Miasto

Popularne miasta

Wrocław

  • 1583 inwestycje
  • 4118 wiadomości
  • 2690 ogłoszeń
  • 244 firm

Kraków

  • 1197 inwestycje
  • 4091 wiadomości
  • 3 ogłoszeń
  • 110 firm

Warszawa

  • 541 inwestycje
  • 3656 wiadomości
  • 3 ogłoszeń
  • 154 firm

Poznań

  • 310 inwestycje
  • 1150 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 52 firm

Katowice

  • 229 inwestycje
  • 1684 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 22 firm

Lublin

  • 179 inwestycje
  • 1311 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 11 firm

Gdańsk

  • 126 inwestycje
  • 1093 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 14 firm

Łódź

  • 82 inwestycje
  • 892 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 28 firm

Białystok

  • 72 inwestycje
  • 362 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 24 firm

Szczecin

  • 66 inwestycje
  • 628 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 18 firm

Bydgoszcz

  • 37 inwestycje
  • 290 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 11 firm

Toruń

  • 28 inwestycje
  • 365 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 3 firm
forum / Gospodarka / Nieruchomości

Nieruchomości

  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    15.09.2007
    BUDOWNICTWO Polacy decydują się na coraz większe mieszkania Deweloperzy przyspieszyli inwestycje Chociaż mieszkań i domów wciąż jest za mało, liczba lokali oddawanych do użytku ciągle rośnie. Wśród inwestorów królują deweloperzy, ciężkie chwile przeżywają spółdzielnie Coraz lepsze wyniki podaje mieszkaniówka. W sierpniu tego roku oddano do użytkowania 11 279 mieszkań i domów - o 4,1 proc. więcej niż w lipcu i aż o 32,6 proc. więcej niż w podobnym okresie rok temu. Ponad połowę oddanych lokali, tzn. 5950, wybudowali w trybie indywidualnym prywatni inwestorzy. Na drugim miejscu w tym rankingu są mieszkania przeznaczone na sprzedaż lub wynajem - 4055. W tej ostatniej grupie, podobnie zresztą jak w poprzednich miesiącach, liczba oddawanych mieszkań zwiększyła się w sierpniu wręcz rekordowo - wzrost w ciągu roku wyniósł aż 71 proc., gdy mieszkań indywidualnych przybyło 33,7 proc., a liczba spółdzielczych oraz komunalnych, zakładowych i społecznych czynszowych się zmniejszyła. Wyniki budownictwa mieszkaniowego liczone za osiem miesięcy tego roku również się poprawiły w porównaniu z analogicznym okresem 2006 roku. Użytkownicy otrzymali ogółem 73 867 tys. lokali i była to liczba o 8 proc. większa niż rok temu. Najwięcej - ponad 41,9 tys. - wybudowali samodzielnie indywidualni inwestorzy. Oznacza to, że w tym trybie budowane jest więcej niż co drugie mieszkanie w Polsce - 56,8 proc. W całym okresie mieszkań tych przybyło 19,2 proc. i był to największy wzrost. Najbardziej zmniejszyła się natomiast liczba lokali zakładowych, komunalnych i społecznych czynszowych, których w okresie I - VIII br. oddano aż o 30,9 proc. mniej niż rok temu. Gdy rosną koszty robocizny i materiałów, coraz mniej jest chętnych do budowania mieszkań, na których nie da się zarobić. Dlatego systematycznie przybywa lokali na sprzedaż i wynajem. Z wyliczeń GUS wynika, że oddawane mieszkania są coraz większe. Powierzchnia użytkowa lokalu miała w pierwszym półroczu 2007 r. średnio 109,5 mkw. i była o 5,4 mkw. większa niż rok temu. To zasługa budowanych indywidualnie, które liczyły średnio 145,1 metra kwadratowego, gdy spółdzielcze - 57,1 mkw. a.k. http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wyd ... a_a_4.html
  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    15.09.2007
    Ceny stop - mieszkania w miastach przestały drożeć Marek Wielgo 2007-09-14, ostatnia aktualizacja 2007-09-14 20:08 Skończył się owczy pęd na rynku, aby kupować mieszkania za każdą cenę. Lokale w największych miastach przestały drożeć, a możliwe, że potanieją - Chyba możemy śmiało ogłosić koniec stabilizacji cen mieszkań w Warszawie i wejście w fazę korekty - twierdzi warszawski pośrednik Tomasz Lebiedź. Jako przykład podaje historię sprzedaży 27-metrowej kawalerki w wielkim PRL-owskim bloku na osiedlu "Za Żelazną Bramą" - niemal w sercu stolicy. W maju sprzedający mieszkanie chciał za nie 300 tys. zł, czyli przeszło 11 tys. zł za m kw. Lebiedź opowiada, że zainteresowanie było nawet spore, ale nikt nie chciał zapłacić takiej ceny. Ktoś proponował 287 tys. zł, ale właściciel nie przyjął tej oferty. Teraz musi sobie pluć w brodę, bo mimo że zszedł z ceną do 235 tys. zł, czyli 8,7 tys. zł za metr, mieszkanie ciągle zalega z ofertach agencji. - To tylko jeden z wielu przykładów. A przecież tradycyjne we wrześniu następuje duże ożywienie rynku. Na razie go nie widzimy - mówi Lebiedź. O wyraźnym spadku liczby zawieranych transakcji oraz wydłużającym się czasie sprzedaży mieszkań na rynku wtórnym informują też w swoim najnowszym raporcie firmy Oferty.net i Open Finance. Jednak na razie nie widać, aby oczekiwania finansowe sprzedających zmalały. Autorzy tego raportu, podobnie jak firma doradcza Reas, która korzystała z danych serwisu GazetaDom.pl, mówią o stabilizacji tzw. ofertowych cen mieszkań. Choć równocześnie przyznają, że ceny transakcyjne są średnio o 5-8 proc. niższe. I po boomie? "Przed nami jesień, czyli tradycyjnie okres wzmożonego ruchu na rynku nieruchomości. Jednak wszystko wskazuje na to, że zapoczątkowany dwa lata temu boom mieszkaniowy wywołany przede wszystkim wyjątkowo korzystnymi ofertami kredytowymi mamy już za sobą" - przyznają analitycy z Oferty.net i Open Finance. Jedną z przyczyn schłodzenia rynku jest wzrost oprocentowania kredytów, i to zarówno złotowych, jak i we frankach szwajcarskich. W tej sytuacji część osób, która myśli o zakupie M w stolicy, będzie rozglądało się za o połowę tańszym lokum w którejś z podwarszawskich miejscowości. Widmo przeceny mieszkań i spadku zysków zaczęło zaglądać także w oczy deweloperom. Szefowie firm doradczych: Reas Kazimierz Kirejczyk i redNet Property Group Robert Chojnacki są zgodni, że tempo sprzedaży mieszkań wyraźnie siadło. Coraz rzadziej kupują je inwestorzy, zarówno zagraniczni, jak i krajowi. Dlaczego? - W największych aglomeracjach potencjał wzrostu cen został już wyczerpany. Możliwe są nawet lokalne spadki - oświadczył Chojnacki na spotkaniu z bankowcami zorganizowanym przez BRE Bank i Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (CASE). Według Chojnackiego najbardziej prawdopodobna jest przecena drogich mieszkań w budynkach "udających apartamentowce" (gęsta i wysoka zabudowa, brak terenów zielonych). - Problemy mogą mieć też i ci deweloperzy, którzy zapłacili kosmiczne pieniądze za grunty, licząc na dalszy szybki wzrost cen mieszkań. Ale oni zwykle mówią po hiszpańsku. Bankructwo im raczej nie grozi - wtórował mu Kirejczyk. - O ile jednak nie nastąpi poważne zahamowanie wzrostu gospodarczego, wzrost bezrobocia, skokowy wzrost inflacji i inne niekorzystne zjawiska w gospodarce, to głębokie i powszechne spadki cen, przekraczające 20 proc. wydają się mało prawdopodobne - uważa Kirejczyk. Stagnacja i co dalej Według niego bardziej prawdopodobny jest scenariusz, jaki miał miejsce w okresie poakcesyjnym w Hiszpanii. Tam po pięcioletnim okresie wzrostu cen po wejściu do UE,w trakcie którego ceny się podwoiły, nastąpiła niewielka, kilkuprocentowa korekta, siedmioletni okres stagnacji i znowu ostry wzrost. - U nas tempo zmian wydaje się zdecydowanie szybsze, bo podwojenie cen nastąpiło w trzy lata. Może się zatem okazać, że okres stagnacji cen będzie jeszcze krótszy - uważa Kirejczyk. Przyznaje, że zasadnicze znaczenie może mieć strategia przyjęta przez dużych inwestorów spekulacyjnych, zwłaszcza zagranicznych. Ewentualne załamanie na rynku brytyjskim i irlandzkim mogłoby spowodować paniczną wyprzedaż mieszkań na rynku polskim, a w konsekwencji - spadek cen. Z kolei krajowych inwestorów do "wyprzedaży" części mieszkań mogłaby zmusić stagnacja na rynku czynszów w połączeniu z rosnącymi kosztami obsługi kredytów. Kirejczyk podkreśla, że inna sytuacja może mieć miejsce w miastach tzw. III ligi, czyli o wielkości od stu do pięciuset tysięcy mieszkańców. - W części miast z tej grupy, np. w Olsztynie, Lublinie, Białymstoku i Bydgoszczy, obserwujemy w tej chwili wyraźne ożywienie. Podobne procesy zachodzą w Katowicach. Tam można spodziewać się w 2007 r. dwucyfrowych wzrostów cen nowych mieszkań - mówi ten analityk. Źródło: Gazeta Wyborcza http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/ ... 90749.html
  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    17.09.2007
    ROZMOWA Jak deweloperzy planują i wyceniają mieszkania Już na początku wiadomo, które lokale będą najtańsze Deweloper musi wiedzieć, jaki produkt powinien stworzyć, aby jego komercjalizacja odbyła się z sukcesem. Trzeba więc zastanowić się, do jakiego klienta będziemy adresować daną inwestycję i jakie w związku z tym należy zaprojektować mieszkania. Należy przekazać architektom wskazówki o tym, jakiej wielkości lokale powinny znaleźć się w budynku i jaka powinna być ich struktura procentowa. Rz: Deweloper ma grunt pod zabudowę. Kto pomaga mu na tym etapie zaplanować budynek wielorodzinny? Jak wyglądają pierwsze rozmowy: doradza architekt, deweloper mówi, ile chce z działki uzyskać? Bogumił Rutkowski: Na samym początku pojawiają się uwarunkowania formalnoprawne zabudowy działki, zawarte w decyzji o warunkach zabudowy lub w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. Trzeba je pogodzić z wymaganiami dewelopera co do wielkości powierzchni użytkowej mieszkań (tzw. PUM). Jednakże nie są to wszystkie elementy, z których potem powstanie ostateczny projekt architektoniczny. Deweloper musi wiedzieć, jaki produkt powinien stworzyć, aby jego komercjalizacja odbyła się z sukcesem. Trzeba więc zastanowić się, do jakiego klienta będziemy adresować daną inwestycję i jakie w związku z tym należy zaprojektować mieszkania. Należy przekazać architektom wskazówki o tym, jakiej wielkości lokale powinny znaleźć się w budynku i jaka powinna być ich struktura procentowa. Trzeba również wziąć pod uwagę wymagania klientów przy projektowaniu samych rozkładów mieszkań, np. zaplanować odpowiedniej wielkości pomieszczenia, tak aby były ustawne, właściwie rozwiązać kwestię kuchni (aneks czy oddzielne pomieszczenie), czy też od razu wpisać w układ mieszkania szafy bądź garderoby. Nie można także zapomnieć o balkonach i tarasach. Czy od razu wiadomo, które mieszkania będą tańsze, a które droższe? Zazwyczaj ustala się to na początku. Jest wiele czynników mających wpływ na zróżnicowanie ceny w ramach inwestycji. Należą do nich m.in. poziom hałasu, piętro, widok z okien, usytuowanie względem stron świata czy odległość od ulicy. Droższe będą lokale, których okna nie wychodzą na ruchliwą ulicę, mające ładny widok i dobrze nasłonecznione, położone na ostatnich kondygnacjach. Analogicznie: tańsze z kolei będą mieszkania głośniejsze, bez dobrego widoku. Jakie mogą być procentowo różnice w cenach mieszkań w jednym projekcie? Ta rozpiętość cenowa zależy oczywiście od charakterystyki samego projektu mieszkaniowego. Można jednak powiedzieć, że różnice w cenach mieszkań mogą sięgać w jednym projekcie 15 - 20 proc. Jaki procent, jeśli chodzi o ostateczną cenę mieszkania, stanowić może grunt, koszt robocizny i materiałów, wydatki na marketing, a jaka jest marża dewelopera? Te zależności bardzo się zmieniają. Poza tym każda inwestycja mieszkaniowa jest inna, ma różne cechy charakterystyczne, co utrudnia ich porównywanie. Stosunkowo mniej w ogólnych kosztach będzie stanowił grunt, jeśli deweloper kupił go kilka lat temu, a z różnych powodów dopiero teraz rozpoczyna budowę i sprzedaż. Większy udział gruntu w kosztach inwestycji będzie w sytuacji, gdy deweloper kupił go teraz, na dodatek z prawomocnym pozwoleniem na budowę. W ostatnich latach znacznie także wzrosły koszty robocizny, a to one mają dziś największy udział w budżecie deweloperskim. Wydatki na marketing bądź architektów stanowią zazwyczaj kilka procent w ogólnych kosztach. Jak dziś wygląda plan marketingowy dla projektów mieszkaniowych? Na jakim etapie deweloperzy go tworzą, kto wybiera nazwę osiedla, czy robi wcześniej badania? Te prace warto zacząć, gdy jest już zatwierdzona koncepcja architektoniczna projektu. Wtedy należy ustalić nazwę inwestycji, która np. będzie się odwoływać do jej sąsiedztwa. Konieczne będzie również stworzenie materiałów marketingowych, haseł reklamowych. Jakie mieszkania i ile czasu czekają na klientów? Czy są jakieś reguły, np. luksusowe lokale sprzedają się najszybciej czy najtańsze? To, które mieszkania sprzeda się najszybciej, będzie w pewnej mierze zależne od charakteru samej inwestycji: czy jest ona realizowana w wyższym czy niższym standardzie. Ogólnie można powiedzieć, że najłatwiej będą się sprzedawać lokale o mniejszym metrażu, położone na piętrach, np. dwa pokoje o powierzchni 45 - 50 mkw. z ładnym balkonem. Trudniej natomiast może być ze sprzedażą większych mieszkań, położonych w mało atrakcyjnych lokalizacjach. Na co dziś klienci zwracają największą uwagę, wybierając mieszkanie: na cenę, na jakość projektu, dobrą dla nich umowę, elastyczne wpłaty? Ważne są wszystkie wymienione wyżej elementy. Klienci zwracają także baczną uwagę na renomę i doświadczenie dewelopera. Dziś bowiem, kupując mieszkanie na rynku pierwotnym, musimy czekać na jego odbiór średnio 18 miesięcy. Każdy kupujący chce mieć pewność, już na etapie podpisywania umowy przedwstępnej, że budynek i mieszkanie zostaną wybudowane bez opóźnień oraz w takim standardzie jak na wizualizacjach. Dlatego warto zwrócić uwagę na sposób, w jaki firma finansuje inwestycję, czy jest to np. kredyt bankowy połączony z rachunkiem zastrzeżonym. Ważne, aby odpowiednią renomę posiadał również generalny wykonawca. gb http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/ni ... i_a_2.html
  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    17.09.2007
    BADANIA RYNKU Ceny mieszkań Podrożeją nowe, ale stare - nie Ceny nowych mieszkań znów piąć się będą do góry. Inaczej będzie na rynku wtórnym, gdzie w niektórych segmentach stawki będą spadać. Choć popyt w najbliższym czasie może zmaleć, to jednak spadku cen mieszkań nie należy się spodziewać, zwłaszcza poza aglomeracją warszawską. - Firmy deweloperskie mogą budować bez pieniędzy klientów. Nie będą więc skłonne do obniżania stawek mieszkań - mówi Paweł Bugajny z Polskiego Związku Firm Deweloperskich. Inaczej może stać się na rynku wtórnym, zwłaszcza w przypadku budynków z wielkiej płyty. Tu spadek cen jest raczej nieunikniony. - Przepaść technologiczna i jakościowa między starymi budynkami a nowymi jest tak ogromna, że musi to się uwidocznić w cenie mieszkań - zauważa Paweł Bugajny. Z badań prowadzonych przez Millward Brown SMG/KRC (na zlecenie kancelarii prawnej Krawczyk i Wspólnicy) wynika, że najlepiej rozwija się segment budownictwa mieszkaniowego. W drugiej kolejności są centra handlowo-usługowo-biurowe, a najsłabiej wypadają wielkopowierzchniowe obiekty handlowe. Od stycznia do czerwca 2007 r. oddano w całej Polsce 52,7 tys. mieszkań, czyli o 4,7 proc. więcej niż w podobnym okresie poprzedniego roku. Wydano też pozwolenia na budowę kolejnych 114,4 tys. mieszkań. - Ponadto rozpoczęto budowę 86,2 tys. lokali, czyli o 43 proc. więcej niż wobec I półrocza 2006 - zauważa Jacek Pydo, radca prawny z kancelarii Krawczyk i Wspólnicy. - Obserwowany w pierwszym kwartale wzrost liczby rozpoczętych budów jest jeszcze efektem wysokiego popytu z wcześniejszych miesięcy - dodaje Dominik Witkiewicz z firmy doradczej King Sturge. Jednocześnie w tym roku stawki za mkw. mieszkania, zwłaszcza w Warszawie, Wrocławiu czy Krakowie, nie rosną już tak dynamicznie jak w 2006 r. Nie oznacza to jednak, że apogeum zwyżek mamy już za sobą. - Główny czynnik wzrostu cen, czyli utrzymujący się wysoki popyt na rynku pierwotnym i wtórnym w relacji do wciąż ograniczonej podaży, będzie nadal stymulował dobrą koniunkturę na rynku nieruchomości w najbliższych trzech, czterech latach - przewiduje Jacek Pydo. Podaż będzie rosła, ale na tyle, na ile pozwolą możliwości produkcyjne firm z branży materiałów budowlanych oraz firm wykonawczych. Eksperci szacują, że wzrost ten raczej nie przekroczy rocznie 10 proc. Wpływ na stawki nowo budowanych lokali mają również rosnące ceny gruntów, przede wszystkim w dobrych lokalizacjach. - Inwestorzy zagraniczni coraz bardziej interesują się polskim rynkiem nieruchomości. Są gotowi zapłacić za atrakcyjne działki nawet setki milionów złotych, co powoduje, że ceny gruntów w najbliższym czasie będą nadal rosły - mówi Jacek Pydo. - Dziś koszt zakupu działki sięga nawet 5 tysięcy złotych za metr. Dorota Kaczyńska http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/ni ... i_a_4.html
  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    17.09.2007
    KOMENTARZ Za ile dom Ceny powoli spadają W sierpniu o ponad 1 proc. spadł koszt zakupu materiałów potrzebnych do budowy prezentowanego obok domu. Jest to druga, po lipcowej, niewielka obniżka cen materiałów w tym roku. Dziś trzeba za nie zapłacić 163,4 tys. zł. Jest to nadal o blisko 26 proc. więcej niż w styczniu tego roku. Wakacje okazały się okresem, w którym sytuacja na rynku budowlanym się uspokoiła. W sklepach i składach budowlanych można już bez problemów kupić cegły czy pustaki. Na rynku są niewielkie problemy z zakupem wełny mineralnej, betonu komórkowego i silikatów. Czas oczekiwania na te materiały wynosi od kilku do, góra, kilkunastu dni. Ceny cegły czy pustaków powoli spadają. Po lipcowym 3-procentowym spadku cen pustaków i cegły, w sierpniu ceny te spadły o kolejne 5 proc. W porównaniu z lipcem, w sierpniu o ponad 5 proc. mniej kosztował styropian. A o ponad 3 proc. spadły ceny prętów zbrojeniowych stropu i wieńca. Chociaż cały koszt zakupu materiałów wykorzystywanych do budowy prezentowanego domu spadł o ponad 1 proc., w sierpniu odnotowano także podwyżki. O 5 proc. zdrożało drewno konstrukcyjne, a o blisko 3 proc. wzrosła cena tynku zewnętrznego. Od początku roku podwyżki objęły materiały wykorzystywane we wszystkich sześciu wymienionych etapach budowy. Najbardziej (w porównaniu ze styczniem br.) wzrosły koszty wykonania parteru i poddasza - o 40 proc., wykonania stropu nad parterem - o 21 proc. oraz fundamentów - o blisko 14 proc. - Przychody w sklepach i składach budowlanych w sierpniu były o 20 - 30 proc. wyższe niż przed rokiem, zarazem o 5 - 12 proc. wyższe niż w lipcu br. Skumulowane przychody ośmiu miesięcy były wyższe o 50 - 60 proc. od analogicznych wyników w 2006 r. - mówi Mirosław Lubarski, dyrektor marketingu grupy PSB SA. Sierpień przełamał nieznacznie spadkowy trend popytu ostatnich dwóch miesięcy. Nadal jednak rynek zdaje się oczekiwać na dalsze spadki cen wielu grup towarowych. Zakupy hamuje nadal niedobór ekip wykonawczych w stosunku do potrzeb inwestorów. Coraz częściej pojawiają się także sygnały o niedoborach drewna budowlanego. Zatrzymanie wielu inwestycji na etapie dachu może znacząco zmniejszyć dynamikę popytu na asortyment materiałów wbudowywanych w dalszej kolejności. - Popyt na poszczególne grupy towarowe w sierpniu tego roku w stosunku do sierpnia 2006 r. wzrósł we wszystkich analizowanych branżach - przyznaje Mirosław Lubarski. - Liderem były izolacje termiczne, których sprzedaż wzrosła o 57 proc., dalej w kolejności uplasowały się: drewno (45 proc.), narzędzia budowlane (36 proc.), materiały ścienne (34 proc.), stolarka otworowa (27 proc.), inne materiały (23 proc.), pokrycia dachowe (19 proc.), sucha zabudowa (10 proc.), chemia budowlana (4 proc.) i izolacje wodochronne (1 proc.). Łączny popyt za osiem miesięcy 2007 r. w stosunku do analogicznego okresu 2006 r. był wyższy we wszystkich grupach. Największy skok w zakupach dotyczył materiałów ściennych, izolacji termicznych, drewna, pokryć dachowych, narzędzi i innych materiałów - dodaje Mirosław Lubarski. Anna Ogonowska-Rejer, redaktor "Rz" http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/ni ... i_a_5.html Cennik materiałów budowlanych: http://www.rzeczpospolita.pl/teksty/nie ... _5-3.F.jpg
  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    17.09.2007
    Dossier [Forbes 09/07, str. 78] Skazani na sukces Marcin Kaczmarczyk, P ytanie - ile zarabia na czysto deweloper na jednym wybudowanym mieszkaniu? Dużo, to jasne, inaczej nie rzucałby się na taką działalność każdy, kto tylko może zdobyć jakąkolwiek działkę nadającą się do zabudowy. Ale jakie kwoty wchodzą w grę? Zajrzyjmy do kasy J.W. Construction, od czerwca notowanego na warszawskiej giełdzie. W tym roku zyski przyniosą mu między innymi: budowa osiedla Rezydencja na Skarpie w Warszawie - 21 mln zł, Osiedle Leśne w Gdyni - 25 mln zł, apartamenty w Willi Konstancin (okolice Warszawy) - 17 mln złotych. Jeśli policzymy liczbę mieszkań w tych miejscach, okaże się, że budowa jednego lokalu to od 80 tys. zł do ponad 120 tys. zł zysku. Tyle pieniędzy wpłacanych przez szczęśliwych lokatorów nie tylko powiększy zapis w rubryce "zysk operacyjny" spółki kontrolowanej przez Józefa Wojciechowskiego, ale jeszcze może poprawić jego pozycję na liście najbogatszych Polaków "Forbesa" (22. miejsce w 2007 roku). Po szaleństwie ubiegłego roku, kiedy wzrost cen mieszkań zdaniem analityków agencji nieruchomości Cushman & Wakefield Polska przekroczył w niektórych miastach nawet 70 proc., wydawało się, że rynek powinien się uspokoić. Jednak nic bardziej mylnego. Według danych firmy doradczej CEE Property Group w Poznaniu ceny mieszkań wzrosły od stycznia do czerwca o blisko 50 proc., w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu o ponad 10 procent. Słychać głosy o lekkim ostudzeniu nastrojów, jednak amatorzy nowych lokali z pierwszej ręki nadal skazani są na kupowanie ich głównie na etapie dziury w ziemi. Mniejszą dynamikę wzrostu cen wyjaśniają dane GUS: w pierwszych sześciu miesiącach roku wydano pozwolenia na budowę ponad 114 tys. mieszkań, o blisko 54 proc. więcej niż w pierwszym półroczu 2006 roku. Trwa budowa blisko 700 tys. lokali, o 7,5 proc. więcej niż przed rokiem. Oto kilka przykładów, które układają się w czytelny trend: Acciona w przyszłym roku chce rozpocząć budowę ponad 1300 mieszkań w warszawskim Miasteczku Wilanów. Blisko 800 we Wrocławiu zbuduje Archicom, a 432 w Gdańsku i Gdyni Grupa Inwestycyjna Hossa. Ta ostatnia zamierza w 2008 roku postawić najwyższy apartamentowiec w Polsce - na Przymorzu w Gdańsku kosztem 300 mln zł powstanie budynek o wysokości 202 m (51 kondygnacji) z widokiem na Hel. Deweloperzy działają z coraz większym rozmachem i coraz śmielej poczynają sobie, wychodząc poza miasta, w których zaczynali działalność. Budimex Nieruchomości realizuje inwestycje mieszkaniowe w Poznaniu, Krakowie i w Warszawie i cały czas poszukuje terenów pod nowe lokalizacje. Niełatwo je znaleźć, bo ich właściciele ani myślą pozbywać się tak cennego majątku. W końcu lipca giełdowy Pekaes poinformował, że na swoich działkach w Warszawie zbuduje apartamentowiec i biurowiec. Planowane zyski z tych inwestycji mają wynieść od 150 do 190 mln złotych. Będzie jak znalazł dla firmy, która zaczyna dopiero wychodzić na prostą - pod koniec 2006 roku była pod kreską na kwotę ponad 18 mln złotych (wynik skonsolidowany). Podobne plany realizuje PKP. Na swoich działkach razem z PKO Inwestycje chce budować mieszkania i biura, na początek w Warszawie. Prace na 24 hektarach ruszą pod koniec przyszłego roku. PKP chce również realizować podobne projekty w Gdańsku, Łodzi, Wrocławiu, Poznaniu i Katowicach. Fala inwestycji zatacza coraz szerszy krąg wokół dużych miast, do czego przyczynia się, co prawda rodząca się w bólach, coraz lepsza sieć dróg. Spółka Green Development, z kanadyjsko-polskimi korzeniami, przebudowuje przędzalnię lnu w Żyrardowie. W zabytkowym budynku znajdzie się m.in. około 250 mieszkań i penthousów. - To unikatowy ośrodek położony stosunkowo blisko Warszawy i Łodzi. Wkrótce 8 km od niego będzie przebiegać autostrada, a przez miasto szybka kolej podmiejska - tłumaczy lokalizację loftów Zygmunt Stępiński, dyrektor generalny firmy. Atrakcyjnych nisz na mapie Polski można wyszukać o wiele więcej. - Należy do nich np. Świnoujście. Projektowany terminal LNG przyniesie wiele nowych miejsc pracy i popyt na mieszkania. Generalnie jednak najlepiej inwestować za granicą i znaleźć taki rynek, który powtórzy sukces polskiego - radzi amatorom zarobku Robert Chojnacki, prezes redNet Property Group. Nie zachęca jednak do inwestycji w Rumunii (wysokie ceny i kłopotliwe formalności) ani w Bułgarii. Proponuje za to zakupy w innych częściach świata, w których rynek jest w zupełnie innej fazie cyklu koniunkturalnego - na przykład w Azji Południowo-Wschodniej. Firma redNet Investment prowadzi projekty w Malezji, proponuje też lokaty kapitału w mieszkania wakacyjne na Dominikanie. Liczne inwestycje przekładają się na statystyki GUS, z których wynika coś jeszcze: w Polsce brakuje około 1,5 mln mieszkań. - Dopóki banki będą oferować korzystne kredyty, sytuacja na rynku będzie dobra, ale nie tak jak w ciągu ostatnich dwóch lat - ocenia Yael Rothschild, prezes firmy deweloperskiej Mill-Yon. W mediach najczęściej gości boom mieszkaniowy, równie dobrze dzieje się na rynku nieruchomości komercyjnych. W ubiegłym roku J.W. Construction kupił w Szczecinie działkę należącą wcześniej do Zakładów Przemysłu Odzieżowego Dana. Zburzy sześciopiętrowy przestarzały biurowiec i postawi w tym miejscu budynek mieszkalno-biurowy. Ma to być efektowna strzelista konstrukcja, której powstaniu kibicują nawet władze Szczecina. Deweloperzy inwestują, bo w dużych miastach jest coraz mniej wolnych biur. Według danych agencji Colliers International Poland w Warszawie w pierwszej połowie 2006 r. do wynajęcia od zaraz było 7,9 proc. powierzchni klasy A i B, pod koniec zeszłego roku 5,4 proc., a na koniec drugiego kwartału tego roku już tylko 4,02 procent. Cały czas powstają nowe, tylko w I kwartale 2007 roku zbudowano blisko 140 tys. mkw. biur (łącznie jest ich w stolicy 1,6 mln mkw.). W Trójmieście odsetek ten wynosi 4,5 proc., w Łodzi 5,3 proc., w Poznaniu około 2 proc., a w Krakowie 1,5 procent. Najemcy nie mają też czego szukać w Katowicach - w drugim kwartale, oprócz małych modułów, nie było właściwie dostępnej powierzchni biurowej w budynkach klasy A i B. - Firmy potrzebują nowych, większych i bardziej prestiżowych lokalizacji. Duży popyt na powierzchnie w Warszawie utrzyma się minimum przez trzy lata. W perspektywie Euro 2012 może i dłużej - przewiduje Robert Karniewski, associate director z Colliers International. To samo dotyczy magazynów. Według danych Colliers International od połowy 2006 r. do połowy 2007 r. zbudowano 700 tys. mkw. nowej powierzchni. Przede wszystkim w miastach regionalnych - na stolicę przypadło tylko 15 procent. Największymi obiektami najemcy interesują się już na kilka miesięcy przed ich oddaniem. Puste stoi zaledwie ok. 4,7 proc. nowoczesnych magazynów monitorowanych przez Colliers. Inwestorzy muszą poruszać się ostrożnie w branży nieruchomości, niemniej firmy budowlane w najbliższych latach nadal będą miały co robić. http://www.forbes.pl/forbes/2007/08/30/ ... ukces.html
  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    18.09.2007
    Zwrot VAT na materiały budowlane tylko raz w życiu? tkuł, PAP 2007-09-18, ostatnia aktualizacja 2007-09-18 17:01 Sejmowe Komisje Finansów Publicznych i Infrastruktury chcą, by osoba budująca dom we własnym zakresie (tzw. system gospodarczym) mogła tylko raz w życiu, przy budowie tylko jednego domu, otrzymać zwrot części podatku VAT na materiały budowlane. Komisje opiniowały we wtorek poprawki Senatu do nowelizacji ustawy o podatku VAT. Posłowie, popierając poprawkę Senatu, opowiedzieli się za zniesieniem odnawialnego co pięć lat limitu zwrotu podatku VAT. Wiceminister finansów Jacek Dominik wyjaśniał we wtorek, że ze zwrotu części VAT-u będzie można skorzystać tylko raz, ponieważ ustawa ma zapewnić podstawowe potrzeby mieszkaniowe. Zgodnie z poprawką, nie mogłyby z niego skorzystać osoby budujące swój kolejny dom. Nowelizacja ustawy o podatku VAT zapobiega podwyżce VAT-u w budownictwie, poprzez wprowadzenie definicji budownictwa społecznego. Zgodnie z definicją, od 1 stycznia 2008 r. preferencyjna 7-proc. stawka VAT obejmie nowe mieszkania o powierzchni do 150 m. kw. oraz domy jednorodzinne do 300 m. kw., kupowane od deweloperów i spółdzielni mieszkaniowych. Ustawa bezterminowo przedłuża też możliwość odzyskania części VAT- u za materiały budowlane przez osoby budujące domy tzw. systemem gospodarczym. Obecnie o zwrot można się starać tylko do końca 2007 r. Chodzi o zwrot różnicy między stawkami 7 proc. i 22 proc. We wtorek komisje pozytywnie zaopiniowały też poprawkę Senatu, która ogranicza stosowanie niższej 7-proc. stawki VAT dla osób remontujących swoje mieszkania. Zgodnie z poprawką, w przypadku remontów i naprawy budynków prywatnych, obniżoną stawkę VAT będzie można stosować tylko do 2010 r. Ponadto wartość materiałów zużytych do remontu nie może przekroczyć 50 proc. wartości całej usługi. Tymczasem Sejm nie przewidywał wcześniej żadnych ograniczeń w stosowaniu przy remontach obniżonej 7-proc. stawki VAT. Posłowie negatywnie odnieśli się natomiast do poprawki, która pozwoliłaby płacić niższy VAT od darowizn żywności na rzecz organizacji pożytku publicznego. Obecnie nawet jeśli darczyńcy przekazują nieodpłatnie czerstwy chleb, płacą podatek w takiej wysokości, jak przy sprzedaży świeżego pieczywa. Zgodnie z poprawką, producent przekazujący organizacji np. chleb z poprzedniego dnia lub towary, których termin przydatności do spożycia dobiega końca, płaciłby VAT od rzeczywistej wartości tych towarów.
  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    19.09.2007
  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    19.09.2007
    Mieszkania nie zawsze za grosze Patryk W. Młynek, Katarzyna Lubiniecka 2007-09-19, ostatnia aktualizacja 2007-09-19 18:55 Na Dolnym Śląsku jest prawie 50 tysięcy osób, które mogą skorzystać z nowego prawa do wykupienia od spółdzielni swoich mieszkań. Jedni zapłacą po kilka złotych, inni - po kilkadziesiąt tysięcy. Już blisko połowa spółdzielców zadeklarowała, że chce kupić mieszkania. Tych, którzy złożyli już wnioski o wykup, czeka wycena mieszkania przez spółdzielnię. Nie zawsze będą to grosze. O ile mieszkańcy, którzy w latach 70. wprowadzili się do bloków SM "Wrocław-Południe" mają za mieszkanie zapłacić dosłownie kilka złotych (plus 17 zł dla urzędu miejskiego za zaświadczenie o statusie odrębnej własności lokalu plus 122 zł za wycenę lokalu plus ok. 900 zł u notariusza), to już lokatorzy Jeleniogórskiej Spółdzielni Mieszkaniowej mają do zapłacenia po kilkadziesiąt tysięcy. Zgodnie ze znowelizowaną ustawą o spółdzielniach, chcąc wykupić mieszkania, muszą bowiem spłacić kredyty wzięte przez spółdzielnię na ich wybudowanie. - Wprowadziliśmy się w 1991 roku i kwota kredytu zaciągniętego przez spółdzielnię, którą my musimy spłacić, to aż 40 tysięcy złotych - mówi jeden z lokatorów JSM. - Spółdzielnia nas morduje takimi kwotami. - Zasada była taka, żeby wprowadzić sprawiedliwą i powszechną możliwość nabycia swojego mieszkania. Ten, kto zapłacił za lokal 100 procent, musi mieć prawo do przekształcenia mieszkania na własność - mówi Tomasz Wójcik, współtwórca ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych. - Należy jednak pamiętać, że różni ludzie spłacali swoje kredyty w różnym czasie i w różnych terminach części tych kredytów były umarzane przez państwo. Stąd rozbieżności w cenach. Nikt przecież nie mówił, że mieszkania należą się wszystkim za grosze. Są też inne komplikacje. - Okazało się, że muszę jednorazowo zapłacić około 5 tys. zł kredytu zaciągniętego na docieplenie mojego budynku - mówi Barbara Sikora ze spółdzielni Nowy Dwór. - Samo mieszkanie rzeczywiście kosztuje kilkanaście złotych, ale na spłatę za ocieplenie mnie nie stać. Spółdzielnia nie zgodziła się też rozłożyć mi tego na raty. A przecież to niesprawiedliwe! Jeżeli ktoś jest już właścicielem mieszkania w moim bloku, to też płaci za ocieplenie w ratach. Dlaczego on może, a ja - nie?! W spółdzielni Wrocław Południe wykupujący nie muszą od ręki spłacać kredytów zaciągniętych na ocieplanie. - Wpisujemy w akty notarialne, że właściciel jest zobowiązany do spłaty takiego obciążenia - mówi prezes Henryk Jukowski. Zdaniem poseł Aldony Młyńczak (PO), członka komisji przygotowującej ustawę o uwłaszczeniu spółdzielców, przy wykupie mieszkań spółdzielnia może żądać jednorazowej spłaty kredytów zaciągniętych np. na docieplanie tylko wtedy, kiedy ponad 51 procent mieszkańców budynku zgodziła się na zaciągnięcie takiego kredytu. Podobny problem jest z kredytami zaciągniętymi przez spółdzielnię na zakup gruntów, na których stoją budynki. Niektóre spółdzielnie doliczają te kwoty do ceny mieszkań. Jerzy Kruk, prezes wrocławskiej spółdzielni Metalowiec: - U nas będzie to wynosić łącznie 2-3 tys. złotych. Tomasz Wójcik: - Sprawiedliwe jest to, że każdy, kto chce, może kupić swoje mieszkanie. Ale ludzie czasami nie wiedzą, w jakiej sytuacji prawnej się znajdują i ile rzeczywiście kosztowały spółdzielnię ich mieszkania. Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,4503377.html
  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    21.09.2007
    Polacy mogą kupować mieszkania bez ograniczeń Cudzoziemcy mogą swobodnie nabywać na własność budynki i mieszkania w Bułgarii. Nie dotyczy to jednak ziemi znajdującej się pod budynkiem. Zazwyczaj w takich przypadkach wykorzystuje się specyficzną dla prawa bułgarskiego instytucję prawa zbudowy. ■ Jak zmieniło się prawo dotyczące nabywania ziemi przez cudzoziemców po wejściu Bułgarii do Unii Europejskiej? - Praktycznie w dalszym ciągu funkcjonuje u nas zakaz nabywania ziemi przez cudzoziemców i obce osoby prawne. Ograniczenia te dotyczą także obywateli UE, krajów Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG) oraz osób prawnych utworzonych zgodnie z prawem krajów członkowskich UE lub EOG, ponieważ Bułgaria w traktacie akcesyjnym zastrzegła sobie prawo utrzymania dotychczasowych zakazów przez okres siedmiu lat (okres przejściowy). Po upływie tego terminu obywatele UE będą mogli swobodnie nabywać ziemię w Bułgarii. W przypadku tzw. drugiego domu okres przejściowy wynosi pięć lat. Wyjątkowo okresy przejściowe nie dotyczą rolników indywidualnych z UE, którzy chcą osiedlić się i zamieszkać w Bułgarii, oraz obywateli UE na stałe zamieszkałych w Bułgarii (czyli dłużej niż pięć lat). Właściwie jedynie te kategorie osób mogą bez żadnych przeszkód już teraz nabyć ziemię w Bułgarii. Nasze prawo dopuszcza możliwość dziedziczenia gruntów przez obcokrajowców, jednak wówczas każdy, kto w ten sposób nabył ziemię, ma obowiązek się jej pozbyć (darowizna, sprzedaż) w ciągu trzech lat od otwarcia spadku. ■ A czy Polacy mogą nabywać mieszkania lub apartamenty np. w Sofii lub w letnich kurortach? - Wszyscy obcokrajowcy mogą właściwie swobodnie nabywać na własność budynki i mieszkania w Bułgarii. Proszę jednak zwrócić uwagę, że nie dotyczy to ziemi znajdującej się pod budynkiem. Zazwyczaj w takich przypadkach wykorzystuje się specyficzną dla prawa bułgarskiego instytucję własności budynku lub jego części na cudzym gruncie, czyli prawo zabudowy. Zgodnie z ustawą o własności z 1951 roku właściciel gruntu może odpłatnie użyczyć swoją ziemię innej osobie w celu postawienia na niej budynku. Użytkownik gruntu musi wybudować budynek najpóźniej w ciągu pięciu lat od dnia podpisania umowy z właścicielem ziemi, w przeciwnym razie traci prawo zabudowy tego gruntu. Osoba, która zgodnie z umową wzniesie budynek, zostaje jego właścicielem i może nim swobodnie rozporządzać, a więc zbywać oraz wynajmować. Po upływie umówionego okresu własność budynku przechodzi na właściciela gruntu. W przypadku zniszczenia budynku podczas trwania umowy, jeżeli strony wyraźnie nie zastrzegły inaczej, użytkownik gruntu traci prawo budowy. Instytucja prawa zabudowy jest często stosowana w przypadkach zakupu przez obcokrajowców apartamentów w kurortach zimowych i letnich. Wtedy deweloper sprzedaje apartament, ale zostaje właścicielem gruntu pod budynkiem, a z nabywcą zawiera umowę na użyczenie ziemi. ■ Cudzoziemcy kupują chyba najczęściej domy, tworząc spółki? - Tak, w przypadku domów jednorodzinnych to najpopularniejsza praktyka. Spółki prawa handlowego ustanowione zgodnie z prawem bułgarskim posiadają pełne prawo nabywania gruntów oraz budynków. Udziały w nich mogą posiadać obce osoby fizyczne oraz prawne. W ramach swej działalności spółki z obcym kapitałem mogą na takich samych zasadach jak spółki bułgarskie budować, sprzedawać lub wynajmować nieruchomości budynkowe. Ta praktyka stosowana jest nie tylko przez osoby fizyczne, ale też przez obce firmy, które chcą rozpocząć inwestycje w Bułgarii. Prawo bułgarskie nie wprowadza żadnych ograniczeń dotyczących udziałowców lub akcjonariuszy spółek handlowych. Jeżeli cudzoziemiec chciałby kupić dom w Bułgarii, to zakłada najczęściej tzw. jednoosobową spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Kapitał minimalny spółki z ograniczoną odpowiedzialnością wynosi 5 tys. lewa (to jest około 10 tys. zł). Po nabyciu nieruchomości prawo bułgarskie nie nakłada obowiązku zwiększenia kapitału zakładowego. Rozmawiała EWA GRĄCZEWSKA-IVANOVA ■ JULIA VESSELINOVA specjalizuje się w prawie dotyczącym obrotu nieruchomościami i prawie spółek, pracuje w kancelarii Varadinov i Partnerzy w Sofii http://www.gazetaprawna.pl/?action=show ... .1.0.1.htm
  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    22.09.2007
    Budżet straci na VAT Kilka miliardów złotych może stracić budżet, jeśli w życie wejdzą przepisy pozwalające na zwrot podatnikom części VAT za materiały budowlane. Narazimy się też na sankcje Brukseli Wicepremier, minister finansów Zyta Gilowska zapowiedziała, że przyjęta przez Sejm ustawa jest nieprecyzyjna, a co gorsza grozi zdublowaniem zwrotów różnicy pomiędzy obniżoną 7-proc. stawką VAT a stawką 22 proc. na materiały budowlane. - Obawiam się, że w ten sposób podatnicy mogą rocznie odzyskać kilka miliardów złotych nadpłaconego podatku - wyjaśniła Gilowska. Dotąd w okresie obowiązywania przepisów umożliwiających nadpłacony VAT (czyli od stycznia 2006 r. do końca czerwca 2007 r.) fiskus wypłacił niespełna 787,5 mln zł. Od stycznia przyszłego roku, kiedy zacznie obowiązywać znowelizowana ustawa, kwota ta -zdaniem szefowej resortu finansów - może wzrosnąć nawet kilkakrotnie. Wicepremier dodała, że pretensje w sprawie nowych przepisów może mieć do nas również Bruksela. -Nam nie wolno zwracać podatku, a o tym ostatnio szeroko się mówi - wyjaśniła Gilowska. -Rząd może wyłącznie rekompensować wydatki. Tak naprawdę przepisy te nie powinny nigdy wejść w życie - dodała. Zastrzegła jednak, że nie zamierza namawiać prezydenta do tego, aby ustawy nie podpisywał. Rozrzutni posłowie W minioną środę Sejm głosował nad poprawkami Senatu do nowelizacji ustawy o podatku VAT oraz ustawy o zwrocie osobom fizycznym niektórych wydatków związanych z budownictwem mieszkaniowym. Ma ona zapobiec podwyżce VAT w budownictwie poprzez wprowadzenie definicji budownictwa społecznego. Zgodnie z tą definicją, od 1 stycznia 2008 r. preferencyjna 7-proc. stawka VAT obejmie nowe mieszkania o powierzchni do 150 m kw. oraz domy jednorodzinne do 300 m kw., kupowane od deweloperów i spółdzielni mieszkaniowych. Ustawa bezterminowo przedłuża też możliwość odzyskania części VAT za materiały budowlane przez osoby budujące domy tzw. systemem gospodarczym. Obecnie o zwrot można się starać tylko do końca roku. Posłowie odrzucili poprawki popierane przez rząd, które miały doprecyzować przepisy ustawy. Zdecydowali m. in., że osoby remontujące mieszkania będą mogły korzystać z obniżonego 7-proc. VAT niezależnie od wartości materiałów zużytych do remontu. Zdecydowali również, że będzie można więcej niż raz, w cyklach pięcioletnich, starać się o zwrot różnicy VAT między obniżoną 7-proc. a 22-proc. stawką VAT na materiały budowlane. - To olbrzymi rynek i możliwość zdublowania zwrotu oraz nieprecyzyjne przepisy, limitujące zwrot muszą przynieść spadek wpływów -uważa Zyta Gilowska. Jej zdaniem wskutek uchwalenia przez parlament ustaw o podwójnej uldze prorodzinnej i zwrocie VAT utraciliśmy część wymarzonej stabilizacji finansowej. Ryzykowny zwrot Obaw Zyty Gilowskiej nie podziela Andrzej Aumiller, były minister budownictwa. Podkreśla, że nowo uchwalone przepisy są ważne dla rozwoju budownictwa mieszkaniowego. - Nawet jeśli kilka procent podatników będzie próbowało kombinować, to nie można wszystkich podejrzewać i skreślać całej ustawy -mówi Aumiller. -Trzeba po prostu bardziej uczulić aparat skarbowy. Były minister przyznaje jednak, że źle się stało, iż przepisy były uchwalane w pośpiechu. - Mieliśmy przygotowany rządowy projekt, uzgodniony z minister finansów -wyjaśnia były szef resortu budownictwa. - Jeśli się jednak coś uchwala w pośpiechu, w obliczu wyborów, to łatwo o bubel. Podobnie uważa Tomasz Michalik z kancelarii MDDP Doradztwo Podatkowe. - Ustawę uchwalano w lekkiej panice, pisząc przepisy na kolanie - mówi Michalik. - Nie zadbano o wypracowanie formuły, na podstawie której podatnicy mogliby liczyć na refundację części wydatków. Poza tym użycie sformułowania "zwrot" może nieść za sobą ryzyko uwag ze strony Komisji Europejskiej. - To może być groźne, ale nie sądzę, aby ktoś chciał nas za to jakoś drastycznie karać - stwierdził doradca. Według niego znacznie lepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie do ustawy o podatku dochodowym zapisu o uldze dla osób, które budują bądź remontują domy lub mieszkania. Czyli powrót do formuły obowiązującej kilka lat temu. Zdaniem doradców podatkowych, Zyta Gilowska próbowała rękami senatorów ograniczyć grupę osób, które mogłyby korzystać ze zwrotu części podatku. To się nie udało, ale nie należy z tego powodu rozpaczać. Tak naprawdę utrzymano prosty zapis, jaki obowiązywał dotąd. Jak twierdzą doradcy -jasny i prostszy do zastosowania. ELŻBIETA GLAPIAK http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wyd ... a_a_4.html
  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    23.09.2007
    Do poczytania o rynku nieruchomości g 2007-09-23, ostatnia aktualizacja 2007-09-23 18:56 24 września ukaże się pierwszy numer naszego kwartalnika "Wrocławskie Nieruchomości". Będziemy w nim zamieszczać raporty o mieszkaniach na sprzedaż i wynajem, działkach oraz biurach i innych nieruchomościach komercyjnych, a także komentarze specjalistów. Z tej okazji przy redakcyjnym telefonie 0 71 341 94 77 w godz. 11-12 będzie dyżurował ekspert branży Marek Kończak, który odpowie na pytania Czytelników. Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,4513434.html
  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    24.09.2007
    BARIERY Brak planów wstrzymuje inwestycje Kontrowersyjne dobre sąsiedztwo - Brak planów zagospodarowania przestrzennego, nieuregulowany stan prawny nieruchomości, niedobór materiałów budowlanych oraz odpływ wykwalifikowanych kadr do Europy Zachodniej - to zdaniem przedstawicieli branży nieruchomości największe przeszkody dla budowlańców Przyczyny ograniczeń w rozwoju branży należy także szukać wśród niewłaściwych rozwiązań prawno-administracyjnych, niewłaściwej polityki gospodarczej rządu oraz słabej siły nabywczej ludności - twierdzi Michał Kozłowski, prawnik kierujący zespołem nieruchomości w kancelarii Krawczyk i Wspólnicy. W związku ze zbliżającymi się wyborami bardzo przyspieszono prace nad uchwalaniem nowelizacji wielu ustaw. Nowe przepisy mają na celu dalsze pobudzenie rozwoju rynku nieruchomości - m.in. zwiększenie podaży gruntów pod zabudowę, uproszczenie procedur administracyjnych czy wprowadzenie definicji budownictwa społecznego, co umożliwi dalsze stosowanie preferencyjnej stawki 7 proc. w budownictwie mieszkaniowym po 1 stycznia 2008 r. Uznana decyzja Ponadto, jak praktyka pokazuje, brak planów zagospodarowania przestrzennego nie związał rąk wielu deweloperom. - Długi czas funkcjonowania rozwiązań zastępczych, jakimi niewątpliwie są zasady tzw. dobrego sąsiedztwa, nauczył przedsiębiorców korzystania z tej sytuacji. Osławiona uznaniowość przy wydawaniu decyzji o warunkach zabudowy jest podważana w zasadzie głównie w zakresie nierównego traktowania poszczególnych wnioskodawców, a nie jako bariera w inwestowaniu - zauważa Michał Kozłowski. Brak miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego może natomiast okazać się przeszkodą dla lokalizacji dużych i specyficznych inwestycji, nie tylko mieszkaniowych, lecz i komercyjnych. - Jest to konieczność przebrnięcia przez jeszcze jedną, długotrwałą procedurę administracyjną przed przystąpieniem do realizacji zadania - podkreśla Kozłowski. Gorzej jeśli pojawią się strony protestujące przeciwko inwestycji. A w przypadku dużych, komercyjnych przedsięwzięć protest może okazać się dochodowym zajęciem. Sporo terenów jest pozbawionych dziś nie tylko planów, lecz również i studium uwarunkowań, i kierunków zagospodarowania przestrzennego. - To w praktyce uniemożliwia lokalizację poważniejszych przedsięwzięć gospodarczych - lokalizacja fabryki, centrum logistycznego itp. Jakkolwiek deweloperom mniej to przeszkadza, ponieważ mogą budować na zasadzie dobrego sąsiedztwa, to jednak inwestycje o innym charakterze są bardzo utrudnione - opowiada Tadeusz Ratajczak z Przedsiębiorstwa Inżynieryjnego TRUST z Poznania. Zamiast planów Krytykowana zwykle analiza dobrego sąsiedztwa, zdaniem Pawła Bugajnego z Polskiego Związku Firm Deweloperskich, może przynieść wymierne, pozytywne efekty - sporo bowiem pozwoleń na budowę zostaje wydawanych właśnie na podstawie tej analizy. Urzędnikom zarzuca się jednak zwykle nieetyczne działania podczas wydawania pozwoleń. - Gdyby bardziej personalizować te decyzje, gdzie prawdziwym gospodarzem miasta byłby niekwestionowany autorytet w postaci uznanego architekta miejskiego, wówczas liczba pozwoleń byłaby znacznie wyższa niż obecnie. Byłaby kreowana często lepsza urbanistyka niż za pomocą planów miejscowych. Plany powinny ograniczyć się do znacznie większego stopnia ogólności, tak jak ma to obecnie miejsce w studium zagospodarowania przestrzennego, a więc powinny wskazywać drogi, uzbrojenie, tereny mieszkaniowe i przemysłowe bez szczegółowych rozwiązań, które paraliżują uchwalanie planów - opowiada Paweł Bugajny. Sam projekt nowelizacji ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym został co prawda przygotowany, ale i tak zapewne tej noweli nie uda się uchwalić Sejmowi bieżącej kadencji. Podobnie z projektem nowelizacji ustaw dotyczących procesu inwestycyjnego w budownictwie mieszkaniowym, który również ma za zadanie jeszcze bardziej zdynamizować rynek mieszkaniowy - ciągle trwają prace nad nowymi zapisami. - Tymczasem z uporem przez długi czas zajmowano się, i w końcu uchwalono, mocno kontrowersyjną w aspekcie zgodności z konstytucją i prawem unijnym, ustawę reglamentującą działalność mniejszych i większych obiektów handlowych - mówi Michał Kozłowski. Dorota Kaczyńska http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/ni ... _a_17.html
  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    24.09.2007
    OD POŚREDNIKÓW Nie słabnie popyt na domy do 200 mkw. Na rynku domów utrzymuje się ożywienie wywołane wysokimi cenami mieszkań.
  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    25.09.2007
    PRAWO NOWELIZACJA PRAWA PRZEKSZTAŁCENIA UŻYTKOWANIA WIECZYSTEGO WE WŁASNOŚĆ CZEKA NA PODPIS PREZYDENTA Użytkownicy wieczyści dostaną grunty za symboliczną opłatą Od 1 stycznia 2008 r. będą obowiązywały nowe zasady naliczania bonifikat od opłat za przekształcanie prawa użytkowania wieczystego we własność. Na 90-proc. zniżkę będą mogli liczyć użytkownicy, którzy mają niskie zarobki. Z kolei połowę opłaty wniosą do kasy gminy użytkownicy wieczyści, którzy otrzymali prawo do korzystania z gruntu przed 5 grudnia 1990 r. Podobna ulga będzie przysługiwała wszystkim, którzy chcą nabyć własność nieruchomości wpisanych do rejestru zabytków. Do tej pory gminy mogły same decydować, czy w ogóle stosować bonifikaty, a także o tym, jaka ma być ich wysokość. W wielu wypadkach władze samorządowe nie były zainteresowane procesem uwłaszczeń i nie podejmowały uchwał o stosowaniu zniżek. Nowelizacja ustawy o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego w prawo własności nieruchomości wprowadza obowiązek stosowania jednolitych zniżek przez wszystkie gminy. http://www.gazetaprawna.pl/?action=show ... .1.0.1.htm
  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    25.09.2007
    PRAWO | NIERUCHOMOŚCI | Przekształcanie użytkowania wieczystego we własność Własność gruntu za 10 proc. wartości ZMIANA PRAWA Osoby, które otrzymały prawo użytkowania przed 5 grudnia 1990 r., uzyskają 50-proc. bonifikatę Użytkownicy wieczyści o niskich zarobkach otrzymają własność gruntu nawet z 90-proc. zniżką Spłatę należności za przekształcenie użytkowania wieczystego będzie można rozłożyć nawet na 20 lat Dotychczas gminy same ustalały wielkość bonifikat stosowanych przy przekształcaniu prawa użytkowania wieczystego we własność. W zależności od miejscowości sięgały one od 30 do nawet 99 proc. ceny gruntu. W wielu wypadkach władze gmin nie były jednak zainteresowane procesem uwłaszczeń i nie podejmowały uchwał o stosowaniu zniżek. Nowelizacja ustawy o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego w prawo własności nieruchomości (Dz.U. z 2005 r. nr 175, poz. 1459 z późn. zm.) ma to zmienić. Nowe przepisy będą obowiązywały od 1 stycznia 2008 r., tymczasem ustawa czeka jeszcze na podpis prezydenta. Bonifikata z mocy ustawy Nowe przepisy ujednolicą zasady i wysokości bonifikat przysługujących w trakcie procedur przekształceniowych. Nowelizacja ustawy o przekształcaniu prawa użytkowania wieczystego we własność przewiduje przyznanie obowiązkowych (a nie jak do tej pory uznaniowo stosowanych przez gminy) bonifikat dla trzech grup użytkowników, którzy chcą dokonać przekształcenia. Na 90-proc. zniżkę w opłatach będą mogli liczyć użytkownicy wieczyści, których dochód miesięczny na jednego członka rodziny nie przekraczał przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce za ostatnie półrocze poprzedzające rok, w którym wystąpiono z żądaniem przekształcenia. Z takiej ulgi skorzystają jednak tylko osoby, które chcą przekształcić prawo użytkowania wieczystego nieruchomości przeznaczonej lub wykorzystywanej wyłącznie na cele mieszkaniowe. Trzeba złożyć wniosek Druga grupa użytkowników wieczystych, którzy będą mogli wnioskować o mniejszą, bo 50-proc. bonifikatę, to osoby, które uzyskały prawo wieczystego użytkowania przed 5 grudnia 1990 r. Z ulg będą mogli skorzystać także ich następcy prawni (np. spadkobiercy). Takie same zniżki mają być przyznawane osobom, które chcą stać się właścicielami nieruchomości wpisanych do rejestru zabytków. Organy właściwe do wydania decyzji w sprawie wysokości bonifikat będą mogły udzielić wyższych zniżek niż te, które zostały przewidziane w nowelizacji. Otrzymanie bonifikaty od opłaty z tytułu przekształcenia wieczystego użytkowania we własność ma być uzależnione od złożenia stosownego żądania przez użytkownika wieczystego. Najlepiej umieścić taką wzmiankę we wniosku o przekształcenie. Opłatę można rozłożyć na 20 lat Osoby, których nie stać na jednorazową spłatę należności za przekształcenie, od razu będą mogły ubiegać się o jej rozłożenie na raty. Mają one jedynie wystąpić ze stosownym wnioskiem do właściwego organu. Okres spłaty powinien być nie krótszy niż 10 i nie dłuższy niż 20 lat. Jednocześnie raty te mają być nisko oprocentowane - równe stopie redyskonta weksli stosowanej przez Bank Narodowy. Osoby, na rzecz których przekształcenie zostało dokonane, mogą jednak dokonać wcześniejszej spłaty należności. Za darmo dla wywłaszczonych Nowe przepisy przewidują darmowe przekształcenia dla osób, które otrzymały prawo użytkowania wieczystego nieruchomości w zamian za wywłaszczenie lub przejęcie nieruchomości gruntowej na rzecz Skarbu Państwa przed 5 grudnia 1990 r. (tj. przed wejściem w życie ustawy z 29 września 1990 r. o zmianie ustawy o gospodarce gruntami i wywłaszczaniu nieruchomości). Przed tą datą nie było możliwości nabywania gruntów państwowych czy gminnych na własność. W związku z tym osoby, które zamierzały nabyć taki grunt, skazane były na użytkowanie wieczyste. Podobne przywileje otrzymają osoby, które uzyskały prawo użytkowania wieczystego na podstawie dekretu z 26 października 1945 r. o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze m.st. Warszawy. Osoby, którym będzie przysługiwało prawo do nieodpłatnego przekształcenia prawa użytkowania wieczystego w prawo własności, będą także zwolnione z opłaty sądowej pobieranej od wniosku o wpis do księgi wieczystej. Kto może wystąpić z wnioskiem Z wnioskiem o przekształcenie prawa użytkowania wieczystego w prawo własności nieruchomości może obecnie wystąpić osoba, która do 13 października 2005 r. (dnia wejścia w życie ustawy o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego w prawo własności nieruchomości) nabyła użytkowanie wieczyste nieruchomości rozbudowanej na cele mieszkaniowe, zabudowanych garażami albo przeznaczonych pod tego rodzaju zabudowę. Może to zrobić również użytkownik wieczysty nieruchomości rolnych, jak i następcy prawni wymienionych osób. Z żądaniem przekształcenia mogą również wystąpić osoby fizyczne i prawne będące właścicielami lokali. Chodzi o osoby, których udział w nieruchomości wspólnej obejmuje prawo użytkowania wieczystego. W tym przypadku wniosek mogą wyjątkowo złożyć nawet osoby, które nabyły udział w użytkowaniu wieczystym już po 13 października 2005 r. Opłata po przekształceniu Wniosek o przekształcenie składa się do starosty, wójta, burmistrza, prezydenta miasta, zarządu powiatu albo zarządu województwa. To, do kogo adresujemy wniosek, zależy od tego, czyją własność stanowi nieruchomość oddana w użytkowanie wieczyste. Za przekształcenie użytkowania wieczystego we własność użytkownik wieczysty powinien uiścić opłatę dotychczasowemu właścicielowi. To on ustala jej wysokość, kierując się m.in. wartością nieruchomości. Przekształcenie następuje z dniem, w którym decyzja starosty, wójta, burmistrza, prezydenta miasta, zarządu powiatu albo zarządu województwa stała się ostateczna. Dawny użytkownik wieczysty uiszcza opłatę dopiero po uzyskaniu decyzji o przekształceniu. Pięcioletni zakaz zbywania Osoba, która skorzystała z bonifikaty przy przekształceniu, nie może w ciągu pięciu lat od dnia przekształcenia prawa zbyć zakupionej nieruchomości albo wykorzystywać jej na inne cele niż te, które stanowiły podstawę bonifikaty. Zakaz ten nie obejmuje zbycia nieruchomości na rzecz osoby bliskiej. Jeżeli jednak nieruchomość zostanie sprzedana lub wykorzystana na inne cele, to organ, który udzielił bonifikaty, zażąda zwrotu kwoty równej bonifikacie po jej waloryzacji. Adam Makosz adam.makosz@infor.pl Podstawa prawna ■ Ustawa z 29 lipca 2005 r. o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego w prawo własności nieruchomości (Dz.U. nr 175, poz. 1459 z późn. zm.). GP RADZI Czy wspólnota musi się zgodzić na przekształcenie Jestem właścicielem mieszkania stanowiącego odrębną własność i jednocześnie użytkownikiem ułamkowej części gruntu pod budynkiem. Chciałbym nabyć grunt na własność. W gminie powiedziano mi, że wniosek muszą złożyć wszyscy współwłaściciele. Czy to prawda? Tak Właściciele lokali stanowiących odrębną nieruchomość, posiadający udział w użytkowaniu wieczystym, mają prawo żądać przekształcenia użytkowania wieczystego w prawo własności. Dotyczy to zarówno osób fizycznych, jak i prawnych, nawet jeśli udział w prawie użytkowania wieczystego nabyły po 13 października 2005 r. Z wnioskiem o przekształcenie muszą jednak wystąpić wszyscy użytkownicy wieczyści. Podstawa prawna ■ Art. 1 ustawy z 29 lipca 2005 r. o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego w prawo własności nieruchomości (Dz.U. nr 175, poz. 1459 z późn. zm.). Czy urząd może żądać zwrotu Skorzystałem z 80-proc. bonifikaty przy przekształceniu użytkowania wieczystego w prawo własności. Chciałbym teraz sprzedać tę nieruchomość. Czy to prawda, że będę musiał zwrócić bonifikatę? Tak Jeśli użytkownik wieczysty skorzystał z bonifikaty przy przekształceniu, nie może przed upływem pięciu lat, od dnia przekształcenia, zbyć lub wykorzystać nieruchomości na cele inne niż te, które stanowiły podstawę udzielenia bonifikaty. W przeciwnym razie organ, który jej udzielił, zażąda zwrotu kwoty równej udzielonej bonifikacie po jej waloryzacji. Nie dotyczy to jednak sytuacji, gdy nieruchomość została zbyta na rzecz osoby bliskiej. Podstawa prawna ■ Art. 4 ustawy z 29 lipca 2005 r. o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego w prawo własności nieruchomości (Dz.U. nr 175, poz. 1459 z późn. zm.). http://www.gazetaprawna.pl/?action=show ... .1.0.1.htm
  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    25.09.2007
    PRAWO | Rozmawiamy z Mirosławem Barszczem, ministrem budownictwa Samorządy będą miały możliwość zablokowania terenów pod zabudowę Projekt specustawy budowlanej przyznaje władzom samorządowym prawo blokowania terenów pod zabudowę nawet do 18 miesięcy. ■ Jakie są opinie samorządów o projekcie specjalnej ustawy budowlanej? - Są one dość zaskakujące. Mamy obecnie ponad 10 opinii, w tym od organizacji samorządu, m.in. Unii Metropolii Polskich, która przekazała do Ministerstwa Budownictwa bardzo krytyczną ocenę projektu. Natomiast całkiem inne stanowiska zajęli prezydenci miast będących członkami Unii Metropolii, zwłaszcza ci, którzy zdobyli znaczące poparcie w wyborach. Mam na myśli prezydentów Gdyni, Lublina, Poznania, Wrocławia, Katowic, Krakowa, Rzeszowa i Łodzi. Objęli oni swoje urzędy już po pierwszej turze głosowania, co świadczy o tym, że cieszą się dużym poparciem społecznym, przede wszystkim z powodu prezentowanych kompetencji do zarządzania miastem. Pod względem politycznym reprezentują oni różne opcje - od PiS, przez PO i SLD, po osoby bezpartyjne. Generalnie prezydenci wymienionych miast ocenili projekt ustawy pozytywnie. TYLKO MINISTER ZNA OPINIE Sejmowa Komisja Infrastruktury zawiesiła prace nad specustawą budowlaną w ubiegłym tygodniu. Swoją decyzję motywowała tym, że projekt nie został poddany konsultacjom społecznym w stopniu wystarczającym. Ponadto opinie zgłoszone przez przedstawicieli samorządów nie były znane członkom sejmowej komisji. ■ Czy w odróżnieniu od Unii Metropolii Polskich prezydenci poszczególnych miast wyłącznie chwalą projekt ustawy? - Ogólny wydźwięk ich opinii jest bardzo pozytywny, choć oczywiście są różne postulaty. Najwięcej zastrzeżeń budził proponowany w projekcie mechanizm automatycznego wydawania zezwoleń na budowę. Prezydenci uważają, że wprowadzenie tego mechanizmu mogłoby zwiększyć ryzyko dla inwestycji infrastrukturalnych. Pod wpływem ich uwag przygotowaliśmy poprawki dające władzom samorządowym możliwość zablokowania terenów pod zabudowę. ■ Na czym polega prawo blokowania przez samorządy gruntów pod zabudowę? - Zgodnie z poprawką rada gminy otrzymałaby przywilej wydawania aktu prawa miejscowego, który ograniczyłby możliwość ustalania warunków zabudowy na określonym terenie na okres do 18 miesięcy. W wielu miastach nie sposób skutecznie wytyczyć terenów pod obwodnice i drogi, który zazwyczaj trwa około jednego roku. Dlaczego? Bo nim zostanie on zakończony, na terenie przeznaczonym na obwodnice wyrastają dziesiątki domów. Chodzi o to, by władze samorządowe, ale nie poszczególni urzędnicy, lecz rada gminy lub miasta, mogły tak zablokować określony teren, by przez rok czy półtora nie można było na nim budować. ■ Jakie inne przepisy projektu ustawy były żywo opiniowane przez prezydentów miast? - Otrzymaliśmy od prezydentów sugestię, by samorządy miały obowiązek interweniować w przypadkach rażących dysproporcji w warunkach zabudowy obiektów wznoszonych w bliskim sąsiedztwie. Nie może być tak, że kilkunastopiętrowy wieżowiec będzie budowany w sąsiedztwie piętrowych domów. W tym przypadku również przygotowaliśmy odpowiednią poprawkę. Ale żadna z poprawek nie miała szansy nawet wejść pod głosowanie komisji. Prace zostały zablokowane, i tym razem nieodwracalnie... BUDOWY BEZ POZWOLENIA Projekt specustawy budowlanej znosi m.in. obowiązek uzyskiwania pozwolenia na budowę domów, których powierzchnia użytkowa nie przekracza 250 mkw., a wysokość 12 metrów. Ważnym skutkiem wprowadzenia tego przepisu ma być zmniejszenie biurokracji związanej z uruchamianiem budów. Rozmawiał Krzysztof Polak ■ Mirosław Jan Barszcz prawnik, były podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów odpowiedzialny za system prawa podatkowego http://www.gazetaprawna.pl/?action=show ... .1.0.1.htm
  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    25.09.2007
    NOTOWANIA Rynek nieruchomości Ceny apartamentów w Polsce nadal będą szybko rosły Wzrost cen mieszkań o średnim standardzie okazał się w ubiegłym roku znacznie wyższy niż luksusowych apartamentów. Stąd też dla osób dysponujących znaczną gotówką lub wysoką zdolnością kredytową inwestycja w ten sektor rynku nieruchomości nadal zdaje się gwarantować atrakcyjną stopę zwrotu zainwestowanego kapitału. Zrealizowany w końcu 2006 roku w Łodzi kompleks tzw. loftów U Scheiblera, czyli apartamentów usytuowanych w obiekcie poprzemysłowym, cieszył się ogromnym powodzeniem nabywców. Nie bez znaczenia była też atrakcyjna cena - ostatnio 7 tys. zł za mkw., choć początkowo ceny zaczynały się od 4 tys. zł. Były więc aż o jedną trzecią niższe niż obecna średnia cena 1 mkw. nowego mieszkania w Łodzi, która w czerwcu tego roku - według portalu Tabela Ofert - przekroczyła pułap 6,1 tys. za mkw. We Wrocławiu cena za metr kwadratowy apartamentu o zbliżonym standardzie wynosi dziś około 11 tys. za 1 mkw. W centrum Poznania za 1 mkw. takiego lokalu trzeba zapłacić około 10 tys. złotych. Jeszcze drożej jest w Warszawie. W Śródmieściu ceny za metr kwadratowy zaczynają się wprawdzie od 12 tys. zł za metr kwadratowy, ale w tych prestiżowych projektach, które nie weszły jeszcze w fazę realizacji, mieszczą się najczęściej w szerokim przedziale od 15 do 20 tys. złotych za 1 mkw. Chociaż najwyższą cenę trzeba zapłacić za apartament na ostatnim 45 piętrze apartamentu zaprojektowanego przez światowej sławy architekta Daniela Liebeskinda. W tym budynku, który powstanie przy Złotej 44, trzeba bowiem zapłacić 30 tys. złotych za mkw. Bez porównania tańsze będą lofty zrealizowane w budynkach po byłych Zakładach Optycznych przy ulicy Grochowskiej na Pradze. W tym przypadku cena 1 metra kwadratowego, jak zapowiada deweloper, będzie się wahać od 9 do 11 tys. złotych za metr kwadratowy. Rozpiętość cen za apartamenty jest bez porównania większa niż w przypadku bardziej popularnych segmentów rynku. Zależy ona nie tylko od lokalizacji i standardu wykończenia, ale i szerokości oferty dodanej w postaci np. klubu fitness, basenu, ogrodu zimowego, recepcji świadczącej usługi o charakterze hotelowym czy też renomy projektującego budynek architekta. Podejmując decyzję o zakupie apartamentu w celach inwestycyjnych, a także z myślą o czerpaniu dochodów z najmu, trzeba, oczywiście, wszystkie czynniki uwzględnić i przeanalizować ich znaczenie oraz wartość dla przyszłego kupca lub najemcy. - Ceny apartamentów w centrum Warszawy osiągnęły wysoki pułap i można oczekiwać, że ceny mieszkań w nowo budowanych luksusowych budynkach będą do tego cenowego pułapu zmierzać. A zatem wzrost wartości lokalu będzie w tym segmencie rynku największy, zwłaszcza że w szybkim tempie rosną ceny gruntów w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach - mówi Waldemar Olesiak, szef zespołu ds. badań i analiz Agencji Emmerson. Trzeba jednak mieć świadomość, że rynek na drogie apartamenty (z wyjątkiem stołecznego) jest bardzo płytki. W metropoliach regionalnych równoczesna realizacja kilku projektów może skutecznie zahamować na dłuższy czas oczekiwany wzrost cen. Wśród analityków rynku nieruchomości nie brakuje także opinii, że zwłaszcza ceny warszawskie są już nazbyt wyśrubowane. - Ceny nie mogą rosnąć bez końca, w którymś momencie dojdzie do załamania trendu wzrostowego, pytanie tylko, kiedy to nastąpi - mówi Joanna Lebiedź ze stołecznej agencji Lebiedź i Lebiedź. - Obserwujemy obecnie zdecydowanie mniejsze zainteresowanie zakupem najdroższych mieszkań, i to zarówno nowych, jak i tych z drugiej ręki - dodaje Lebiedź. O rosnącej niepewności co do przyszłego stołecznego rynku luksusowych mieszkań może także świadczyć fakt, że w agencjach pojawia się coraz więcej ofert odsprzedaży tzw. opcji i cesji praw do apartamentów, które albo są w fazie realizacji, albo ich budowa jeszcze się nie rozpoczęła. Znany deweloper Dom Developer już w lutym tego roku ogłosił, że wycofuje się z budowy apartamentów ze względu na rosnące ryzyko przegrzania rynku i obecnie skoncentruje się na budowie mieszkań tańszych. JACEK PIASECKI http://www.gazetaprawna.pl/?action=show ... .2.0.1.htm
  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    25.09.2007
    Przybędzie terenów pod mieszkania 2007-09-25 (aktualizacja: 2007-09-24) dr Katarzyna Domańska - Mołdawa (Puls Biznesu wyd. 2441, s. 29) Sejm nie zdążył uchwalić planowanych zmian we wszystkich ustawach dotyczących procesów inwestycyjnych. Prawdopodobnie do Sejmu nowej kadencji wróci propozycja usunięcia barier regulacyjnych ograniczających swobodę inwestowania na rynku przez uproszczenie procedur administracyjnych i lepsze wykorzystanie dostępnych terenów. Aby do tego doprowadzić, zaproponowano zmiany w ustawie z lutego 1995 r. o ochronie gruntów rolnych i leśnych. Zakładają one, że odrolnienie wszystkich gruntów w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców oraz wszystkich gruntów klasy od IV do VI nie będzie już wymagało uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Konieczne pozostaje jedynie wyłączenie ich z produkcji rolniczej. W przyszłości wyłączenie to nie będzie odbywało się w drodze decyzji administracyjnej, lecz będzie wymagało tylko zgłoszenia. Projekt przewiduje też istotne zmiany ustawy Prawo budowlane. Inwestorzy będą zwolnieni z obowiązku uzyskania pozwolenia na budowę obiektów mieszkalnych o powierzchni użytkowej do 5 tys. mkw. i wysokości do 12 m. W tym przypadku należy zgłosić budowę, dołączając projekt, wykonany przez uprawnionego projektanta wraz z wymaganymi decyzjami i opiniami. Procedura sporządzania studium i planu miejscowego ma być usprawniona przez ograniczenie dotychczasowych obowiązków konsultacyjnych oraz skrócenie terminów konsultacji społecznych. Decyzja o warunkach zabudowy ze względu na brak planu miejscowego będzie konieczna przede wszystkim w przypadkach budowy wymagającej pozwolenia na budowę. Przyśpieszona będzie również procedura zatwierdzania podziału nieruchomości. Przy braku decyzji właściwego organu w ciągu miesiąca od złożenia wniosku podział będzie następował automatycznie. Dalsze zmiany dotyczą możliwości finansowania nowych inwestycji przez wprowadzenie możliwości emitowania listów zastawnych przez banki uniwersalne oraz możliwości uzys- kania kredytu mieszka- niowego. Organizacje samorządowe zgłosiły zastrzeżenia do planowanej ustawy, ponieważ ich zdaniem nie ma możliwości prawidłowej oceny prawnej, ekonomicznej i przestrzennej jej skutków. Uznały one ponadto, że z proponowanych zmian wynikają zagrożenia dla ładu przestrzennego, ochrony środowiska oraz standardu zdrowotnego przestrzeni miejskich. Istnieją również wątpliwości co do oczekiwanych rezultatów uzyskania nowych terenów pod zabudowę w dużych miastach, gdyż liczba działek rolnych nadających się pod budownictwo w dużych miastach jest niewielka. Rząd dążył do wprowadzenia nowych przepisów od początku 2008 r.
  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    25.09.2007
    Na potęgę odrolniamy ziemię 2007-09-25 12:06 Co roku znikają 3 tys. hektarów pól w Polsce 30 milionów metrów kwadratowych ziemi. Tyle co roku znika spod upraw rolników. Jak to możliwe? Na potęgę odrolniamy grunty, by postawić na nich domy. Pod zabudowę idą najlepsze polskie ziemie. Rolnicy protestują, ale samorządy gmin się cieszą, bo na tym zarabiają. Ludzie wręcz wyrywają sobie z rąk ziemię. Budowlana ma już takie ceny, że niewielu na nią stać, więc teraz rekordy popularności biją grunty rolne. Jeszcze do niedawna była obawa, że wielu z nich nie uda się przekształcić w takie, na których można zbudować dom. Dziś to właściwie formalność. Jak pisze "Pierwszy Portal Rolny", samorządy, które muszą wydać zgodę na to, by z krajobrazu ich gminy zniknęło pole uprawne, a pojawiły się na nim domy, chętnie zgadzają się na przekształcenia. Zwłaszcza gruntów po byłych PGR-ach czy upadłych gospodarstwach, które leżą odłogiem i na których sprzedaży zarabiają. I zwłaszcza, jeśli pole jest w pobliżu miasta. Władze tłumaczą wtedy, że produkty na niej wyhodowane byłyby nie dość czyste, bo powietrze skażone miastem, wody też zanieczyszczone. I zgadzają się na przekształcanie najlepszych gruntów nawet I i II klasy. Ludzie kupują je z pocałowaniem w rękę. Metr ziemi budowlanej w najdroższych w Polsce okolicach Warszawy czy Poznania to ok. 200 zł. Najdroższa rolna kosztuje 10-krotnie mniej. Można więc pozwolić sobie na większą działkę bez obawy, że sąsiad będzie zaglądał nam w okna, w dodatku na gruntach wysokiej klasy doskonale czuć się będą nawet najbardziej wyszukane rośliny w naszym przydomowym ogrodzie. Rolnicy protestują. Mówią, że za kilka lat w Polsce zostaną niemal same ugory. Dojdzie do tego, że marchewki czy kapustę będziemy importować, bo naszych warzyw i owoców nie będzie gdzie uprawiać. I co z tego, że na wsiach powstaną piękne osiedla czy wille, skoro mieszkańców nie będzie czym wykarmić. Agnieszka Kozera http://www.dziennik.pl/Default.aspx?Tab ... leId=61606
  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    26.09.2007
    Ceny mieszkań nie rosną, ale tańszych ofert ubywa Marek Wielgo, Lech Bojarski, Poznań 2007-09-26, ostatnia aktualizacja 2007-09-26 11:35 Średnie ceny mieszkań w większości największych aglomeracji rzeczywiście mogą przyprawiać o zawrót głowy. Ale spokojnie! Diabeł nie taki straszny, jak go malują statystycy - w każdym z tych miast bez problemu można znaleźć dużo tańsze lokum. Na przykład w Warszawie mieszkania kosztują średnio grubo ponad 9 tys. zł za m kw. Monika Bazyl z firmy doradczej Reas zwraca uwagę, że na tę cenę składają się oferty od 3,9 tys. zł za m kw. w dzielnicy Wawer do ponad 20 tys. zł za metr głównie w Śródmieściu. Niewątpliwie średnią w stolicy zawyża 30 proc. mieszkań w cenie powyżej 10 tys. zł za m kw. Jednak niemal tyle samo, bo 27 proc. ofert, stanowią mieszkania oferowane za 6-8 tys. zł za metr, czyli znacznie poniżej średniej. Podobnie jest w kilku innych dużych aglomeracjach. We Wrocławiu, według danych serwisu GazetaDom.pl, średnia cena w sierpniu wynosiła niespełna 7,4 tys. zł za m kw. Mniej więcej tyle (od 6 do 8 tys. zł za m kw.) kosztowało tu 57 proc. oferowanych mieszkań. Można tu jednak znaleźć mieszkania o wiele tańsze. Niemal jedna piąta z nich ma cenę od 4 do 6 tys. zł za m kw. Z kolei w Krakowie, który dorównuje średnią cen Warszawie, niemal co dziesiąte mieszkanie kosztuje 4-6 tys. zł za m kw. Za to w Katowicach przeszło połowa ofert nie przekracza 4 tys. zł za m kw.! Uwaga! Wiele wskazuje na to, że tych tańszych mieszkań zaczęło ubywać. Monika Bazyl opowiada, że największą zmianę struktury rynku widać w Trójmieście. Udział ofert w cenie dużo poniżej średniej (4-6 tys. zł za m kw.) spadł tu z 33 proc. w czerwcu do 24 proc. w sierpniu. Z kolei udział ofert "średnich" (6-8 tys. zł za m kw.) wzrósł w tym okresie z 39 do 49 proc. A czy jest szansa, że sprzedający drogie mieszkania spuszczą z tonu? Ceny transakcyjne niższe od ofertowych Jeszcze trzy miesiące temu wśród pośredników i analityków rynku mieszkaniowego powszechna była opinia, że ceny w największych aglomeracjach będą rosły, choć wolniej niż w 2006 r. - Tymczasem zamiast oczekiwanych w najbliższych latach 10-15-proc. wzrostów, ceny transakcyjne idą w dół, a na rynku pojawia się coraz więcej ofert, na których nie ma chętnych - komentuje analityk Bankier.pl Michał Macierzyński. - Nawet pobieżna analiza wskazuje, że niektóre mieszkania sprzedawane są już od kilku miesięcy. Ich właściciele czekają na okazję, bo pamiętają, że jeszcze jakiś czas temu sąsiedzi sprzedawali bez problemu za taką samą cenę. Nie mają też na razie ochoty obniżać cen wywoławczych, bo przy obecnych cenach każda taka korekta to kwota, za którą można już kupić nowe auto. Pytanie, ile będą w stanie czekać, bo kupców akceptujących proponowane ceny będzie coraz mniej. Wszystko przez wzrost oprocentowania kredytów mieszkaniowych. Faktycznie, w swoich najnowszych raportach firmy Oferty.net i Open Finance oraz Reas i GazetaDom.pl mówią o stabilizacji tzw. ofertowych cen mieszkań, choć równocześnie przyznają, że wyraźnie spadła liczba zawieranych transakcji oraz wydłużył się czas sprzedaży mieszkań. W efekcie ceny transakcyjne są niższe od ofertowych. Jak bardzo? Autorzy tych raportów oceniają, że średnio o 5-8 proc. Jednak warszawski pośrednik Tomasz Lebiedź, który jest w zarządzie Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości, twierdzi, że przeceny sięgają nawet 20 proc.! - Chyba możemy śmiało ogłosić koniec stabilizacji cen mieszkań w Warszawie i wejście w fazę korekty - twierdzi Lebiedź. Jako przykład podaje historię sprzedaży 27-metrowej kawalerki w wielkim PRL-owskim bloku na osiedlu Za Żelazną Bramą. Ten rejon to niemal samo serce stolicy. W maju sprzedający mieszkanie chciał za nie 300 tys. zł, czyli przeszło 11 tys. zł za m kw. Lebiedź opowiada, że zainteresowanie było nawet spore, ale nikt nie chciał zapłacić takiej ceny. Ktoś proponował 287 tys. zł, ale właściciel nie przyjął tej oferty. Teraz, mimo że zszedł z ceną do 235 tys. zł, czyli 8,7 tys. zł za metr, mieszkanie ciągle zalega z ofertach agencji. Co dalej z cenami? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi, bo analitycy mają różne zdanie na ten temat, np. prezydent Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości Aleksander Scheller przyznaje, że możliwa jest korekta cen związana z pojawieniem się większej oferty mieszkań w którymś z dużych miast. - Jednak nie będzie ona większa niż 5-10 proc. I raczej należy się spodziewać, że będzie krótkotrwała - stwierdził niedawno Scheller w programie "Ruch w nieruchomościach" w TV Biznes. Według niego już w październiku ceny pójdą w górę. - Wzrost nie powinien jednak przekroczyć 10-15 proc. w skali roku - dodał. Popyt na mieszkania miałby wzrosnąć m.in. dzięki szybko rosnącym dochodom, co poprawia relację cen mieszkań do zarobków. - Jeśli ten trend się utrzyma, to pod koniec roku przeciętna polska rodzina będzie mogła kupić na kredyt mieszkanie większe o 10 m kw. niż rok wcześniej - stwierdził niedawno Paweł Majtkowski z firmy brokerskiej Expander. Jednak Michał Macierzyński z Bankier.pl nie jest takim optymistą. Według niego należy się liczyć z dalszym spadkiem cen. - Problem w tym, że o ile podwyżki stóp procentowych są w miarę pewne i dotkną dokładnie wszystkich kredytobiorców, to już ze wzrostem pensji nie jest już tak pewne. Warto zauważyć, że mówimy również o statystyce, a to sprawia, że nie wszystkim pensje wzrastają w takim samym stopniu. No i rzecz najważniejsza - klienci widzą, o ile wzrosły już koszty obsługi kredytu, i mają świadomość, że w najbliższym czasie będą kolejne podwyżki stóp procentowych. Wolą zatem powstrzymać się z decyzją, co przychodzi tym łatwiej, że ceny nieruchomości stanęły w miejscu. Im dłużej zaś będą zwlekać z decyzją, tym gorzej dla sprzedających. To oczywiście może po pewnym czasie wpłynąć na ofertę banków. Można się spodziewać, że będą one podchodziły do ryzyka bardziej konserwatywnie niż ma to miejsce obecnie. Zwiastunem tego jest brak licznych o tej porze promocji zachęcających do zaciągnięcia kredytu. Deweloperzy są dobrej myśli Tymczasem wśród deweloperów panuje przekonanie, że ceny nowych mieszkań wciąż będą rosły - wynika z badań firmy Millward Brown SMG/KRC (na zlecenie kancelarii prawnej Krawczyk i Wspólnicy). Aż 76 ze 100 ankietowanych przedstawicieli dużych i średnich firm deweloperskich i budowlanych oceniło sytuację na rynku jako dobrą lub bardzo dobrą. Deweloperzy nie mają wątpliwości, że popyt na mieszkania będzie nadal przewyższał podaż, bo tę hamuje przede wszystkim brak planów zagospodarowania przestrzennego, np. w Warszawie tylko 15 proc. powierzchni miasta jest objęte takim planem, który mówi, co i gdzie wolno budować. - A brak planu zagospodarowania oznacza konieczność przebrnięcia przez długotrwałą procedurę administracyjną - tłumaczy Michał Kozłowski z kancelarii Krawczyk i Wspólnicy, kierujący zespołem prawa nieruchomości. - Pewne ograniczenia popytu w najbliższym czasie nastąpią. Jednak nie należy się spodziewać spadku cen, zwłaszcza poza aglomeracją warszawską. Firmy deweloperskie obecnie są w dobrej sytuacji finansowej, mogą więc prowadzić budowę bez udziału środków finansowych klientów, a to oznacza, że nie będą skłonne do obniżania cen - twierdzi Paweł Bugajny z Polskiego Związku Firm Deweloperskich. Według niego odmienna jest sytuacja na rynku wtórnym. - Tutaj spadek cen jest nieunikniony, gdyż nie ma żadnych racjonalnych przesłanek dla utrzymywania cen mieszkań realizowanych w technologii wielkiej płyty na poziomie porównywalnym z nowymi mieszkaniami - ocenia Bugajny wyniki ankiety. Problem w tym, że SMG/KRC przeprowadziło ją na przełomie czerwca i lipca, a od tego czasu także sytuacja na rynku pierwotnym nieco się zmieniła. Szefowie firm doradczych Reas Kazimierz Kirejczyk i redNet Property Group Robert Chojnacki są zgodni, że tempo sprzedaży mieszkań wyraźnie siadło. Coraz rzadziej kupują je inwestorzy, zarówno zagraniczni, jak i krajowi. - W największych aglomeracjach potencjał wzrostu cen został już wyczerpany. Możliwe są nawet lokalne spadki - oświadczył Chojnacki na niedawnym spotkaniu z bankowcami, zorganizowanym przez BRE Bank i Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (CASE). Według Chojnackiego najbardziej prawdopodobna jest przecena drogich mieszkań w budynkach "udających apartamentowce" (gęsta i wysoka zabudowa, brak terenów zielonych). - Problemy mogą mieć też i ci deweloperzy, którzy zapłacili kosmiczne pieniądze za grunty, licząc na dalszy szybki wzrost cen mieszkań - wtórował mu Kirejczyk. - O ile jednak nie nastąpi poważne zahamowanie wzrostu gospodarczego, wzrost bezrobocia, skokowy wzrost inflacji i inne niekorzystne zjawiska w gospodarce, to głębokie i powszechne spadki cen, przekraczające 20 proc., wydają się mało prawdopodobne - uważa Kirejczyk. Przyznaje, że zasadnicze znaczenie może mieć strategia przyjęta przez dużych inwestorów spekulacyjnych, zwłaszcza zagranicznych. Ewentualne załamanie na rynku brytyjskim i irlandzkim mogłoby spowodować paniczną wyprzedaż mieszkań na rynku polskim, a w konsekwencji spadek cen. Z kolei krajowych inwestorów do "wyprzedaży" części mieszkań mogłaby zmusić stagnacja na rynku czynszów w połączeniu z rosnącymi kosztami obsługi kredytów. Kirejczyk podkreśla, że inna sytuacja może mieć miejsce w miastach tzw. III ligi, czyli o wielkości od 100 do 500 tysięcy mieszkańców. - W części miast z tej grupy, np. w Olsztynie, Lublinie, Białymstoku i Bydgoszczy, obserwujemy w tej chwili wyraźne ożywienie. Tam można spodziewać się nawet dwucyfrowego wzrostu cen. Źródło: Gazeta Wyborcza http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/ ... 22023.html
  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    01.10.2007
    Mniejszy popyt i skuteczniejsze negocjacje Spada popyt na mieszkania. Ceny ustabilizowały się lub rosną znacznie wolniej. Częściej niż dotychczas udaje się kupującym wynegocjować obniżkę. Z barometru "Rz" wynika, że w ciągu minionego roku mieszkania na rynku wtórnym podrożały o 55 proc. W najbliższych miesiącach - zdaniem pośredników - podwyżki cen tych nieruchomości będą o wiele mniejsze. Do września 2008 r. - średnio w granicach 11 proc. Poszukiwane są mieszkania o najbardziej atrakcyjnej lokalizacji oraz tańsze w przeliczeniu na mkw. - Spadło zainteresowanie zwłaszcza droższymi mieszkaniami - twierdzi Barbara Urbanowicz z Nordu w Koszalinie. Pośrednicy obserwują, że w sytuacji, gdy ceny się nieco ustabilizowały, klienci reagują mniej nerwowo, wybierają mieszkania spokojniej, a decyzję o zakupie podejmują zgodnie z potrzebami, a nie z obawy, że za miesiąc nie będzie ich stać na zakup. Wzrosła w wielu rejonach kraju podaż. Do użytku przekazano sporo mieszkań nowych, a to z kolei zwolniło lokale na rynku wtórnym. Często bowiem kupujący drogi apartament sprzedają swoje stare mieszkania mniejsze lub o niższym standardzie. Poza tym nierzadko ci, którzy wstrzymywali się ze sprzedażą, widząc, że ceny stanęły, podejmują decyzję o wystawieniu swojej oferty. - Nabywcy mogą obecnie wynegocjować coraz większe upusty - podkreśla Marcin Witkowski z agencji Henclewski w Poznaniu. - Znów zaczynamy mieć do czynienia z rynkiem kupującego. Analitycy zastanawiają się, czy ograniczenie tempa wzrostu cen mieszkań jest tendencją trwałą. Zdaniem Pawła Majtkowskiego z Expandera - raczej tak. Może o tym świadczyć m.in. już rekordowy wzrost zadłużenia Polaków z tytułu kredytów hipotecznych. - W najbliższym czasie ceny mieszkań, jeśli będą rosły, to wolniej niż płace Polaków, a to oznacza, że z każdym kolejnym miesiącem będzie ich stać na zakup coraz większego mieszkania. Na koniec tego roku przeciętna rodzina będzie mogła kupić na kredyt mieszkanie o powierzchni o 10 mkw. większej niż pod koniec 2006 - wyliczył Expander. Anna Sielanko, redaktor "Rz" http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/ni ... i_a_3.html
  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    01.10.2007
  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    03.10.2007
    BUDOWNICTWO Wkrótce spółdzielnie nie będą miały nic do zaoferowania Nie ma szans na nieco tańsze mieszkania Rok 2007 spółdzielnie zapamiętają jako najgorszy w historii. Liczba oddanych przez nie mieszkań może spaść nawet poniżej 8 tysięcy. Za kilka lat nowe mieszkania kupimy już tylko od dewelopera lub wybudujemy sami. Spółdzielnie ograniczą swoją działalność do administrowania istniejącymi już lokalami. Co to oznacza? Zniknie szansa na nieco tańsze (spółdzielnie z definicji nie mają uzyskiwać zysku) niż u prywatnych inwestorów mieszkania. Państwo nie chce pomagać Jeszcze na początku lat 90. spółdzielnie oddawały co miesiąc tyle lokali, ile teraz udaje im się ukończyć w całym roku. Zagospodarowywały ponad połowę pierwotnego rynku nieruchomości. W tym roku po raz pierwszy udział lokali spółdzielczych w rynku pierwotnym spadł poniżej 7 proc. Patrząc na przeciętny czas trwania budowy domów spółdzielczych (2 - 3 lata) i rozpoczynane przez nie w ostatnim czasie inwestycje, ten i przyszły rok będą katastrofalne. Spółdzielni nie stać na nowe inwestycje, bo zbyt dużo kosztuje je administrowanie już istniejącymi, starymi budynkami. To niejedyny kłopot. - Po 1993 r. zlikwidowano preferencyjne kredyty mieszkaniowe, czego skutkiem był zanik budowy nowych spółdzielczych mieszkań lokatorskich - tłumaczy Jerzy Jankowski, przewodniczący Zgromadzenia Ogólnego Krajowej Rady Spółdzielczej. Jeszcze w 1992 r. 6,1 proc. wydatków budżetu państwa kierowano na wspomaganie mieszkalnictwa, a z każdym rokiem udział ten zmniejszał się o 0,6 proc., by w tym roku spaść do 0,1 proc. W konsekwencji z 3,6 tys. spółdzielni zarządzających budynkami w całym kraju, tylko co dziesiąta prowadzi jakąkolwiek działalność inwestycyjną. Problem z gruntami Spółdzielnie mające własne tereny jeszcze przez jakiś czas mogą konkurować z deweloperami. - Ale te tereny szybko się wyczerpują - zauważa Waldemar Oleksiak, analityk rynku nieruchomości firmy Emmerson. Na kłopoty z gruntami wskazuje także dr Paweł Grząbka, dyrektor zarządzający CEE Property Group: - Na rynku jest wielkie zapotrzebowanie na tanie budownictwo i to mogłyby w przyszłości zagospodarować spółdzielnie. Trzeba jednak zmienić prawo. Tak, by miały łatwiejszy dostęp do gruntów. Dr Grząbka zaznacza jednak, że nie dla wszystkich klientów spółdzielcze mieszkania będą atrakcyjne. Choćby dlatego, że inwestycja spółdzielni rozliczana jest ostatecznie na koniec. Początkowa cena metra może się zatem znacznie różnić od ostatecznej - do kosztów nowej inwestycji zarządy spółdzielni czasem dorzucają inne, niezwiązane z budową. W spółdzielniach wyższe są także, w porównaniu ze wspólnotami, późniejsze koszty administrowania lokalami. Niemniej na rynku pozostaje spora grupa ludzi do zagospodarowania przez spółdzielnie. Zarabiających więcej niż ci, którym państwo powinno zapewnić lokale socjalne. Ale też niewystarczająco dużo, by kupić (nawet na kredyt) mieszkanie od dewelopera lub wybudować dom we własnym zakresie. - By jednak spółdzielnie mogły się ze swoich zadań wywiązać, potrzebna jest jasna polityka mieszkaniowa państwa, a tej wciąż brak - podsumowuje Jankowski. Na poprawę nie ma szans Przy braku zainteresowania ze strony państwa upadek mieszkaniowej spółdzielczości wydaje się już przesądzony. Nie zmieni tego nawet lekkie odbicie, którego można się spodziewać w latach 2009 - 2010. W I połowie tego roku spółdzielnie rozpoczęły budowy ponad 4 tys. mieszkań (w poprzednich latach było to 3 - 3,5 tys.). - Na poważniejsze zmiany nie ma jednak co liczyć - uważa Michał Sztabler, analityk rynku budowlanego i nieruchomości DM PKO BP. - Lekki skok jest efektem ogólnego boomu w budownictwie. Są nieliczne spółdzielnie, które nadal inwestują. Zwykle, wykorzystując należące do nich grunty wewnątrz osiedli. Jednak udział mieszkań spółdzielczych w całym rynku bez wątpienia nadal będzie się kurczył. MARCIN ZWIERZCHOWSKI http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wyd ... a_a_3.html
  • Orzech ADMIN
    Orzech 189700
    05.10.2007
    Prezydent podpisał nowelizację Prawa budowlanego PAP 05.10.2007 17:30 Prezydent Lech Kaczyński podpisał nowelizację ustawy Prawo budowlane. Zgodnie z nowelizacją, każdy budynek oddawany do użytku, sprzedawany lub wynajmowany, powinien mieć świadectwo charakterystyki energetycznej, które będzie określało jego dokładne zużycie energii. Jak wyjaśniała wcześniej w Sejmie wiceminister budownictwa Elżbieta Janiszewska-Kuropatwa, certyfikaty energetyczne mają być wydawane przez osoby posiadające uprawnienia budowlane do projektowania w specjalności architektonicznej, konstrukcyjnej lub instalacyjnej. Nowy zawód certyfikatora będzie również dostępny dla osób, które odbędą kursy i zdadzą egzamin przed właściwym ministrem ds. budownictwa lub ukończą co najmniej roczne podyplomowe studia na kierunkach: architektura, budownictwo, inżynieria środowiska lub energetyka. Koszt uzyskania świadectwa ma ponosić właściciel budynku. Dotyczyć to będzie tylko nieruchomości podlegających obrotowi. Według nowelizacji, koszt audytu budynku w dobrym stanie technicznym będzie wynosić kilkaset złotych. Nowelizacja zaproponowana przez posłów PiS ma na celu dostosowanie polskich przepisów do unijnej dyrektywy w sprawie charakterystyki energetycznej budynków. Wymagany termin wdrożenia dyrektywy minął 4 stycznia 2006 r. Ustawa wprowadza regulacje, które umożliwiają m.in. ocenę energetyczną budynków oraz mieszkań, okresowe kontrole kotłów i systemów klimatyzacji oraz kontrole instalacji, w których pracują kotły mające co najmniej 15 lat. Ustawa ma wejść w życie 1 stycznia 2009 r., z wyjątkiem przepisów nakazujących ministrowi budownictwa określenie w drodze rozporządzenia sposobu obliczania charakterystyki energetycznej, wzoru świadectwa oraz sposobu jego sporządzania. Te przepisy wejdą w życie po trzech miesiącach od daty opublikowania nowelizacji.