Koniec wakacji tradycyjnie podkręca temperaturę na rynku najmu. Studenci szukają mieszkań, ale przy wyborze patrzą dziś na znacznie więcej niż tylko lokalizację i cenę. Znaczenie ma cały pakiet warunków – od kosztów po wyposażenie, internet i wygodę codziennego funkcjonowania.
Najem wchodzi na wyższe obroty
W roku akademickim 2025/2026 na polskich uczelniach kształciło się 1,3 mln osób, o 3,3 proc. więcej niż rok wcześniej – podaje GUS. Duża część tej grupy trafia na rynek najmu. Struktura odpowiedzi w badaniu Centrum AMRON z 2025 r. wskazuje, że 78 proc. badanych korzystało z prywatnego zakwaterowania – 41 proc. współdzieliło mieszkanie lub dom z jedną osobą, 27 proc. wynajmowało pokój, a 10 proc. całe mieszkanie samodzielnie; pozostałe 22 proc. mieszkało w akademikach.
Te proporcje mają bezpośrednie przełożenie na cały rynek najmu, szczególnie w największych ośrodkach akademickich. Pod koniec wakacji popyt kumuluje się w krótkim czasie, bo mieszkania szukają jednocześnie studenci rozpoczynający naukę i ci wracający na kolejny rok.
– W tym okresie szczególnie ważna staje się przejrzystość całej oferty. Student chce od razu wiedzieć, jaki będzie pełny miesięczny koszt, co obejmuje czynsz, jakie są warunki umowy i od kiedy lokal jest dostępny. Przy decyzjach podejmowanych często wspólnie z rodzicami przewagę mają mieszkania, które można szybko porównać z innymi i ocenić bez dodatkowych niewiadomych – mówi Anna Rutynowska, Sales Manager z LifeSpot.
Przewidywalność ma znaczenie
Sama dostępność mieszkania nie przesądza jednak o wyborze – przy podobnym poziomie cen zaczynają decydować warunki codziennego najmu. – Cena pozostaje ważnym kryterium, ale tuż za nią znajdują się komunikacja i szybki dojazd na uczelnię; znaczenie mają również standard lokalu i bezpieczeństwo okolicy. Do tej listy dochodzą potrzeby związane z codziennym funkcjonowaniem: gotowe wyposażenie, internet dostępny od dnia wprowadzenia się, możliwość zamieszkania ze zwierzęciem czy szybka pomoc w razie awarii – mówi Anna Rutynowska, Sales Manager z LifeSpot.
Dla dużej części studentów ważna staje się również stabilność, szczególnie gdy planują zostać w jednym mieście przez kilka lat. Na rynku prywatnym warunki potrafią mocno różnić się w zależności od właściciela – od sposobu rozliczania opłat, przez zasady dotyczące zwierząt, po reakcję na usterki czy możliwość przedłużenia umowy. Przy najmie instytucjonalnym większą rolę odgrywa standaryzacja: z góry określone zasady, stały kontakt z administracją i obsługa techniczna ograniczają liczbę niewiadomych po przeprowadzce. Dla studenta oznacza to mniej spraw organizacyjnych w trakcie roku akademickiego, a dla rodziców – większą przewidywalność warunków, na jakich ich dziecko mieszka w innym mieście. W perspektywie kilkuletnich studiów właśnie możliwość urządzenia sobie życia pod jednym adresem może być równie istotna jak odległość od uczelni.
– Studenci przychodzą dziś z bardzo konkretnymi pytaniami. Chcą wiedzieć, ile realnie będą płacić co miesiąc, czy internet jest już w cenie, czy mogą zamieszkać z psem albo kotem i na jaką pomoc mogą liczyć, jeśli coś zepsuje się w mieszkaniu. Ważna pozostaje lokalizacja, szczególnie możliwość sprawnego dotarcia na uczelnię, ale liczy się też stabilność i perspektywa pozostania w jednym miejscu przez kolejne lata studiów. Dla osób przenoszących się do nowego miasta znaczenie ma też otoczenie i możliwość poznania sąsiadów, dlatego dobrze odbierane są inicjatywy takie jak pikniki czy wspólne seanse filmowe dla mieszkańców – mówi Anna Rutynowska z LifeSpot.
Wrzesień nadal jest miesiącem szybkich decyzji, ale studencki najem przestał być rynkiem „byle tanio i blisko”. Wygrywają mieszkania, które pozwalają zacząć rok akademicki bez konieczności mierzenia się z usterkami, brakami w wyposażeniu czy problemami z internetem.