Wysokie ceny mieszkań w centrach największych polskich miast coraz mocniej wpływają na decyzje zakupowe. Dla wielu Polaków własne M w prestiżowej lokalizacji staje się celem trudnym do osiągnięcia, dlatego coraz częściej rozważają alternatywę poza ścisłymi granicami metropolii. Jak pokazują najnowsze dane Rynku Pierwotnego, już kilkanaście kilometrów od centrum ceny nowych mieszkań spadają średnio nawet o 30 proc., co w praktyce oznacza oszczędności sięgające setek tysięcy złotych.
Skala tych różnic sprawia, że wielu kupujących staje dziś przed wyraźnym dylematem: wybrać adres w sercu miasta czy większy metraż w bardziej przystępnej cenie na przedmieściach. Jak zauważają eksperci, klienci coraz częściej skłaniają się ku drugiemu rozwiązaniu. Trend ten jest szczególnie widoczny wśród młodych nabywców oraz rodzin z dziećmi, dla których kluczowe znaczenie mają przestrzeń, komfort i dostępność cenowa.
– Dysproporcje między miastami a ich obrzeżami są dziś jednymi z największych w historii. Dla wielu kupujących to właśnie cena staje się kluczowym argumentem za wyprowadzką poza metropolię. Na przedmieściach, przy podobnym budżecie, można pozwolić sobie na znacznie większe mieszkania, często w spokojniejszym otoczeniu i z rozwijającą się infrastrukturą – komentuje Emil Basta, specjalista ds. sprzedaży w WPBM „Mój Dom” S.A.
Ceny mieszkań w metropoliach biją rekordy. Przedmieścia kuszą większym metrażem
Jak wynika z najnowszych danych Rynku Pierwotnego, w styczniu 2026 r. średnia cena metra kwadratowego nowego mieszkania w Warszawie sięgnęła 19,1 tys. zł, podczas gdy w miejscowościach okalających stolicę wynosiła zaledwie 11,8 tys. zł.
Tendencja ta powtarza się również w pozostałych metropoliach. W Trójmieście metr kwadratowy kosztował średnio 17,7 tys. zł, a na jego obrzeżach 11,7 tys. zł. We Wrocławiu ceny kształtowały się odpowiednio na poziomie 15,2 tys. zł w mieście i 10,6 tys. zł poza jego granicami, natomiast w Krakowie – 16,9 tys. zł oraz 11,0 tys. zł w okolicznych miejscowościach.
Wspomniane dysproporcje najbardziej widoczne są w segmencie mieszkań dwupokojowych, które cieszą się największym zainteresowaniem kupujących. W Warszawie średnia cena takiego lokalu to obecnie ok. 798 tys. zł, podczas gdy w podmiejskich lokalizacjach spada do ok. 560 tys. zł. Oznacza to różnicę sięgającą nawet 240 tys. zł. W Krakowie analogiczne dysproporcje wynoszą ponad 270 tys. zł.
Dla wielu nabywców kluczową barierą finansową pozostaje budżet na poziomie 500 tys. zł
To właśnie w tym segmencie oferta w miastach jest coraz bardziej ograniczona. Pod koniec stycznia 2026 r. w Warszawie deweloperzy mieli w sprzedaży jedynie 472 mieszkania w tej cenie, podczas gdy w miejscowościach podwarszawskich dostępnych było już ponad 1,2 tys. lokali. Podobne dysproporcje można dostrzec także w innych polskich miastach.
– Kwota około 500 tys. zł we Wrocławiu zazwyczaj pozwala na zakup niewielkiego mieszkania z rynku pierwotnego o metrażu poniżej 40 mkw. Tymczasem w podwrocławskiej Lutyni za podobną sumę można nabyć trzypokojowy lokal o powierzchni blisko 60 mkw., a w Miękini – nawet cały segment w cenie trzy- lub czteropokojowego mieszkania w mieście. Co istotne, wiele z tych miejscowości bywa lepiej skomunikowanych z centrum niż peryferyjne dzielnice metropolii – dodaje Emil Basta, specjalista ds. sprzedaży w WPBM „Mój Dom” S.A.
Eksperci podkreślają, że rosnące dysproporcje cenowe będą w kolejnych miesiącach jeszcze silniej napędzać migrację na przedmieścia. Lepsza dostępność cenowa, większy metraż oraz dynamicznie rozwijająca się infrastruktura sprawiają, że dla coraz szerszego grona kupujących to właśnie obrzeża stają się realną alternatywą wobec kosztownych centrów miast.