Miasto

Popularne miasta

Wrocław

  • 2183 inwestycje
  • 10981 wiadomości
  • 7865 ogłoszeń
  • 315 firm

Kraków

  • 2217 inwestycje
  • 5168 wiadomości
  • 47 ogłoszeń
  • 161 firm

Warszawa

  • 389 inwestycje
  • 3656 wiadomości
  • 3 ogłoszeń
  • 149 firm

Poznań

  • 296 inwestycje
  • 1146 wiadomości
  • 119 ogłoszeń
  • 50 firm

Katowice

  • 275 inwestycje
  • 1758 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 46 firm

Lublin

  • 196 inwestycje
  • 1369 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 16 firm

Gdańsk

  • 119 inwestycje
  • 1093 wiadomości
  • 1 ogłoszeń
  • 14 firm

Łódź

  • 76 inwestycje
  • 892 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 28 firm

Białystok

  • 73 inwestycje
  • 367 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 51 firm

Szczecin

  • 72 inwestycje
  • 650 wiadomości
  • 17 ogłoszeń
  • 20 firm

Bydgoszcz

  • 33 inwestycje
  • 290 wiadomości
  • 1 ogłoszeń
  • 11 firm

Toruń

  • 27 inwestycje
  • 365 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 3 firm
forum / Polityka / [Region Wałbrzyski] Polityka, politycy...
2 6177

[Region Wałbrzyski] Polityka, politycy...

  • Tsamb
    Tsamb 3337
    30.09.2009
    [Wałbrzych] Artur Torbus i Krystyna Olanian przestali być członkami zgromadzenia Wałbrzyskiego Związku Wodociągów i Kanalizacji. Decyzja radnych ich miejsce zajęli Paweł Szpur i Sławomir Rakowski. Do zmian doszło w związku z próbą odwołania z zgromadzenia WZWiK radnego Michela Nykiela. Nieoficjalnie miał stracić stołek za to, że opuścił struktury Prawa i Sprawiedliwości. Niby to nie partia ustala skład zgromadzenia, ale jednak rekomenduje kandydatów. Tymczasem na dzisiejszej sesji rady miejskiej doszło do przewrotu. Za Nykielem wstawili się radni opozycji. Teraz więc każda partia będzie mieć swojego przedstawiciela w zgromadzeniu WZWiK. Od Platfomy Obywatelskiej począwszy (Stefan Ewangielu), po Wałbrzyską Wspólnotę Samorządową kończąc (Paweł Szpur). Pozostali członkowie zgromadzenia to: Michel Nykiel, Daniela Sprytula, Anna Adamkiewicz oraz Sławomir Rakowski. http://www.wiadomosciwalbrzyskie.pl/756 ... ilka..html
  • Tsamb
    Tsamb 3337
    01.10.2009
    Operacja "Black Jack" „Szef Klubu PO Zbigniew Chlebowski i minister sportu Mirosław Drzewiecki mieli lobbować w interesie firm hazardowych” - podała dziś Rzeczpospolita. Na dowód tego przedstawiła fragmenty zapisów rozmów telefonicznych, które przeciekły do mediów z Centralnego Biura Antykorupcyjnego. - Na 90 procent, Rysiu, że załatwimy. Tam walczę, nie jest łatwo - mówił Chlebowski jednemu z biznesmenów z Dolnego Śląska , pisze Rzeczpospolita. Jak dodają dziennikarze tego dziennika „CBA rozpoczęło operację „Black Jack”, gdy agenci Biura zorientowali się, że dwaj biznesmeni z Dolnego Śląska: Ryszard Sobiesiak i Jan Kosek próbują załatwić korzystne dla swoich firm zapisy nowelizacji ustawy hazardowej”. Zdaniem autorów artykułu „przedsiębiorcy spotykali się bezpośrednio z politykami, odbyli też z nimi dziesiątki rozmów telefonicznych. Te zostały nagrane za zgodą sądu. Po roku spotkań i rozmów biznesmenów z politykami wycofano zapisy o dopłatach. CBA ostrzegło, że budżet państwa mógł stracić właśnie tę dopłatę, która na zmianach w tzw. ustawie hazardowej mogła sięgać 469 mln zł” - pisze Rzepa. - Biegam z tym sam, blokuję sprawę tych dopłat od roku. To wyłącznie moja zasługa" - zapewniał w jednej z rozmów telefonicznych poseł Chlebowski, wynika z zapisów ujawnionych przez dziennikarzy. W dalszej części tekstu zapewnia, iż „zna obu biznesmenów, ale nie lobbował na ich korzyść oraz że - według niego - ustawa hazardowa jest "naprawdę złą ustawą". - W pierwszej części zakłada, że pozwolenia na salony i kasyna, które dziś wydaje minister finansów, zostaną przekazane wójtom, burmistrzom i prezydentom. I ja przeciw temu zdecydowanie protestowałem, bo to jest absolutny skandal, który groził korupcją w całym kraju - powiedział szef klubu parlamentarnego gazecie. http://www.wiadomosciwalbrzyskie.pl/762 ... jack..html _______________________________________________________________________________________________________ Chlebowski na celowniku CBA Jak podaje Dziennik.pl, Zbigniew Chlebowski i Mirosław Drzewiecki lobbowali w sprawie niekorzystnej dla państwa ustawy hazardowej – tak wynika z zapisów podsłuchów w aktach śledztwa. Na stronie Dziennika.pl czytamy, że CBA sprawdzało, czy dwaj biznesmeni z Dolnego Śląska - Ryszard Sobiesiak i Jan Kosek - próbują wprowadzić do ustawy o grach liczbowych korzystne dla swoich firm hazardowych zapisy. ,,Agenci założyli im podsłuchy telefoniczne. I wtedy okazało się, że obaj byli w stałym kontakcie ze Zbigniewem Chlebowskim i Mirosławem Drzewieckim - podaje Dziennik.pl za "Rzeczpospolitą". "Na 90 procent, Rysiu, że załatwimy. Tam walczę, nie jest łatwo" - zapewniał Sobiesiaka Chlebowski, szef klubu PO i przewodniczący sejmowej komisji finansów publicznych. "Biegam z tym sam, blokuję sprawę tych dopłat od roku. To wyłącznie moja zasługa" - dodawał innym razem. Jak podaje dalej Dziennik.pl - dwa tygodnie później podsłuchiwani biznesmeni już wiedzą, że Centralne Biuro Antykorupcyjne się do nich dobiera. Zrywają kontakty. http://www.walbrzyszek.com/news,single, ... ticle,1907
  • Tsamb
    Tsamb 3337
    02.10.2009
    [Wałbrzych/Warszawa] Zbigniew Chlebowski, poseł Platformy Obywatelskiej z okręgu wałbrzyskiego nie jest już przewodniczącym klubu parlamentarnego partii Donalda Tuska. - Do momentu wyjaśnienia afery hazardowej nie powinien pełnić tej funkcji – powiedział na specjalnej konferencji prasowej. Co więcej, decyzją zarządu PO Chlebowski nie jest już również przewodniczącym komisji finansów. Poseł z Świdnicy stracił zaufanie premiera po publikacji tekstu w Rzeczpospolitej, z którego wynika, iż mógł lobbować w interesie firm hazardowych. Dowodami w spawie mają być stenogramy rozmów telefonicznych nagranych przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Sam Chlebowski nie przyznaje się do lobbowania w interesie dwóch biznesmenów, właścicieli klubów gier, z którymi rozmawiał przez telefon. Mimo, że został tylko zawieszony do czasu wyjaśnienia sprawy, dziś trudno wyobrazić sobie, aby premier Donald Tusk zaufał mu jeszcze tak jak dotychczas. http://www.wiadomosciwalbrzyskie.pl/766 ... kiego.html
  • Tsamb
    Tsamb 3337
    03.10.2009
    [Wałbrzych/Karpacz] Na trop znajomości Zbigniewa Chlebowskiego z biznesmenem branży hazardowej, Ryszardem Sobiesiakiem, agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego wpadli przypadkiem - wynika z ustaleń "Polski-Gazety Wrocławskiej". CBA interesowało się znajomościami Sobiesiaka z samorządowcami z Karpacza. Właśnie tam wrocławski biznesmen chce zbudować wyciąg narciarski (sześć ma już w Zieleńcu). Planowana inwestycja w Karpaczu budzi jednak kontrowersje i protesty mieszkańców. Korzystne dla firmy Sobiesiaka decyzje władz miasta zaskarżyło do Samorządowego Kolegium Odwoławczego lokalne Stowarzyszenie Ochrony Krajobrazu i Architektury Sudeckiej. Protestowało też PTTK, a nawet sami narciarze, którym projekt wyciągu nie podoba się, bo nie łączy się z innymi trasami narciarskimi w okolicy. W Karpaczu pojawili się funkcjonariusze CBA. Rozmawiali z lokalnymi przedsiębiorcami. Wypytywali o burmistrza. Mówili, że szukają dowodów ewentualnych nadużyć, związanych ze sprowadzaniem do miasta inwestorów z branży turystycznej. Prosili o pomoc. Burmistrz Karpacza Bogdan Malinowski wie, że agenci CBA byli w jego mieście, choć nie wiedział o ich zainteresowaniu jego osobą. - Prawdopodobnie zjawili się po jakimś donosie, być może donosy pisano także w innych sprawach - mówi. Zapewnia, że jego kontakty z Sobiesiakiem "nie wykroczyły poza normalnie przyjętą pomoc". Tymczasem na telefonie Sobiesiaka agenci założyli podsłuch. Wtedy też zaczęły się nagrywać jego rozmowy z dolnośląskim posłem PO, szefem klubu parlamentarnego tej partii, Zbigniewem Chlebowskim. W tych rozmowach Sobiesiak występuje jako reprezentant branży hazardowej. Przypomnijmy, że od początku lat 90. jest on wspólnikiem firmy Casino Polonia Wrocław, do którego należy sieć kasyn. Jest też właścicielem firmy prowadzącej salony gry na automatach hazardowych. Sobiesiak występował jako wysłannik branży zaniepokojonej planowaną przez rząd nowelizacją ustawy o hazardzie. Przewiduje ona nowy podatek, tzw. dopłaty, które miały być przeznaczone na finansowanie sportu. Nagrania telefonicznych rozmów, w których Chlebowski obiecuje Sobiesiakowi, że "na 90 procent" załatwi wykreślenie niekorzystnych przepisów, wyszły na jaw w czwartek. Tego samego dnia Chlebowski przyznał się do swojej znajomości z Sobiesiakiem i rozmów z nim na temat ustawy o hazardzie. Przyznał też, że spędził sylwestra w należącym do biznesmena ekskluzywnym ośrodku spa "Szarotka" w Zieleńcu. Zaprzeczył jednak medialnym doniesieniom, by gościł tam za darmo, na koszt Ryszarda Sobiesiaka. Zapewniał, że ma rachunek opiewający na 550 złotych. Tyle tylko, że - jak ustaliliśmy - w ośrodku tym tyle kosztuje doba dla dwóch osób, ale bez sylwestrowej imprezy. Za udział w ostatnim noworocznym przyjęciu trzeba było zapłacić w "Szarotce" 680 złotych od pary. Co na to Zbigniew Chlebowski? Od środy nie odbiera telefonów. Nie wiadomo więc, czy i na tę kwotę ma rachunek. [i:cfxbb475]Współpraca: Małgorzata Moczulska[/i:cfxbb475] Słowa "Szczeny" Nazwisko Sobiesiaka pojawiło się w zeznaniach świadka koronnego. W 2000 roku skruszony gangster "Szczena" powiedział, że Sobiesiak był jednym z biznesmenów od hazardu, których interesy chronił gang Leszka C., byłego boksera, pracownika ochrony kasyn Sobiesiaka. "Rola Leszka i jego grupy miała polegać na tym, aby na teren Dolnego Śląska nie wchodziła konkurencja - mówił "Szczena". Prokuratura nigdy nie znalazła dowodów potwierdzających te rewelacje. http://www.polskatimes.pl/gazetawroclaw ... material_2
  • Tsamb
    Tsamb 3337
    04.10.2009
    [Szczawno-Zdrój] Marek Fedoruk kocha uzdrowiska. Wiceburmistrz Jedliny Zdroju planuje desant na inne zagłębie wód leczniczych. Jak się dowiedzieli nasil plotkarze Fedoruk chce kandydować w przyszłorocznych wyborach samorządowych na stanowisko burmistrza Szczawna Zdroju. Podczas drugich urodzin Telewizji Wałbrzych w kilku nieoficjalnych rozmowach potwierdził on swoje zamiary. Podobno zawiązała się wokół niego grupa pod wezwaniem , która szykuje ostrą kampanię. Czeka go niełatwe zadanie, ponieważ od trzech kadencji władzę w uzdrowisku sprawuje bardzo popularny Tadeusz Wlaźlak. http://nww24.pl/index.php?option=com_co ... i&Itemid=9
  • Tsamb
    Tsamb 3337
    04.10.2009
    Podejrzewany o udział w aferze hazardowej poseł Zbigniew Chlebowski przesłał oświadczenie, w którym zapewnia, że nie lobbował na rzecz ustawy hazardowej. "Mam czyste sumienie i ręce" - przekonuje Chlebowski. [i:2oy7ohu6]"W związku z łączeniem w ostatnich dniach mojej osoby z tzw. aferą hazardową oświadczam, że nigdy nie wywierałem żadnych nacisków na urzędników i funkcjonariuszy publicznych, przygotowujących projekt nowelizacji ustawy o grach i zakładach wzajemnych, których efektem miałyby być korzystne rozwiązania finansowe dla właścicieli salonów gier. Podczas swojej ośmioletniej pracy w Sejmie jako poseł, a potem wypełniając dodatkowo obowiązki szefa Komisji Finansów Publicznych, zawsze dbałem o to, by przyjmowane przez Parlament rozwiązania prawne były dobre dla ogółu społeczeństwa, a nie dla określonych grup biznesowych czy zawodowych. Jednocześnie z ubolewaniem i pokorą przyznaję, że ujawnione stenogramy rozmów, prowadzonych przeze mnie, świadczą o mojej nieroztropności i zbyt małej wstrzemięźliwości wypowiedzi. Mimo wypowiedzianych słów nigdy nie interweniowałem i nie zamierzałem interweniować w sprawie tzw. dopłat do gier losowych. Słusznie premier Donald Tusk, który zna mnie bardzo dobrze, nazwał moją niefortunną wypowiedź „nieudolnym aktem asertywności". Jako poseł jestem często nagabywany przez wiele osób o „załatwienie" pewnych spraw. Nie chcąc być odbieranym jako osoba nieżyczliwa, nie zawsze potrafiłem powiedzieć stanowcze „nie", licząc na to, iż rozmówca sam zrozumie, że poseł nie jest od „załatwiania spraw". Taka też sytuacja nastąpiła tutaj. Nagabywany, nie potrafiłem być należycie asertywny i stanowczy. Dziś wiem, że był to mój ogromny błąd, za który przyszło mi słono zapłacić. Do czasu wyjaśnienia sprawy zrezygnowałem z pełnienia funkcji szefa Klubu Parlamentarnego PO i szefa Komisji Finansów Publicznych. Jest to sytuacja dla mnie i mojej rodziny niezwykle trudna. Przez niektórych zostałem „skazany" nim jakakolwiek wina została udowodniona. Oświadczam, że mam czyste sumienie i czyste ręce. I wiem, że potwierdzą to czynności wyjaśniające. Mam nadzieję, że upoważnione do ich prowadzenia organy - CBA i prokuratura - szybko zakończą prace i pozwoli to oczyścić moje nazwisko. Dziękuję za wyrazy wsparcia i otuchy, jakie otrzymałem w ostatnich dniach od przyjaciół oraz bliższych i dalszych znajomych. Te gesty są dla mnie niezwykle ważne. Pragnę zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz - kontekst polityczny całej sytuacji. Ujawnienie materiałów operacyjnych Centralnego Biura Antykorupcyjnego w momencie, gdy jego szef, pan Mariusz Kamiński, ma świadomość, że będzie odwołany ze względu na poważne zarzuty, jakie mu postawiono, nie jest przypadkiem. Odwrócenie uwagi od osoby pana Kamińskiego, poszukiwanie mocnego medialnego tematu „zastępczego" - to były motywy, jakimi kierowali się ci, którzy spowodowali kontrolowany z pewnością przeciek materiałów do mediów. Materiałów, które do czasu zakończenia postępowania przez CBA nie powinny ujrzeć światła dziennego. Panu Kamińskiemu i szefowi PiS, Jarosławowi Kaczyńskiemu był potrzebny jednocześnie „kozioł ofiarny", najlepiej jeden z liderów Platformy Obywatelskiej. Padło na mnie i skutki tego odczuwam bardzo boleśnie. Mam nadzieję, że najbliższe tygodnie wyjaśnią wszystkie wątpliwości i niedopowiedzenia. Nie boję się prawdy, gdyż jestem człowiekiem uczciwym. Nadal z pełnym zaangażowaniem, starannością i przestrzegając zasad etyki będę wypełniał swoje poselskie obowiązki. Wszystkich sympatyków Platformy i osoby, które głosowały na mnie podczas wyborów za zaistniałą sytuację przepraszam."[/i:2oy7ohu6] Zbigniew Chlebowski Poseł na Sejm RP http://nww24.pl/index.php?option=com_co ... i&Itemid=2
  • Tsamb
    Tsamb 3337
    05.10.2009
    [Wałbrzych] Najpierw był w Solidarności i u boku Mariana Krzaklewskiego zajmował się finansami Związku. Współpracował z amerykańską agencją, która przekazywała miliony dolarów dla opozycji. Później przez 4 lata posłował (1997-2001) jako polityk AWS. Z tamtego okresu wspomina jak walczono o wałbrzyską strefę ekonomiczną, obwodnicę i edukację. - Czym dla Pana jest dziś Solidarność? - Wspomnieniem lat 80. kiedy walczyliśmy o porządną i normalną Polskę. Także byłym miejscem pracy. Obecnie jest jednym z ważnych elementów wspierających pewną partię polityczną. Myślę tu o Prawie i Sprawiedliwości. - Pamięta Pan 1985 rok i zebrania Rady Pracowniczej Fabryki Porcelany „Krzysztof"? - Doskonale pamiętam, bo w nich uczestniczyłem (śmiech). Wtedy nasz solidaryzm polegał na tym, że wzajemnie wspieraliśmy się, jeden drugiego poklepywał, mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Przyznam, że to była wspaniała przygoda. W połowie lat 80.udało nam się w „Krzysztofi"e zbudować taki samorząd pracowniczy, który w 99 proc. był związany z ruchem Solidarności. Był to czas sporów z dyrekcją zakładu o prawa pracownicze. A przypomnę, że na czele samorządu pracowniczego w owym czasie stał znany wałbrzyski działacz Józef Gruszka. - Później stał się Pan nagle bliskim współpracownikiem samego Mariana Krzaklewskiego? - Znalazłem się w komisji krajowej w bardzo prozaiczny sposób. Zostałem desygnowany i po prostu mnie wybrano. Byłem wówczas koordynatorem wielkiego funduszu, który obracał w owym czasie milionami dolarów. Pieniądze pochodziły z amerykańskiej agencji rządowej USAID. To nie było tak, że dostawaliśmy coś tylko dlatego, że byliśmy Solidarnością. Być może zabrzmi to dziwnie, ale musieliśmy pisać do Amerykanów wnioski o dofinansowanie naszej działalności. Trzeba było negocjować wielkość przyznawanych kwot oraz cele, na które pieniądze miały być wydawane. O ile pamiętam rocznie na utrzymanie naszych biur otrzymywaliśmy z USAID około półtora miliona dolarów. - Nagle z jednej strony barykady przeszedł Pan na drugą. Ze związkowca stał się Pan politykiem? - Propozycja kandydowania pochodziła oczywiście z zewnątrz. Listy układali lokalni liderzy partii, które wchodziły w skład Akcji Wyborczej Solidarność. Wtedy pamiętam szefem Solidarności na Dolnym Śląsku był Tomasz Wójcik, wiele do powiedzenia mieli też przedstawiciele Porozumienia Centrum. Co ciekawe pierwszym, który zapytał mnie o start w wyborach był człowiek z USAID Mike Waske. Człowiek mocno związany z Polonią w Stanach Zjednoczonych, zapytał mnie pewnego dnia, co musiałoby się wydarzyć, żebym wystartował w wyborach. Potem wszystko potoczyło się szybko, ale... samo znalezienie się na liście nie było takie proste. Razem z Ryszardem Wawryniewiczem i obecnym eurodeputowanym Ryszardem Czarneckim byliśmy przesłuchiwani przez grupę socjologów i psychologów. -?! - Tak, tak. Każdy z kandydatów musiał przejść specjalny test. Byliśmy oceniani po to, żeby ktoś mógł sprawdzić czy mamy predyspozycje do pracy w grupach, czy będziemy uczciwi wobec partii. To robili naukowcy związani ze środowiskiem akademickim Wrocławia. Do dziś nie słyszałem, żeby ktoś to robił, a był to 1997 rok i jak na tamte czasy były to nowatorskie metody. Już po teście przewodniczący dolnośląskiej Solidarności Tomasz Wójcik przeczytał listę osób, które zostały wybrane. Zalazłem się wśród szczęśliwców i dostałem jedynkę na liście. Notowania AWS były wtedy tak dobre, że bez kłopotów dostałem się do Sejmu. - Jak układała się Pana współpraca, prawicowego posła z lewicowymi wówczas władzami Wałbrzycha? - Moją pracę poświęciłem dwóm głównym obszarom. Na początek zająłem się „dopieszczaniem" strefy ekonomicznej. Bo była ustawa, którą należało wypełnić treścią. Starałem się na poziomie rządowym wyszarpywać co lepsze firmy, żeby inwestowały one w Wałbrzychu. Pamiętam jak przeżyłem porażkę i rezygnację z wejścia do naszej strefy Volkswagena, który odpłynął do Legnicy. Zapanowała konsternacja, no bo jak to wielki koncern miał być u nas, a go nie będzie. Do Japonii wylatywał wtedy premier rządu Jerzy Buzek. Usilnie namawiałem go, żeby podczas spotkania z prezesem Toyoty naciskał, żeby ta zainwestowała w Wałbrzychu. Premier wskazał nasze miasto jako przyjazne dla inwestorów i w efekcie japoński koncern stał się pierwszą potężna firmą, która zainwestowało w wałbrzyską strefę ekonomiczną. Starałem się także wspierać szkolnictwo wyższe. Gdy pewnego dnia z samego rana otrzymałem telefon z kancelarii ministra Handke, ówczesnego szefa resortu edukacji, nie wahałem się, żeby pomóc Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej. - Co z nieszczęsną obwodnicą, o której budowę również Pan zabiegał? - Jeżeli odłożymy na bok spory wokół lewicowego zarządu Wałbrzycha, który miał kłopoty w związku z budową obwodnicy to patrząc na chłodno, udało się doprowadzić do powstania kawałka jezdni w stronę Podgórza, czyli przedłużyć ul. Sikorskiego i wydać pieniądze na tak zwany wał ciągnący się od Piaskowej Góry. W 2001 roku skończyła się moja przygoda z Sejmem. Gdyby wtedy politycy lewicy wykazali się nieco większą determinacją, chociażby Marek Dyduch, to kto wie czy dziś nie mielibyśmy gotowej drogi okalającej miasto. - Ale nastał 2002 rok i czas rozliczeń? - Otóż to. Ponieważ w ekipie nowego wtedy prezydenta Wałbrzycha, notabene prawicowego polityka Piotra Kruczkowskiego, pojawiła się grupa ludzi, która za wszelką cenę chciała dorwać się do gardeł niektórym politykom lewicy, nie myślano o żadnej obwodnicy tylko o tym, żeby za wszelką cenę udowodnić przekręty poprzedniej władzy. - Chce Pan powiedzieć, że prezydent Kruczkowski otoczył się nie tymi ludźmi, którymi powinien? - Podczas jego pierwszej kadencji zbyt dużo do powiedzenia miała grupa osób, która niepotrzebnie podpowiadała Piotrowi Kruczkowskiemu to, żeby oszukać odpowiedzialności u poprzedników za kiepski rozwój miasta. - Jaką grupę osób ma Pan na myśli? - Być może chodzi o ludzi związanych z Prawem i Sprawiedliwością, bo to przecież PiS wspólnie z PO wyniósł na urząd obecnego prezydenta Wałbrzycha. Ale nie to było w końcu najważniejsze. Zajęto się rozliczaniem zamiast pomyśleć nad stworzeniem silnej struktury, jakiejś grupy specjalistów, która zajmowałaby się tylko pozyskiwaniem funduszy unijnych. W tej chwili widać lepszą dynamikę inwestycyjną Wałbrzycha w porównaniu z pierwszym 4-leciem rządów obecnej ekipy, które było stanem pewnego uśpienia. - Jako AWS rozpoczynaliśmy z bardzo wysokim poparciem, ale skończyliście „w piekle". Wyborcy kompletnie od was się odwrócili? - Byliśmy skazani na porażkę, bo jako ugrupowanie nie uchylaliśmy się od wprowadzenia reform, które obiecywaliśmy w kampanii. Właściwie już w 2000 rok wiedzieliśmy, że w kolejnych wyborach poniesiemy porażkę. Tylko proszę spojrzeć, że AWS, czyli sklejone na siłę plastry, którymi były mniejsze partie, nie bały się reformować państwa. - Gdy przestał być Pan posłem stał się powiatowym radnym? - Przygoda z powiatem była krótka, bo wyniki wyborów unieważniono, a ja szybko przestałem być radnym? - Później był alians z małżeństwem Rosiaków, to z ich list startował Pan w 2006 roku do rady miasta? - Przyznam szczerze, że bardzo chciałem być radnym... - ...ciągnęło wilka do lasu? - Wydawało mi się, że konstrukcja decyzyjna tu na miejscu jest zupełnie inna niż chociażby w parlamencie. Bo w radzie radni podnoszą ręce za tym, by podwyższyć ceny biletów i za kilka lub kilkanaście dni to się dzieje. A w Sejmie trwa to długo dłużej. Najpierw był mój akces do Prawa i Sprawiedliwości. Zgłosiłem, powiedzmy, swoją gotowość, by startować z list tej partii. Poszedłem nawet do jednego z posłów PiS w Wałbrzychu, ale odrzucił moją ofertę. - Giovanni Roman podjął taką decyzję? - To Pan powiedział, ale skoro PiS mnie nie chciał, znalazłem się na listach Rosiaków, bo za wszelką cenę chciałem być radnym (uśmiech). Nawiasem mówiąc, jeżeli dokładniej przyjrzeć się obecnej Platformie, to korzenie niektórych działaczy sięgają właśnie stowarzyszenia Longina Rosiaka. Natomiast dziś każdy kto przyjdzie do mnie z propozycją kandydowania usłyszy to samo „nie". - Której partii jest Panu dziś najbliżej? - Prawicy. - Dokładniej? - Nie patrzę ideowo, ale Platforma ma takie założenia programowe, które najbardziej mi odpowiadają. Dopóki liderem PiS będzie natomiast Jarosława Kaczyńskiego, ugrupowanie to wciąż będzie w tym miejscu, w którym jest. [i:mivu6av9]Rozmawiał Tomasz Piasecki [/i:mivu6av9] http://www.nww.pl/index.php?option=com_ ... &Itemid=47
  • Tsamb
    Tsamb 3337
    07.10.2009
    [Świdnica] Gratulacje dla Anny Barańskiej, trenera Jerzego Matlaka, a także maskotkę świdnickiego dzika przesłał prezydent Świdnicy, Wojciech Murdzek dla reprezentacji narodowej siatkarek. Miły gest włodarza miasta to efekt sukcesu zawodniczek podczas Mistrzostw Europy Kobiet w Piłce Siatkowej. - Brązowy medal cieszy nie tylko zagorzałych kibiców siatkówki, ale także tych świdniczan, którzy przez szczególną solidarność z panem i Anną Barańską zasiedli w ostatnim czasie przez telewizorami. Dziękuję za wyjątkowe sportowe emocje, których dostarczyły nam zawodniczki w czasie rozgrywek, a szczególnie w ostatnich dniach. Dzięki znakomitemu warsztatowi trenerskiemu oraz ciężkiej pracy zespołu udało się w krótkim okresie czterech miesięcy stworzyć drużynę, która odniosła niekwestionowany sukces - napisał prezydent Murdzek w liście gratulacyjnym do trenera. To właśnie w Świdnicy urodziła się i rozpoczynała karierę sportową obecna kapitan drużyny - Anna Barańska. Ze Świdnicy pochodzi również Dorota Świeniewicz, poprzednia kapitan reprezentacji Polski, Honorowy Obywatel Miasta Świdnicy. A drużynę siatkarską Polonii Świdnica przed laty prowadził obecny trener kadry narodowej Jerzy Matlak. http://nww24.pl/index.php?option=com_co ... i&Itemid=2
  • Tsamb
    Tsamb 3337
    07.10.2009
    [Wałbrzych] Butę, arogancje i pychę zarzucili władzom miejskim opozycyjni radni z klubu Wałbrzyska Wspólnota Samorządowa. Chodzi o zatajanie informacji na temat nagród dla prezesów i zarządów spółek miejskich. Od ponad sześciu miesięcy opozycja próbuje uzyskać od prezydenta Piotra Kruczkowskiego informacje na temat nagród rocznych przyznanych zarządzającym spółkami ze 100 procentowym udziałem gminy czyli Zamek Książ, MZB, MPK, MZUK, WPWiK oraz Aqua Zdrój. Nie tylko prezydent miasta, ale również prezesi wymienionych spółek nabrali wody w usta i zasłaniając się tajemnica handlową odmówili odpowiedzi. Radni podejrzewają jednak, że na nagrody wydało z budżetu około 1 miliona złotych. Uważają, że to skandal w dobie kryzysu i nawołują do pełnej przejrzystości w kwestii finansowania spółek publicznych. http://nww24.pl/index.php?option=com_co ... i&Itemid=2 ________________________________________________________________________________________________________ "Zaglądną do kieszeni prezesów?" - Prezydent Wałbrzycha ukrywa przed nami informacje o sposobie wynagradzania zarządów, które odpowiedzialne są za gospodarowanie mieniem gminnym wprowadzonym do spółek miejskich – mówili dziś na specjalnej konferencji prasowej radni Paweł Szpur, Longin Rosiak i Mirosław Lubiński. Ich zdaniem gospodarz miasta zasłaniając się zapisami ustawy o dostępie do informacji publicznej i tajemnica handlową wielokrotnie odmówił udzielenia w odpowiedzi na temat dodatkowego wynagradzania członków zarządów oraz rad nadzorczych takich spółek jak: Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacji, Miejski Zarząd Budynków, Wałbrzyskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji, Miejski Zakład Usług Komunalnych, Spółka Celowa Wałbrzyskiego Centrum Sportowo – Rekreacyjnego Aqua – Zdrój. - Uważamy, że niedopuszczalnym jest ukrywanie przed radnymi informacji o sposobie wynagradzania zarządów – grzmieli radni opozycji. Dlatego ośmioro z nich podpisało się już pod wnioskiem w zwołanie sesji rady miejskiej w tej sprawie. http://www.wiadomosciwalbrzyskie.pl/788 ... esow..html
  • Tsamb
    Tsamb 3337
    07.10.2009
    [Wałbrzych] Nagrody dla prezesów oraz członków zarządu spółek miejskich były przyznawane na zasadach zdroworozsądkowych. Tak skomentował zarzuty opozycji, zastępca prezydenta Marek Małecki. Marek Małecki, który sprawuje nadzór nad spółkami miejskimi stwierdził, że informacje o wynagrodzeniach prezesów są ogólnie dostępne w Biuletynie Informacji Publicznej. Oświadczenia majątkowe z podanymi tam sumarycznymi dochodami z tytułu stosunku pracy publikowane są m.in. na stronie internetowej wałbrzyskiego Urzędu Miejskiego. Niestety nie ma w nich konkretnych wysokości nagród przyznawanych przez rady nadzorcze. Od ponad sześciu miesięcy opozycja próbuje uzyskać od prezydenta Piotra Kruczkowskiego właśnie te informacje. Chodzi o spółki ze 100 procentowym udziałem gminy czyli Zamek Książ, MZB, MPK, MZUK, WPWiK oraz Aqua Zdrój. http://nww24.pl/index.php?option=com_co ... i&Itemid=2
  • Tsamb
    Tsamb 3337
    08.10.2009
    [Wałbrzych] Czarny chmury zawisły nad przewodniczącą rady miejskiej, Agnieszką Kołacz-Leszczyńską. Podobno opozycyjni radni z Wałbrzyskiej Wspólnoty Samorządowej dogadali się już z kolegami z klubu SLD oraz radnymi niezrzeszonymi i zamierzają złożyć wniosek o jej odwołanie. Sklecona podczas ostatniej sesji grupa pod wezwaniem uzyskała większość w radzie i doprowadziła do zmian w składzie zgromadzenia Wałbrzyskiego Związku Wodociągów i Kanalizacji. Nasi plotkarze zastanawiają się tylko czemu taki krok miałby służyć. O nowej koalicji w radzie nie można jeszcze mówić, a efekt byłby taki, że fotel straciła by podobno najładniejsza szefowa rady miejskiej w Polsce. Trudno się nie zgodzić, bo Kołacz-Leszczyńska to rzeczywiście atrakcyjna kobietka o dużym wdzięku i rozbrajającym uśmiechu. http://nww24.pl/index.php?option=com_co ... i&Itemid=9
  • Tsamb
    Tsamb 3337
    12.10.2009
    Minister Julia Pitera chce, by marszałek Dolnego Śląska Marek Łapiński skontrolował działalność Katarzyny Kiek, wicedyrektor Dolnośląskiego Wojewódzkiego Urzędu Pracy. Sugeruje jej pozostawanie na polu służbowym w konflikcie interesów. O co chodzi? Julia Pitera - zajmująca się w rządzie Donalda Tuska walką z korupcją - twierdzi, że dyrektor Kiek jednocześnie kierowała fundacją Wałbrzych 2000, starającą się o unijne dotacje i jednocześnie nadzorowała ich rozdzielanie w urzędzie. A przypomnijmy, że DWUP odpowiada za przyznawanie dotacji z unijnego Program Operacyjnego Kapitał Ludzki. Katarzyna Kiek - jak wynika z pisma minister Pitery - jeszcze w lutym tego roku figurowała w sądowym rejestrze jako prezes wałbrzyskiej fundacji. Tymczasem już od października 2008 pracowała w urzędzie. - To nieprawda, że będąc prezesem fundacji "Wałbrzych 2000", podejmowałam jednocześnie w imieniu DWUP decyzje związane z wnioskami o dotacje unijne przygotowane przez ten podmiot - zapewnia Katarzyna Kiek. - W fundacji pracowałam od września do 22 października ubiegłego roku. W tym czasie przygotowałam i złożyłam w imieniu fundacji "Wałbrzych 2000" dwa wnioski o dotacje. Przed powołaniem mnie na stanowisko wicedyrektora w DWUP zrezygnowałam z funkcji prezesa i złożyłam wypowiedzenie umowy o pracę. Katarzyna Kiek zapewnia, że oficjalnie poprosiła dyrektora urzędu o wyłączenie jej z nadzoru nad oceną tych wniosków. Tak też się stało. Wicedyrektor zaprzecza informacjom z pisma Julii Pitery, jakoby podpisane przez nią wnioski fundacji Wałbrzych 2000 wpłynęły do DWUP w kwietniu 2009. Wyjaśnia, że wtedy urząd opublikował jedynie listę wcześniej złożonych wniosków. Wałbrzych 2000 dostał dwie dotacje: każdą na kwotę nie większą niż 50 tysięcy złotych. Marszałek Marek Łapiński informuje, że sprawa była już wcześniej wyjaśniana przez dyrektor DWUP Monikę Kwil--Skrzypińską, gdy skargę przysłała jedna z organizacji pozarządowych. Wicedyrektor Kiek odpowiedziała na nią. Marszałek Łapiński poznał treść tej odpowiedzi i nie widzi żadnego konfliktu interesów w działaniach zastępczyni Kwil-Skrzypińskiej. Marszałek wysłał jednak do DWUP swoich kontrolerów, żebyraz jeszcze zbadali całą sprawę. Wynik kontroli ma być znany w poniedziałek. Dyrektor Kwil-Skrzypińska nie chciała komentować sprawy do zakończenia kontroli. - W żaden sposób nie obawiam się jej wyników - zapewnia Katarzyna Kiek. Dotacje dla Wałbrzycha 2000 Fundacja Wałbrzych 2000 dostała z DWUP pieniądze na dwa projekty. Jeden przeznaczony jest dla mieszkańców Boguszowa-Gorców, drugi dla Głuszycy. Obydwa dotyczą osób bezrobotnych, które nie mają prawa jazdy. W ciągu czterech miesięcy dziesięciu mieszkańców Boguszowa i dziesięciu Głuszycy zostanie przeszkolonych, tak by mogli znaleźć pracę. Skończą m.in. kurs prawa jazdy i szkolenie przygotowujące do zawodu przedstawiciela handlowego. Kurs ten trwać ma 48 godzin. Obejmuje szkolenie z obsługi programów komputerowych, naukę negocjacji, poznanie technik sprzedaży. http://walbrzych.naszemiasto.pl/wydarze ... ,id,t.html
  • Tsamb
    Tsamb 3337
    12.10.2009
    Nie boi się Centralnego Biura Antykorupcyjnego, choć przyznaje że grzebali i w jego oświadczeniach majątkowych. Senator PO Roman Ludwiczuk zaprzecza informacjom o panice w partii i staje w obronie skompromitowanego posła Zbigniewa Chlebowskiego. Ostro wypowiada się także o koalicji rządzącej Wałbrzychem. - Niech PiS zagra w otwarte karty - apeluje. Dodaje, że sam do samorządu na razie nie wraca. - Czy Pan się boi? - A czego ja się mam bać. - Widać, że Centralne Biuro Antykorupcyjne idzie szeroko jeżeli chodzi o PO? - Ale ja nie mam się czego bać. - Nie ma popłochu w Platformie, atmosfery zagrożenia? - Absolutnie nie. Wszyscy mamy jakiś stosunek do tego jak pracuje CBA. Nie ukrywam, że moje oświadczenia majątkowe też były przez nich sprawdzane przez pół roku. Nie wiem dlaczego i nie wiem czemu to miało służyć, bo nie mam nic do ukrycia. Mam natomiast takie wrażenie, że działania CBA mijają się z celem, do którego ta służba została powołana. - Rozumiem, że według Pana cała operacja CBA związana z aferą hazardową to była „ściema"? - Co to znaczy ściema? - Nieprawda, przedstawienie fałszywej rzeczywistości. - Tak nie możemy mówić, bo jednak pewne fakty się pojawiły. Ale proszę powiedzieć czy do Pana nikt nie dzwoni i nie prosi czasem o pomoc w różnych sprawach? Takie jest nasze życie, ja to biorę w takim kontekście. - Czyli to była zwykłą niefrasobliwość posła Zbigniewa Chlebowskiego? - Zarówno posła jak i ministra Drzewieckiego. Jestem o tym stuprocentowo przekonany. - Nie bierze Pan pod uwagę tego, że oni naprawdę działali pod dyktando lobbystów, pod dyktando przemysłu hazardowego? - To są żarty, absolutnie nie wierzę w taki scenariusz wydarzeń. Poseł Zbigniew Chlebowski bardzo ciężko pracował na swoją pozycję i nie wierzę, aby kierował się tak niskimi pobudkami. - Rozmawiał Pan z posłem już po wybuchu afery hazardowej? - Nie, ale na pewno będzie okazja się spotkać ze Zbyszkiem jak już nieco opadną emocję. - I co Pan mu powie? - Że jestem z nim, że zawsze robił dobrą robotę i jedno niefrasobliwe zachowanie nie może tego wszystkiego przekreślać. - Ma Pan takie wrażenie, że cała partia jest z nim. Z mojej perspektywy wygląda to tak, że Chlebowski został rzucony na pożarcie, został spisany na straty? - Nie, radzę poczekać. Myślę, że powołana w tym celu komisja śledcza wyjaśni całą sprawę, a my w tym czasie możemy zadać sobie pytanie o sposoby działania takiej instytucji jak CBA? O jakich my standardach mówimy? O wmuszaniu, o zapędzaniu kogoś do łamania prawa. Wiadomo, że ludzkie charaktery są różne, ale gdy do tego używane są jeszcze emocje, uczucia, to naprawdę nie wiem jak to nazwać. - A czy Pan zna tych biznesmenów pojawiających się w stenogramach. Pana Sobiesiaka, Pana Koska? - Nie, nie miałem tej przyjemności. - Teraz to już raczej nieprzyjemności. - Tak. Choć oczywiście nazwisko Ryszarda Sobiesiaka jest mi znane ze świata sportowego. - Burza związana z aferą hazardową właśnie przechodzi przez rząd. Jak to odbije się na Wałbrzychu? - Uważam, że nie można tego stawiać w ten sposób. Zbyszek był naszym liderem i wszyscy czerpaliśmy z jego doświadczenia, z jego pracy. Ale na pewno nie odbije się to negatywnie na działaniu na rzecz miasta, bo przecież każdy z nas to robił. Wspólnie się wspieraliśmy i występowaliśmy jako zespół. To nie ma żadnego znaczenia kto ma większe, a kto mniejsze przełożenie. - Zbigniew Chlebowski był jednak również liderem politycznym w regionie? Kto w platformie przebiera nogami by wejść w jego buty? - Nikt. Wypuszcza się takie kaczki, insynuacje na ten temat, ale to nieprawda. - Właśnie poseł Chlebowski w ostatnim wywiadzie dla „Wiadomości Wałbrzyskich" niepochlebnie wypowiadał się o wałbrzyskim PiS. Popiera pan jego zdanie? - To jest temat do rozmowy. W moim odczuciu nie można w kontekście retoryki wypowiedzi niektórych parlamentarzystów, a w szczególności parlamentarzystki PiS-u, prowadzić wspólnej polityki zarządzania miastem czy samorządami. Tak dalej być nie może, musimy powiedzieć to sobie otwartym tekstem. - Czyli macie problem? - Tak, ale w ambicjach posłanki Anny Zalewskiej. Wcześniej współpraca z senatorem Mieczysławem Szyszką czy Waldemarem Wiązowskim układała się dobrze. Proszę pamiętać, że PiS współrządzi miastem, ma dwóch wiceprezydentów, ludzi na różnych funkcjach. Od 2002 roku nie bez kłopotów pracujemy, ale teraz ktoś chce to popsuć. Jest taka eskalacja negatywnych wypowiedzi, wytykania różnych błędów.... - Czy to może doprowadzić do tego, że koalicja pęknie już na dobre. Zwłaszcza, że mamy rok wyborczy za pasem? - Mam wrażenie, że komuś zależy na tym, aby ta koalicja przestała istnieć. Że to taka gra polityczna po której PiS będzie mógł trzasnąć drzwiami, wyjść i wystawić swojego kandydata. Jeżeli tak to ma być, to lepiej zróbmy to wcześniej, niech Prawo i Sprawiedliwość zagra w otwarte karty. - Na giełdzie pojawia się także Pana nazwisko. Będzie się Pan ubiegał o stanowisko prezydenta Wałbrzycha? - Wielokrotnie już o tym mówiłem, że dla mnie kandydatem jest Piotr Kruczkowski i PO stawia na niego. To jest najlepszy kandydat i nie widzę powodu by szukać innego. Chyba, że Piotr zrezygnuje lub wybierze inne plany zawodowe. Mam jednak nadzieję, że wystartuje na trzecią kadencję. - Jest Pan po dużej imprezie, po Mistrzostwach Europy w koszykówce. - Mogę mieć satysfakcję, że udało nam się taką imprezę przygotować. Po jej zakończeniu otrzymaliśmy wiele gratulacji, komplementów od najważniejszych międzynarodowych organizacji sportowych. - Narzekań i problemów też nie brakowało. - Słyszałem narzekania dziennikarzy z Izraela czy Anglii, których drużyny przegrały mecze. Słyszałem opinie o krótkich łóżkach, o naszych halach, które są takie jakie są. Przyznam, że to było największe wyzwanie mojego życia. Bo to przecież nie była impreza związku, to nie była impreza Romana Ludwiczuka, tylko impreza Polski. Tak nas teraz postrzegają, jako kraj, który potrafi udźwignąć tak dużą i tak skomplikowaną logistycznie imprezę. Choć też to trzeba uczciwie powiedzieć w tej materii mamy jeszcze wiele do zrobienia. Zwłaszcza przed Euro 2012 i zwłaszcza w kontekście bazy hotelowej. - A schodząc na poziom wałbrzyskiej koszykówki. Czy jest szansa na to by odbić się i znowu grać w ekstraklasie? - Taki klub jak Górnik Wałbrzych bez stabilizacji finansowej, budżetu na poziomie 4-5 mln i bez odpowiedniej infrastruktury nie ma na to szans. Naprawdę lepiej jest grać w pierwszej lidze, szkolić, dawać szansę gry młodym zawodnikom i czekać na „lepsze czasy". I to nie tylko dla koszykówki, ale dla siatkarskiego Chełmca i piłkarskiego Górnika. Ja wierzę, że one nadejdą i to dość szybko. Rozmawiał Michał Wyszowski; http://www.nww.pl/index.php?option=com_ ... &Itemid=47
  • Tsamb
    Tsamb 3337
    12.10.2009
    Gdy byli u władzy myśleli, że są nie do ruszenia, a na sprawowanie rządów w mieście mają swoisty monopol. Wszak Wałbrzych nie bez kozery nazywano „czerwonym zagłębiem". Po 8 latach ludzie lewicy w niesławie usunęli się w cień. Starzy działacze, pogardliwie nazywani partyjnym „betonem", których korzenie w wielu przypadkach sięgały PZPR, zniknęli w końcu z życia publicznego. Przyszedł czas na ich następców. Młodzi dużo jednak mówią, za to niewiele robią. Zresztą dzisiejsza lewica w Wałbrzychu, jak nigdy dotąd, jest mocno podzielona. Nawet w samym SLD nie ma jedności. Frazesem jest przypominanie sloganu, że tylko kandydat, potrafiący zjednoczyć nie tylko kilka ugrupowań, ale też wiele środowisk o zabarwieniu lewicowym, ma szanse na zwycięstwo w czekających nas za rok wyborach prezydenckich. Tymczasem już dziś mamy dwóch pretendentów kojarzonych z lewą stroną sceny politycznej, którzy zadeklarowali, że wystartują w przyszłych wyborach samorządowych. To Dariusz Lenda, szef miejskich struktur SLD i wciąż kojarzony z Sojuszem, ale dziś nieco na uboczu życia partyjnego, Andrzej Zibrow. Ten drugi nawet otwarcie mówi, że rozpoczął kampanię, chodząc „od domu do domu" i nakłaniając osoby z różnych środowisk na głosowanie na siebie. Nie wiadomo czy za jakiś czas nie pojawi się jeszcze trzeci konkurent, wywodzący się z lewego skrzydła życia publicznego. Prawica miała monopol, ale krótko Gdy w 1990 roku władzę w Wałbrzychu przejmowała prawica, a konkretnie ludzie Solidarności, wśród działaczy Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej (spadkobierczyni PZPR) zapanował popłoch. Podobno juednak na jakimś partyjnym zebraniu, pewien prominentny działacz (dziś nikt nie pamięta kto) wykrzyczał znamienne słowa: „my tu jeszcze wrócimy". To o odzyskaniu władzy w mieście. Po 4 latach okazało się, że jego „proroctwo" się spełniło. Ale w 1990 roku lewica była w totalnym odwrocie. Znienawidzeni działacze PZPR ani w Polsce, ani w żadnym, nawet najmniejszym samorządzie w kraju, nie mieli czego szukać. Dość powiedzieć, że wybory samorządowe sprzed 19 lat zakończyły się klęską SdRP, która wprowadziła do 45-osobowej rady miejskiej Wałbrzycha tylko dwóch swoich radnych: Kazimierza Drożdża i Bogusława Dyszkiewicza oraz Józefa Wiłkomirskiego, popieranego przez Socjaldemokrację. W natarciu była za to Solidarność na czele z takimi działaczami jak Halina Pankanin, Krzysztof Prędki czy Ryszard Skorupski. W 1990 roku radnymi zostali też między innymi znani bardzo dobrze do dziś Marek Rząsowski czy Jerzy Ignaszak. Samorząd został zmonopolizowany przez jedną siłę polityczną, która przez następne 4 lata sprawowała władzę w Wałbrzychu. Prawica, niejednorodna i wcale nie taka znów jednomyślna, próbowała z różnym skutkiem reformować samorząd. Ludzie lewicy natomiast, przez pewien okres wyatutowani, pozorowali jakieś wspólne przedsięwzięcia, ale w gruncie rzeczy czekali jedynie na błędy swych politycznych przeciwników. Z chęcią je zresztą nagłaśniali, ciesząc się z każdego, nawet najmniejszego potknięcia prawicowego prezydenta Wałbrzycha Zdzisława Grzymajło. Po cichu, ale skutecznie budowali też na nowo terenowe struktury. Przewodniczącym Rady Wojewódzkiej Socjaldemokracji został w końcu Bogusław Dyszkiewicz. Swoją pozycję zaczął też umacniać mało znany wcześniej opinii publicznej Marek Dyduch, który przez 5 lat (1986-1991) sprawował funkcję przewodniczącego Zarządu Wojewódzkiego Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej w Wałbrzychu. Jego praca w „młodzieżówce" w końcu zaprocentowała, bo w 1993 roku został posłem. Obok Dyducha do Sejmu z regionu dostali się też m.in. Mieczysław Jedoń i Czesław Pogoda. Mocno na sukces lewicy pracowali też działacze Unii Pracy na czele z Danielem Huszczem, który został przewodniczącym okręgowego sztabu wyborczego UP i Jolantą Suławą, sekretarzem wyborczym ugrupowania, która kilka lat później stanie się znaczącą postacią w sejmiku województwa dolnośląskiego. W serca „towarzyszy" wstąpiła nadzieja, która w 1994 roku miała przerodzić się niemal w pewność na odzyskanie władzy. Wewnętrzne kłótnie w ekipie solidarnościowych działaczy tylko pomogły już wtedy SLD (w 1991 roku SdRP weszła bowiem w skład koalicji partii i ugrupowań lewicowych Sojuszu Lewicy Demokratycznej, a w 1999 roku po przekształceniu SLD w jednolitą partię Socjaldemokracja RP została rozwiązana) zdobywać coraz to nowe przyczółki na wyborczej mapie miasta. W efekcie po czerwcowych wyborach z 1994 roku lewica odzyskała samorząd. Do rady Sojusz wprowadził 23 swoich przedstawicieli. Oznaczało to ni mniej ni więcej tylko sprawowanie absolutnej władzy bez konieczności zawiązywania dziwnych koalicji i dogadywania się z innymi partnerami. SLD mógł niepodzielnie rządzić miastem. Radnymi zostali wówczas m.in. Jerzy Sędziak, Zdzisław Dobrowolski, Krystyna Herman, Lech Bukowiec, Marek Śpiewak, Ryszard Bzodek, Jerzy Chodziak czy Henryk Malik. Sędziak został prezydentem, a jego zastępcami Bzodek, który w przeszłości był wicedyrektorem firmy budowlanej, Dobrowolski, który był zatrudniony między innymi w Kasie Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego i Andrzej Łobodycz, który miał za sobą doświadczenie w urzędzie wojewódzkim. W latach 1984-88 był tam pełnomocnikiem wojewody ds. młodzieży. Wszyscy panowie doskonale pamiętali czasy PZPR. Jeżeli do tego dodamy, że wojewodą wałbrzyskim był w tym czasie (lata 1993-97) Henryk Gołębiewski, również z SLD, to nietrudno się domyślić, że radość w szeregach działaczy lewicy była ogromna. Dali sobie szansę po raz drugi i przegrali Wałbrzyszanie na tyle zaufali Sojuszowi, że w kolejnych wyborach również go poparli, ale raczej nie dlatego, że tak bardzo go kochali, tylko z bardziej prozaicznych przyczyn. Nie było bowiem żadnej innej sensownej alternatywy, a demokracja w całym kraju przeżywała poważny kryzys. W 1998 roku do rady weszło jeszcze więcej przedstawicieli lewicy niż poprzednio, bo udało się zdobyć aż 28 z 45 mandatów. Dla reszty konkurentów to był nokaut. Niespodzianką okazał się natomiast wybór na najważniejszą funkcję w mieście. Prezydentem, wbrew zdaniu niektórych działaczy, został Lech Bukowiec, choć wielu widziało na tym stanowisku Gołębiewskiego. Bukowiec, były ślusarz - mechanik z kopalni Victoria, jeszcze z czasów ZSMP znał się dobrze z Dyduchem. Zresztą w poprzednich latach był dyrektorem w jego biurze poselskim i to właśnie Dyduch, mający coraz większe wpływy w partii, desygnował swojego kolegę na stanowisko prezydenta Wałbrzycha (wtedy o wyborze gospodarza miasta decydowali radni, nie było jeszcze wyborów bezpośrednich). Pozostali działacze tylko przyklasnęli takiej decyzji, bo... musieli. Część środowiska śmiała się jednak z Bukowca, że jest kandydatem „z rękawa". Niektórzy mówili o nim nawet „Dzierżyński z Wałbrzycha". Zastępcami prezydenta mianowano natomiast Gołębiewskiego, Sędziaka i Włodzimierza Gawrońskiego, szefa Fundacji 2000. Los okazał się jednak okrutny dla urzędującego szefa gminy, którego zimą 2000 roku spotkało nieszczęście, dostał wylewu i musiał ustąpić z zajmowanych stanowisk, a przypomnijmy, że był on także przewodniczącym miejskich struktur partii. Wtedy rozpoczęła się wojna podjazdowa wewnątrz ugrupowania między młodymi gniewnymi, do których należeli chociażby Mirosław Lubiński czy Sławomir Turliński, a partyjnym „betonem". Młodzi, jako następcę Bukowca widzieli długoletniego przewodniczącego rady miejskiej Bogusława Dyszkiewicza. Sprzeciwił się temu zdecydowanie Marek Dyduch, wówczas już sekretarz generalny SLD. Lokalni działacze byli przy nim nikim i gdy tylko przyjeżdżał do Wałbrzycha uderzyć pięścią w stół, miało być tak jak on chciał, wielki Dyduch. I było. Dzięki niemu w 2001 roku na kilkanaście miesięcy prezydentem został Stanisław Kuźniar, wcześniej mało aktywny politycznie samorządowiec, zaledwie naczelnik Wydziału Architektury i Nadzoru Budowlanego w ratuszu. Objął on funkcję w złym momencie, bo w mieście zaczęły się piętrzyć coraz poważniejsze problemy, a Wałbrzych przez kilka poważnych afer (wynajmowanie pomieszczeń w Zamku Książ Pejcinović, komputeryzacja urzędu czy sprawa spółki PRIM) zaczął być kojarzony ze źle zarządzaną gminą. Dodatkowo chciwość i zuchwałość niektórych partyjnych działaczy kładła się cieniem na całe ugrupowanie. SLD bardzo szybko postanowił kierować się zasadą „TKM". Niewiele czasu było potrzebne, żeby członkowie z partyjnej czołówki trafili do rad nadzorczych spółek komunalnych. Osłabiona lewica w 2002 roku w pierwszych bezpośrednich wyborach prezydenckich do boju wystawiła znów Kuźniara, bo tak wymarzył sobie Dyduch. Nie chciał on nawet słyszeć o innym kandydacie, a tym miał być Mirosław Lubiński. Kuźniar wprawdzie przegrał nieznacznie, ale i SLD musiało po 8 latach oddać władzę uchwałodawczą. Wiele było wówczas głosów, że gdyby wystartował Lubiński, to może wygrałby z kandydatem OPS, czyli Piotrem Kruczkowskim. Dyduch jednak na to nie pozwolił choć dopiero za kilka lat razem ze swą macierzysta partią zapłacił słoną cenę. Do tego czasu zdążył być jeszcze sekretarzem stanu w Ministerstwie Skarbu i przez 3 lata, do 2005 roku, sekretarzem generalnym Sojuszu. Równocześnie z karierą Dyducha po szczeblach samorządowej i nie tylko drabince wspinał się Henryk Gołębiewski. Prezydent Wałbrzycha w latach 1985-1990, później wojewoda, w 2001 roku został wybrany senatorem. Po 2 latach zrezygnował z tej funkcji, po to, by objąć stanowisko marszałka już wtedy województwa dolnośląskiego. Od 2005 roku do dziś jest posłem SLD. Młody zbawca lewicy? To właśnie Gołębiewskiego, szczególnie politycy Platformy Obywatelskiej obawiali się najbardziej jako kandydata Sojuszu w zbliżających się wyborach prezydenckich w Wałbrzychu. Stało się inaczej i o fotel gospodarza miasta ma ubiegać się młody prawnik, obecny radny, Dariusz Lenda. Kłopot w tym, że Lenda stoi przed arcytrudnym zadaniem zjednania wszystkich ludzi lewicy. - Dziś nie ma miejsca na kandydatów politycznych, a decyzja SLD o szybkim ujawnieniu nazwiska swojego człowieka, który ma pod szyldem partii ubiegać się o prezydenturę, w perspektywie czasu może okazać się błędem - ocenia Mirosław Lubiński, dziś w SDPL, ale chyba wciąż marzący o najważniejszym stołku w ratuszu przy Pl. Magistrackim. Lubiński zapytany wprost o to czy będzie kandydował w zbliżających się wyborach samorządowych na fotel prezydenta miasta, nie odpowiedział definitywnie „nie". Lenda, żeby zwiększyć swoje szanse na wybór, musi zdecydowanie jednoczyć wokół siebie ludzi z wielu stron lewicowej sceny politycznej, choć jak podkreśla Robert Ławski, szef powiatowych struktur SLD, jego partia nie stoi dziś na pozycji, że musi kogokolwiek prosić na kolanach o poparcie. - Jeżeli ktoś chce wesprzeć naszego kandydata niech przyjdzie do nas i wtedy podejmiemy rozmowy - zapowiada Ławski, który liczy na wsparcie ze strony nieco demagogicznych członków stowarzyszenia Wałbrzyskiej Wspólnoty Samorządowej, w której działa między innymi Lubińskim. Jednym z przywódców jest tam były policjant, Longin Rosiak, który w samorządowych bojach zaprawiony jest jak mało kto w mieście. I dalej wymachuje szabelką mówiąc, że rusza na ratusz. - Lenda z pewnością nadaje się, żeby wystartować w konkursie piękności - z przekąsem komentuje zamiary kandydowania młodego prawnika, Stanisław Kuźniar. - Niech w końcu wypowie się w sposób rzeczowy, co chce zrobić dla miasta, z kim i za jakie pieniądze, a wtedy pokuszę się o ocenę, czy ma szanse - dodaje Kuźniar. Co na to wszystko sam Lenda? Przyznaje, że przez 7 lat bycia radnym za mało było ze strony jego i jego partyjnych kolegów w radzie inicjatyw uchwałodawczych i programowych. - Byliśmy zbyt pasywni. Brakowało nam też nieco determinacji. Przeważnie próbowaliśmy coś ugrać w pojedynkę, bo w naszym klubie było i chyba wciąż jest zbyt wiele indywidualności i dlatego nie tworzyliśmy drużyny - mówi Lenda. Podobno ma to się zmienić. Czy tylko na potrzeby kampanii? http://www.nww.pl/index.php?option=com_ ... &Itemid=47 Tomasz Piasecki
  • Tsamb
    Tsamb 3337
    14.10.2009
    [Wałbrzych] - Szokuje mnie informacja, że po trzech latach część radnych nie wie jak wygląda schemat organizacyjny danej spółki miejskiej. Obowiązkiem radnych jest go bowiem znać”... Stwierdzenie o ciemnych interesach jest bulwersujące”...” Nie jestem sekretarką, która będzie przygotowywać niektórym radnym informacje” - mówił na specjalnej konferencji prasowej Piotr Kruczkowski, prezydent Wałbrzycha. Była to odpowiedź władz miasta na wniosek ośmiorga radnych opozycji o zwołanie specjalnej sesji w sprawie miejskich spółek. Sesji, do której najprawdopodobniej nie dojdzie w planowanym terminie. Autorzy wniosku sugerują, że prezydent Kruczkowski „ukrywa przed nimi informacje o sposobie wynagradzania zarządów spółek miejskich, przedstawienia schematów ich zarządzania, przyznawania nagród i premii”. Odpowiedź była natychmiastowa. - Dlaczego nie przestawiam tych informacji? - Bo nie mam takiego obowiązku. Muszę to zrobić w przypadku, gdyby informacje te nie były dostępne w obiegu publicznym. Zapewniam jednak, że są – zaznacza prezydent Piotr Kruczkowski. Co więcej idzie krok dalej. - Mógłbym zrobić prezentację z udziałem przedszkolaka, który korzystając z internetu, pokazałby jak korzystać na przykład z Biuletynu Informacji Publicznej - ripostuje. Mimo to poprosił dziś prezesów wałbrzyskich spółek miejskich o przedstawienie analiz finansowych za miniony rok. Natomiast przewodnicząca rady miejskiej o przesunięcie terminu specjalnej sesji w tej sprawie. - Nie zgadzamy się z tą propozycją. Przedstawiliśmy argumenty, które stanowią wystarczająca podstawę do merytorycznej debaty – odpowiadają radni opozycji. „Wskazujemy, aby nie zaniechała Pani ciążącego na niej obowiązku” - napisali w dostarczonym kilkanaście minut temu do biura rady (przewodniczącej Agnieszki Kołacz – Leszczyńskiej) radni Wałbrzyskiej Wspólnoty Samorządowej. Sesja miała odbyć się 15 października. Bez względu na to dojdzie do skutku czy też nie ,my począwszy od jutra, każdego dnia, przedstawiać będziemy Państwu analizę poszczególnej spółki miejskiej. Sprawdzimy, co takiego zrobiła w minionym roku, jakie sukcesy lub porażki odnotowała w ostatnich 12 miesiącach oraz ile zarabiają jej prezesi i członkowie zarządów. http://www.wiadomosciwalbrzyskie.pl/813 ... tarka.html
  • Tsamb
    Tsamb 3337
    19.10.2009
    [Wałbrzych] Ponad sto tysięcy złotych brutto otrzymali łącznie w formie nagród za ubiegły rok prezesi wałbrzyskich spółek miejskich. Co miesiąc podatnicy płacą im kolejne 60 tysięcy złotych wynagrodzenia. Dokładając do tego wypłaty zastępców prezesów miejskich spółek i członków zarządów, wychodzi całkiem pokaźna kwota. Spośród wszystkich prezesów nagrody za miniony rok nie otrzymał tylko Robert Hadaś z Aqua - Zdroju. Trudno się jednak dziwić, skoro spółka, którą zarządza, powstała w styczniu ubiegłego roku. Obok Teresy Wójcikowskiej, szefowej Miejskiego Zakładu Usług Komunalnych, to jedyna osoba nie mająca swojego zastępcy lub członka zarządu. A ci nie zarabiają dużo mniej od swoich przełożonych. Siedem czy osiem tysięcy złotych przydałoby się chyba każdemu. Podobnie jak kilkadziesiąt tysięcy złotych nagrody, jaką otrzymało część prezesów za ubiegły rok. Co takiego spektakularnego zrobili? Przewodnicząca rady miejskiej nie zwołała nadzwyczajnej sesji w sprawie miejskich spółek. - To dowód na to, że jest przewodniczącą prezydenta, a nie radnych tej gminy - grzmi część opozycji. Wniosek kilka dni temu przygotowali radni Wałbrzyskiej Wspólnoty Samorządowej. Chcieli - jak twierdzą - uzyskać w ten sposób informacje na temat schematów ich zarządzania, przyznawania nagród i premii. Sugerowali, że nie mogą tego ustalić, bo prezydent Wałbrzycha ukrywa przed nimi te dane. Odpowiedź władz miasta była natychmiastowa. Zamiast nadzwyczajnej sesji Piotr Kruczkowski zwołał konferencję prasową, na którą zaprosił prezesów każdej z spółek miejskich. - Szokuje mnie informacja, że po trzech latach część radnych nie wie, jak wygląda schemat organizacyjny danej spółki miejskiej. Obowiązkiem radnych jest go bowiem znać - mówił Kruczkowski. Chętnie wytłumaczył również dlaczego nie przestawia tych informacji na specjalnej sesji. - Muszę to zrobić w przypadku, gdyby nie były dostępne w obiegu publicznym. A zapewniam, że są - mówił Kruczkowski. Co więcej, stwierdził, iż mógłby zrobić prezentację z udziałem przedszkolaka, który korzystając z internetu, pokazałby, jak korzystać na przykład z Biuletynu Informacji Publicznej. - Nie jestem sekretarką, która będzie przygotowywać niektórym radnym informacje - podsumował na koniec. Propozycja przewodniczącej rady Agnieszki Kołacz - Leszczyńskiej o przesunięcie terminu nadzwyczajnej sesji wywołała oburzenie wnioskodawców. - Nie zgadzamy się z tą propozycją. Przedstawiliśmy argumenty, które stanowią wystarczającą podstawę do merytorycznej debaty - odpowiadają. "Wskazujemy, aby nie zaniechała Pani ciążącego na niej obowiązku" - napisali w piśmie dostarczonym do jej biura członkowie WWS. http://www.tygodnik.walbrzyski.pl
  • Tsamb
    Tsamb 3337
    19.10.2009
    [Wałbrzych] Na nagrody dla prezesów i członków zarządów pięciu spółek miejskich wydano w sumie 194 tys. zł, a nie jak podejrzewali radni opozycji 1 mln. zł. Prezydent Wałbrzycha Piotr Kruczkowski zarzucił swoim politycznym przeciwnikom, że rozpoczęli kampanie wyborczą. W niezwykle ostrym tonie stwierdził, także, że nie będzie uczestniczył w politycznej hucpie. Sukcesem opozycji jest to, że w końcu ujawniono kwoty nagród. Porażką, że wiedzę tę przekazano mediom, a terminu nadzwyczajnej sesji rady miejskiej,o która wnosili nie wyznaczono do dziś. Już dawno prezydent Wałbrzycha Piotr Kruczkowski nie był tak zwyczajnie, po ludzku wkurzony. Pokazowa konferencja prasowa, którą zwołał po tym gdy opozycja zaczęła węszyć wokół nagród dla prezesów spółek miejskich, była bez wątpienia sukcesem służb prasowych i piarowskich prezydenta. Stawili się na niej prezesowie wszystkich spółek miejskich doskonale przygotowani do zachwalania swoich miejsc pracy. To jednak prezydent nadał całemu wydarzeniu ton i to niezwykle, jak na niego, ostry. - Hucpa polityczna mnie nie interesuje - grzmiał Kruczkowski z za prezydialnego stołu. Męża stanu wywołała z lasu opozycja, która zażądała zwołania nadzwyczajnej sesji rady miejskiej. Miałyby być podczas niej wyjaśnione zasady finansowania podmiotów w których 100 proc. udziałów posiada gmina Wałbrzych. Burza rozpętała się w ubiegłym tygodniu po tym jak radni zrzeszeni w klubie Wałbrzyskiej Wspólnoty Samorządowej poinformowali media o odmowie udzielenia przez władze odpowiedzi na temat nagród finansowych dla zarządów firm. Chodziło im o Miejski Zarząd Budynków Komunalnych, Miejski Zakład Usług Komunalnych, Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne, spółkę „Zamek Książ" oraz spółkę„Aqua Zdrój".Opozycja sugerowała, że na nagrody mogło być wydane nawet do 1 mln. zł. - Jest to kwota absurdalna. Podobnie jak stwierdzenia o ciemnych interesach spółek. Widzę, że kampania wyborcza już się rozpoczęła, a opozycje interesują jedynie stołki i wynagrodzenia - kontynuował swój wywód prezydent. Według Kruczkowskiego radnym WWS chodzi jedynie o spektakl polityczny, a wszelkie informacje na temat wynagrodzeń, którymi się interesują, dostępne są na stronach internetowych Urzędu Miejskiego w Biuletynie Informacji Publicznej. - Nie mam obowiązku ich udzielania i nie zamierzam pełnić roli sekretarki, która gromadzi papiery dla radnych. Jest dla mnie szokiem, że po trzech latach grupa radnych ciągle pyta się o schematy organizacyjne spółek. Podał jednak zsumowana kwotę nagród czyli 194 tys. zł brutto. W swoich wypowiedziach prezydent podkreślał, że wszystko co ich dotyczy, było wielokrotnie omawiane i analizowane podczas posiedzeń komisji budżetu i finansów oraz komisji gospodarki miejskiej. Jego zdaniem nie ma podstaw do zwoływania sesji. Stwierdził także, że „boli go serce", gdy sobie pomyśli o tonach papieru, które będą musiały być na nią przygotowane. Prezesi jak na spowiedzi To czego do dziś nie doczekali się opozycjoniści zostało zaserwowane z elegancką oprawą wałbrzyskim dziennikarzom. Prezesi spółek miejskich dwoili się i troili, aby wyjaśnić dlaczego zasłużyli na nagrody. Jako pierwszy tłumaczył się ze swojej aktywności prezes MPK, Ireneusz Zarzecki. - Jestem obrażony wnioskiem kolegów z opozycji, którzy wątpia w moje umiejętności zarządcy. Za mojej prezesury dokonano wymiany całego taboru, ponad 7 mln. zł wydano na inwestycje. Oszczędności, racjonalne gospodarowanie majątkiem i restrukturyzacja zatrudnienia to tylko niektóre z naszych sukcesów - mówił Zarzecki. To właśnie on obok prezesa Książa, Jerzego Tutaja wypadł najlepiej. Obaj panowie mają niezaprzeczalne sukcesy na koncie, a podmioty, którymi zarządzają kwitną. - Spółka Zamek Książ istnieje od 16 lat. Dopiero obecny zarząd doprowadził do sytuacji, w której przynosi ona systematyczny zysk, mimo podejmowanych dużych działań inwestycyjnych - tłumaczył Tutaj. O wiele gorzej wypadły prezes MZB, Grażyna Muszyńska-Szmaj oraz szefowa MZUK, Teresa Wójcikowska. Ta pierwsza wyraźnie zdenerwowana próbowała mówić o zasługach MZB dla Wałbrzycha, nie wspominając o tym, że spółka którą kieruje popłynęła w wyniku źle ulokowanych pieniędzy w funduszach inwestycyjnych. Tylko za rok 2008, starta MZB wyniosła ponad 300 tys zł, a mimo to, zarząd otrzymał nagrody. Prezes Wójcikowska natomiast stwierdziła, że największy sukces spółki, którą kieruje, to to, że „w ogóle" ona przetrwała. Jedną z najbardziej kontrowersyjnych spółek miejskich jest „Aqua Zdrój", którą powołano w celu budowy obiektu rekreacyjno - sportowego na Białym Kamieniu. Prezes Robert Hadaś, stwierdził, że obecnie kończy się etap na stole kreślarskim, a przy projekcie pracuje codziennie około 30 osób. Została już również wydana decyzja na budowę obiektu. Opozycja nie odpuszcza - Pan prezydent traktuje spółki miejskie jak prywatny folwark. Jego histeryczna reakcja i święte oburzenie to tylko odezwa nożyc po uderzeniu w stół. Apelujemy o pełną jawność, rzetelne wyjaśnienie sprawy podczas nadzwyczajnej sesji, a nie odsyłanie nas do internetu - komentuje opozycyjny radny, Mirosław Lubiński. Przewodnicząca klubu WWS, Alicja Rosiak zaznacza, że jeżeli termin sesji nie zostanie wyznaczony w tym tygodniu, klub skieruje oficjalną skargę na przewodniczącą rady do wojewody dolnośląskiego. Mateusz Mykytyszyn; http://www.nww.pl/index.php?option=com_ ... &Itemid=57
  • Tsamb
    Tsamb 3337
    19.10.2009
    [i:34trh41q]Chlebowskiemu po ludzku współczuje. Jednak jest przekonany, że ostatnie wydarzenia mogą przyczynić się paradoksalnie do wzmocnienia Platformy. Mówi, że w całym cywilizowanym świecie lobbing jest legalny i jest narzędziem w uprawianiu polityki. W pytaniu o nowego lidera w regionie wałbrzyskim przypomina że przewodniczącym PO jest Piotr Kruczkowski. Jerzy Tutaj nie zaangażuje się w walkę polityczną, ale czuje na sobie odpowiedzialność 27 tysięcy wyborców, którzy głosowali na niego w wyborach do europarlamentu. Wskazuje na Leona Kieresa jako osobowość PO na Dolnym Śląsku, która powinna świecić najjaśniej. W zamku przegonił już ducha Pejcinovic i stworzył nowy wizerunek Książa, teraz pracując w sejmiku dolnośląskim stara się o powstanie nowego szpitala na Dolnym Śląsku. Czy o Jerzym Tutaj jeszcze usłyszymy w kontekście ogólnopolskim? [/i:34trh41q] Rozmowa z Jerzym Tutajem radnym Sejmiku Dolnośląskiego, prezesem Zamku Książ - Wypisuje się Pan z platformy? Rezygnacja już złożona? Pytam, dlatego, bo jest Pan postrzegany jako człowiek o wyjątkowym wyczuciu etycznym, wysoce moralnym. - Nie, nie wypisuje się. Nie rezygnuję z członkostwa w PO. - A czuje pan obrzydzenie? - Na pewno czuję niesmak wobec sytuacji, która wytworzyła się w Polsce. I muszę przyznać, że ten niesmak nie jest związany ściśle z sytuacją polityczną, a bardziej ze stanowiskiem, które zajmują publiczne informatory. Wydaje mi się, że w Polsce generalnie brakuje wyważenia. Uważam, że w tym konflikcie PO - PiS nie tylko politycy, ale też dziennikarze, a zwłaszcza ich mocodawcy przekraczają pewne granice. Ta uwaga dotyczy przede wszystkim mediów ogólnopolskich, warto dodać, że NWW, jak inne lokalne media zajęła bardzo wyważone stanowisko. Opisywana sytuacja nie leży w interesie Polski. Ten wymiar międzynarodowy jest tutaj bardzo ważny. Niemcy i Rosja były zawsze bardzo zadowolone, kiedy w Polsce brak było silnego rządu, a politycy byli dyskredytowani w opinii samych Polaków. Do dzisiaj nic się nie zmieniło, jedynie dodać należy fakt, że duża cześć mediów nie jest w rękach polskich. Zatem odpowiedzialność jest w tej sytuacji po stronie wszystkich, którzy funkcjonują w przestrzeni publicznej. - Ale jest też mocny kontekst lokalny. Proszę powiedzieć, co pan czuł czytając stenogramy, w których poseł ziemi wałbrzyskiej Zbigniew Chlebowski, mówiąc najdelikatniej negocjuje z biznesmenami zapisy ustawowe? - Należę do tej nielicznej grupy osób, które nie czytały tego materiału. A po ludzku bardzo mi szkoda Zbyszka i na tym zakończę swój komentarz. - Ale czy to nie jest dla PO wstyd, że nie potrafiła wyciągnąć wniosków z błędów poprzedników. - W momencie wybuchu tej sytuacji mogłem przyglądać się, obserwować reakcję polityków zachodnich. Byli tym szczerze zdziwieni, ponieważ u nich lobbing jest czymś naturalnym, powszechnym. Oczywiście ich reakcja wynikała z ogólnego przekazu. Mogłem się dowiedzieć, że na płaszczyźnie Parlamentu Europejskiego każde spotkanie z grupą reprezentującą różne środowiska, również te wstydliwe - jest rejestrowane. Potem prezentowanie ich poglądów nie tylko na komisjach, ale i rozmowach z władzą wykonawczą, na przykład z komisarzami unijnymi również jest odnotowywana. Oni uważają, że są między innymi swoistymi pośrednikami wobec grupami różnych interesów a strukturami unii. - Czyli brakuje nam cywilizowanego lobbingu? - Zdecydowanie. Na zachodzie - mówiąc językiem samych polityków - oni są od tego, aby pewne interesy dla swoich wyborców załatwiać. Jeżeli tego nie robią, nie są wybierani, są postrzegani jako nieskuteczni. U nas taki mechanizm jeszcze się nie wytworzył. I przychodzi nam za to płacić. - Nie jest tajemnicą, że trwają rozmowy, kto będzie liderem w regionie wałbrzyskim, kto zastąpi Zbigniewa Chlebowskiego. Na giełdzie nazwisk pojawia się na przemian Jerzy Tutaj, Roman Ludwiczuk i Piotr Kruczkowski - Jestem przekonany, że intencją ludzi w PO jest to, aby takich bardzo incydentalnych sytuacji nie wykorzystywać do doraźnych i egoistycznych interesów. Przypominam, że w Wałbrzychu przewodniczącym PO jest Piotr Kruczkowski. - Nie wierzę w to, że państwo się nie spotykają, nie rozmawiają na temat schedy po Zbigniewie Chlebowskim. Nie wierzę, że takich rozmów nie ma. - Ja w takich spotkaniach nie uczestniczę. Całkiem niedawno wróciłem z przedstawicielstwa Polski w Brukseli, gdzie podejmowałem temat, tego by w drugiej połowie 2011 roku, czyli podczas polskiej prezydentury w Unii Europejskiej, jedno ze spotkań roboczych unijnych ministrów odbyło się właśnie w Zamku Książ. Byłoby to drugie spotkanie ministrów Unii Europejskiej na Dolnym Śląsku, po Wrocławiu. Są na to duże szanse, decyzja już w najbliższych miesiącach. Podczas wyjazdu sejmikowego i wizyty w Europejskim Banku Inwestycyjnym w Luksemburgu rozpoczęliśmy też procedurę uzyskiwania środków na nowy szpital, który ma być wybudowany na Dolnym Śląsku na Euro 2012 i na remonty dróg w regionie, w kwocie blisko 250 milionów. To ogromny zastrzyk gotówki, teraz potrzebna jest do tego zgoda polityczna, nacisk polskiego rządu, gdyż radę nadzorczą Europejskiego Banku Inwestycyjnego tworzą komisarze unijni z 27 państw. Dlatego trzeba działać, generalnie muszę powiedzieć, że wyznaje zasadę, że trzeba robić swoje. Kwestie personalne odsuwam zdecydowanie na dalszy plan. - Jednak ma Pan zobowiązania wobec wyborców, czy ktoś kogo w wyborach do Europarlamentu poparło 26 868 mieszkańców Dolnego Śląska, nie ma obowiązku moralnego brać udziału choćby w wykreowaniu nowego lidera, jeśli nie stać się nowym liderem? - Rzeczywiście myślę, że na Dolnym Śląsku powinno się wykreować jeszcze jedną twarz PO i myśli takie mam już od dłuższego czasu (jednak nie w kontekście politycznym, a więc lidera PO, raczej jako osobowość), by też w pewnym sposób ukłonić się bardzo ważnej grupie i licznej grupie - środowisku akademickiemu i myślę, tu o konkretnej osobie, w skali szerszej, całego województwa - o Profesorze Leonie Kieresie. - Być może wtedy w Wałbrzychu pojawi się nowy lider. Po dobrym wyniku nie tylko w wyborach do PE, ale i do Sejmiku, zdobył Pan przecież trzeci wynik na Dolnym Śląsku ma pan ochotę włączyć się do walki? - Pojęcia takie jak walka nie tylko nie są obecne w wałbrzyskiej PO, ale są obce mojemu charakterowi, dlatego tak postawionemu pytaniu odpowiadam: nie. - Często powtarza pan, ze ceni pan politykę faktów dokonanych, co udało się w tym roku politykowi Jerzemu Tutajowi, a co udało się zawodowo, Jerzemu Tutajowi prezesowi Zamku Książ, do którego nawet wałbrzyskiej opozycji trudno się przyczepić? - Przede wszystkim w Zamku Książ od pięciu lat przynosimy zyski i jest to zasadnicza różnica w 16 letniej historii przedsiębiorstwa. Udało się ostatecznie „zniszczyć ducha Peicinovic", stworzyć nowy wizerunek zamku, który dzisiaj w pojawiających się informacjach otrzymuje nazwę Perła Dolnego Śląska. W ostatnim roku intensywnie pracowaliśmy nad projektami, które zaczynają być wdrażane, jak na przykład droga dofinansowana ze środków unijnych. Jeśli chodzi o sprawy na skrzyżowaniu: Sejmik i Wałbrzych, to najważniejszą sprawą jest przyznanie 10 mln zł z województwa na inwestycje i remont drogi do Świdnicy (od Rusinowa) oraz na budowę łącznika pomiędzy Uczniowską a skrzyżowaniem Rusinowa. W sumie na remonty dróg w Wałbrzychu w ostatnim roku województwo przeznaczyło ponad 7 mln zł. W najbliższym tygodniach Sejmik przyzna ok. 1 mln zł na Strefę Przemysłową w Wałbrzychu. [i:34trh41q]Dziękuję za rozmowę.[/i:34trh41q] Aldona Ziółkowska- Bielewicz; http://www.nww.pl/index.php?option=com_ ... &Itemid=47
  • Tsamb
    Tsamb 3337
    20.10.2009
    [Wałbrzych] Prezydent Piotr Kruczkowski w sprawie spółek miejskich zachowuje się jak nadszyszkownik Kilkujadek - mówi Mirosław Lubiński, radny z klubu Wałbrzyska Wspólnota Samorządowa. - Ze swoimi kumotrami pilnie strzeże dostępu do tajemnicy Kingsajz i nie chce nas do niej dopuścić poprzez odizolowanie w Szuflandii. Ironiczna wypowiedź nawiązuje do fabuły popularnej komedii Juliusza Machulskiego pt. "Kingsajz". Radni opozycji twierdzą, że skoro z włodarzami Wałbrzycha nie można rozmawiać poważnie na temat spółek ze stuprocentowym udziałem gminy, to ich wypowiedzi muszą być utrzymane w formie dowcipu. W ostatni czwartek na wniosek opozycji miała się odbyć nadzwyczajna sesja rady miejskiej, w całości poświęcona spółkom miejskim. Na wniosek prezydenta jej termin został przesunięty. - Zwróciłem się do przewodniczącej rady o przesunięcie terminu, bo dostaliśmy za mało czasu, aby przygotować materiały na sesję - wyjaśnia Piotr Kruczkowski, prezydent Wałbrzycha. - Radni nie mieliby także czasu, aby się z nimi dokładnie zapoznać przed sesją. Tymczasem w środę w ratuszu została zwołana konferencja prasowa z udziałem prezydenta oraz prezesów spółek gminy, na której dziennikarze usłyszeli odpowiedzi na pytania, które od kilku miesięcy kierują do władz miasta radni opozycji. Dotyczyły one między innymi wysokości nagród rocznych przyznawanych zarządom spółek. - Ogólna suma nagród za ubiegły rok we wszystkich spółkach wyniosła 194 tys. zł brutto - tłumaczy prezydent. Radni opozycji twierdzą, że prezydent nie mówi prawdy i pokazują pismo z lipca tego roku od przewodniczącego rady nadzorczej spółki Zamek Książ. - Wyjaśnił nam, że roczne nagrody dla zarządu za ubiegły rok były w wysokości trzykrotnego wynagrodzenia miesięcznego - mówi Alicja Rosiak, radna z klubu Wałbrzyska Wspólnota Samorządowa. - Jestem więc przekonana, że kwota podana przez prezydenta została zaniżona. Na razie wysokość swoich zarobków ujawniły na konferencji prasowej zarządy spółek MPK i Aqua-Zdrój. Wcześniej radnym opozycji odmawiano tej informacji. [i:21g9gqh0]Zarobki w spółkach gmin[/i:21g9gqh0] Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne w Wałbrzychu (100 proc. udziałów gminy Wałbrzych) Pobory prezesa spółki: wynagrodzenie miesięczne - 13 tys. zł brutto nagroda roczna za 2008 rok - 39 tys. zł brutto Pobory członka zarządu: wynagrodzenie miesięczne - 9,3 tys. zł brutto Nagroda roczna za 2008 rok - 18,6 tys. zł brutto Nagroda jubileuszowa (25 lat pracy) - 28 tys. zł brutto Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne w Świdnicy (72,5 proc. udziałów gminy miejskiej Świdnica) Pensja prezesa - 9 tys. zł brutto Wałbrzyskie Centrum Sportowo-Rekreacyjne Aqua-Zdrój. W skład kompleksu ma wchodzić: wielofunkcyjny basen, hala sportowo-widowiskowa oraz niewielki hotel. Na razie wszystko w fazie projektowania (100 proc. udziałów gminy Wałbrzych) Pensja prezesa - 15 tys. zł brutto a Świdnicki Ośrodek Sportu i Rekreacji. Obejmuje: lodowisko, basem kryty i odkryty, 4 boiska, korty tenisowe i hotel sportowy (100 proc. udziałów gminy miejskiej Świdnica) Pensja dyrektora - 4,6 tys. zł brutto http://walbrzych.naszemiasto.pl/wydarze ... ,id,t.html
  • Tsamb
    Tsamb 3337
    21.10.2009
    [Wałbrzych] -Nigdy nie będzie gonitwy i walki o wpływy po pośle Chlebowskim - twierdzi prezydent Wałbrzycha Piotr Kruczkowski. To niezwykle istotna deklaracja, zwłaszcza gdy przypomnimy, że jest on również przewodniczącym struktur Platformy Obywatelskiej w Wałbrzychu. Poseł Zbigniew Chlebowski, który odszedł w polityczny niebyt po wybuchu tzw. „afery hazardowej", był bez wątpienia najważniejszą osobą, reprezentującą Platformę w regionie. Dziś nie ustają spekulacje na temat tego, kto przejmie po nim schedę, kto będzie rozdawał karty w wałbrzyskich strukturach partii. Mówi się, że największe szanse na zostanie nowym „baronem wałbrzyskim" ma senator PO oraz prezes Polskiego Związku Koszykówki, Roman Ludwiczuk. Jakiekolwiek spekulacje na ten temat ucina jednak Kruczkowski, który stwierdził m.in.; że -Rozsądnie myślący politycy nie pozwalają sobie na gonitwy i walki o wpływy. Prezydent potwierdził również, że mimo wojny na górze, koalicja z Prawem i Sprawiedliwością we władzach miejskich trwa i ma się dobrze. http://nww24.pl/index.php?option=com_co ... i&Itemid=2
  • Tsamb
    Tsamb 3337
    22.10.2009
    [Boguszów-Gorce] Radny powiatowy Marcel Chećko został oficjalnie namaszczony na kandydata SLD do fotela burmistrza Boguszowa - Gorców. W przyszłym roku stanie więc w szranki z bezpartyjnym, choć uważanym za „ulubieńca moherów" Waldemarem Kujawą. Nic dziwnego, że Chećkę kręci władza, ponieważ pieniędzy się już dorobił. Jego majątek szacowany jest na ponad milion 200 tysięcy złotych. Ma ponad 50 tys. zł oszczędności, papiery wartościowe, ponad stumetrowe mieszkanie warte 95 tys. zł oraz gospodarstwo rolno-leśne - dom, ziemia, las - (12,8 ha) o łącznej wartości ponad miliona złotych. Jeździ fordem focusem z 2003 r., wartym 30 tys. zł (spłaca za niego kredyt - jeszcze niewiele ponad 10 tys. zł) - Całe życie ciężko pracowałem, nawet w czasie urlopów jeździłem do pracy za granice. No i inwestowałem w nieruchomości, które kiedyś były relatywnie tańsze - tak o sposobie na dorobienie się niezłych pieniędzy mówił na łamach „Wiadomości Wałbrzyskich". Gratulujemy wytrwałości. http://nww24.pl/index.php?option=com_co ... i&Itemid=9
  • Tsamb
    Tsamb 3337
    22.10.2009
    [Wałbrzych] Jak się dowiedzieliśmy, wybranką jego serca jest wałbrzyszanka. 33-letni Sosiński w ubiegłym roku przeprowadził się do Wałbrzycha z Wrocławia, gdzie się wychował i skąd pochodzi. Można więc uznać, że to przeznaczenie... Para weźmie ślub w kościele w dzielnicy Szczawienko. http://www.polskatimes.pl/gazetawroclaw ... ,id,t.html
  • Tsamb
    Tsamb 3337
    26.10.2009
    [Wałbrzych] Były szef klubu Platformy Obywatelskiej Zbigniew Chlebowski postanowił zawiesić członkostwo w partii i jej klubie parlamentarnym. W oświdczeniu napisał, że to ze względu na "nagonkę polityczną rozpętaną przez służbę specjalną". Swoje członkostwo Chlebowski zawiesił do czasu zakończenia prac komisji śledczej. - Z powodu nieustannych ataków na mnie najbardziej cierpi moja rodzina. Mam nadzieję, że moja decyzja o zawieszeniu członkostwa w organach Platformy Obywatelskiej, pozwoli przynajmniej trochę odetchnąć moim najbliższym - czytamy w oświadczeniu przesłanym do naszej redakcji. - Cieszę się z faktu, że Sejm planuje powołanie specjalnej komisji śledczej do wyjaśnienia kwestii zmian w prawie hazardowym. Mam nadzieję, że powstanie ona jak najszybciej. Jestem przekonany, że zarówno przed wymiarem sprawiedliwości, jak również przed komisją śledczą dowiodę swojej uczciwości oraz prawości moich intencji. W trakcie dwóch lat sprawowania przeze mnie funkcji Przewodniczącego Klubu Parlamentarnego Platforma Obywatelska oraz funkcji Przewodniczącego Sejmowej Komisji Finansów Publicznych Sejm uchwalił kilkaset ważnych ustaw. Podczas prac nad każdą z nich, oceniałem je wyłącznie pod kątem korzyści dla naszego kraju. Zawsze kierowały mną uczciwość, pracowitość i całkowite oddanie interesom Ojczyzny. Jako zaangażowanemu samorządowcowi, a następnie aktywnemu parlamentarzyście przyświecał mi wyłącznie jeden cel - dobro Polski - pisze dalej Chlebowski. Dodaje też, że chce dowieść swojej niewinności - wbrew zasadzie, że to winę trzeba udowadniać. - Swojego honoru i dobrego imienia będę jednak bronił ze wszystkich sił - kończy oświadczenie. Według materiałów CBA politycy PO Chlebowski oraz Mirosław Drzewiecki mieli - podczas prac nad projektem zmian w ustawie o grach i zakładach wzajemnych - lobbować na rzecz biznesmenów z branży hazardowej. Obaj politycy odrzucają zarzuty, jednak Drzewiecki odszedł z funkcji ministra sportu, a Chlebowski zrezygnował z funkcji szefa klubu PO i przewodniczącego sejmowej Komisji Finansów. Zbigniewowi Chlebowskiemu może grozić sąd koleżeński. Jarosław Charłampowicz, sekretarz dolnośląskiej PO, potwierdził wcześniej, że Chlebowski sam zawiesił się w prawach członka klubu PO na czas działania komisji śledczej. http://nww24.pl/index.php?option=com_co ... i&Itemid=2
  • Tsamb
    Tsamb 3337
    26.10.2009
    [Wałbrzych] [i:11cr7t5y]Posłanka Prawa i Sprawiedliwości Anna Zalewska nie zostawia suchej nitki na Platformie Obywatelskiej, a zwłaszcza na pośle Zbigniewie Chlebowskim. - Dla interesu publicznego nie powinien się już podnieść - mówi w wywiadzie dla „Wiadomości Wałbrzyskich". Deklaruje, że PiS już teraz rozpoczyna walkę o prezydenturę i że ma na to szansę. O głośnych problemach swojej partii mówi tylko i wyłącznie w czasie przeszłym.[/i:11cr7t5y] Cieszy się pani, zaciera ręce patrząc na to co dzieje się w Platformie? - Cieszenie się, to nie jest dobre słowo. To raczej dramat i smutek. Okazało się, że w Platformie są ludzie, którzy chcieli zawłaszczyć państwo, chcieli razem z raczej ciemnymi typami decydować o kształcie ustawy. Nie ukrywam jednak, że nie jest mi żal posła, bo jest osobą publiczną i musiał liczyć się z taką reakcją. Żal mi jest jego rodziny, która musi to wszystko przeżywać. Zna pani posła Zbigniewa Chlebowskiego prywatnie? - Tak i na każdym kroku, także dziennikarzom powtarzałam, że jestem zdumiona jego karierą, znając jego przeszłość, związaną chociażby z zarządzaniem Żarowem. Nikt tego nie chciał słuchać, tylko dlatego że jestem z PiS - u. Uważa pani, że poseł Chlebowski nie miał kompetencji do zrobienia takiej kariery? - Oczywiście. Mówimy o absolwencie Akademii Rolniczej, o bardzo zadłużonej gminie, którą zostawił. Już samo to dyskwalifikuje go do bycia szefem sejmowej komisji finansów. Już nie mówiąc o aspiracjach do bycia ministrem finansów czy gospodarki, o których też było głośno. Czy to jest ostateczny koniec posła Zbigniewa Chlebowskiego, już się nie podniesie? - Dla interesu publicznego nie powinien się podnieść. Także dla interesu PO. A już najbardziej dla interesu PiS - u? - Nie myślę o tym w takich kategoriach. Nie mam w tym żadnego bezpośredniego zysku. Według lokalnych, ale nie tylko działaczy PO to niefrasobliwość i nieuwaga Zbigniewa Chlebowskiego jest w osławionych już stenogramach. - Z zażenowaniem słucham tych tłumaczeń. To co zrobił poseł Chlebowski jest o wiele gorsze od tego co zrobił senator Misiak. Jednak Misiaka nikt nie bronił, został też odstawiony na boczny tor. W tym przypadku natomiast próbuje się wmówić opinii publicznej, że to jest wina pana Mariusza Kamińskiego. To jest absurdalne bo posła Chlebowskiego nie nagrano dlatego, że jest posłem, tylko namierzono go gdy kontaktował się z podejrzanymi osobami. Poza tym mówimy o „recydywie"... Mocne słowa. Poseł Zbigniew Chlebowski to recydywa? - Przecież to nie pierwszy raz. W interesie tych grup lobbował już w 2003 roku, wrócił do tego gdy objął władzę. Nie sprawdzałam jak to wygląda Wałbrzychu, ale w powiecie świdnickim jest wzrost o 80 miejsc, w których można zagrać na jednorękich bandytach. Wszyscy wiedzą, że to pralnie brudnych pieniędzy. Tylko poseł Chlebowski, finansista nie wiedział? Po sposobie w jakim to pani mówi, nie wierzę że nie ma pani satysfakcji po tym co się stało. - Już ponad miesiąc temu, po bardzo krytycznych wypowiedziach posła na temat wałbrzyskiego PiS - u, mówiłam dziennikarzom, że widocznie szykuje się w Platformie jakaś awantura. Poseł Chlebowski postanowił to przykryć małą wałbrzyską awanturką. Wykrakałam. On już wtedy wiedział, że coś będzie na rzeczy, w odwecie postanowił zdyskredytować PiS. Jednak wasza wałbrzyska koalicja, także według jej uczestników nie należy do najmocniejszych. Przetrwa? - I na dodatek jesteśmy już w trakcie kampanii wyborczej. W Polsce cały czas jest jakaś kampania wyborcza. - Dlatego powiem tak. Każda koalicja, niezależnie od tego w którym mieście działa jest trudna. A przy takiej ordynacji wyborczej, nie ma wyjścia, zawsze jesteśmy na koalicję skazani. Nikt nie ma szans na stabilną większość. Wałbrzyska koalicja rzeczywiście nie jest łatwa. Jednak ja jako prezes okręgu mogę się tylko temu przyglądać, bo nie mam zamiaru ingerować w działalność samorządu, to nie jest moja kompetencja. Pani kompetencja to partia. Całkiem niedawno byliście na ustach całej Polski, jako raczej niechlubny przykład. Dwa kluby w radzie powiatu, masowe odejścia członków, bałagan. - Ale to nie prawda. ? - Oczywiście było tak, że PiS był na ustach całej Polski. I to z niezbyt dobrych powodów. - Nie, to była ambicja i próżność, tych których odeszli. To dobrze, że już ich nie ma w PiS - ie? - Tak, bo jeżeli ktoś przychodzi tylko po to by zrobić jakiś interes lub by załatwić sobie lub żonie pracę, to dla takich ludzi nie ma miejsca w PiS. Natomiast ci, którzy zostali potrafią pracować. Poszerzamy też swoje szeregi. Od grudnia, kiedy zostałam prezesem przyjęliśmy 60 nowych członków, nawet byłych działaczy PO. Podkreślam jednak, że nie przychodzi się do PiS - u by załatwiać swoje prywatne sprawy. A za przeszłość, o której pan mówi nie odpowiadam, skupiam się na obecnej działalności. Czyli teraz jest świetnie? - Nie, jest wiele rzeczy do poprawienia. Przygotowujemy się do wyborów samorządowych, mamy już cały harmonogram prac, łącznie z terminem drukowania ulotek. Trzy lata temu nasza kampania samorządowa nie była dobrze przygotowana. Wyciągnęliśmy wnioski i taka sytuacja się nie powtórzy. Wszyscy radni, wszyscy prezydenci, burmistrzowie wiedzą, że nie będzie wprost reelekcji, że dla nikogo nie będzie automatycznej jedynki, nastawiamy się na ciężką pracę. Takie działania nie przyniosą pani popularności w partii. - Skupiam się na działaniu. To będzie naprawdę bardzo trudna kampania samorządowa. Jesteśmy już po pierwszych dyskusjach dotyczących kandydata na prezydenta, wyłaniają się trzy postacie. Kto? - Najpierw ustalimy to w swoim gronie, a dopiero potem przekażemy taką informację mediom. Na pewno wystawicie kandydata? - Bezwzględnie. Jesteśmy drugą partią w Polsce. Niewystawianie kandydata byłoby lekceważeniem nie tylko naszych sympatyków, ale także miasta. Decyzja sprzed trzech lat była ogromnym błędem. Dlatego rozmawiamy z różnymi środowiskami, tak by poparcie dla naszego kandydata było jak największe. Jaki wynik was satysfakcjonuje? - My walczymy o prezydenturę i mamy na to szansę. Ryszard Kabat nie jest już waszym kandydatem? - Nie jest członkiem PiS - u, więc nie może nim być. A co się stało z posłem Waldemarem Wiązowskim. Dlaczego zniknął, nie widać go w regionie? - To jest pytanie do pana posła nie do mnie. Mam nadzieję, że nadrabiam za dwoję (śmiech - przyp. MW) Może nawet za trójkę. To jest też zarzut pani przeciwników, że bardzo dużo pani mówi, a niewiele robi. - To jest standard. W samorządzie byłam skuteczna. Jako posłanka zajmuje się bardzo wieloma zagadnieniami. Interweniuje w różnych, czasem osobistych, a czasem ogólnych sprawach. Bywa, że kończy się to sukcesem. Na przykład „Karkonosze" wracają i szkoda, że takiej ponad politycznej współpracy dla regionu nie ma z posłami i posłankami PO. Zwłaszcza, że to oni rządzą. [i:11cr7t5y]Dziękuję za rozmowę; Michał Wyszowski [/i:11cr7t5y] www.nww.pl
  • Tsamb
    Tsamb 3337
    26.10.2009
    [Region wałbrzyski] Wśród członków wałbrzyskiej Platformy Obywatelskiej tylko po kryjomu dyskutuje się o tym kto zostanie liderem partii w regionie wałbrzyskim. Według oficjalnych deklaracji nie ma takich rozmów. Wśród kandydatów na schedę po Zbigniewie Chlebowskim wymienia się jednak senatora Romana Ludwiczuka, prezesa zamku Książ Jerzego Tutaja oraz prezydenta Wałbrzycha, Piotra Kruczkowskiego. Jeszcze pod koniec września, podczas obchodów 100-lecia Domu Zdrojowego w Szczawnie nikt nie wątpił, że poseł Zbigniew Chlebowski to najważniejszy polityk w regionie. Były szef klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej, choć z pochodzi z Żarowa, to właśnie w Wałbrzychu znalazł najbardziej oddanych zwolenników. Jego partia posiada tu pełnię władzy. Zarówno prezydent Wałbrzycha, jak i tutejszy starosta są członkami partii. W radach zarówno miasta jak i powiatu PO posiada większość. Nasze miasto już dwukrotnie wprowadziło Platformersów zarówno do Sejmu jak i Senatu. Niegdyś czerwone zagłębie stało się zagłębiem platformianym. Ta skrupulatni budowana przez ostatnie lata struktura zatrzęsła się w posadach w momencie wybuchu tzw. „afery hazardowej". Chlebowski, który jest jej głównym bohaterem z dnia na dzień stał się personą non grata. Pozbawiono go stanowisk i zaszczytów, a satyrycy i komentatorzy już dawno nie mieli takiego używania. W momencie gdy w wyniku afery doszło do rekonstrukcji rządu, a w perspektywie mamy komisje śledczą, szanse Chlebowskiego na czynny powrót do polityki wydają się żadne. O dziwo Wałbrzych pozostaje mu wierny. -Rzeczywiście jest u nas duże zaniepokojenie tym co się wydarzyło i istnieje przemożna chęć wyjaśnienia zarzutów postawionych Zbyszkowi. Wierzę, że tak naprawdę nie można mu nic zarzucić. - mówi prezydent Piotr Kruczkowski, szef PO w mieście i powiecie wałbrzyskim. W podobny tonie wypowiadają się parlamentarni koledzy Chlebowskiego.- Zbyszek pokazał swoja pracą, że jest dobrym i sprawnym posłem. Absolutnie wierzę w jego czyste intencje. -deklaruje posłanka Izabela Mrzygłocka. -Poseł Zbigniew Chlebowski bardzo ciężko pracował na swoja pozycję i nie wierzę, aby kierował się tak niskimi pobudkami. Jestem z nim i jedno niefrasobliwe zachowanie nie może tego wszystkiego przekreślić. - dodaje senator Roman Ludwiczuk. Trzy nazwiska Wiele wskazuje jednak na to, że wspólny front to jedynie dobra mina do złej gry. Odstrzał Chlebowskiego sprawił, że lokalni działacze partii stanęli w punkcie wyjścia. Wałbrzyska Platforma straciła lidera, który przyjeżdżał, pouczał, radził i zabiegał. Już dziś po wybuchu afery w biurze senatora Ludwiczuka stawili się jak na komendę lokalni działacze partii, m.in. szef klubu radnych PO w radzie powiatu, Ireneusz Zarzecki, jej przewodniczący Andrzej Lipiński oraz starosta Augustyn Skętkowicz. Może to tylko świadczyć o nastrojach panujących w PO i przeświadczeniu wielu działaczy, że teraz to właśnie Ludwiczuk zacznie rozdawać karty. Jego apetyt na zaszczyty jest bowiem powszechnie znany. Nie ma jednak pewności, kto zostanie liderem PO w regionie wałbrzyskim. Na giełdzie nazwisk pojawiają się obok Ludwiczuka, nazwiska Jerzego Tutaja i Piotra Kruczkowskiego. -Jestem przekonany, że intencją ludzi w PO jest to, aby tej sytuacji nie wykorzystywać do doraźnych i egoistycznych interesów. Przypominam, że w Wałbrzychu przewodniczącym PO jest Piotr Kruczkowski. Kwestie personalne odsuwam zdecydowanie na dalszy plan. - mówi Tutaj. Kruczkowski potwierdza, że podczas wiosennych wyborów do lokalnych struktur partii będzie się ubiegał o jej szefowanie. Najwięcej do powiedzenia na temat nowego lidera ma za to posłanka Mrzygłocka. -Życie pokaże kto nim będzie. Musi to być jednak osoba najlepsza, która będzie dbała o wizerunek partii. Top lista wałbrzyskiej Platformy: [i:2r4vxx1l]Roman Ludwiczuk[/i:2r4vxx1l] - senator II kadencji oraz prezes Polskiego Związku Koszykówki. Niegdysiejszy nauczyciel W-F-u i prywatny przedsiębiorca ma bardzo silną pozycję w Wałbrzychu. Przez wielu typowany na lidera partii w naszym mieście. Postać kontrowersyjna, nie przez wszystkich lubiana. Jednak ma charyzmę i działa dynamicznie, ale czasami słomiany zapał i brak dyplomacji, prowadza go na manowce. [i:2r4vxx1l]Jerzy Tutaj[/i:2r4vxx1l] - radny sejmiku dolnośląskiego oraz prezes spółki miejskiej zamku Książ. Naukowiec i skuteczny menadżer, raczej bez ambicji przywódczych. W ostatnich wyborach do Parlamentu Europejskiego mimo porażki udowodnił, że jest graczem z którym trzeba się liczyć. W Wałbrzychu zebrał więcej głosów niż kandydaci PiS i SLD razem wzięci. Krytykowany za bycie zbyt daleko od ludzi przez swój akademicki, inteligencki sposób bycia. [i:2r4vxx1l]Izabela Katarzyna Mrzygłocka [/i:2r4vxx1l]- posłanka drugiej kadencji. Pracowita i wszędzie obecna. Jej zadaniem w partii jest łagodzenie obyczajów. Raczej bez większego wpływu na decyzyjność w lokalnych strukturach, ale wydaje się, że nie specjalnie jej na tym zależy. [i:2r4vxx1l]Piotr Kruczkowski[/i:2r4vxx1l] - od 7 lat prezydent Wałbrzycha. Szef miejskich i powiatowych struktur PO, członek zarządu regionalnego i rady krajowej. Mimo wielu funkcji w PO, jego działalność na niwie partyjnej nie jest widowiskowa. Atutem Kruczkowskiego jest to, że to zwyczajnie przyzwoity człowiek, taki bufor moralny PO. Ma dużą intuicje w srawach społecznych. Wytyka mu się brak zdecydowania i brak odporności na krytykę. Raczej nie ma ambicji pięcia się po drabinie kariery politycznej. Z krwi i kości samorzadowiec. [i:2r4vxx1l]Augustyn Skrętkowicz[/i:2r4vxx1l]- starosta wałbrzyski. Uważany za człowieka Romana Ludwiczuka. Raczej drugi garnitur. Niezbyt ciepło wspominane jest jego burmistrzowanie w Boguszowie -Gorcach i szefowanie wałbrzyskim wodociągom. Inteligentny i błyskotliwy, cichy autor wielu pomysłów. Lepszy w grach indywidualnych niż zespołowych. [i:2r4vxx1l]Roman Szełemej[/i:2r4vxx1l] - de facto szef połączonych wałbrzyskich szpitali. Doskonały menadżer zmienił oblicze wałbrzyskich szpiali. Nigdy nie był i jak dekalaruje nie będzie członkiem PO. Jednak nie ukrywa, że doradza wałbrzyskim samorzadowcom i politykom. Pytanie czy jego rady wcielają w życie.Ma opinie zimnego profesjonalisty. Cieszy się dużym autorytetem społecznym. W Platformie postrach budzą jego enigmatyczne zamiary, co do jego roli w partii, w Wałbrzychu i w województwie. http://www.nww.pl/index.php?option=com_ ... &Itemid=47