowiadali więc, że w tym roku ceny wyhamują. Na razie w stolicy oznaki tego widać tylko na rynku wtórnym. Według serwisu Oferty.net używane mieszkania w Warszawie podrożały w styczniu o blisko 1 proc. - To już kolejne po obserwowanym w listopadzie ubiegłego roku wyhamowanie wzrostu cen. Zapewne to zapowiedź definitywnego końca trwającego do niedawna szaleństwa cenowego - komentuje Marcin Drogomirecki z Oferty.net. - Na średniej wielkości mieszkanie w Warszawie za ponad 400 tys. zł nie stać już klientów średnio zarabiających. Pośrednicy biorący udział w transakcjach twierdzą, że łatwiej jest negocjować obniżki. Ostateczną cenę mieszkania zależnie od jego wielkości można zbić już nie o kilka, ale nawet o kilkanaście tysięcy złotych lub więcej - dodaje Drogomirecki.

    Zupełnie inna atmosfera panuje na rynku pierwotnym. Średnia cena oferowanych przez firmy deweloperskie w styczniu nowo budowanych mieszkań podskoczyła aż o 6,6 proc. - Trudno spodziewać się nagłego zahamowania wzrostu cen. Najwyższe w kraju koszty budowy i bardzo wysokie ceny gruntów powodują bowiem, że deweloperzy wprowadzają na rynek coraz droższe projekty. Z perspektywy kupującego nie wygląda to najlepiej, jednak nie zapominajmy, że firmy szukają w ten sposób środków na zakup nowych, coraz droższych działek i zapewniają sobie możliwość działania w przyszłości - wyjaśnia Dymkowski.

    Gdzie jest granica wzrostu? - Przy obecnych zarobkach w Warszawie "sufit" to średnia na poziomie 9-9,5 tys. zł za m kw. Obecnie to ok. 7,8 tys. zł za metr - mówi ten analityk. Według niego niepokojące jest jednak to, że często horrendalne ceny osiągają mieszkania w dzielnicach uznawanych za niezbyt atrakcyjne. - Jeszcze niedawno chyba nikt nie wierzył w to, że ceny mieszkań na Białołęce osiągną poziom 6 tys. zł za m kw. - mówi Dymkowski. - Dzisiaj takie ceny w zasadzie już nie dziwią - dodaje.

    A jak było w innych aglomeracjach? Ze sporo większym niż do tej pory wydatkiem muszą się liczyć także kupujący nowo budowane mieszkania w Poznaniu (średnia cena wzrosła tu w styczniu o ponad 10 proc.), we Wrocławiu (o ponad 8 proc.) i w Łodzi (wzrost o blisko 7 proc.). Dzieje się tak dlatego, że z rynku najszybciej znikają najtańsze mieszkania, co przy symbolicznym wzroście podaży odbija się na średnich cenach. Ponadto deweloperzy stopniowo wprowadzają mieszkania do sprzedaży. - Na jednej z inwestycji w Łodzi cena metra kwadratowego na początku grudnia wynosiła 4,5 tys. zł, a obecnie jest o 300 zł wyższa - opowiada Dymkowski.

    - To próba testowania rynku przez deweloperów i szukanie maksymalnych pułapów cen akceptowanych jeszcze przez klientów - uważa doradca rynku nieruchomości Adam Henclewski. - Najlepiej byłoby się wstrzymać kilka miesięcy z podejmowaniem gwałtownych i pochopnych decyzji o zakupach i pozwolić deweloperom, aby ci ujawnili w pełni swoje tegoroczne projekty. Będzie wtedy w czym wybierać, będzie można negocjować warunki zakupu, ceny się ustabilizują, a deweloperzy zmuszeni będą do konkurowania ceną i adekwatną do niej jakością swojego towaru.

    Prezes firmy doradczej Reas Konsulting Kazimierz Kirejczyk podaje w najnowszym raporcie, że w tym roku raczej nie mamy co liczyć na zahamowanie cen. Jednak w perspektywie dwóch, trzech lat jest to możliwe. Na rynek trafi stosunkowo duża pula mieszkań kupowanych w celach spekulacyjnych przez indywidualnych inwestorów i fundusze inwestycyjne. - W tym okresie mieszkania będą sprzedawały się wolniej, ceny zapewne staną, a o zakupie decydować będzie jakość produktu - prognozuje Kirejczyk.





  • inwestomaniak
    inwestomaniak 546
    13.02.2007
  • inwestomaniak
    inwestomaniak 546
    13.02.2007
    Można starać się o zwrot VAT


    Ustanowienie użytkowania wieczystego przed 1 maja 2004 r. nie podlegało opodatkowaniu. Jeżeli gmina doliczyła VAT, to podatek ten był nienależny. Można więc starać się o jego odzyskanie.

    http://www.gazetaprawna.pl/index.php?ac ... .1.0.1.htm

  • inwestomaniak
    inwestomaniak 546
    13.02.2007
    Koniec z tanimi kredytami mieszkaniowymi


    (PAP, pb/13.02.2007, godz. 06:16)


    W Polsce mamy jedne z najtańszych i najbardziej dostępnych kredytów hipotecznych w Europie. Jeśli sprawdzą się przewidywania analityków, wkrótce może się to zmienić - ostrzega "Życie Warszawy".

    - Dobrze, że biorą państwo kredyt właśnie teraz. Za kilka miesięcy ceny mogą zacząć rosnąć, a tak tanio jak teraz już nigdy raczej nie będzie - takie zdanie można coraz częściej usłyszeć od urzędników w bankach czy od doradców finansowych.

    Czy to plotki rozpuszczane po to, żeby przyciągnąć więcej klientów, czy realna diagnoza sytuacji? Niestety, specjaliści potwierdzają, że ci, którzy liczą na tani kredyt mieszkaniowy, powinni się spieszyć.

    - Niestety, ceny kredytów hipotecznych będą musiały wzrosnąć - przyznaje Robert Pepłoński, prezes Domu Kredytowego Notus. Według niego, ceny pójdą w górę między innymi za sprawą nieuchronnego podwyższenia stóp procentowych. Według prezesa DK Notus, do końca 2007 r. mogą one wzrosnąć nawet o jeden punkt procentowy.

    O możliwości podwyższenia stóp jeszcze w tym półroczu mówił wczoraj Andrzej Wojtyna, członek Rady Polityki Pieniężnej. To zjawisko jest związane ze zrównywaniem się stóp w strefie euro i Szwajcarii, przez co ustawicznie drożeją popularne kredyty zaciągane we frankach. Takie pożyczki stanowią dziś ok. 60 proc. wszystkich kredytów na mieszkania.

    Są też inne powody, by spodziewać się droższych kredytów. - Większość banków pobiera zaledwie jednoprocentową marżę, a prowizja od transakcji często wynosi zero. Według mnie nie da się utrzymać takich wskaźników, a banki z pewnością podwyższą swoje opłaty. Przewiduję, że prowizje wzrosną do 1-1,5 proc. wartości transakcji - mówi Pepłoński.

  • inwestomaniak
    inwestomaniak 546
    14.02.2007
    MIESZKANIA Problemy z definicją budownictwa społecznego

    Ulgowy VAT tylko dla bogatszych


    Aż połowa budowanych mieszkań i większość domów nie zostanie objęta obniżoną stawką VAT przeznaczoną dla budownictwa społecznego - twierdzi Związek Pracodawców - Producentów Materiałów dla Budownictwa


    - Zaproponowane przez ministra finansów rozwiązania, które miały ochronić przed podwyżką VAT w budownictwie mniej zamożne grupy społeczeństwa, będą służyć głównie bogatszym - uważa Ryszard Kowalski, prezes związku.Chodzi o wciąż nieustaloną definicję budownictwa społecznego określającą, które budowy będą objęte obniżoną, 7-proc., stawką VAT.

    Definicja uzgodniona ostatnio przez ministerstwa Finansów i Budownictwa zakłada, że od przyszłego roku 7-proc. stawkę VAT będziemy płacić za nowe mieszkania o powierzchni do 120 mkw. oraz domy do 220 mkw. Wyższa, 22-proc., stawka VAT miałaby obowiązywać za każdy dodatkowy metr.

    Zdaniem Ryszarda Kowalskiego to ustalenie byłoby korzystne jedynie dla klientów firm deweloperskich, które działają głównie w miastach, zwłaszcza w dużych aglomeracjach. Wykluczyłoby natomiast wszystkich, którzy budują we własnym zakresie, a właśnie tak powstaje większość domów na prowincji.

    - Rodzi się nawet pytanie natury konstytucyjnej, czy w ten sposób nie dyskryminuje się części obywateli - zastanawia się prezes Związku Pracodawców - Producentów Materiałów dla Budownictwa. Jego zdaniem wyższy VAT zapłaci połowa budujących mieszkania i aż 80 proc. budujących domy jednorodzinne. Minister budownictwa Andrzej Aumiller przyznał, że w pracach nad definicją budownictwa społecznego rzeczywiście jest taki problem. Jak wyjaśnił w rozmowie z "Rz", w unijnym prawodawstwie nie ma pojęcia budownictwa we własnym zakresie ani nie jest omówiona kwestia opodatkowania remontów.

    Jego zdaniem trudności z określeniem definicji to wina poprzednich rządów. - Trzeba było przy przystąpieniu do UE zadeklarować, że wchodzimy z zerową stawką VAT - mówi Aumiller.

    Tymczasem Ryszard Kowalski uważa, że istotą problemu jest nie prawodawstwo UE, ale polityka fiskalna rządu, który dzięki 22-proc. stawce VAT liczy na większe przychody budżetu. Zastrzega jednak, że dzisiejsze plany dotyczące budownictwa społecznego wcale tych wpływów nie zwiększą.

    - Będą kombinacje w kosztorysach, co tylko utrudni i opóźni realizację inwestycji - przewiduje Kowalski. W rezultacie nasili się ucieczka budujących w szarą strefę, co spowoduje spadek przychodów do budżetu. Minister budownictwa zapowiada, że ten problem będzie dalej omawiał z ministrem finansów m.in. w najbliższy czwartek.

    s.g.

    Rzeczpospolita

  • inwestomaniak
    inwestomaniak 546
    15.02.2007
    Lokomotywa z cegieł

    Od początku polskiej transformacji zarówno eksperci, jak i politycy twierdzą, że budownictwo mieszkaniowe powinno być lokomotywą gospodarki. Kłopot jednak w tym, że tej lokomotywy dotąd nie uruchomiono


    Problem nie jest nowy i nie dotyczy tylko Polski. O ile jednak większość krajów Unii Europejskiej jakoś sobie z nim radzi, o tyle polskie mieszkalnictwo ciągle nie może wyjść z dołka. Na początku transformacji popełniono błąd, uznając, że mieszkanie jest towarem, jak każdy inny. Nie wzięto wówczas pod uwagę faktu, że zdecydowana większość ludzi na kupno mieszkania nie może sobie pozwolić, jeżeli nie otrzyma pomocy. Następni kierownicy polskiej gospodarki, także z opcji lewicowej, powtarzali jednak za Leszkiem Balcerowiczem, jak za panią matką, jego neoliberalną koncepcję. Efekt jest taki, że Polska pod względem zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych jest w Unii Europejskiej na ostatnim miejscu.

    ZIMNY PRYSZNIC

    Premier Marek Belka z wicepremierem Jerzym Hausnerem zabierali budownictwu mieszkaniowemu w ostatnich latach ok. 7 mld zł rocznie na likwidując ulgi budowlane i remontowe. Zmniejszyli też o ok. 2 mld zł rocznie dotacje ze środków budżetowych na sferę mieszkaniową. Wraz z kampanią wyborczą do parlamentu w roku 2005 pojawiła się jednak nadzieja, że mieszkania przestaną być traktowane jako zwykły towar i że wzorem wszystkich krajów starej Unii Polska wesprze tę branżę ze środków budżetowych, by rozwiązać nabrzmiałe problemy społeczne, a przy okazji pobudzić gospodarkę i stworzyć setki tysięcy miejsc pracy. W rachunku ciągnionym wydatki państwa na budownictwo zwracają się z nawiązką.
    Roman Nowicki, przewodniczący Kongresu Budownictwa Polskiego (KBP), który zrzesza 24 organizacje branżowe, mówił już jesienią 2005 roku: - Trzeba natychmiast zabrać się do zmiany przepisów prawa, by sprzyjały inwestycjom. Dotychczasowe łatanie ustaw było wyrywkowe i uzależnione od tego, które lobby wzięło w Sejmie górę. Nowelizacji wymagają: "Prawo budowlane", ustawy "O zagospodarowaniu przestrzennym", "O ochronie środowiska" i "O zamówieniach publicznych". Środki przeznaczane na rozwój budownictwa mieszkaniowego w ogóle nie mają charakteru socjalnego, bowiem wpływy z ożywienia popytu znacznie przewyższają nakłady.
    Pierwszym zimnym prysznicem na głowy budowlańców był kształt budżetu na rok 2006. Zabrakło w nim środków nawet na kontynuację już rozpoczętych programów (budownictwo socjalne, termorenowacja, towarzystwa budownictwa społecznego). - To prosta kontynuacja rabunkowej polityki premiera Belki - powiedział Nowicki. Budownictwo to sprawa dla kraju newralgiczna. Chodzi bowiem nie tylko o zaspokojenie podstawowych ludzkich potrzeb. Od sytuacji w tej branży zależą także: rozwój całej gospodarki, poziom bezrobocia, dobro rodziny, liczba zawieranych małżeństw i narodzonych dzieci. Dlatego nieomal wszystkie kraje europejskie prowadzą społeczno-rynkową politykę mieszkaniową. Wszystkie, oprócz Polski.

    JAK WYRZUT SUMIENIA

    Konieczne jest uruchomienie programu budownictwa mieszkaniowego na wiele lat i realizowanie go z aktywnym udziałem państwa. W krajach zachodnich zrozumiano, że inwestowanie pieniędzy publicznych w mieszkalnictwo to polityka perspektywiczna, opłacalna dla społeczeństwa i państwa. Stało się to między innymi pod naciskiem organizacji społecznych, autorytetów naukowych i moralnych oraz przedsiębiorców budowlanych. W Polsce jednak po roku 1989 nastąpił proces odwrotny, państwo zaczęło się z aktywnej polityki budowlanej wycofywać.
    Kongresu Budownictwa Polskiego od wielu lat przypomina politykom, jak wyrzut sumienia, że doprowadzili tę branżę do ruiny poprzez nieprzemyślane decyzje, brak programu i rezygnację z pomocy publicznej dla mieszkalnictwa, bez której problem nie zostanie nigdy rozwiązany. Nie wiadomo więc, na jakiej podstawie PiS obiecywało w kampanii wyborczej 2005 roku, że w ciągu ośmiu lat powstaną w Polsce 3 miliony mieszkań. Należy podejrzewać, że chodziło tylko o zdobycie głosów wyborców. Tegoroczne wyniki budownictwa każą nam obudzone przez polityków nadzieje porzucić. Mieszkań oddanych do użytku jest w roku 2006 mniej niż w 2005. Tak marne wyniki byłyby jeszcze gorsze, gdyby nie rozwijające się budownictwo deweloperskie dla bogatych klientów w dużych miastach. Jeżeli zostałoby ono z tej statystyki wyjęte, okazałoby się, że za rogatkami wielkich aglomeracji na placach budów panuje zastój. Zapewnienia z kampanii wyborczej brzmią w tej sytuacji jak kiepski żart.
    KBP stwierdza, że rząd nie ma pomysłu na przyspieszenie rozwoju budownictwa mieszkaniowego. Żadnej poprawy nie widać też w projekcie do przyszłorocznego budżetu. A sytuacja jest dramatyczna. W 2006 roku na dofinansowanie tej branży przeznaczono 0,1 proc. produktu krajowego brutto (1 mld zł), najmniej od czasów II wojny światowej. Tak samo będzie w roku 2007. A budownictwo deweloperskie rozwijałoby się nawet wówczas, gdyby rząd nic nie robił, bo liczba ludzi bogatych w Polsce rośnie, a średniozamożni, wsparci tanimi kredytami walutowymi, też na ten rynek próbują wchodzić.

    CHCĄ BUDOWAĆ WIĘCEJ

    - Pierwszym i najważniejszym warunkiem rozwoju budownictwa mieszkaniowego jest nowelizacja "Ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym" - twierdzi Polski Związek Firm Deweloperskich (PZFD). Przypomina też, że jeszcze w roku 1990 wybudowano łącznie 190 tys. mieszkań, a dzisiaj, w okresie ogłoszonego przez polityków boomu, niewiele ponad 100 tys. - Branża budowlana - powiedział prezes PZFD Jarosław Szanajca - chce budować więcej i może budować więcej. Wiemy także, że możemy budować taniej.
    Ta szansa zostanie jednak zaprzepaszczona, jeżeli ani rząd, ani parlament nie podejmą bezzwłocznie skutecznych działań. Branża nie może się doczekać nowego prawa budowlanego. To akurat nic nie kosztuje. PiS obiecywało zresztą, że uprości i skróci procedury, żeby inwestorzy mogli wchodzić na place budów bez zbędnej zwłoki. Obecnie, mimo postępu technologicznego, realizacja inwestycji wydłużyła się średnio o pół roku. Nie widać też specjalnego zainteresowania ostatecznym załatwieniem sprawy VAT w budownictwie. Komisja Europejska zgodziła się, żebyśmy wprowadzili definicję budownictwa społecznego i pobierali VAT od nowych, nieluksusowych mieszkań w wysokości 7 proc. Jeżeli Polska tego nie zrobi, od roku 2008 zacznie obowiązywać stawka 22 proc. Czasu jest niby dużo, ale już dzisiaj inwestorzy podejmują decyzje o budowach, które zakończą za dwa lata i nie wiedzą, na czym stoją.
    Wobec bezczynności rządu w tej kwestii budowlani sami występują z inicjatywami. Eksperci KBP wrócili do pomysłu utworzenia kas budowlanych. Projekt wprowadzający ten system oszczędzania został skierowany do Sejmu oraz do resortów budownictwa i pracy.
    Kasy budowlane mają działać na podstawie stuletnich doświadczeń zgromadzonych w innych krajach, zwłaszcza w Niemczech, gdzie prowadzi się obecnie ponad 33 miliony takich rachunków. Byłby to system docelowego oszczędzania na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych (budowa, remonty i kupno lokali na wtórnym rynku). Oferta skierowana jest przede wszystkim do ludzi średnio i mało zarabiających. W umowie z kasą określą oni czas oszczędzania i wysokość wpłacanych rat. Co roku otrzymają, w formie dotacji od państwa, 15 proc. zgromadzonej kwoty. A na koniec mogą wziąć kredyt (w takiej wysokości jak zgromadzony kapitał) o z góry znanym stałym oprocentowaniu poniżej stopy rynkowej. - W ostatnich piętnastu latach - powiedział Roman Nowicki - kasy budowlane zostały uruchomione w prawie wszystkich krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Węgrzy skorzystali zresztą z naszych wcześniejszych projektów. Dzisiaj mają blisko 900 tys. oszczędzających. W Czechach ze zgromadzonych w ten sposób funduszy wybudowano lub wyremontowano blisko 1 mln mieszkań i domów jednorodzinnych. Podobnie jest na Słowacji. W obydwu tych krajach mało i średnio zarabiające rodziny otworzyły ponad 6 mln rachunków, na których jest 34 mld euro. Ten kapitał pobudza ich gospodarki. Budownictwo nakręca koniunkturę jak mało która branża i jest najtańszym sposobem tworzenia miejsc pracy. Uruchomienie kas w Polsce stworzyłoby wieloletnią perspektywę rozwoju branży budowlanej.
    Według symulacji przeprowadzonej przez ekspertów KBP obciążenie budżetu państwa z tytułu wypłat premii oszczędnościowej wynosiłoby w drugim roku funkcjonowania kas 180 mln zł, a w następnych 360 mln zł i 810 mln zł. Rosłaby w tym czasie liczba oszczędzających - od 100 tys. do 650 tys. Przeprowadzono też rachunek ciągniony, który wykazuje, że po 7 latach coroczne dodatkowe wpływy do budżetu, spowodowane ożywieniem na rynku budowlanym, byłyby wyższe niż wydatki poniesione przez państwo.
    - Obecnie toczy się w Polsce dyskusja o zagrożeniach, które mogą powstać w systemie bankowym z powodu dynamicznego wzrostu zadłużenia obywateli zaciągających kredyty hipoteczne - powiedział Jacek Furga, ekspert ds. finansowania mieszkalnictwa. - Osłabienie złotego czy podwyższenie stóp procentowych może spowodować niewypłacalność kredytobiorców i destabilizację systemu bankowego oraz kryzys na rynku nieruchomości.
    Bierze się to stąd, że kredyty udzielane są najczęściej w walutach obcych, mają zmienną stopę procentową, a banki nie wymagają od klientów nawet minimalnego wkładu własnego. Gdyby funkcjonowały w Polsce kasy budowlane, tego problemu byśmy dzisiaj nie mieli. Gwarantują one bowiem stabilizację zarówno kredytodawcom, jak i kredytobiorcom, a także stabilność zamówień na rynku budownictwa mieszkaniowego. Dla właściwie funkcjonującej gospodarki taki system jest niezbędny.

    BUDŻET 2007

    Przed wyborami zwycięskie partie prześcigały się w obietnicach zatrzymania rosnącego kryzysu mieszkaniowego. Obiecywały, że Polacy, a szczególnie młode małżeństwa, otrzymają realne szanse na własny dach nad głową. W tych obietnicach przodowało PiS i z pewnością na skutek tego zdobyło wiele głosów bezdomnych i oczekujących na szanse mieszkaniowe.
    Było dla wszystkich oczywiste, że pierwszym warunkiem przyspieszenia budowy mieszkań jest zwiększenie nakładów budżetowych już na rok bieżący. Od kilku lat Polska przeznacza na te cele relatywnie najmniej środków publicznych w Europie. Jeszcze w 1992 roku na sferę mieszkaniową planowano 2 proc. PKB, co było w pobliżu normy europejskiej, a w roku bieżącym zaledwie 0,1 proc. PKB (najmniej od 60 lat). W żaden sposób nie można pogodzić obietnic przedwyborczych z wielkością budżetu mieszkaniowego w roku bieżącym.
    Wydawało się, że taka sytuacja z budżetem się nie powtórzy, tymczasem projekt budżetu na przyszły rok zdaje się potwierdzać, że koalicja rządząca nigdy nie miała zamiaru realizować swoich przedwyborczych obietnic. Nakłady na sferę mieszkaniową wyniosą ok. 0,1 proc. Brakuje kilkuset milionów złotych na Krajowy Fundusz Mieszkaniowy, brakuje ponad 100 mln zł na termorenowacje, brakuje dziesiątek milionów złotych na "fundusz dopłat" i zdecydowanie brakuje pieniędzy na uzbrajanie terenów pod gminne programy mieszkaniowe.
    W ciągu kilkunastu minionych lat na sferę mieszkaniową przeznaczano po 2-3 mld złotych rocznie (nie licząc ulg remontowych i budowlanych), a na rok 2007 zaplanowano zaledwie ok. 1,2 mld zł.
    Rząd wbrew zapowiedziom nie przygotował wieloletniego programu rozwoju budownictwa mieszkaniowego i ratowania istniejącej substancji mieszkaniowej, ślimaczą się prace nad nowelizacją ustaw regulujących procesy inwestycyjne, ciągle nie ma rozstrzygnięć w sprawie obniżonego podatku VAT dla budownictwa mieszkaniowego i do tego wszystkiego dochodzi najgorszy od dziesiątków lat budżet dla sfery mieszkaniowej. Uzasadnione jest pytanie, czy rząd zdaje sobie sprawę, że przyjęcie obecnej wersji budżetu oznacza ostateczne przekreślenie obietnic przedwyborczych koalicji rządowej?

    http://www.magazynfakty.pl/a1293-lokomo ... cb26c72229

  • Orzech ADMIN
    Orzech 171492
    17.02.2007
  • Anonymous
    Anonymous
    19.02.2007
    Dolny Śląsk. Najlepsze spółdzielnie mieszkaniowe

    Spółdzielnia Mieszkaniowa Nadodrze w Głogowie zajęła czwarte miejsce w ogólnopolskim programie Elita Zarządzania 2006 i zdobyła tytuł Spółdzielczy Zarząd Roku.
    Twórcą programu jest Grupa Media Partner z Katowic, która monitoruje kilka sektorów gospodarki, wyłaniając co roku liderów różnych działalności.

    Więcej w Słowo Polskie Gazeta Wrocławska

  • Anonymous
    Anonymous
    19.02.2007
    Stawki mogą powoli spadać


    Według barometru "Rz" w ciągu minionego roku mieszkania na wynajem podrożały prawie niezauważalnie, bo o ok. 1 proc. Podobne są prognozy na najbliższe 12 miesięcy.


    Większość pośredników mówi o wyraźnej przewadze podaży nad popytem, ale są także głosy z niektórych miast sygnalizujące zmniejszenie oferty. Wszyscy są natomiast zgodni, że ceny najmu nie będą rosły, a - być może - zaczną powoli spadać. Wszystko zależeć będzie od tego, ile pojawi się na rynku nowych lokali do wynajęcia i jakie będzie na te obiekty zapotrzebowanie.

    Wzrost podaży nowych mieszkań na wynajem odnotowali ostatnio pośrednicy m.in. w Krakowie, Katowicach i w Trójmieście.

    - Na rynek trafia coraz więcej ofert lokali, których właściciele otrzymali klucze od deweloperów w ostatnich miesiącach zeszłego roku - mówi Przemysław Szkutnik z gdańskiego biura Ober-Haus. Teraz wykończone i urządzone zgłoszone zostały na wynajem. Są przykłady, jak Nova Lastadia w Gdańsku, gdzie tylko w ciągu dwóch tygodni wystawiono kilkanaście nowych ofert. Wykańczane są kolejne apartamentowce i domy.

    Z kolei w innych miastach, na przykład we Wrocławiu, w lutym zaobserwowano mniejszą podaż mieszkań przeznaczonych na wynajem. Tymczasem klientów jest tu sporo. Przeważają firmy szukające lokum dla swoich pracowników, ale zgłasza się także wiele osób prywatnych.

    - Mamy nadzieję, że za kilka tygodni przybędą nowe mieszkania, na które na pewno znajdą się chętni - mówi Leszek Michniak z Wrocławskiej Giełdy Nieruchomości.

    Anna Sielanko, redaktor "Rz"



    Rzeczpospolita

  • Anonymous
    Anonymous
    20.02.2007
    Tańsze mieszkanie

    Wystarczy niski dochód i mały metraż. Kogo nie stać na regularne opłacanie czynszu, może dostać pieniądze od gminy. Nie musi być nawet właścicielem mieszkania

    Dodatek mieszkaniowy przyznawany jest także najemcom, członkom spółdzielni mieszkaniowych, a także osobom, które korzystają z cudzego mieszkania na podstawie umowy użyczenia.
    Muszą tylko spełniać trzy warunki:
    1. Dochód – średni miesięczny na osobę w rodzinie z trzech ostatnich miesięcy:
    1.045,56 zł brutto w gospodarstwie jednoosobowym, 746,83 zł brutto w gospodarstwie wieloosobowym.
    2. Metraż – liczy się powierzchnia użytkowa mieszkania. Trzeba zsumować powierzchnię wszystkich pokoi, kuchni, spiżarni, przedpokoi, alków, holi, korytarzy, łazienek oraz innych pomieszczeń służących naszym potrzebom. Wynik musi zmieścić się w określonych granicach (szczegóły w infografice).
    3. Formalności – trzeba złożyć wniosek w swoim gminnym lub miejskim ośrodku pomocy społecznej i dołączyć deklarację o dochodach oraz powierzchni użytkowej mieszkania. Decyzja powinna zostać wydana w ciągu 30 dni. Dodatek można dostawać nie dłużej niż 6 miesięcy. Pieniądze na pokrycie czynszu, opłat za energię, wodę lub odbiór nieczystości będą wpływać bezpośrednio na konto administracji domu.

    Katarzyna Zimna - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska



  • inwestomaniak
    inwestomaniak 546
    21.02.2007
    Banki udzieliły ponad 300 tys. kredytów mieszkaniowych


    2007-02-21 15:39 (ostatnia aktualizacja: 2007-02-21 16:09)


    Ponad 300,5 tys. kredytów mieszkaniowych dla klientów indywidualnych udzieliły banki w 2006 r. - wynika ze wstępnych danych, które podczas środowej konferencji prasowej przedstawił prezes Związku Banków Polskich (ZBP) Krzysztof Pietraszkiewicz.

    Oznacza to, że banki udzieliły klientom detalicznym w 2006 r. kredytów mieszkaniowych o łącznej wartości ponad 42,4 mld zł, co sprawiło, że łączna suma zadłużenia klientów z tego tytułu wyniosła prawie 78,3 mld zł.

    Łącznie na koniec ub.r. klienci detaliczni spłacali 1 mld 28 tys. 329 kredytów zaciągniętych na cele mieszkaniowe.

    Przeciętna wartość kredytu mieszkaniowego w IV kw. 2006 r. wyniosła 164,3 tys. zł, podczas gdy w I kw. ub.r. wynosiła 137,5 tys. zł.

    Z kredytów dla klientów indywidualnych 122,6 tys. stanowiły kredyty w złotych, prawie 145,5 tys. - kredyty we frankach szwajcarskich, 32,5 tys. - kredyty w euro, a 5,5 tys. - w dolarach amerykańskich.

    "Spodziewamy się, że w 2007 r. wartość zadłużenia wzrośnie o 54 mld zł, do kwoty ponad 134 mld zł" - dodał Pietraszkiewicz. ZBP szacuje, że w br. banki udzielą ok. 380 tys. kredytów mieszkaniowych.

    W ub.r. została wprowadzona tzw rekomendacja S, która ogranicza dostęp do kredytów walutowych dla osób o gorszych możliwościach spłaty kredytu. Nadzór bankowy rozważał też wprowadzanie dodatkowych regulacji ilościowych w sprawie kredytów walutowych. Pietraszkiewicz powiedział, że w ciągu najbliższych miesięcy powinno dojść do dyskusji, czy potrzebne są dalsze ograniczenia.

    Klienci instytucjonalni zaciągnęli w ub.r. kredyty hipoteczne o wartości prawie 2,5 mld zł, co oznacza, że łączne ich zadłużenie wzrosło na koniec 2006 r. do 7,3 mld zł.

    (PAP)

  • Orzech ADMIN
    Orzech 171492
    27.02.2007
    Abolicja wobec samowoli budowlanych sprzed 1 stycznia 1995 r.

    18:10, 27-02-2007

    Założenia do nowego prawa budowlanego, nad którymi pracuje resort budownictwa, przewidują abolicję w stosunku do wszystkich samowoli budowlanych sprzed 1 stycznia 1995 roku - powiedziała we wtorek wiceminister budownictwa Elżbieta Janiszewska-Kuropatwa.
    Dodała, że - wedle ogólnego zarysu projektu - osoby, które wybudowały dom bez pozwolenia przed 1995 rokiem, będą musiały dostosować budynek do obecnych technicznych wymagań bezpieczeństwa. Jak wyjaśniła wiceminister, "nie powinno być samowoli, chociażby z tego względu, że mogą one stwarzać zagrożenie dla bezpieczeństwa".

    "Ułatwiamy inwestorom drogę do uzyskania własnego mieszkania czy domu, ale jednocześnie zaostrzamy rygory, by nie można było samowolnie wykonywać budowy, bo to stwarza zagrożenie dla użytkowników i dla otoczenia" - wyjaśniła wiceminister.

    W założeniach do nowego prawa budowlanego, resort proponuje, by opłata legalizująca samowolę budowlaną wynosiła 50-100 proc. wartości obiektu.

    (PAP)

  • inwestomaniak
    inwestomaniak 546
    28.02.2007
    Obecny wzrost cen mieszkań jest niezdrowy

    Marek Wielgo 2007-02-27, ostatnia aktualizacja 2007-02-27 20:27

    Na krystalicznym obrazie rynku deweloperskiego pojawiły się pierwsze rysy. Dom Development ogłosił wczoraj, że ogranicza budowę luksusowych apartamentów

    Prezes tej notowanej od czterech miesięcy na giełdzie spółki deweloperskiej Jarosław Szanajca uważa, że ceny apartamentów są za bardzo wywindowane, m.in. przez inwestorów lokujących w nich swój kapitał. Szanajca nie wyklucza więc tąpnięcia tych cen. W tej sytuacji szefowie spółki postanowili skoncentrować się na budowie mieszkań popularnych. Dziś ich ceny w Warszawie nie przekraczają 7,5 tys. zł za m kw. - To najzdrowszy segment rynku, któremu nie grozi kryzys - ocenia Szanajca, którego spółka przeciętnemu mieszkańcowi stolicy kojarzy się jednak głównie z drogimi apartamentowcami. Dom Development wybudował m.in. osiedle Marina Mokotów. Teraz spółka będzie budowała głównie na obrzeżach miasta, np. na Białołęce i Ursynowie. - Żeby kupić ziemię, nie będziemy startowali w publicznych przetargach - zapowiedział Szanajca.

    Spółka nie narzeka na brak ziemi. Wiceprezes Dom Development ds. finansowych Janusz Zalewski podaje, że na działkach budowlanych, na które spółka wydała ok. 664 mln zł, może powstać przeszło 9 tys. mieszkań. Obecnie negocjuje ona zakup terenów pod kolejnych 5,8 tys. lokali. - W tym roku wydamy na ten cel 400 mln zł - zapowiedział Zalewski. W grę wchodzą działki także w innych dużych aglomeracjach. Nie chciał jednak zdradzić w których.

    Szanajca i Zalewski zapewniali wczoraj, że bardzo dobre ubiegłoroczne wyniki finansowe firmy (wzrost przychodów o blisko 36 proc., a zysku netto aż o 160 proc.) nie są jednorazowym wyskokiem. Szanajca ocenia jednak, że w tym roku ceny mieszkań na warszawskim rynku nie powinny podrożeć o więcej niż 15 proc. Równocześnie zastrzegł, że przed rokiem nawet w najśmielszych snach nie przypuszczał, że nowe mieszkania podrożeją średnio o ponad 50 proc. - Ten wzrost był niezdrowy. Żaden biznes nie lubi takich wahań - stwierdził prezes Dom Development.

    To między innymi dlatego z dużą ostrożnością wchodzi w biznes deweloperski spółka budowlana Polimex Mostostal. - Przychody z tego typu działalności nie przekroczą 10-15 proc. naszych łącznych przychodów - zapowiedział prezes tej firmy Konrad Jaskóła. Według niego barierą jest także brak w gminach planów zagospodarowania przestrzennego. To powoduje, że czasem mija kilka lat od momentu zakupu działki do rozpoczęcia inwestycji. - Spokojnie z tą deweloperką. Nie będziemy zamrażali pieniędzy przez tak długi okres - mówi Jaskóła, który szczyci się tym, że "potrafi czytać rynek".

    Także i ten budowlany potentat pokazał wczoraj dobre wyniki oraz prognozy na przyszłość. W najbliższych latach spółka zamierza jednak skupić się przede wszystkim na produkcji konstrukcji stalowych i usługach cynkowniczych (zamierza m.in. zainwestować w nowe zakłady, w tym na Ukrainie). Ponadto stabilny rozwój ma zapewnić tej firmie realizacja kontraktów budowlanych w branży energetycznej, chemicznej, drogowej i kolejowej. Polimex Mostostal ma zawarte umowy o łącznej wartości 3 mld zł. Niebawem ma podpisać kolejne za blisko 1 mld zł.

    http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/ ... 50851.html

  • inwestomaniak
    inwestomaniak 546
    02.03.2007
  • inwestomaniak
    inwestomaniak 546
    04.03.2007
    Gazeta Prawna - Nieruchomości krok po kroku

    2007-03-02

    Do poniedziałkowego wydania (5.03) "Gazety Prawnej" zostanie dołączona płyta CD "Nieruchomości krok po kroku". To doskonały przewodnik wyjaśniający formalności, sposoby finansowania i wszelkie sprawy podatkowe związane z nieruchomościami. Dodatkowo na płycie znajdą się niezbędne formularze oraz 350 projektów domów.

    Płyta zawiera porady na temat zakupu domu, mieszkania i działki, a także wszelkie dokumentacje i formalności dotyczące budowy na przykład plan zagospodarowania przestrzennego, stan prawny działki, decyzje, pozwolenie i opłaty za formalności. Na płycie znajdują się również ważne informacje dotyczące hipoteki, kredytów, opodatkowania nieruchomości i co najważniejsze podpowiedzi jak zyskać zwrot VAT za materiały budowlane. Dla zainteresowanych dodatkowe, obszerne opracowanie dotyczące nowych zasad zwrotu VAT zostanie opublikowane we wtorkowym (6.03) wydaniu "Gazety Prawnej".

  • Orzech ADMIN
    Orzech 171492
    05.03.2007
    RYNEK MIESZKANIOWY Coraz więcej osób wybiera peryferia miast, bo tam jest taniej

    Maleje nasza zdolność kredytowa


    W tym roku warszawskie i krakowskie mieszkania nie powinny znacznie podrożeć. Większe podwyżki mogą wystąpić na rynku nieruchomości w Poznaniu, Wrocławiu i Trójmieście


    Warszawa i Kraków - miasta, w których dotychczas ceny mieszkań rosły najszybciej - wydają się zbliżać do kresu możliwości akceptacji cen przez kupujących. Powód? Ceny przekraczają możliwości przeciętnie zarabiającej osoby.

    Jak wynika z danych pochodzących z warszawskiego systemu MLS (wielokrotnego oferowania, w którym wymieniają się danymi pośrednicy) oraz z GUS, za przeciętne miesięczne wynagrodzenie można dziś w Warszawie kupić zaledwie pół mkw. mieszkania. W Krakowie jest jeszcze gorzej - za średnie miesięczne wynagrodzenie kupimy 0,4 mkw. mieszkania. Jest jednak nadzieja, że ceny nie będą już tak bardzo rosły.

    - W kolejnych miesiącach w Warszawie i Krakowie na rynek trafi sporo lokali, zatem w połowie 2007 roku może nawet wystąpić pewna korekta cen - przewiduje Aleksander Scheller, prezydent Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości (PFRN). - Natomiast wzrost cen czeka Poznań, Sopot, Wrocław oraz aglomerację śląską.

    Poza tym, właśnie z powodu wysokich cen lokali, wszędzie nasila się zjawisko ucieczki z centrum miast na peryferia. To z kolei prowadzi do wzrostu cen gruntów.


    Warszawa i Kraków

    Warszawski rynek przyciąga coraz więcej deweloperów. Powinniśmy się więc spodziewać stopniowego zwiększania podaży mieszkań. Do tego dojdą nowe oferty z drugiej ręki.

    - Wiele lokali zostało kupionych z myślą o osiągnięciu zysku z ich późniejszej odsprzedaży. Gdy spadnie tempo wzrostu cen, duża część tych mieszkań trafi na rynek wtórny. Już teraz rośnie podaż ofert cesji umów z deweloperami na lokale z terminem oddania w latach 2007 i 2008 - mówi Tomasz Lebiedź, szef agencji Lebiedź & Lebiedź. - Zwiększenie liczby bloków budowanych w nowych technologiach sprawia, że mieszkania o niższym standardzie będą budzić mniejsze zainteresowanie.

    W Krakowie rynek mieszkaniowy - jak mówią pośrednicy - "delikatnie się schładza", choć niektórzy przewidują wzrost cen gruntów. Podaż działek w tym mieście i tak jest wyjątkowo ograniczona. Coraz więcej projektów powstaje na peryferiach.

    - Biorąc pod uwagę trudności z realizacją osiedli mieszkaniowych na terenie Krakowa, inwestorzy coraz chętniej spoglądają na tereny położone od 15 do 30 km od centrum miasta - twierdzi Jacek Nowak z Małopolskiego Stowarzyszenia Pośredników Obrotu Nieruchomościami (SPON).


    Poznań i Trójmiasto

    Zdaniem pośredników boom mieszkaniowy czeka jeszcze Poznań. W stolicy Wielkopolski wzrost popytu zrównoważy jednak zwiększenie podaży mieszkań.

    - W tym roku liczba transakcji prawdopodobnie się podniesie o ok. 15 proc. wobec 2006 r. Mieszkania będą przy tym drożeć w umiarkowany sposób. Powinno nawet dojść do niewielkiej korekty cenowej w okresie letnim, spowodowanej przewidywanym znacznym wzrostem podaży w czerwcu i lipcu - twierdzi Aleksander Scheller.

    W Sopocie znaczny skok cen nastąpił w drugiej połowie 2005 roku i trwa do dzisiaj. Większość mieszkań, jakie trafiają do sprzedaży, znajduje się w kamienicach z początku ubiegłego wieku.

    Tymczasem w Gdyni lokale znacznie podrożały dopiero pod koniec 2006 roku.

    - W dużej mierze jest to efekt budowy apartamentowca Dwie Wieże. Ceny nieruchomości znajdujących się w pobliżu tej inwestycji znacznie się podniosły. Popularnością cieszą się również Płyta Redłowska i osiedle Zielone - mówi Krystyna Prokaziuk, prezes Pomorskiego Stowarzyszenia Pośredników Obrotu Nieruchomościami.

    Tymczasem w Gdańsku, w którym ceny zaczęły rosnąć najwcześniej w całym Trójmieście, od 2004 roku, popyt ciągle jest bardzo duży. W efekcie rozchwytywane są lokale do tej pory niezbyt popularne - zlokalizowane w takich dzielnicach, jak Żabianka czy Przymorze. Nie brakuje chętnych nawet na mieszkania w słynnych falowcach.


    Najtaniej na Śląsku

    Zmienia się także sytuacja we Wrocławiu. Zdaniem Marcina Kląskały z agencji Kląskała Nieruchomości największy boom cenowy, który przypadł na ostatni kwartał 2006 r., mamy już za sobą. Stawki dalej będą rosły, ale nie tak znacznie. W ciągu dwóch pierwszych miesięcy 2007 r. mieszkania podrożały o 10 proc. Wzrost ten będzie nadal trwać.

    - Intratną inwestycją w tym mieście może się okazać zakup działki budowlanej na peryferiach. Obecnie jest duża podaż, a ceny sięgają 200 - 400 zł za 1 mkw. - mówi Jan Mikita z Małopolskiego SPON.

    Najniższe ceny są natomiast na Śląsku. - W latach 2002 - 2005 deweloperom nie opłacało się budować w tym regionie - uważa Wojciech Dynaś z PFRN.

    Chociaż w ubiegłym roku mieszkania podrożały i w tym regionie - wzrost od 1 do 3 tys. zł za każdy mkw., w zależności od miasta - i tak są tanie w porównaniu z innymi dużymi miastami.

    Największy popyt na nieruchomości mieszkaniowe, a więc i największy wzrost cen powinien nastąpić w miejscowościach położonych wzdłuż istniejącej autostrady A4, wzdłuż rozpoczętej budowy autostrady A1 oraz wzdłuż Trasy Średnicowej Dąbrowa Górnicza - Gliwice.

    DOROTA KACZYŃSKA



  • Orzech ADMIN
    Orzech 171492
    05.03.2007
    W lutym mieszkania najbardziej zdrożały w Trójmieście
    łup, PAP2007-03-05, ostatnia aktualizacja 2007-03-05 16:40
    Ceny nowych mieszkań w lutym najbardziej rosły w Trójmieście, Poznaniu oraz we Wrocławiu; spadły natomiast ceny w Krakowie - poinformował w poniedziałek PAP Maciej Dymkowski z portalu mieszkaniowego tabelaofert.pl.
    W Trójmieście cena metra kwadratowego mieszkania wzrosła o 6,7 proc. w porównaniu ze styczniem br. i wyniosła średnio 6 tys. 392 zł. W Poznaniu odnotowano wzrost o 5,2 proc. (średnia cena m kw. to 5 tys. 47 zł). "Poznań jest nadal niedoszacowany w stosunku do innych miast. Można więc spodziewać się dalszych wzrostów cen mieszkań w stolicy Wielkopolski" - powiedział Dymkowski.

    Ceny mieszkań we Wrocławiu wzrosły o 4,5 proc. - za m kw. mieszkania trzeba było zapłacić średnio 7 tys. 531 zł. Z kolei w stolicy Małopolski średnia wartość metra kwadratowego prawie nie zmieniła się. Odnotowano spadek o 0,1 proc. do 7 tys. 189 zł za m kw.

    Trochę wolniej rosły w ostatnim czasie ceny mieszkań w Łodzi i w Warszawie - odpowiednio o 1,8 proc. i 1 proc. Średnio za metr kwadratowy mieszkania w Łodzi trzeba było zapłacić 4 tys. 818 zł, w stolicy 7 tys. 924 zł.

    Wśród najdroższych dzielnic w Warszawie Dymkowski wymienił: Śródmieście, gdzie m kw mieszkania kosztuje średnio 14 tys. 137 zł, Wolę (11 tys. 35 zł), Mokotów (10 tys. 119 zł), Saską Kępę (8 tys. 710 zł) oraz Wilanów (7 tys. 962 zł).

    "Lokalizacja na Woli jeszcze kilka lat temu była uważana za niezbyt atrakcyjną, obecnie jest jedną zánajpopularniejszych i najdroższych dzielnic w stolicy. W miejscu dawnych zakładów przemysłowych powstają luksusowe apartamenty, a dzielnica zdecydowanie zmienia swoje oblicze. Do sprzedaży trafiają kolejne inwestycje, aánastępne projekty są coraz bliżej rozpoczęcia realizacji" - poinformował Dymkowski.

    Najtańszymi dzielnicami w lutym okazały się: Wesoła (3 tys. 845 zł za m kw.), Włochy (5 tys. 209 zł), Białołęka (6 tys. 121 zł).

    Zdaniem Dymkowskiego, najbardziej poważnym problemem na rynku nieruchomości jest obecnie brak kadry budowlanej oraz miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego.

    http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/ ... 64763.html

  • Orzech ADMIN
    Orzech 171492
    06.03.2007
    Mieszkania drożeją wolniej, ale nie wszędzie

    Marek Wielgo2007-02-28

    Ceny używanych mieszkań w Warszawie i Krakowie wyraźnie wyhamowały, a w Poznaniu ostro szybują w górę - wynika z najnowszego raportu Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości (PFRN)

    Mowa o rzeczywistych cenach transakcyjnych, a nie ofertowych, które np. zamieszczają w swoich ogłoszeniach pośrednicy w obrocie nieruchomościami. Według prezydenta PFRN Aleksandra Schellera dopiero na tej podstawie można się pokusić o prognozę, czy czeka nas galopada cen, czy ich korekta.

    - W stolicy skończyły się czasy, gdy sprzedający mieszkania urządzali kupującym licytacje - stwierdził jeden z autorów raportu, warszawski pośrednik Tomasz Lebiedź. - W styczniu wzrost cen był niewielki, co świadczy o tym, że zaczęły się one stabilizować.

    Lebiedź wyjaśnia, że nie widzi możliwości dalszych znacznych podwyżek z dwóch powodów. Po pierwsze, słabnie popyt na mieszkania, bo w ubiegłym roku dramatycznie spadła siła nabywcza mieszkańców stolicy. Np. w połowie 2005 r. za przeciętną pensję mogli kupić 0,9 m kw. mieszkania, a dziś już tylko 0,5 m kw. Po drugie, przy obecnych cenach mieszkań nie opłaca się w nie inwestować z myślą o wynajmowaniu. - Taka inwestycja zwraca się dopiero po ok. 30 latach - przekonuje pośrednik. Według niego w najbliższych miesiącach stopnieje nadwyżka popytu nad podażą, co oznacza, że sprzedać mieszkanie będzie coraz trudniej. Z kolei dla kupujących oznacza to możliwość wynegocjowania wyższych upustów.

    Jacek Nowak z Małopolskiego Stowarzyszenia Pośredników w Obrocie Nieruchomościami przyznaje, że podobna sytuacja jest w Krakowie. Tu za przeciętną pensję można kupić niecałe 0,4 m kw. Według Nowaka ceny nowych mieszkań będą więc rosły powoli, a mieszkania w blokowiskach mogą nawet potanieć. Nowak twierdzi, że coraz więcej osób chcących zaciągnąć kredyt na mieszkanie jest w bankach odprawianych z kwitkiem. - Ludzie przestają mieć zdolność kredytową - wyjaśnia ten pośrednik.

    Całkowicie inna sytuacja jest w Poznaniu. Ponieważ za przeciętną pensję można kupić 0,8 m kw., pośrednicy liczą się więc z dwucyfrowym wzrostem cen mieszkań. Jeszcze miesiąc temu kosztowały one przeciętnie nieco ponad 4 tys. zł za m kw. Obecnie nawet w spółdzielczych blokach z lat 70. trzeba zapłacić 5 tys. zł za m kw.

    Wrocław był w ubiegłym roku miastem, w którym mieszkania podrożały najbardziej. Wiceprezes Dolnośląskiego Stowarzyszenia Pośredników w Obrocie Nieruchomościami Jan Mikita opowiada, że w pewnym momencie statystycznie na jedno mieszkanie w ofertach agencji było 50 chętnych. Mikita spodziewa się więc dalszego marszu cen w górę. - Ale ponieważ i u nas spada zdolność kredytowa, coraz więcej osób rozważa budowę domu - mówi.

    http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/ ... 53982.html

  • Darek
    Darek 5495
    07.03.2007
  • Orzech ADMIN
    Orzech 171492
    08.03.2007