Miasto

Popularne miasta

Wrocław

  • 2429 inwestycje
  • 13204 wiadomości
  • 4169 ogłoszeń
  • 352 firm

Kraków

  • 2551 inwestycje
  • 5506 wiadomości
  • 891 ogłoszeń
  • 182 firm

Warszawa

  • 1654 inwestycje
  • 5835 wiadomości
  • 1 ogłoszeń
  • 287 firm

Poznań

  • 295 inwestycje
  • 1146 wiadomości
  • 119 ogłoszeń
  • 49 firm

Katowice

  • 278 inwestycje
  • 1768 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 53 firm

Lublin

  • 202 inwestycje
  • 1374 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 19 firm

Gdańsk

  • 118 inwestycje
  • 1093 wiadomości
  • 1 ogłoszeń
  • 14 firm

Łódź

  • 75 inwestycje
  • 892 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 27 firm

Białystok

  • 74 inwestycje
  • 367 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 58 firm

Szczecin

  • 73 inwestycje
  • 652 wiadomości
  • 17 ogłoszeń
  • 24 firm

Bydgoszcz

  • 33 inwestycje
  • 290 wiadomości
  • 1 ogłoszeń
  • 11 firm

Toruń

  • 27 inwestycje
  • 365 wiadomości
  • 0 ogłoszeń
  • 3 firm
forum / Gospodarka / Nieruchomości
13 19051

Nieruchomości

  • Orzech
    Orzech 194542
    19.03.2007, godz. 10:56
  • Gregs
    Gregs 4257
    19.03.2007, godz. 14:02
    Ile VAT-u za mieszkania? W tym się tygodniu mamy dowiedzieć się, jaki podatek VAT zapłacimy za mieszkania i domy po 1 stycznia 2008 roku. Będzie to możliwe dzięki definicji budownictwa społecznego, którą zapowiedziała wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska. Definicja jest potrzebna, by określić co jest, a co nie jest budownictwem społecznym, bo tylko takie może być objęte preferencyjną - niższą - stawką podatku VAT na usługi budowlane. Z nieoficjalnych informacji wynika, że ostateczna definicja zakłada objęcie 7-procentową stawką VAT mieszkań o powierzchni do 120 metrów i domów do 220 metrów. Natomiast 22-procentowa stawka VAT będzie obejmować wszystkie dodatkowe metry powierzchni mieszkania, przewyższające limit. Wciąż nie wiadomo jednak, jak będzie rozwiązana sprawa podatku VAT w przypadku remontów i domów budowanych metodą gospodarczą. Minister Gilowska dała jednak do zrozumienia, że chociaż niektóre rodzaje remontów będą włączone do definicji budownictwa społecznego, to z włączeniem do niej budowy domów na własną rękę jest duży kłopot. TVN24
  • Darek
    Darek 5485
    20.03.2007, godz. 12:37
    Eurostat: w Polsce najszybsze tempo wzrostu budownictwa. Budownictwo w Polsce zanotowało w styczniu spadek produkcji o 2 proc. wobec grudnia, co stanowi jeden z największych wskaźników w całej Unii Europejskiej. Jednak pod względem tempa rocznego wzrostu nasz kraj jest absolutnym liderem wśród 27 członków Wspólnoty. Według wtorkowego raportu Eurostatu produkcja budowlana w 27 krajach Unii Europejskiej wzrosła w styczniu w porównaniu z grudniem 2006 roku o 1,1 proc. W 13 państwach strefy euro wzrost ten wyniósł 0,6 proc., czyli był o połowę mniejszy. Największy przyrost produkcji budowlanej stał się w styczniu udziałem Portugalii (6,6 proc.) i Wielkiej Brytanii (5,2 proc.), natomiast największe spadki miały miejsce w Belgii (-2,9 proc.) i w Polsce (-2,0 proc.). Jednak w skali roku Polska pozostaje absolutnym liderem w całej Unii. Produkcja budowlana w naszym kraju była bowiem w styczniu 2007 roku aż o 80,3 proc. większa niż styczniu 2006 roku. Odpowiednie wskaźniki wzrostu w zajmującej drugie miejsce Słowenii wyniosły 46,7 proc. i w Niemczech, z trzecią lokatą - 35,3 proc. PAP
  • Darek
    Darek 5485
    20.03.2007, godz. 12:41
    ANALIZA GP I OPEN FINANCE GOSPODARKA POLSKA NIE PÓJDZIE W ŚLADY USA Kryzys na rynku nieruchomości na razie nam nie grozi Stabilne stopy procentowe, wzrost zatrudnienia i płac, duży popyt na mieszkania sprawiają, że kryzys na rynku nieruchomości na wzór amerykański Polsce na razie nie grozi. W ciągu ostatniego roku sprzedaż nowych domów w USA spadła o 20 proc. O tyle samo zmalała średnia cena nowych domów. Sytuacja na rynku mieszkaniowym już odbija się negatywnie na amerykańskiej gospodarce. Czy podobny scenariusz grozi Polsce? Blisko cen unijnych Jest prawdopodobne, że wzrost cen nieruchomości w Polsce się zatrzyma. W największych aglomeracjach ceny mieszkań zaczynają zbliżać się do tych notowanych w biedniejszych krajach Unii, np. Portugalii i Hiszpanii. Powoli zwiększać się też będzie podaż mieszkań. Największa bariera blokująca podaż, czyli brak planów zagospodarowania przestrzennego, nadal jest nierozwiązana, ale patrząc na liczbę rozpoczętych budów, sytuacja podażowa zaczyna powoli się poprawiać. Pod względem przyhamowania wzrostu cen Polska może więc naśladować USA. Jeśli chodzi o wpływ sytuacji na rynku mieszkaniowym na wzrost gospodarczy i nastroje konsumentów, Polska nie powtórzy scenariusza zza Oceanu. W najbliższym czasie zagrożenie, że pogorszy się portfel kredytów hipotecznych w Polsce, też jest niewielkie. W USA pogarszający się portfel kredytowy dotyczy tzw. subprime mortgage, czyli kredytów udzielanych osobom ze zdolnością kredytową poniżej standardów. Wartość tych kredytów w ostatnich kilku latach bardzo szybko rosła, co zazwyczaj ma miejsce w okresie dynamicznego wzrostu gospodarczego, ponieważ banki agresywniej walczą o klientów. W momencie spowolnienia wzrostu gospodarczego ta część portfela kredytów hipotecznych pogarsza się najszybciej, co obserwujemy w ostatnim okresie w USA. Więcej pracy, więcej kredytów – W Polsce nie należy spodziewać się istotnego pogorszenia portfela kredytów hipotecznych. Udział kredytów w PKB wynosi poniżej 10 proc. PKB. Banki udzielają kredytów osobom o dosyć dobrym standingu finansowym. Ponadto Polska przeżywa okres poprawy sytuacji na rynku pracy. Wzrost zatrudnienia w 2007 roku wyniesie około 4 proc. Zwiększają się też dochody gospodarstw domowych. Prognozujemy, że w 2007 roku wzrost płac w sektorze przedsiębiorstw wyniesie około 6 proc. – mówi Rafał Benecki, ekonomista ING Banku Śląskiego. W USA istnieje też tzw. efekt bogactwa. Kiedy spadają ceny mieszkań, Amerykanie gorzej oceniają swoją sytuację materialną i w konsekwencji spada ich skłonność do konsumpcji, co negatywnie przekłada się na wzrost gospodarczy. Pogorszenie się portfela kredytowego powoduje z kolei, że banki prowadzą bardziej restrykcyjną politykę udzielania kredytów, co w konsekwencji hamuje inwestycje firm i konsumpcję obywateli – dodaje Rafał Benecki. Natomiast w Polsce decydujący wpływ na skłonność do konsumpcji wciąż ma sytuacja na rynku pracy i bieżące dochody, a te będą w 2007 roku kształtować się korzystnie. Na pogorszenie portfela kredytów hipotecznych w Polsce może mieć wpływ ryzyko wzrostu stóp procentowych, ale i w tym przypadku nie ma powodów do obaw. Ekonomiści ING Banku Śląskiego oczekują w Szwajcarii tylko jednej podwyżki, do 2,5 proc. w drugim kwartale 2007 r. Klienci spłacający kredyty denominowane we frankach szwajcarskich znacząco więc jej nie odczują. W strefie euro możliwa jest jedna podwyżka również w drugim kwartale, do 4 proc. W Polsce wzrost stóp w 2007 roku, jeżeli w ogóle nastąpi, wyniesie 50, w najgorszym wypadku 100 pkt bazowych. Małe ryzyko wzrostu stóp Podobnego zdania jest Piotr Bielski, ekonomista Banku Zachodniego WBK. – Ryzyko wzrostu stóp procentowych w Polsce jest niewielkie. Przy bardzo szybkim tempie wzrostu gospodarczego mamy niską inflację i nawet gdyby RPP uznała, że podwyżka jest potrzebna, wyniosłaby w 2007 roku maksymalnie 0,5 pkt proc. Ale nawet potencjalnie rosnące oprocentowanie kredytów będzie kompensowane podwyżką płac – uważa ekspert BZ WBK. Maciej Bednarek "GAZETA PRAWNA" EKSPERT OPEN FINANCE DLA GAZETY PRAWNEJ: DARIUSZ MAKOSZ [i:38wprn2j]Polskie rynki nieruchomości i kredytów hipotecznych są w innej fazie rozwoju niż rynek amerykański. Po pierwsze, w Polsce stopy procentowe są wciąż na historycznie najniższym poziomie, a Amerykanie mają już za sobą okres wzrostu oprocentowania. Nawet jeśli pojawią się kłopoty z obsługą kredytów, to jeszcze nie teraz, ale dopiero po tym, jak stopy zaczną w Polsce rosnąć. Dopiero wzrost średniego oprocentowania z 5,3-5,5 proc. obecnie do powyżej 6,5 proc. może być już odczuwalny w domowych budżetach. Realizacja takiego scenariusza zabierze co najmniej rok. Efekt wzrostu stóp będzie jednak amortyzowany przez wzrost wynagrodzeń w Polsce, przynajmniej przez najbliższy rok lub dwa lata. Kłopoty mogą pojawić się znacznie później, gdy dojdzie do sytuacji, kiedy oprocentowanie kredytów będzie już relatywnie wysokie, a pensje Polaków przestaną rosnąć. Taka sytuacja może mieć miejsce mniej więcej za dwa lata. Wtedy scenariusz z USA może się powtórzyć u nas, choć w znacznie łagodniejszej wersji. Ceny mieszkań ustabilizują się, bo będzie mniej kupujących niż obecnie. Ale ponieważ nawet w okresie boomu budowlanego mamy wielką dziurę podażową na rynku (powstaje trzy-cztery razy mniej mieszkań niż rynek jest w stanie wchłonąć – to zasadnicza różnica w porównaniu z USA), dojdzie po prostu do zrównoważenia popytu i podaży. W efekcie rynek nie załamie się tak jak w USA, lecz po prostu unormuje.[/i:38wprn2j]
  • Darek
    Darek 5485
    20.03.2007, godz. 13:11
    Korporacja agentów nieruchomości do rozbicia Marek Wielgo 2007-03-16, ostatnia aktualizacja 2007-03-16 20:33 GAZETA WYBORCZA PiS wypowiedział wojnę kolejnej korporacji zawodowej - licencjonowanym pośrednikom w obrocie nieruchomościami. Czy konsumenci na tym stracą, czy zyskają? Żeby pośredniczyć w transakcjach nieruchomościowych, nie wystarczą chęci. Trzeba mieć jeszcze licencję. Uzyskuje się ją m.in. po ukończeniu kursu i zdaniu egzaminu przed Państwową Komisją Kwalifikacyjną. Trzeba na to poświęcić sporo czasu i pieniędzy. Ten, kto zlekceważy ten wymóg, sporo ryzykuje. Przyłapanemu na pośredniczeniu bez licencji grozi bowiem w najlepszym razie grzywna (do 5 tys. zł). Ustawa o gospodarce nieruchomościami przewiduje też karę aresztu (do trzech miesięcy ) lub ograniczenia wolności (obowiązek meldowania się w komisariacie policji, zakaz wyjazdów itp.). Tymczasem w projekcie nowelizacji tej ustawy, nad którą pracuje już Sejm, rząd zaproponował wykreślenie kar. Licencja co prawda nadal ma być obowiązkowa, ale jej brak nie wiązałby się z żadnymi sankcjami. - To paranoiczny układ - komentuje szef Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości Aleksander Scheller. Jego organizacja chce przekonać posłów, że ten pomysł jest szkodliwy dla rynku. - Pośrednik musi umieć poruszać się w gąszczu skomplikowanych przepisów. Jeśli wolno będzie prowadzić tego typu usługi bez licencji, wezmą się do tego przypadkowi ludzie, niemający odpowiedniej wiedzy fachowej. Co na to rząd? W uzasadnieniu do projektu milczy na ten temat. W Ministerstwie Budownictwa dowiedzieliśmy się tylko tyle, że resort chciał zaostrzenia kar dla nielegalnych pośredników, ale rząd uznał, że tę kwestię powinien załatwić rynek. Być może pomysł z wykreśleniem kar za brak licencji ma doprowadzić do spadku cen. Działające na czarno agencje są na ogół tańsze od legalnych, które biorą około 3 proc. od wartości transakcji (i to od obydwu stron). Legalne firmy - chcąc się utrzymać na rynku - musiałyby obniżyć ceny. - Rząd chce, aby usługi pośredników stały się dla ludzi bardziej dostępne - mówi nasz rozmówca w resorcie budownictwa. Kandydaci na pośredników coraz częściej oskarżają resort budownictwa, że z licencji zrobił dochodowy biznes dla urzędników i organizatorów szkoleń. Przygotowanie do egzaminu trwa około dwóch lat i kosztuje kilka tysięcy złotych. Problem jednak w tym, że nieliczni zdają egzamin. Ze statystyk Ministerstwa Budownictwa wynika, że ostatnio jego część pisemną oblewało przeszło dwie trzecie egzaminowanych. Na ustnej odpadała prawie połowa. - Okazuje się, że cała wiedza zdobyta w czasie kursu i praktyk na nic, bo na egzaminie pojawiają się pytania, które niewiele mają wspólnego z pracą pośrednika. Mnie na przykład pytano m.in. o czyszczenie kominów. To wygląda na ograniczanie dostępu do zawodu - twierdzi Alicja Cybulska. Jest ona jedną z ponad tysiąca osób, które w grudniu przystąpiły do części pisemnej egzaminu. Oblało 800 osób, w tym Cybulska. - Przypuszczam, że jeszcze połowa odpadła po egzaminach ustnych - mówi. - Oczywiście można ponowić próbę. Za każdy egzamin pisemny płaci się Ministerstwu Budownictwa 500 zł, za ustny zaś - 400 zł - wylicza niedoszła pani pośrednik, która ma wyższe wykształcenie w dziedzinie zarządzania i dyplom MBA. Obecnie w całym kraju działa ok. 6,2 tys. licencjonowanych pośredników. Nikt nie wie, ilu działa w szarej strefie. Inspekcja Handlowa przyłapała niedawno siedmiu nielegalnych pośredników (po skontrolowaniu 118 agencji w kilku miastach). Ale sami kontrolerzy przyznają, że jest to czubek góry lodowej, np. kiedy dostali donos na nielegalną agencję w prywatnym mieszkaniu, mogli co najwyżej pocałować klamkę. Polska Federacja Rynku Nieruchomości będzie zabiegała o utrzymanie przynajmniej grzywny. - Ukarany nią przedsiębiorca trafi do rejestru skazanych, co znacznie utrudni mu życie, np. przez pięć lat nie będzie mógł robić kariery w samorządzie terytorialnym - mówi Scheller.
  • Gregs
    Gregs 4257
    20.03.2007, godz. 15:18
    Masz prawo wiedzieć, dlaczego spółdzielnia zdecydowała o podwyżce Za prąd czy gaz płacisz tyle, ile ich zużyjesz. Za eksploatację, modernizację i utrzymanie budynku –tyle, ile każe spółdzielnia. Jako jej członek masz prawo zakwestionować wysokość opłat O zwiększeniu opłat spółdzielnia ma obowiązek zawiadomić wszystkich swoich członków przynajmniej z dwutygodniowym wyprzedzeniem. Musi to zrobić na piśmie z uzasadnieniem. d Gdy uważamy, że podwyżka jest za wysoka, mamy prawo zażądać szczegółowego wyjaśnienia. Jeśli nasza prośba zostanie zignorowana, możemy skorzystać z drogi postępowania wewnątrzspółdzielczego albo pójść do sądu. - Możemy też zwrócić się o przeprowadzenie lustracji do Krajowej Rady Spółdzielczej (trzeba jednak zrobić to zbiorowo). Rada na nasze żądanie zbada, czy spółdzielnia przeprowadziła podwyżki legalnie i czy działa rzetelnie. - W wypadku postępowania wewnątrzspółdzielczego trzeba się odwołać do organu nadrzędnego względem tego, który ustalił wysokość opłat. Jeśli jest to zarząd – do rady nadzorczej, jeśli rada – do walnego zgromadzenia (zebrania przedstawicieli). - To, ile czasu będziemy czekać na odpowiedź, zależy od terminów zebrań rady czy walnego zgromadzenia. Statut każdej spółdzielni określa tryb takiego postępowania oraz terminy wnoszenia i rozpatrzenia odwołania. - Czekanie na rozstrzygnięcie sprawy przez sąd też może trochę potrwać. Warto jednak wiedzieć, że obowiązek udowodnienia racji ma zawsze spółdzielnia, a nie my. Jeśli sąd nakazuje nam wykazanie, że mamy słuszne zastrzeżenia do postępowania władz spółdzielni (co dla wielu osób nie jest proste), robi to niesłusznie. - Musimy pamiętać, że wystąpienie na drogę odwoławczą nie zwalnia nas z regulowania opłat. Dopiero gdy sąd przyzna nam rację, możemy zażądać od spółdzielni zwrotu nienależnie pobranych pieniędzy. • Jako członek spółdzielni masz prawo: - uczestniczyć w walnych zgromadzeniach, zebraniach grup członkowskich, - głosować i wybierać członków rady nadzorczej i zarządu, - sam kandydować do organów spółdzielni, - kontrolować protokoły z obrad walnego zgromadzenia, - zajrzeć do rocznego sprawozdania z działalności spółdzielni razem ze sprawozdaniem finansowym i opinią biegłego rewidenta, - wiedzieć, jak działalność spółdzielni została oceniona podczas kontroli związku rewizyjnego lub Krajowej Rady Spółdzielczej, jeśli spółdzielnia nie jest zrzeszona, - sprawdzać finanse spółdzielni, wiedzieć,ile zarabiają członkowie zarządu i prezesi – zapoznać się z regulaminem wynagrodzeń. Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
  • Orzech
    Orzech 194542
    20.03.2007, godz. 20:42
    O mieszkaniach dla studentów t 2007-03-20, ostatnia aktualizacja 2007-03-20 20:13 Na wrocławskiej Akademii Ekonomicznej rozpocznie się w środę dwudniowa konferencja "Mieszkanie dla studenta i absolwenta" Sesja, zorganizowana przez Koło Naukowe Bankier, ma dwie części. Pierwszego dnia przedstawiane będą problemy praktyczne: zasady zakupu i wynajmowania mieszkania oraz sposoby zdobycia kredytów hipotecznych. W planie konferencji są także prelekcje dotyczące rozwoju wrocławskiego rynku nieruchomości. Dzień drugi zdominują wykłady o zasadach finansowania na rynku budowlanym, planach rozwoju Wrocławia i spodziewanych inwestycjach mieszkaniowych. Rozpoczęcie konferencji dzisiaj o godz. 11 w budynku P na terenie campusu akademickiego przy ul. Komandorskiej 118/120. http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,4001636.html
  • Darek
    Darek 5485
    20.03.2007, godz. 22:22
    Money.pl protestuje! 70 tys. rodzin nie będzie mogło wziąć kredytu! Komisja Nadzoru Bankowego chce utrudnić Polakom kupno mieszkania. Jeżeli 1 lipca wejdzie w życie „rekomendacja S” nawet 70 tys. rodzin rocznie nie będzie mogło otrzymać kredytu hipotecznego. „Może się okazać, że klient nie będzie mógł zaciągnąć kredytu na zakup mieszkania 100-metrowego, tylko będzie się musiał zaspokoić mieszkaniem 80-metrowym” – mówił w programie EKG na antenie Radia TOK FM Mariusz Zygierewicz ze Związku Banków Polskich. Maciej Głogowski, dziennikarz gospodarczy Radia TOK FM: To jest magazyn EKG. W studiu Tomasz Bonek z portalu Money.pl. Dzień dobry. Tomasz Bonek, redaktor naczelny Money.pl: Witam serdecznie. M.G.: „Pozwólcie nam decydować” - tak brzmi hasło kampanii, jaką prowadzi portal, a chodzi o ograniczenia w udzielaniu kredytów hipotecznych. O co tak naprawdę chodzi w tej akcji? T.B.: Chodzi o to, że jeżeli nie powiedzie się nasz protest i jeżeli nic nie zostanie do 1 lipca, czyli większość Polaków będzie miała utrudniony dostęp do kredytów hipotecznych udzielanych w denomiowanych walutach obcych. M.G.: Wchodzi rekomendacja „S”. Co ona tak naprawdę zmieni w zasadach udzielania kredytów? T.B.: Tak jak powiedziałem. Rekomendacja spowoduje, że około nawet 70 tys. rodzin rocznie –według naszych szacunków – będzie miało utrudniony dostęp do tych kredytów. Chodzi o to, że banki będą zobligowane w inny sposób do naliczania tzw. zdolności kredytowej każdego klienta, który będzie starał się o taką pożyczkę długoterminową. M.G.: Tak naprawdę chodzi przede wszystkim o dokładne informowanie, o tym była już mowa wcześniej, że klient powinien być poinformowany przez bank o tym, jakie jest ryzyko kursowe… Jaki ma to wpływ… T.B.: Zgadza się i oczywiście przeciwko temu nie protestujemy. Protestujemy przeciwko tym zapisom w rekomendacji, które będą tak naprawdę obniżały zdolność kredytową przeciętnego klienta banku. W tej chwili było tak: jeżeli kogoś nie było stać na to, aby wziąć kredyt np. w polskim złotym, jego zdolność była badana pod kątem kredytu udzielanego np. we franku szwajcarskim, który jest niżej oprocentowany i osoba, która bierze kredyt niżej oprocentowany ma większe szansę na zdobycie kredytu hipotecznego. M.G.: A teraz ma być tak, że kredyt będzie liczony od zdolności w złotówkach. Jakie to mogą być konsekwencje? T.B.: Konsekwencje będą takie, że nawet około 70 tys. rodzin rocznie nie będzie mogło dostać takiego kredytu. To wynika z tego ile w tej chwili kredytów hipotecznych jest w Polsce zaciąganych, że cały czas tych kredytów przybywa. M.G.: Po prostu nie będą mieli tej zdolności, którą mogliby mieć przy pożyczaniu w obcej walucie. T.B.: Dokładnie tak. M.G.: Jak to naprawdę wygląda z tym zaciąganiem kredytów przez Polaków. Czy jest duża różnica między kredytami walutowymi, a kredytami zaciąganymi w złotówce? T.B.: Zdecydowana większość kredytów długoterminowych, hipotecznych jest zaciągana w walutach obcych. Prosta sprawa. Wystarczy porównać oprocentowanie kredytów złotowych, a oprocentowanie kredytów walutowych – różnice są znaczne. Przy wyborze kredytu ludzie patrzą na to, jaką będą płacili miesięczną ratę. Jeżeli chcę wziąć kredyt we frankach szwajcarskich w wysokości około 150 tys. złotych, moja rata niewiele przekroczy, powiedzmy 300 złotych. Jeżeli wziąłbym kredyt w złotówkach moja rata wynosiłaby nawet 600 złotych. M.G.: A z nami jest drugi gość, gość telefoniczny, Pan Mariusz Zygierewicz, Dyrektor zespołu ekonomiczno-regulacyjnego Związku Banków Polskich. Witam w Radiu TOK FM. M.Z.: Dzień dobry. M.G.: Mówimy o tej rekomendacji „S”, która ma pojawić się już niedługo. Mówimy o pewnych ograniczeniach w dostępie do kredytów. Czy tak naprawdę zasada naliczania kredytu tzn. liczenie zdolności kredytowej od tego, jakby kredyt był udzielany w złotówkach jest dobra dla klientów, czy nie? M.Z.: W naszym przekonaniu tak. Ona generalnie nie zmienia sytuacji, że jeśli klient ma zdolność kredytową, to kredyt uzyska. Ma to korzystne rozwiązanie, że zabezpiecza klienta przed ew. zmianą kursu walutowego. Jeśli ten kurs zmieni się w sposób niekorzystny i spowoduje to raty płaconej obecnie przez klienta, pojawi się sytuacja, że klient będzie nadal w stanie spłacać ten kredyt, nie bojąc się, że nagle może znaleźć się bez dachu nad głową. M.G.: Czyli tak naprawdę ma to na celu ochronę klienta, tak? M.Z.: Tak. Te regulacje, które są zawarte w regulacji „S” mają generalnie służyć ochronie klienta. One nie są z punku widzenia restrykcji nakładanych przez bank, czy przez nadzór bankowy, tylko one mają służyć ochronie klienta, żeby miał on świadomość, że jeśli dzisiaj biorę taki kredyt i spłacam go w określonej wysokości, żebym nie był zaskoczony, że rata w skutek zmiany kursu walutowego wzrośnie i na skutek tego będą takie konsekwencje, że zacznie się pojawiać u mnie komornik… W związku z tym uznajemy, że z punktu widzenia rzetelności i uczciwości taką informację klient powinien posiadać i powinien być pewny, że będzie w stanie spłacać ten kredyt przez wiele lat. M.G.: A może wystarczyłoby tak naprawdę dobrze poinformować klientów, którzy przychodzą z wnioskiem o kredyt, jak może zmienić się to ryzyko kursowe? M.Z.: To też jest zawarte w tej rekomendacji, że takie informacje bank musi udzielić klientowi. Natomiast proszę zwrócić uwagę, o czym zresztą Pan Redaktor powiedział przed chwilą, że w pierwszej kolejności klient zwraca uwagę, jaka jest różnica w wysokości rat przy jednym wyliczeniu i przy drugim. Rzadko kiedy zwraca uwagę na to, jakie mogą nastąpić zmiany za lat pięć, czy dziesięć. W moim przekonaniu te podejście tak naprawdę te podejście urealnia faktyczną możliwość zaciągnięcia kredytu tak, żeby te ryzyko później nie było na tyle duże, żeby klient nie mógł tego kredytu obsługiwać. M.G.: A czy Pana zdaniem po wprowadzeniu tej rekomendacji coś zmieni się na rynku kredytów? Czy tych kredytów nie będzie mniej? M.Z.: W moim przekonaniu ten sposób liczenia może mieć tylko jedną konsekwencję, mianowicie taką, że jeśli będzie podliczenie według wskaźnika kredytu udzielanego w złotych, a nie w walucie obcej, może okazać się, że w niektórych przypadkach, ta zdolność kredytowa klientów może okazać się mniejsza, niż jest w przypadku dzisiejszego wyliczenia tylko w przypadku kredytów udzielanych w walucie obcej. W efekcie różnica, moim zdaniem, może polegać na tym, że klient nadal będzie miał zdolność kredytową, ale będzie mógł zaciągnąć kwotowo nieco mniejszy kredyt, w stosunku do tego, jaki dzisiaj mógłby zaciągnąć tylko i wyłącznie w walucie obcej, nie uwzględniając tak naprawdę zdolności kredytowej w polskich złotych. M.G.: Co by Pan odpowiedział dyrektorowi? T.B.: No tutaj Pan Dyrektor raz zaprzeczył sobie, bo powiedział na początku, że to rzeczywiście nie wpłynie generalnie na zdolność kredytową i prawda. Nie wpływa na zdolność kredytową, aczkolwiek potem Pan dodał, że prawdą jest to, że spora grupa osób będzie miała ograniczony dostęp do tych kredytów. W tej chwili sporo osób bierze kredyt walutowy na 90% inwestycji, na 100% inwestycji. Wprowadzenie tej rekomendacji spowoduje, że trzeba będzie wygospodarować pieniądze na wkład własny w inwestycje. To są pieniądze rzędu często 50 tys. złotych, 40 tys. złotych. Niewiele rodzin, szczególnie tych młodych osób, które w tej chwili marzą o tym, aby wyprowadzić się od rodziców, od babci u której mieszkają, nie będzie stać na to, aby wygospodarować takie pieniądze, więc pytanie takie, czy takie osoby będą mogły sobie w ogóle pozwolić na zakup mieszkania na kredyt. Według nas nie! M.G.: No właśnie. Spróbujmy postawić się w sytuacji zwykłego klienta. Chcę zaciągnąć kredyt na mieszkanie. Potrzebna mi jakaś suma – dajmy na to 100 tys. złotych i nagle okazuje się, że po wprowadzeniu tej rekomendacji, tych pieniędzy mogę dostać mniej. No to stwarza się realny problem, co taka osoba ma zrobić. T.B.: Pożyczyć od wujka, cioci, rodziców? Nie wszystkich na to stać. Ewidentnie nie ma wyjścia. Tutaj się można zastanawiać, czy banki nie będą jakoś próbowały obchodzić czegoś takiego – tak jak obchodziły podatek Belki. Zwrócę uwagę na jeszcze jedną sprawę. Jak ta rekomendacja wpłynie na cały system bankowy w Polsce? Czy nie zdarzy się tak, że banki, które nie mają siedziby na terenie RP, nie wejdą ze swoją ofertą do Polski, nie zaproponują takiej oferty kredytowej, której rekomendacja „S” nie będzie dotyczyła, bo nie będą się bały nadzoru bankowego. M.G.: Panie dyrektorze jak banki sobie poradzą z taką sytuacją? M.Z.: Moim zdaniem klient, w takim przypadku, nie będzie miał problemu z zaciągnięciem kredytu, z tym tylko, że może się okazać, że jeśli ten klient ma takie dochody – o których Pan wspomniał – nie będzie mógł zaciągnąć kredytu na zakup mieszkania 100-metrowego, tylko będzie się musiał zaspokoić mieszkaniem 80-metrowym. T.B.: Panie Dyrektorze, tylko problem polega na tym, że w tej chwili większość mieszkań, które jest kupowana to są kawalerki, czyli mieszkania bardzo małe i ludzie supłają te pieniądze na to, aby sobie właśnie te m1 kupić. W tej chwili niewiele osób będzie na to stać – przede wszystkim tych młodych ludzi, którzy chcą mieć swoje, pierwsze w życiu, mieszkanie. M.Z.: Zobaczymy. W moim przekonaniu nie będzie takiej sytuacji, że na skutek rekomendacji „S” załamie się system udzielania kredytów mieszkaniowych i ilość tych kredytów udzielonych będzie o wiele mniejsza w stosunku do tego stanu, który jest w chwili obecnej. W moim przekonaniu ta rekomendacja w takim zakresie nie będzie powodowała aż takiej zmiany, żeby tutaj takie ograniczenie nastąpiło. T.B.: A z naszych szacunków wynika, że nawet 70 tysięcy rodzin rocznie będzie miało problemy z uzyskaniem kredytu hipotecznego. M.G.: Mówi się, że te zmiany, które mają się pojawić na rynku kredytów wpływają pozytywnie na pozycję dużych banków. Kto zyska? M.Z.: Jeśli mówiło się o pewnej pozycji to mówiło się to bardziej w kontekście pewnych ograniczeń o charakterze wymogów kapitałowych, czyli w kontekście konieczności stworzenia dodatkowego kapitału przy udzielaniu kredytu w walutach obcych, a nie w zakresie oceny zdolności kredytobiorcy. W zakresie zdolności kredytowej i analiz prowadzonych z punktu widzenia klienta myślę, że tak naprawdę korzyści dla większych, czy mniejszych banków nie będzie. Natomiast z punktu widzenia banków zwraca się uwagę na to, że rekomendacja jest o tyle istotna, że przyczynia się także do długotrwałej reputacji sektora bankowego, banków, żeby później nie było takiej sytuacji, że na skutek zafascynowania, że dzisiaj kredyt jest łatwo uzyskać, a po dwóch, trzech latach okazuje się, że są kłopoty ze spłatą kredytu i później następuje pewne rozczarowanie względem banku, że gdyby nam bank powiedział to byśmy tego kredytu nie zaciągali. T.B.: Przypomnę Panu Dyrektorowi, że to Związek Banków Polskich na początku roku zabiegał o to, aby był całkowity zakaz udzielania w denominowanych walutach obcych, żeby były tylko kredyty walutowe. Mnie to osobiście pachnie lobbingiem dużych banków, które udzielają przede wszystkim kredytów złotowych. M.Z.: Przepraszam Panie Redaktorze muszę to sprostować. To nie jest informacja, że Związek Banków chciał zakazać całkowitego… T.B.: …Takie były wypowiedzi Prezesa Pietraszkiewicza… M.Z.: …Tak, tylko chciałem powiedzieć, że to wynikało z faktu, że Nadzór Bankowy zaproponował ograniczenie, że wielkość maksymalnych kredytów udzielanych w walutach obcych nie może być większa niż trzykrotność funduszy własnych banków i w tym kontekście sektor bankowy stwierdził, że już lepszym rozwiązaniem jest zakaz, żeby wszystkie banki nie mogły udzielać kredytów, niż konkurowanie, że jeden z banków ma ten limit 300 proc. niewykorzystany, następnie inny bank ma już ten limit wykorzystany… Ta propozycja, która była przedstawiona przez Związek Banków Polskich tak naprawdę była odpowiedzią na pewną propozycję, która z naszego punktu widzenia była nie do przyjęcia. Uznaliśmy, że jeśli ma być wprowadzone jakieś rozwiązanie, to lepszy już jest całkowity zakaz niż stworzenie nierównych warunków konkurencji. T.B.: Czy w takim razie nie będzie tak, że w tej chwili faworyzowane będą banki, które nie mają swojej siedziby na terenie RP i wejdą z ofertami konkurencyjnymi? M.Z.: Jest ryzyko, że jeśli istnieją podmioty, które nie są objęte regulacjami kapitałowymi polskiego nadzorcy, tylko zagranicznego, że tego rodzaju podmioty mogą również udzielać takich kredytów i one mogą udzielać tych kredytów na warunkach bardziej korzystnych. Pytanie jest tylko, czy tak się stanie i dlaczego do dzisiaj tak się nie stało. M.G.: Panie dyrektorze, a czy takie rozwiązania, które niedługo mają pojawić się w Polsce są stosowane gdzieś jeszcze w Europie, na świecie? M.Z.: Właściwie poza Rumunią i poza Austrią nie ma nigdzie kraju, gdzie są udzielane kredyty na cele konsumpcyjne, czy na cele mieszkaniowe w walutach obcych. W związku z tym, w tym zakresie trudno porównywać sytuację w Polsce z tymi krajami, ponieważ tylko w Austrii, z krajów dawnej UE, czy obecnych krajów UE, poza Polską funkcjonuje system udzielania kredytów walutowych i tam takie ograniczenia o charakterze jakościowym funkcjonują. M.G.: Pan Tomasz Bonek… Czy rzeczywiście takie porównania są niemożliwe? T.B.: Wystarczy spojrzeć na to, dlaczego po prostu za granicą nie są udzielane kredyty w walutach innych, niż waluta obowiązująca w kraju? Bo oprocentowanie kredytów w euro jest dużo niższe, niż oprocentowanie kredytów złotowych i nie ma takiej potrzeby. M.Z.: Panie Redaktorze tak, tylko proszę pamiętać, że nie Austriacy wprowadzili kredyty w jenach, ponieważ jen jest niżej oprocentowany niż waluta europejska i z tego powodu stworzyły taką możliwość. Natomiast w innych krajach nadzorcy wprowadzili regulację, które uniemożliwiają prowadzenie takiej działalności kredytowania w walutach obcych. M.G.: Dziękuję bardzo, musimy kończyć naszą rozmowę. Naszym telefonicznym gościem był Pan Mariusz Zygierewicz, Dyrektor zespołu ekonomiczno-regulacyjnego Związku Banków Polskich, a w studiu Pan Tomasz Bonek z portalu Money.pl. Na tym kończymy magazyn EKG. Dziękuję bardzo. Piotr Pilewski
  • Orzech
    Orzech 194542
    21.03.2007, godz. 11:12
    10:40, 2007-03-21 Nieruchomości w Polsce dają największy w Europie zwrot inwestycji Polska znalazła się na samym czele listy krajów, które gwarantują największy zwrot gotówki zainwestowanej w nieruchomości. W pierwszym kwartale 2007 roku wyniósł on 165 proc. Ranking został sporządzony przez brytyjską firmę Assetz, działającą w sektorze nieruchomości - pisze serwis internetowy Real Estate TV, jedynego na Wyspach Brytyjskich kanału telewizyjnego poświęconego problematyce nieruchomości i oglądanego przez około 17 mln widzów. Assetz zwraca uwagę, że zyski w Polsce znacznie się zwiększyły jako rezultat wzrostu zysków kapitałowych, które sięgają obecnie 33 proc. Brytyjska firma prognozuje, że rozwój gospodarczy w takich krajach, jak Polska wpłynie także na doskonały zwrot kapitału w kilku innych nowych państwach członkowskich Unii Europejskiej. Na drugim miejscu w brytyjskim rankingu dochodowych lokalizacji w sektorze nieruchomości jest Francja. Tam zyski z zainwestowanej gotówki wzrosły o 51 proc., zapewniając inwestorom "relatywnie bezpieczną" lokatę. Natomiast w Niemczech, które wychodzą na prostą po 15 latach stagnacji, zyski osiągnęły 5,5 proc. Stuart Law, dyrektor zarządzający Assetz jest przekonany, że w tym roku Polska pozostanie liderem wschodzących rynków. http://www.gazetaprawna.pl/wydarzenia/? ... 1104084416
  • Orzech
    Orzech 194542
    21.03.2007, godz. 11:16
  • Darek
    Darek 5485
    21.03.2007, godz. 14:30
    Dostawcy są nieprzygotowani do boomu w budownictwie wnp.pl (Renata Dudała)21.03.2007 12:43 Zapowiadany wzrost w budownictwie stał się faktem, jednak większość firm produkujących i dystybuujących wyroby na potrzeby budownictwa zupełnie nie jest na to przygotowana. - Wszystko na to wskazuje, że koniunktura na rynku budowlanym utrzyma się w ciągu najbliższych lat- uważa Przemysław Klonz, dyrektor działu handlowego firmy Bowim SA, handlującej wyrobami hutniczymi. - To powoduje, że na rynku zaczyna brakować wyrobów, a ich ceny rosną z dnia na dzień. Firmy nie są w stanie logistycznie obsłużyć zamówień. Jak podkreśla P. Klonz, działające na rynku firmy starają się wykorzystać trwającą hossę na rynku. Poszerzają zakres świadczonych usług i wprowadzają nowe wyroby.
  • Darek
    Darek 5485
    21.03.2007, godz. 15:06
    Rynek nieruchomości Tani kredyt ze... spółdzielni mieszkaniowej 07:54 21.03.2007 środa Jeśli Parlament zgodzi się, by spółdzielcy mogli zalegać z opłatami aż przez 6 miesięcy, wiele spółdzielni może popaść w poważne kłopoty finansowe - ostrzega Jan Sułowski, prezes Krajowego Związku Rewizyjnego Spółdzielni Mieszkaniowych. Szefowie spółdzielni z naszego regionu, z którymi rozmawialiśmy, potwierdzają te obawy. Obecnie okres ochronny dla lokatorów, nie płacących za użytkowanie mieszkania wynosi 3 miesiące. Moim zdaniem - a podziela je zdecydowana większość kolegów, z którymi rozmawiam na ten temat - obecne przepisy wystarczająco dobrze chronią interesy lokatorów mających problemy z terminowym płaceniem - mówi Aleksy Równiak, główny księgowy w Spółdzielni Mieszkaniowej Piast w Katowicach. Proszę zwrócić uwagę, że od momentu powstania zaległości, do wezwania lokatora do ich uregulowania i ewentualnej ugody już teraz mija zwykle pół roku. Dajemy więc dłużnikom wystarczająco dużo czasu na porozumienie się ze spółdzielnią. REKLAMA Czytaj dalej Prezes Jan Sułowski przyznaje, że nowelizacja przepisów może być korzystna dla osób, które znalazły się w trudnej sytuacji materialnej. Ale nie powinno się im pomagać sięgając do kieszeni spółdzielni - czyli w istocie innych lokatorów, którzy regularnie płacą czynsz i inne rachunki. Lepiej pomagać im poprzez dobrze ukierunkowaną pomoc socjalną - przekonuje. Jego zdaniem, zaległości czynszowe często mają osoby nie najbiedniejsze, lecz właściciele firm. - Biznesmeni, którzy nie płacą spółdzielni, po prostu zaciągają u niej najtańszy możliwy kredyt - mówi. Tymczasem spłata tego typu "kredytów" spada na barki pozostałych spółdzielców. Spółdzielnia - niezależnie od tego, ile osób płaci regularnie - musi w terminie zapłacić za gaz, prąd i inne media. Nikt nie prolonguje nam tych rachunków o miesiąc, czy tym bardziej pół roku - mówi Aleksy Równiak. Dostawcy mediów od razu wysyłają notę odsetkową. Większość spółdzielni stara się jednak zrozumieć trudną sytuację osób, które na przykład straciły pracę - i dlatego nie nalicza zwykle karnych odsetek od zaległości czynszowych. Cezary Pokryszka, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Donata w Gliwicach podkreśla, że większość spraw dotyczących zaległych czynszów stara się załatwiać polubownie. Występowanie na drogę sądową to dodatkowy kłopot i koszty - mówi. Dlatego też często proponujemy osobom, których rzeczywiście nie stać na płacenie opłat za duże mieszkanie, by zamieniły je na mniejsze. Przyznaje jednak, że znający przepisy spółdzielcy wykorzystują je czasem według własnych potrzeb. Są takie okresy - a dotyczy to zwłaszcza świąt i wakacji - kiedy wyraźnie spadają nam wpływy z czynszów - mówi prezes Pokryszka. Widać, że wtedy niektóre osoby mają duże wydatki na inne cele i starają się zaoszczędzić na mieszkaniu. Robimy jednak wszystko, by zadłużenie lokatora nie narastało. Sposobem na mobilizację największych dłużników do spłaty zaległości miała być groźba eksmisji na bruk. Jednak po nowelizacji przepisów, która nakazuje zapewnienie eksmitowanemu lokalu zastępczego jest to mało skuteczny sposób, bo lokali zastępczych po prostu brakuje. Prezes Jan Sułowski obawia się, że wspomniane propozycje zmian w ustawie o spółdzielniach mieszkaniowych przejdą - mimo protestów. Są propagandowo nośne - mówi - ale nie uwzględniają tego, że dając przywileje jednym spółdzielcom, odbierają jednocześnie innym ich prawa. (mu) "Dziennik Zachodni"
  • Orzech
    Orzech 194542
    21.03.2007, godz. 22:57
    Pustaki droższe o 100 proc. 21.03.2007 13:12 RMF FM Przez trwającą na budowach hossę zaczyna brakować materiałów budowlanych. Hurtownicy straszą przerwami w zaopatrzeniu, bo popyt wzrósł od początku 2007 r. o 40 proc. Dochodzi już do absurdów: sprzedawcom nie opłaca się drukować cenników, bo ceny rosną zdecydowanie za szybko. Nowe ceny umieszcza się i aktualizuje już tylko w internecie. GUS podał, że w lutym produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 57 proc r/r (w styczniu dynamika sięgnęła 60 proc.). Tymczasem ceny materiałów budowlanych podobnie jak miało miejsce w 2004 r. przed wprowadzeniem podwyżki VAT z 7 do 22 proc., rosną co miesiąc blisko 10 proc. W zależności od regionu sytuacja może być różna, my prześledziliśmy wzrost cen: czytaj dalej STAL - podrożała o 25 proc. CEGŁY - ceny wzrosły od 40 do 65 proc. PUSTAKI - cena wzrosła o prawie 100 proc. (z 2,8 zł do 4,80 zł) CEMENT - w lutym podrożał o 13 proc. BETON - zdrożał o 10 proc., tj do kwoty 20-25 zł na metrze sześc. STYROPIAN - podrożał o 15 proc. KOSTKA BRUKOWA- cena wzrosła o 15 proc. PRĘTY ŻEBROWE- od początku roku zdrożały o 10 proc.; według analityków, ich już w lipcu cena osiągnie pułap 2500 zł za tonę, obecnie ok. 2100 zł. Naszym zdaniem "Pompowanie cen" powoduje że koszty budowy domu wzrastają od 10-25 proc. Według analityków, obecne podbijanie cen może spowodować, że deweloperom będzie bardziej opłacało się wstrzymanie budów i zapłacenie kar niż przepłacanie za materiały, co wiąże się ze zmniejszeniem zysku deweloperów. Do problemów polskich budowlańców dochodzi jeszcze niedobór fachowców i drożejąca robocizna pracowników na budowach. Wszystko to może skutecznie ostudzić marzenia Polaków o własnym mieszkaniu. Bo na koniec i tak przyszli nabywcy pokryją ostatecznie wzrost cen na każdym etapie budowy... (INTERIA.PL)
  • Orzech
    Orzech 194542
    22.03.2007, godz. 00:34
    Popyt na apartamenty wciąż rośnie. Popyt na apartamenty wciąż rośnie. Coraz więcej osób jest skłonnych płacić za metr kwadratowy 20 tys. złotych, a nawet więcej. Duże mieszkania w najbardziej prestiżowych budynkach kosztują często grubo ponad dwa miliony zł. Pomimo tego deweloperzy nie narzekają na brak chętnych. „Klienci akceptują ceny osiągające kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych za metr kwadratowy luksusowego lokalu." - mówi Maciej Dymkowski z Rednet Property Group. Co ważne, takich osób jest coraz więcej. Z badań preferencji nabywców nowych mieszkań na rynku warszawskim przeprowadzonych przez REAS i SMG/KRC Millward Brown w 2006 roku grupa klientów, którzy są skłonni kupić mieszkanie - apartament, przekracza 15 proc. Zdaniem specjalistów popyt na apartamenty będzie utrzymywał się jeszcze długo. „W Polsce istnieje potrzeba luksusu, która jeszcze przez dziesiątki lat pozostanie niezaspokojona. Jak w każdej branży, tak i w mieszkalnictwie potrzebny jest produkt klasy high - end, nawet jeśli jest to tylko marginalny - aczkolwiek lukratywny dla deweloperów - segment rynku" - zauważają autorzy raportu o polskim rynku apartamentów, przygotowanego przez agencję Metrohouse. Luksus dla biznesmenów i inwestorów Rynek apartamentów rozwinął się pod koniec lat 90. Już wtedy ich ceny były dwu-trzykrotnie wyższe niż ceny mieszkań oddawanych w budynkach o popularnym standardzie. Ale prawdziwy boom zaczął się w 2004 roku, po wejściu Polski do UE. Początkowo kupowali je przede wszystkim przedstawiciele działających w Polsce zagranicznych firm, które potrzebowały mieszkań dla swoich menedżerów. Ale w apartamenty inwestowali też rodzimi inwestorzy. Kupowali luksusowe mieszkania, by wynająć je pracownikom zagranicznych firm. „W ciągu ostatnich dwóch lat zwiększył się odsetek obywateli polskich chętnych do zakupu apartamentu. Znaczny procent spośród nich stanowią młodzi Polacy pracujący za granicą lub pracujący w zagranicznych firmach" - mówi Małgorzata Battek z Wrocławskiej Giełdy Nieruchomości. Także deweloperom zależy na posiadaniu apartamentowca w swoim portfolio. „Inwestycje w budynki apartamentowe to swoista „lokomotywa" branży deweloperskiej. Posiadanie w portfelu inwestycji tego rodzaju oferty stanowi dla firmy nie tylko źródło zysków, ale także jest korzystne ze względów wizerunkowych. Pozwala dotrzeć do najlepszych klientów rynku nieruchomości" - podkreśla Artur Pietraszewski z REAS Konsulting. Normą jest też to, że w zwykle kameralnych inwestycjach apartamentowych 90 proc. mieszkań sprzedaje się, zanim skończy się budowa. Nic dziwnego. Każdy, kto kupuje apartament ma świadomość, że nie tylko zaspokaja swoje potrzeby, ale robi także dobry interes. Dlatego około 30 - 35% apartamentów jest kupowanych w celach inwestycyjnych. Rozwojowi budownictwa apartamentowego sprzyja też sytuacja na rynku gruntów. Odblokowanie nowych obszarów inwestycyjnych w centrach miast przy jednocześnie wysokich cenach działek (ich udział w cenie 1mkw. powierzchni mieszkania w Warszawie czy Krakowie przekracza 20%) skłania do inwestycji w segmencie premium, gdyż jest on najbardziej rentowny. Co to jest apartament ? Specjaliści od nieruchomości podkreślają, że apartament nie doczekał się jednoznacznej definicji. „W latach 90. brak luksusowych ofert i brak zamożnego społeczeństwa spowodowały, że pierwsze porządne budynki mieszkalne, szczególnie te gdzie pojawiła się ochrona a mieszkania miały więcej niż 100 mkw., potocznie rynek nazwał apartamentowcami" - czytamy w raporcie agencji Metrohouse. Brak definicji wykorzystują deweloperzy. „Często nadużywają tego określenia. Nazywają tak mieszkania o, co najwyżej, podwyższonym standardzie" - podkreśla Małgorzata Battek z Wrocławskiej Giełdy Nieruchomości. Powód jest oczywisty - nazwy: apartament i apartamentowiec nobilitują. Inwestycja jest postrzegana jako zdecydowanie bardziej prestiżowa i luksusowa. Czym więc różni się apartament od zwykłego mieszkania? „To przede wszystkim lokalizacja. Budynki w pewnych dzielnicach nie były i nigdy nie będą apartamentami" - mówi Maciej Dymkowski z Rednet Property Group. „Lokalizacje projektów apartamentowych silnie związane są z historycznymi centrami miast lub obszarami postrzeganymi na lokalnych rynkach jako szczególnie atrakcyjne ze względu na jakość otoczenia, dostęp do terenów zielonych, otoczenie społeczne lub swoiste „genius loci" miejsca. Trudno bowiem inaczej wytłumaczyć fenomen warszawskiej Saskiej Kępy czy tzw. Żoliborza Oficerskiego, gdzie atrakcyjne wille sąsiadują z tanią, blokową zabudową, a ceny sprzedaży nowych mieszkań biją kolejne rekordy. Ocena atrakcyjności ma przy tym często subiektywny charakter, a duże firmy deweloperskie poprzez sprawnie prowadzone działania marketingowe są w stanie wykreować jako prestiżową prawie każdą lokalizację" - zauważa Artur Pietraszewski. Analitycy z Wrocławskiej Giełdy Nieruchomości wskazują na jeszcze inne kluczowe kryteria. „Apartament to luksusowe, funkcjonalne mieszkanie w wykonanym z materiałów o najwyższej jakości - kamień naturalny, tynki szlachetne, stal nierdzewna, mosiądz, szlachetne gatunki drewna - budynku, z bogatą ofertą usług tylko dla mieszkańców - spa, fitness, pralnia, przedszkole - i całodobową ochroną" - wylicza Małgorzata Battek. „Konieczny jest wysoki standard, zarówno lokali, jak i powierzchni wspólnych. Czy jednak musi być np. fitness? Tu można się spierać" - zauważa Dymkowski. Wszyscy za to zgodnie podkreślają, że liczy się funkcjonalność i komfort. „Wyposażenie musi być skrupulatnie przemyślane, czyli pełna infrastruktura teletechniczna i sanitarna - umożliwiająca lokalizację toalety dla gości, 2-3 łazienki, drzwi wejściowe antywłamaniowe i izolujące od hałasu, okna (z pewnością niedługo standardem staną się okna 3-szybowe), klimatyzacja i wentylacja. To ostatnie jak gdyby poszło w zapomnienie w obecnie projektowanych budynkach. Ogrzewanie podłogowe, kominek, tarasy - to jest i będzie wymagane, ale najważniejsze to dobre rozplanowanie powierzchni. A na ogół kuchnie są za małe, możliwości aranżacji jadalni ograniczone - a jest to przecież ważny element apartamentu. Do tego biblioteka, pokój do pracy dla pani i pana domu, 3 sypialnie i coś dla gości. No i garderoby, których zawsze jest za mało i schowek/piwnica - nie 4 mkw. tylko 12 mkw. Dwa miejsca garażowe dla większych mieszkań są oczywiste" - wylicza Katarzyna Cyprynowska z Metrohouse. W powszechnej opinii apartament wyróżnia się sporymi rozmiarami. Ale co ciekawe, specjaliści nie podzielają tej opinii. „Z reguły takie mieszkanie ma co najmniej 90 mkw. Ale mieszkania typu studio dla singla o powierzchni 50-60 mkw. też mogą być apartamentami" - zauważa Małgorzata Battek. Tę opinię podziela Maciej Dymkowski: „Moim zdaniem może nim być studio o powierzchni - powiedzmy - 60 mkw. Ktoś inny z kolei powie, że minimum to 3 sypialnie, salon i 120 mkw. Jak więc widać - ciężko o jednoznaczną definicję." Zdaniem specjalistów z WGN konieczny jest duży taras dający namiastkę przestrzeni zielonej. Mile widziany zimowy ogród. Ważna jest także skala inwestycji. Zdaniem niektórych specjalistów trudno mówić o „osiedlu apartamentowców". „Apartamentowiec może być kilkudziesięciopiętrowym nowoczesnym wieżowcem w centrum miasta, jak również kilkumieszkaniową przedwojenną nobliwą kamienicą po odpowiedniej modernizacji, albo też małym kondominium w willowej dzielnicy w otoczeniu zieleni" - mówi Małgorzata Battek. LISTA CECH, KTÓRE MUSI POSIADAĆ PRAWDZIWY APARTAMENT wg ANALITYKÓW REAS KONSULTING doskonała lokalizacja w prestiżowych dzielnicach, przy czym ważna jest obecnie nie tylko dzielnica ale i miasto (kryterium szczególnie istotne dla nabywców inwestycyjnych); widok z okna - mało atrakcyjny widok z okna negatywnie wpływa na klasę apartamentu; doskonała komunikacja do ośrodków kultury i życia towarzyskiego, rozpoznawalne i łatwo identyfikowane sąsiedztwo (np. znane kluby, charakterystyczne budynki, atrakcyjne parki etc.); budynek realizowany metodą tradycyjną z materiału budowlanego powszechnie uważanego za materiał wysokiej klasy, przyjazny dla zdrowia; doskonała, niebanalna architektura, często sygnowana przez znanych i cenionych architektów; przestronne lobby z recepcją; bezpieczeństwo - ochrona; nowoczesne rozwiązania techniczne i teletechniczne. Elementy BMS, klimatyzacja centralna, opcjonalnie możliwość podłączenia klimatyzacji indywidualnej; dodatkowe serwisy dla mieszkańców - consierge, drobne naprawy, sprzątanie lokalu etc.; dodatkowe funkcje typu basen, fitness, sauna. winda z poziomu garażu, pożądana panoramiczna lub inna stanowiąca dodatkowo element dekoracyjny; klatka schodowa widna, doświetlona światłem naturalnym (okna, świetlik); minimalna powierzchnia (różna dla różnych rynków, ale nie mniejsza niż 70m²), wysokość mieszkań min. 2,85m, często ok. 3m skala realizacji - zwykle kameralna zabudowa o charakterze willowym ok. 20 - 30 lokali, choć kryterium to nie funkcjonuje w przypadku zabudowy wysokościowej; wysoki poziom prywatności, maksymalnie 2 -3 lokale na piętrze. materiały wykończeniowe części wspólnych z najwyższej półki o najlepszych parametrach technicznych; konieczny garaż podziemny, miejsca stacjonarne dostępne dla aut o ponad standardowych wymiarach. Wskazane uzupełnienie parkingu o usługę podziemnej myjni aut, miejsca na sprzęt sportowy (deska surfingowa, rowery), dostępna indywidualna piwnica; wyznaczone dla gości miejsca do parkowanie - zatoczki parkingowe, nie w centralnej części budynku, konieczny podjazd dla taxi; funkcjonalność apartamentu - rozkłady, przestrzeń, organizacja przyłączy; zachowanie minimalnych powierzchni pomieszczeń - np. sypialni ok. 20 m, salon 30m, właściwa liczba łazienek; poczucie przestrzeni, która jest domeną mieszkań o klasie apartamentu, zapewnia kilkudziesięciometrowy szeroki hol na bazie kwadratu, dobrze doświetlony. W mieszkaniach z niższej półki odczytywany jako utrata powierzchni nie użytkowej; odrębna, widna kuchnia, możliwe wydzielenie spiżarni lub dodatkowego pomieszczenia technicznego; duże otwory okienne, wysoka jakość ślusarki okiennej (okna drewniane lub drewniano-aluminiowe, przesuwane); duże balkony/tarasy, ogrody zimowe, użytkowe zielone dachy etc. drzwi wejściowe do lokalu i drzwi wewnętrzne o ponad standardowej wysokości i szerokości, zachowanie standardów estetycznych i standardów bezpieczeństwa. Im wyżej, tym drożej Apartamenty buduje się przede wszystkim w dużych aglomeracjach takich jak: " 3 x ipd " Warszawa, Wrocław czy Kraków. Popyt w dużej mierze wynika z zapotrzebowania międzynarodowego biznesu. „Dlatego rynek apartamentów rozwija się przede wszystkim w miastach o dużej liczbie inwestycji zagranicznych i wysokiej dynamice rozwoju" - zauważa Małgorzata Battek. Deweloperzy stawiają apartamentowce także w modnych miejscowościach turystycznych i najpopularniejszych nadmorskich i górskich kurortach. Te najbardziej znane to: Sopot, Międzyzdroje, Zakopane, Sucha Beskidzka, Wisła. Dymkowski: „W kolejce czekają jeszcze Łódź, Poznań, w dużej mierze również Trójmiasto, choć akurat tutaj lokalizacją stricte apartamentową jest Sopot. Podnosi się jednocześnie poprzeczka przed firmami realizującymi projekty z "najwyższej półki". Inwestycje są coraz ciekawsze, a nabywcy - bardziej wymagający." Wyższe wymagania i dobra koniunktura windują ceny. Metr kwadratowy w najbardziej prestiżowych inwestycjach może kosztować już ponad 20 tys. zł. Prawdopodobnie tyle trzeba będzie zapłacić w przeszło 200 metrowej wieży Sky Tower. 56-piętrowy apartamentowiec będzie częścią wielkiego kompleksu mieszkalno-biurowego, który do 2010 roku za 400 mln dolarów postawi we Wrocławiu należąca do Leszka Czarneckiego spółka LC Corp. Za sprawą tej inwestycji laur najwyższego budynku mieszkalnego w Polsce straci apartamentowiec Złota 44. Budynek zaprojektowany przez jednego z najbardziej znanych na świecie architektów Daniela Libeskinda będzie gotowy w 2009 roku (45 pięter, 192 m.), zdetronizuje Sea Towers w Gdyni (138 m.). Te trzy budynki to absolutny cenowy top. Za widok na Zatokę Gdańską z penthouse'u na szczycie wież Sea Towers trzeba zapłacić 22 tys zł za mkw. Średnia cena mkw. w budynku Złota 44 to sześć tysięcy euro. W innych apartamentowcach wcale nie jest dużo taniej. "W inwestycji Patria firmy Dom Development cena kształtowała się na poziomie 15 tys. zł za mkw. , natomiast w budynku Opera mieszkania na rynku wtórnym osiągają cenę 25 tys. zł za mkw." - czytamy w raporcie Metrohouse. Mieszkania w budynkach o przeciętnym standardzie w pobliżu tych budynków kosztują około dziewięciu tys. zł za mkw.(Patria Dom Development), a w okolicach Opery 10 tys. zł za mkw.
  • Orzech
    Orzech 194542
    22.03.2007, godz. 20:27
    Mają klucze, nie mają mieszkań Maciej Nowaczyk 2007-03-22, ostatnia aktualizacja 2007-03-22 19:28 34 rodziny ze Smolca boją się, że stracą swoje mieszkania. Choć zapłacili po ponad 200 tys. zł i dostali klucze, to jednak do dzisiaj nie mają aktów notarialnych. Czyli prawnie nie są ich właścicielami Domy stoją przy ul. Wrzosowej w Smolcu, niedaleko wrocławskiego lotniska. "Osiedle Leśne" wybudował znany wrocławski deweloper - firma Eko-Bau. Od grudnia 2005 r. klienci podpisywali umowy przedwstępne i wpłacali pieniądze. Jesienią 34 rodziny dostały klucze do swoich mieszkań i domów w zabudowie szeregowej. - Od razu z mężem zaczęliśmy wykańczać nasze cztery kąty - mówi Anna, jedna z klientek Eko-Bau (podobnie jak inni mieszkańcy prosi o nieujawnianie nazwiska). - Właściciele spółki mówili, że wszystko jest w najlepszym porządku i mamy się niczym nie przejmować. Podobnie jak inni klienci na początku 2007 r. mieli podpisać z firmą umowy notarialne i formalnie stać się właścicielami mieszkań. Niespodziewanie - 27 grudnia 2006 r. - firma została postawiona w stan likwidacji, a do Eko-Bau wszedł likwidator Jerzy Pałys. Powód: konflikt dwóch właścicieli firmy Romana Jędrzejczyka i Marka Serkiezy. Likwidator - jak zapewnia - chciał podpisać akty notarialne. Potrzebował jednak zgody obu skonfliktowanych właścicieli spółki. I tu pojawił się problem. - Na zgromadzeniu wspólników Marek Serkieza jej nie dał - przyznaje Jerzy Pałys, likwidator Eko-Bau. Dlaczego? Nie wiadomo. Serkieza nie odbiera telefonu, a nieoficjalnie wiadomo, że wyjechał z Polski. - Jesteśmy zdruzgotani - mówi Michał, klient Eco-Bau. - Bez zgody Serkiezy likwidator będzie mógł co najwyżej zwrócić nam pieniądze. Co mi po nich. Dużo pieniędzy włożyliśmy w wykończenie mieszkania. A te 200 tys. zł, które zapłaciliśmy wtedy za 70-metrowe mieszkania, teraz starczy nam na kawalerkę. Pałys zapewnia: - Ostatnią rzeczą, o której teraz myślę, jest oddanie pokrzywdzonym pieniędzy za mieszkania. Lokatorzy nie mieliby kłopotów, gdyby umowę przedwstępną podpisali u notariusza. Nie zrobili jednak tego. - To był znany wrocławski deweloper - tłumaczy pani Izabela. - Nikt z nas nie sądził, że umowa przedwstępna w formie aktu notarialnego będzie nam potrzebna. A przecież nie jest ona za darmo. Likwidator na poniedziałek wyznaczył następne zgromadzenie wspólników. Ma nadzieję, że wtedy zgodzą się oni na podpisanie aktów notarialnych.: - Innych scenariuszy na razie nie przewiduję. Będą walczył do końca z właścicielami spółki, głównie z panem Serkiezą, by jednak zgodę dał. Wtedy następnego dnia podpiszę akty notarialne ze wszystkimi rodzinami. http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,4007594.html
  • lukas
    lukas 443
    23.03.2007, godz. 17:30
    [quote:1gv8iqle]Lokatorzy nie mieliby kłopotów, gdyby umowę przedwstępną podpisali u notariusza. Nie zrobili jednak tego. - To był znany wrocławski deweloper - tłumaczy pani Izabela. - Nikt z nas nie sądził, że umowa przedwstępna w formie aktu notarialnego będzie nam potrzebna. A przecież nie jest ona za darmo.[/quote:1gv8iqle] Ignorantia iuris nocet
  • Orzech
    Orzech 194542
    25.03.2007, godz. 16:27
    Nieruchomości? Rumunia opłaca się najbardziej łup, IAR 2007-03-25, ostatnia aktualizacja 2007-03-25 14:46 Inwestycje w nieruchomości są najbardziej opłacalne w Rumunii - twierdzą analitycy. Według prognoz, ceny mieszkań i gruntów w tym roku wzrosną tam nawet o 30 procent. W ciągu ostatniego roku przed przystąpieniem Rumunii do Unii Europejskiej, ceny nieruchomości wzrosły w tym kraju średnio o 40 procent. Mimo to mieszkania w Bukareszcie nadal są prawie o jedną trzecią tańsze, niż w stolicach innych krajów, które niedawno przystąpiły do Unii. Analitycy rynku nieruchomości spodziewają się w tym roku wzrostu cen o 20 - 30 procent. To najwyższy wskaźnik wśród krajów Unii. Specjaliści zwracają też uwagę na opłacalność inwestycji w mieszkania i domy nie tylko w Bukareszcie, ale także w innych miastach. Ich zdaniem kupując mieszkanie, lub dom na prowincji już niedługo będzie można zarobić dużo więcej, niż w stolicy. http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/ ... 12523.html
  • Orzech
    Orzech 194542
    26.03.2007, godz. 11:10
    prognozy dla rynku pierwotnego Ceny nadal będą rosły Rz: Czy podziela pan opinię niektórych analityków, że obecne ceny są sztucznie wywindowane, w związku z czym można oczekiwać, że będą spadać? Paweł Grząbka: Wręcz przeciwnie, sądzę, że wszelkie przesłanki przemawiają za tym, że ceny mieszkań będą rosły. A jakie to przesłanki? Najważniejsze to ceny ziemi, materiałów budowlanych i wykonawstwa. Wszystko to szybko drożeje i ceny będą szły w górę. Jak bardzo, pana zdaniem, wzrosną ceny ziemi? Przykładowo w Poznaniu rok temu udział ceny 1 mkw. działki w przeliczeniu na mkw. powierzchni użytkowej mieszkania wynosił 500 zł. Teraz jest to już od 1300 do 1500 zł. W takich miastach jak Warszawa czy Kraków oczywiście dużo więcej. O ile będą więc rosnąć średnio ceny ziemi? Sądzę, że możemy się spodziewać, iż, zależnie od miasta, wzrosną o 30 - 50 proc. w ciągu roku. A o ile mogą podrożeć materiały budowlane? Tylko w ciągu ostatniego roku materiały budowlane podrożały o 50 - 80 proc. Niektórzy już prognozują, że w tym roku możemy się spodziewać wzrostu nawet o 100 proc. Ale barierą mogą się stać nie tylko koszty materiałów budowlanych, ale także ich dostępność. Słyszy się bowiem, że w połowie roku może zabraknąć niektórych materiałów, np. cementu. Już teraz nie wszystko można kupić od ręki. A koszty wykonawstwa? Przez ostatnie dwa lata koszty te wzrosły średnio o prawie 100 proc. W najbliższym roku możemy się spodziewać w tym segmencie podwyżek o co najmniej 20 proc. Na pewno wielu wykonawców będzie żądało co najmniej tyle, aby zabezpieczyć się przed odpływem pracowników. Co się stanie, jeśli znikną bariery administracyjne i deweloperzy będą mogli budować więcej? Czy zabraknie rąk do pracy? Miejmy nadzieję, że nie, choć na pewno będzie coraz drożej. Trzeba też brać pod uwagę, że z roku na rok buduje się w Polsce coraz więcej. Nie chodzi przecież tylko o mieszkania, ale także o budownictwo komercyjne, drogi. Słyszę od firm wykonawczych, że chętnie zatrudniłyby o 50 proc. ludzi więcej, ale niestety nie ma kogo. I chodzi nie tylko o kierowników budów, ale głównie specjalistów, takich jak: murarze, tynkarze itp. O ile więc wzrosną średnio ceny mieszkań w 2007 r.? Sądzę, że będzie to około 30 proc. Przy czym największy wzrost czeka miasta, w których obecnie ceny są umiarkowane, np. Poznań, Łódź czy Katowice. Do tego, co wciąż drożeje i wpływa na ostateczną wartość mieszkania, trzeba jeszcze dołożyć koszty projektu i przygotowania inwestycji, czyli firmy architektonicznej, która wykona projekt, oraz koszt otrzymania dokumentów, takich jak: warunki zabudowy czy pozwolenie na budowę. To może oznaczać w wypadku dobrych lokalizacji i wysokiego standardu nawet 1000 zł na metr użytkowy mieszkania. A jak to wygląda na zagranicznych rynkach? W Wielkiej Brytanii czy w Hiszpanii normą jest, że np. kilka lat z rzędu ceny mieszkań rosną nawet o 20 - 30 proc., potem jest krótki okres uspokojenia cen i wzrostu o ok. 10 proc. rocznie, a później znowu pojawia się dynamiczna faza zwyżek. U nas będzie podobnie. rozmawiała Beata Kalinowska http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/ni ... _a_21.html
  • Orzech
    Orzech 194542
    26.03.2007, godz. 21:32
    Ukrainiec tanio wybuduje Jowita Kiwnik 2007-03-25, ostatnia aktualizacja 2007-03-26 10:29 Polscy robotnicy masowo wyjeżdżają na Zachód. Ci, którzy zostali, po pierwsze są zawaleni robotą, po drugie wysoko cenią swoje usługi. Co zrobić w takiej sytuacji? Popularne stało się sprowadzenie tańszych pracowników ze Wschodu. - Namiary na ekipę z Ukrainy dostałem od znajomego, któremu kiedyś budowali dom - opowiada pan Dariusz z Gdyni. - Potrzebowałem kogoś, kto zrobi u mnie elewację domu i postawi ceglany płot wokół posesji. Przyjechało czterech ludzi, wycenili i zabrali się do roboty. Zapłaciłem mniej więcej 1/3 ceny, którą wzięliby polscy pracownicy. U nas wtedy płaciło się około 30 złotych za metr robocizny, Ukraińcy brali 11. Trzeba im tylko było kupić narzędzia i zapewnić nocleg, a i tak się opłacało. Spali w garażu, a jedzenie przywieźli ze sobą jeszcze z Ukrainy. Zrobili porządnie, więc posypały się zlecenia od moich rodziców i sąsiadów. Taką pocztą pantoflową uzbierali zamówienia na kolejny rok. Ukraińscy robotnicy pracują nielegalnie. Przyjeżdżają raz do roku na 3-miesięczne wizy turystyczne i w tym okresie starają się zarobić jak najwięcej. Pracują więc na kilku budowach, nieustannie obawiając się deportacji. - Z tego co wiem, przyjeżdżają do Polski od pięciu lat - mówi pan Dariusz. - Bus rozwozi ich po całym Wybrzeżu. Wchodzą na budowę i robią właściwie wszystko, od początku do końca. Niestety, jest też ryzyko. Ludzie donoszą na policję, choćby sąsiedzi, więc nieraz już kogoś zwijali. Mimo to opłaca im się u nas pracować. Na Ukrainie bieda i pracy niewiele. Za pieniądze, które zarobią, kupują masę sprzętu - wiozą z powrotem pralki i lodówki. Po ostatnim boomie na wyjazdy zarobkowe rąk do pracy brakuje. Konsekwencją jest gigantyczny wzrost cen. - Remont 48-metrowego mieszkania w bloku ekipa budowlana wyceniła na... 47 tysięcy! - opowiada Michał, nasz Czytelnik. - Cena co prawda cena zawierała koszty materiałów, ale tylko tych podstawowych, jak kleje czy zaprawy, a takie rzeczy, jak płytki czy podłogi musiałbym sam dokupić. Przecież za tę sumę mógłbym chyba pół domu wybudować. Na szczęście udało mi się znaleźć chłopa z Kaszub, któremu zapłacę cztery razy mniej. - Teraz w ogóle w ciężko o kogoś do pracy - dodaje pan Dariusz. - Mam znajomych, którzy budują dom i nie mogą znaleźć robotników. Majster im powiedział, że ma zlecenia na najbliższe dwa lata. Podejrzewam więc, że chyba ściągną ekipę zza wschodniej granicy. http://praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,74785,4013933.html
  • Orzech
    Orzech 194542
    26.03.2007, godz. 21:48
    Od pomysłu do realizacji – poszukiwanie nowej siedziby F, czwartek, 01 lut 2007 W serii trzech artykułów pod wspólnym tytułem „od pomysłu do realizacji” prześledzimy proces tworzenia nowej siedziby firmy. W pierwszej części przyjrzymy się bliżej rynkowi nieruchomości biurowych i dowiemy jak znaleźć ciekawą lokalizację dla biura i wynegocjować dobre warunki najmu. Siedziba firmy jest jednym z kluczowych elementów wpływających na jej funkcjonowanie. Lokalizacja i wygląd biura ma wpływ na wizerunek przedsiębiorstwa na rynku, poziom satysfakcji pracowników, możliwości nawiązywania kontaktów handlowych, poziom obsługi klienta… Moglibyśmy wymieniać w nieskończoność. Nowej lokalizacji możemy poszukiwać na kilka sposobów. Jednak zanim je opiszemy przyjrzyjmy się aktualnej sytuacji na rynku nieruchomości biurowych na przykładzie Warszawy. Gdzie podaż płynie z wolna - Patrząc z punktu widzenia najemcy sytuacja na rynku nie jest wesoła – tłumaczy Dominika Trzaskowska, kierownik działu marketingu i wynajmu Atrium International Business Center. – Aktualnie ponad 90% powierzchni biurowych w Warszawie jest już wynajętych. Popyt bardzo wzrósł, a podaż za nim nie nadąża. Nie jest to dziwne, ponieważ nieruchomości to branża, w której podaż nie jest w stanie rosnąć tak szybko jak popyt. Czas postawienia nowego biurowca to, nawet dla bardzo sprawnego i doświadczonego dewelopera, kwestia co najmniej dwóch, trzech lat. – 2007 rok na warszawskim rynku nieruchomości biurowych na pewno będzie trudny, ponieważ większość rozpoczętych inwestycji zostanie ukończona dopiero w 2008 roku – wyjaśnia Jarosław Zagórski, kierownik działu powierzchni biurowych CB Richard Ellis Polska. W efekcie ceny wzrosły, a najemca, który jeszcze rok temu mógł dyktować administratorom warunki najmu i przebierać w ofertach teraz jest w dużo trudniejszej sytuacji. Realia rynku niewątpliwie uległy zmianie. – W tym momencie doszło nawet do wewnętrznej rywalizacji pomiędzy sektorami biurowym i mieszkaniowym. Deweloperzy zastanawiają się czy na danym gruncie stawiać biurowiec, czy może raczej obarczony mniejszym ryzykiem, bo sprzedający się na pniu blok mieszkalny – komentuje Jarosław Zagórski. Dobry początek Aby w tych trudnych warunkach przejść bezboleśnie przez proces poszukiwania siedziby firmy musimy przede wszystkim jasno określić swoje potrzeby i budżet jakim dysponujemy. – Lokalizacja jest pierwszym i najważniejszym kryterium. Musimy wiedzieć gdzie szukamy biura i w jakiego typu budynku – tłumaczy Dominika Trzaskowska. Jeśli wybierzemy lokalizację w centrum musimy liczyć się ze znacznie wyższymi kosztami, ale prestiż takiej siedziby niewątpliwie będzie większy. Możemy też zdecydować się na inną dzielnicę, gdzie ceny są niższe, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze zainwestować w wyższą klasę budynku. Wybór konkretnego budynku powinien również wynikać z charakteru naszej działalności: – Kancelaria adwokacka z tradycjami zdecydowanie lepiej poczuje się w eleganckiej kamienicy na Nowym Świecie niż w nowoczesnym biurowcu. Z kolei zachodnia korporacja zdecyduje się raczej na szklany wieżowiec – wyjaśnia Dominika Trzaskowska. Kolejną kluczową decyzją jest wybór pomiędzy próbą samodzielnego poszukiwania siedziby, a skorzystaniem z usług pośrednika. Tutaj dużo zależy od rozmiaru naszego przedsiębiorstwa. Pomoc dla gigantów Duże firmy najczęściej korzystają z usług agencji nieruchomości. – Znalezienie nowej lokalizacji dla dużej powierzchni w granicach 2000 – 3000 metrów kwadratowych trwa około roku i jest niezwykle złożonym procesem – tłumaczy Jarosław Zagórski. – Agencja wykonuje dla najemcy kompleksową usługę, dbając o jego interesy od początku do końca. Gdy przyjrzeć się bliżej jak wygląda ten proces przestajemy się dziwić, że trwa tak długo. W pierwszym kroku doradca identyfikuje i analizuje potrzeby firmy. Następnie przeszukuje rynek i przedstawia klientowi tzw. „długą listę”, na której znajduje się do dwudziestu lokalizacji wstępnie odpowiadających jego potrzebom. Oczywiście ich liczba często jest mniejsza, jednak obowiązkiem dobrego agenta nieruchomości jest znalezienie i przedstawienie klientowi wszelkich dostępnych opcji. W toku dalszej selekcji powstaje „krótka lista” wybranych powierzchni biurowych. Doradca pomaga klientowi w wyborze dwóch, trzech najciekawszych propozycji, a następnie prowadzi w jego imieniu negocjacje finansowe i techniczne. Po podpisaniu umowy project manager agencji odbiera gotową powierzchnię i sprawdza, czy dotrzymane zostały wszystkie ustalenia umów. Dodatkowo doradca może zorganizować przetarg na projekt architektoniczny wnętrza, pomóc klientowi znaleźć prawnika, lub wykonać inne dodatkowe usługi. Inną opcją jest poszukiwanie biura poprzez kilka agencji na raz. Zdaniem Jarosława Zagórskiego to rozwiązanie ma więcej minusów niż współpraca z jednym, wybranym doradcą: – Wadą takiego rozwiązania jest to, że każdy z agentów będzie zachwalał znaleziony przez siebie lokal, niezależnie od jego faktycznej kondycji. W przypadku współpracy z jedną agencją możemy być pewni, że przedstawi nam ona rzetelnie plusy i minusy każdej proponowanych lokalizacji – argumentuje. Jak jednak wybrać najlepszą agencję? – Wybierając agencję przede wszystkim należy patrzeć na doświadczenie i to nie tylko firmy, ale przede wszystkim osoby, która stanie się naszym doradcą. Dobrym rozwiązaniem jest też zaproszenie przedstawicieli kilku firm na spotkanie, podczas którego zaprezentują swoja ofertę – radzi Jarosław Zagórski. Mały bardziej śmiały Sytuacja wygląda zdecydowanie inaczej, jeśli chodzi o małe firmy. Tu cały proces trwa dużo krócej i często możemy znaleźć biuro bezpośrednio u administratora budynku, bez fachowej pomocy pośrednika. Niezwykle ciekawym wariantem dla mniejszych przedsiębiorstw jest instant office – usługa dobrze znana na zachodzie, ale całkowita nowość na polskim rynku przestrzeni biurowych. Polega ona na wynajmie gotowej, wykończonej powierzchni biurowej, nawet na krótki okres czasu. Oprócz samego biura administrator zapewnia nam wszystkie usługi dodatkowe: – Oferujemy gotowe biura od ręki, wraz z zestawem dodatkowych usług, czyli obsługą sekretariatu, kuchnią, salami konferencyjnymi – opisuje tę formę najmu Dominika Trzaskowska. – Wystarczy przyjść do biura z laptopem i można zaczynać pracę, wszystko na miejscu jest gotowe. Usługa instant office jest tak ceniona, ponieważ zapewnia elastyczność. Rozwijająca się firma może w przeciągu roku kilkukrotnie się powiększyć, ale równie dobrze zniknąć z rynku. W tym przypadku podpisanie wieloletniej umowy może się okazać dużym błędem. Powinniśmy tez brać pod uwagę, że rynek małych powierzchni jest niezwykle płynny, jeśli chodzi o podaż. – Ostatnio mieliśmy taką sytuację, że klient rano zaczął szukać biura, a już wieczorem podpisał umowę najmu na 100 m kwadratowych – podaje przykład Jarosław Zagórski. W przypadku małych powierzchni należy naprawdę szybko podejmować decyzję, zwłaszcza w obliczu obecnej sytuacji na rynku. Ile i za co płacimy Nasze początkowe wybory dotyczące lokalizacji determinują cenę za wynajem biura. – Stawka czynszu w budynku klasy A w centrum Warszawy powinna mieścić się w granicach 17 – 21 euro za metr kwadratowy – ocenia Dominika Trzaskowska. – Ta cena może być wyższa, jeśli wynajmujemy biuro na przykład na 30 piętrze. Taka lokalizacja „na szczycie” może kosztować nawet dodatkowe 5 euro za metr kwadratowy miesięcznie. Budynek klasy A poza centrum będzie kosztował już tylko 13 – 17 euro. Wybór wieżowca niższej klasy to już olbrzymia różnica w cenie sięgająca nawet 50 procent. Wynajmując biuro w takim budynku możemy zapłacić nawet 10 euro miesięcznie za metr kwadratowy, ale oczywiście obniżka ceny będzie widoczna w standardzie. Czy ceny będą nadal rosnąć? Prawdopodobnie w pewnym stopniu tak, jednak nie powinniśmy spodziewać się jakichś zdecydowanych skoków, takich, jakie miały miejsce w roku 2006. – Nie podejrzewam, aby nadchodzący rok przyniósł jakieś wielkie podwyżki czynszów, ale na pewno obniżać się będą kontrybucje, skraca się na przykład oferowany najemcom okres bezczynszowy – opowiada Dominika Trzaskowska. Jest to jeden z efektów tak niskiej podaży. Jeszcze rok temu półroczny okres bezczynszowy był niemal stałym elementem oferty. Dziś nie możemy już być pewni, że uzyskamy tak wiele. – Ci najemcy, którzy podpisali rok temu długie umowy – na siedem, czy nawet więcej lat – wygrali. Ceny stale rosną, a oni będą płacić przez cały czas niskie stawki – komentuje Jarosław Zagórski. Choć sytuacja na rynku dynamicznie się zmienia nic nie wskazuje na to, aby doszło do jakiegokolwiek załamania. Warto więc zainwestować w nową siedzibę już teraz, bo za rok, czy dwa znalezienie ciekawej lokalizacji może się okazać jeszcze trudniejsze. http://miejsca.org/2007/szukanie-nowego-biura/
  • lukas
    lukas 443
    26.03.2007, godz. 22:04
    "Orzech" napisał:
    Ukrainiec tanio wybuduje Jowita Kiwnik 2007-03-25, ostatnia aktualizacja 2007-03-26 10:29 Polscy robotnicy masowo wyjeżdżają na Zachód. Ci, którzy zostali, po pierwsze są zawaleni robotą, po drugie wysoko cenią swoje usługi. Co zrobić w takiej sytuacji? Popularne stało się sprowadzenie tańszych pracowników ze Wschodu. - Namiary na ekipę z Ukrainy dostałem od znajomego, któremu kiedyś budowali dom - opowiada pan Dariusz z Gdyni. - Potrzebowałem kogoś, kto zrobi u mnie elewację domu i postawi ceglany płot wokół posesji. Przyjechało czterech ludzi, wycenili i zabrali się do roboty. Zapłaciłem mniej więcej 1/3 ceny, którą wzięliby polscy pracownicy. U nas wtedy płaciło się około 30 złotych za metr robocizny, Ukraińcy brali 11. Trzeba im tylko było kupić narzędzia i zapewnić nocleg, a i tak się opłacało. Spali w garażu, a jedzenie przywieźli ze sobą jeszcze z Ukrainy. Zrobili porządnie, więc posypały się zlecenia od moich rodziców i sąsiadów. Taką pocztą pantoflową uzbierali zamówienia na kolejny rok. Ukraińscy robotnicy pracują nielegalnie. Przyjeżdżają raz do roku na 3-miesięczne wizy turystyczne i w tym okresie starają się zarobić jak najwięcej. Pracują więc na kilku budowach, nieustannie obawiając się deportacji. - Z tego co wiem, przyjeżdżają do Polski od pięciu lat - mówi pan Dariusz. - Bus rozwozi ich po całym Wybrzeżu. Wchodzą na budowę i robią właściwie wszystko, od początku do końca. Niestety, jest też ryzyko. Ludzie donoszą na policję, choćby sąsiedzi, więc nieraz już kogoś zwijali. Mimo to opłaca im się u nas pracować. Na Ukrainie bieda i pracy niewiele. Za pieniądze, które zarobią, kupują masę sprzętu - wiozą z powrotem pralki i lodówki. Po ostatnim boomie na wyjazdy zarobkowe rąk do pracy brakuje. Konsekwencją jest gigantyczny wzrost cen. - Remont 48-metrowego mieszkania w bloku ekipa budowlana wyceniła na... 47 tysięcy! - opowiada Michał, nasz Czytelnik. - Cena co prawda cena zawierała koszty materiałów, ale tylko tych podstawowych, jak kleje czy zaprawy, a takie rzeczy, jak płytki czy podłogi musiałbym sam dokupić. Przecież za tę sumę mógłbym chyba pół domu wybudować. Na szczęście udało mi się znaleźć chłopa z Kaszub, któremu zapłacę cztery razy mniej. - Teraz w ogóle w ciężko o kogoś do pracy - dodaje pan Dariusz. - Mam znajomych, którzy budują dom i nie mogą znaleźć robotników. Majster im powiedział, że ma zlecenia na najbliższe dwa lata. Podejrzewam więc, że chyba ściągną ekipę zza wschodniej granicy. http://praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,74785,4013933.html
    Ale kicz - Ukraińcy do nas i tak nie przyjadą - znów gazeta pisze na zamówienie byznesmenów
  • Darek
    Darek 5485
    27.03.2007, godz. 13:39
    Kwitnąca branża Z danych Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego wynika, że w tym roku branża budowlana stanie się prawdziwym kołem zamachowym całej gospodarki. Dowodzi tego ilość pozwoleń na budowę wydana w 2006 r. Tych dla budynków przemysłowych i magazynowych było o ponad 38 proc. więcej niż w 2005 r. Natomiast wzrost udzielonych pozwoleń na budowę bloków wielorodzinnych sięga prawie jednej trzeciej. Inwestorzy indywidualni zamierzają podjąć się budowy ponad 78 tys. domów jednorodzinnych, a więc o ok. 22 proc.więcej niż w 2005 r. Ten wzrost zainteresowania budownictwem jednorodzinnym, to skutek drożyzny panującej na rynku nieruchomości. Coraz więcej osób uznaje, że bardziej opłacalne od kupna mieszkania jest wybudowanie domu. Rozwój budownictwa będzie miał bardzo korzystny wpływ na funkcjonowanie całej branży budowlanej jak i firm związanych z wyposażeniem mieszkań. Wywłaszczenia z poślizgiem Z powodu kłopotów z wykupem gruntów pod Autostradową Obwodnicę Wrocławia trzeba było zmienić kolejność prac przy tej inwestycji i rozpocząć ją od budowy mostu, przez który będzie wiodła ta trasa. Natomiast udało się wykupić działki pod budowę drogi ze Zgorzelca do Bolesławca stanowiącą fragment autostrady ze Zgorzelca do Krzyżowej. Prace powinny się tu rozpocząć w marcu. Natomiast nie zakończyły się sprawy wywłaszczeniowe na terenach między Bolesławcem a Krzyżową, a dopiero po wybudowaniu tego odcinka powstanie autostrada łącząca Zgorzelec z Krzyżową. Procedura przejmowania gruntów jest długa, bo od każdej decyzji są trzy instancje odwoławcze. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zapewnia, że za trzy miesiące powinna mieć prawo do kilkunastu ostatnich już nieruchomości, z wykupem których są największe kłopoty. To oznacza, że w drugim półroczu będzie można realizować prace na odcinku od Bolesławca do Krzyżowej. Finał całej inwestycji ma nastąpić w grudniu, 2008 r. Jeżeli ten termin nie zostanie dotrzymany, to przepadnie 252 mln euro dotacji z Unii Europejskiej na budowę autostrady. Powstaną metropolie Wiele inwestycji, choćby drogowych, gminny powinny realizować wspólnie i razem występować o wsparcie na ten cel ze środków Unii Europejskiej. Taki scenariusz działania będzie możliwy po utworzeniu metropolii, które skupiałyby duże miasta i sąsiadujące z nimi gminy oraz powiaty. Razem będą zabiegać nie tylko u unijne środki, ale także rozwiązywać problemy komunikacyjne, ochrony środowiska czy edukacji. Prawnicy Unii Metropolii Polskich przygotowują już tzw. ustawę metropolitalną, która powinna być gotowa jeszcze w tym roku. Projektowane zmiany zakładają powstanie dwunastu metropolii, w tym wrocławską. Podobne rozwiązania sprawdzają się na Zachodzie, a funkcjonujące tam wzorce samorządowcy muszą zaadaptować do polskich realiów. Mają do wyboru albo rozwiązanie zakładające zrzeczenie się części swoich kompetencji przez władze gminy czy powiatu na rzecz metropolii, albo utworzenie urzędu nadprezydenta, który będzie zarządzał częścią wspólną całej aglomeracji. Taniej w dyskontach Boom na rynku nieruchomości sprawia, że świetnie wiedzie się sklepom i hurtowniom z materiałami budowlanymi. W bieżącym roku klienci zostawią tam prawie 20 mld zł, a więc o ponad 11 proc. więcej niż w 2006 r. Będzie to efekt zarówno ilościowego zwiększenia sprzedaży jak i podwyżek cen. Z powodu znacznego wzrostu popytu materiały podrożały w ostatnich miesiącach o kilka, a nawet o kilkadziesiąt procent. W przypadku niektórych artykułów, np. cementu są kłopoty z jego terminową dostawą. Podobnie jak w minionym, tak i w tym roku największe obroty uzyskają markety budowlane. Najchętniej zaopatrują się w nich indywidualni klienci budujący nowe domy i remontujący mieszkania. Gorzej wiedzie się drobnym sklepom. Przegrywają w konkurencji z dużymi zagranicznymi sieciami marketów, które doprowadziły do konsolidacji handlu materiałami budowlanymi. Hipermarkety zdominowały już sprzedaż w dużych aglomeracjach i teraz zamierzają rozbudowywać swoją sieć, w mniejszych miejscowościach. Wkrótce marketom przybędzie poważna konkurencja, jakim są dyskonty budowlane handlujące na skromniejszej powierzchni tańszymi towarami. Wykonanie remontu mieszkania stanie się realnym przedsięwzięciem także dla klientów ze skromniejszym portfelem. Modny Brochów Deweloperzy coraz chętniej budują na wrocławskim Brochowie. Obecnie powstają tu kompleksy budynków, w których zamieszka kilkaset osób. W niedalekiej przyszłości osiedle ma liczyć 17 tys. mieszkańców, a więc ponad czterokrotnie więcej niż obecnie. Architekci zadbali, aby przy tym rozwoju Brochów nie zatracił swojego kameralnego charakteru. Zdecydowano się tu m.in. na ograniczenie wysokości zabudowy. Osiedle, położone zaledwie 6 km od centrum Wrocławia, nadal będzie przypominało małe miasteczko. Wszystko wskazuje na to, że otoczony zielenią Brochów wkrótce upodobni się do Biskupina czy Sępolna, a więc do jednych z najbardziej modnych osiedli Wrocławia. Z kolei gmina zamierza wyremontować dojazdy do Brochowa. W tym roku rozpoczną się prace na ul. Krakowskiej i Bardzkiej, a docelowo powstanie tu trasa z Brochowa przez Jagodno do ul. Zwycięskiej. Niewykluczone, że gmina zdecyduje się też na odbudowę mostu na ul. Brochowskiej. Adaptacja pustostanów Zarząd Zasobu Komunalnego Wrocławia zamierza w tym roku przeznaczyć ok.7 mln zł na remonty mieszkań socjalnych i zamiennych. Czekają na nie zarówno osoby, które muszą być wykwaterowane z powodu m.in. modernizacji czy rozbiórki budynków, jak i wrocławianie znajdujący się w trudnej sytuacji finansowej. Najczęściej takich najemców stać na czynsz w mieszkaniu zastępczym, który wynosi 85 groszy za mkw. Gmina zwykle remontuje pojedyncze pustostany opuszczone przez lokatorów. W ciągu ostatnich trzech lat w ręce nowych najemców przeszło niespełna tysiąc takich lokali i dziesięć całych budynków. Remont w jednym z takich domów, przy ul. Mieleckiej został zakończony w styczniu. Na podobną adaptację na mieszkania socjalne i zastępcze czeka kilka innych budynków w mieście i co najmniej sto, wytypowanych już, pojedynczych pustostanów. Remont każdego z nich kosztuje przeciętnie 20 tys. zł. Rekord na przetargu W końcu stycznia miasto wystawiło na przetarg jedną z ostatnich, przeznaczonych na sprzedaż, kamienicę na wrocławskim Rynku. Podczas licytacji najwyższą kwotę – 50 mln zł zaoferowała firma Residence Development należąca do międzynarodowego funduszu, którego jednym z udziałowców jest rodzina królewska z Arabii Saudyjskiej. Fundusz jest dobrze znanym inwestorem we Wrocławiu, bo kupił już kilka atrakcyjnych działek i budynków w mieście. Nowy właściciel za kamienicę nie zapłaci 50 mln zł, ale o 30 proc. mniej. Taki upust wynika z przepisów i jest stosowany w przypadku zabytkowych obiektów. A sprzedana kamienica, to secesyjny, pięciokondygnacyjny budynek, w którym mieścił się dom handlowy Trautnera. Po remoncie w kamienicy znajdzie się restauracja, biura, a najwyższe piętra zostaną przeznaczone na apartamenty. Budynek ma ok.2,3 tys. m kw. powierzchni i po uwzględnieni upustu jego metr kosztował 19 tys. zł. To rekordowa cena na wrocławskim rynku nieruchomości. Jego znawcy uważają, że zainwestowane pieniądze na pewno się zwrócą w ciągu kilku lat, o ile uda się wynająć powierzchnie po atrakcyjnych, znacznie wyższych od stosowanych obecnie, stawkach czynszu. Niesprawiedliwe sankcje Aby zasiedlić budynek nie wystarczy go wybudować, ale trzeba także zawiadomić powiatowego inspektora nadzoru budowlanego o zakończeniu inwestycji i uzyskać pozwolenie na użytkowanie. Jeżeli te formalności nie zostaną dopełnione, to inwestor zostanie ukarany za nielegalne korzystanie z obiektu. Kara jest wyliczana według wzoru zapisanego w prawie budowlanym i w przypadku domu jednorodzinnego wynosi 10 tys. zł. Jednak kryteria ustalania kar budzą wiele wątpliwości. Sankcje uzależnione są bowiem od kategorii budynków i nie różnicują ich wielkości. Taką samą karę zapłaci więc właściciel małego sklepu jak i marketu. Poza tym deweloperzy narzekają, że nadzór budowlany nie nadąża z kontrolami poprzedzającymi wydanie pozwolenia na użytkowanie. Z przepisów prawa budowlanego wynika, że powinna być ona przeprowadzona w ciągu trzech tygodni, a praktycznie niejednokrotnie trzeba na nią czekać 2-3 miesiące. Zyskają właściciele Trybunał Konstytucyjny uznał, że właściciel mieszkania, które jest zajmowane przez lokatora z wyrokiem eksmisyjnym będzie mógł się domagać od gminy odszkodowania w wysokości rynkowego czynszu. Ten wyrok na pewno zmieni nastawienie samorządów do problemu budowy mieszkań socjalnych. Do tej pory gminy nie były zbytnio zdopingowanie do realizacji tych zadań, bo płaciły właścicielowi dużo mniejsze kwoty stanowiącą różnicę między czynszem za mieszkanie a stawką wolnorynkową. Z wyroku Trybunału wynika też, że pełnych odszkodowań będą mogli się domagać właściciele, których sądowe sprawy zostały już zamknięte. Teraz będzie można je wznowić, więc samorządy muszą się liczyć ze sporymi wydatkami. Skala problemu jest duża, bo np. Wrocław ma ponad 400 wyroków eksmisyjnych z prawem do lokalu socjalnego. Spór o definicję W ciągu najbliższych kilku tygodni Ministerstwo Budownictwa ostatecznie ustali definicję budownictwa społecznego, które zgodnie z przepisami Unii Europejskiej będzie mogło być objęte preferencyjną 7-procenową stawką VAT-u. Z uzgodnień resortu wynika, że taki podatek ma dotyczyć mieszkań o powierzchni do 120 m kw. i domów do 220 m kw. Przy większych inwestycjach 22-procentowy VAT obejmowałby powierzchnię ponad te limity. Preferencyjna stawka ma dotyczyć mieszkań i domów kupowanych od deweloperów, spółdzielni mieszkaniowych, innych inwestorów. Natomiast w przypadku budynków stawianych systemem gospodarczym trzeba by płacić 22 proc. podatku, bo przepisy UE rozstrzygające o stosowaniu preferencyjnej stawki nie przewidują takiego sposobu budowania. Rządowych propozycji nie akceptują przedstawiciele branży budowlanej. Ich zdaniem, prawie połowa Polaków stawia domy właśnie sposobem gospodarczym, bo nie stać ich na zakup gotowej nieruchomości. Dlaczego więc najbiedniejsi obywatele mają za materiały, usługi płacić 22 proc. stawkę? Resort proponuje też, aby w przypadku usług preferencyjny VAT stosować wówczas, gdy wydatki na materiały nie przekroczą 50 proc. kosztów remontu. Branża budowlana domaga się, aby ten odsetek udziału materiałów wynosił co najmniej 70 proc. Zyski z nieruchomości Coraz więcej osób inwestuje swoje pieniądze w deweloperskie i budowlane spółki giełdowe, a także w fundusze inwestycyjne związane z branżą nieruchomości. Na tym inwestowaniu można dobrze zarobić, o czym świadczą ubiegłoroczne wyniki - giełdowy indeks WIG Budownictwo wzrósł o ok. 120 proc., a udziały niektórych funduszy podrożały o kilkadziesiąt procent. Wszystko to jest efektem boomu panującego na rynku nieruchomości. Najbardziej zarobiły te fundusze, które inwestowały środki, także za granicą, w konkretne obiekty takie jak centra handlowe czy osiedla mieszkaniowe. Jednak eksperci przestrzegają, że zyski rzędu kilkunastu czy kilkudziesięciu procent nie będą gwarantowane, co roku. Ceny nieruchomości mają, bowiem rosnąć w tempie wolniejszym niż w 2006 r. Natomiast inwestowanie samodzielne lub za pośrednictwem funduszy na giełdzie zawsze obarczone jest sporym ryzykiem. Wartość poszczególnych spółek budowlanych uzależniona jest, bowiem nie tylko od ich własnych osiągnięć, ale także od sytuacji na giełdzie.
  • Darek
    Darek 5485
    27.03.2007, godz. 13:52
    Koniec drogi przez mękę W lutym zakończyły się dyskusje nad założeniami do nowej ustawy Prawo Budowlane. Wzięli w nich udział przedstawiciele środowisk deweloperów, architektów, firm budowlanych i samorządów. W oparciu o wnioski płynące z tych debat, już w bieżącym półroczu, powstaną projekty nowych przepisów. Pewne jest, że zmiany mają doprowadzić do zmniejszenia ingerencji administracji państwowej przy inwestycjach prywatnych, realizowanych na niedużą skalę. Dotyczy to m. in. domów jednorodzinnych, które można będzie stawiać bez koniczności uzyskania pozwolenia na budowę. Natomiast urzędnicy mają interweniować tam, gdzie łamane są przepisy Zmian szykuje się znacznie więcej. Zgodnie z dyrektywą Unii Europejskiej Ministerstwo Budownictwa będzie musiało wprowadzić obowiązek sporządzania świadectw energetycznych dla budynków. Nowe domy mają je otrzymywać od 2008 r., a stare od 2009 r. Przygotowywany jest też projekt ustawy o planowaniu przestrzennym, który ma być przedstawiony rządowi pod koniec lipca. Uproszczona procedura Przy stanowieniu nowych ustaw niewykluczone są pewne poślizgi, bowiem rządowe propozycje muszą być zgrane z innymi przepisami dotyczącymi m.in. ochrony środowiska. Jednak wszystkie zmiany są oczekiwane przez inwestorów. Mają bowiem zlikwidować bariery hamujące rozwój budownictwa mieszkaniowego. Jedną z nich jest długa i skomplikowana procedura związana z uzyskaniem pozwolenia na budowę. Zdobycie jego przypomina prawdziwą drogę przez mękę. Nie będą przez nią musieli brnąć inwestorzy stawiający nieskomplikowane domki jednorodzinne. Po wprowadzeniu nowych przepisów będzie je można budować w oparciu o zgłoszenie do starostwa powiatowego i umieszczenie tablicy informacyjnej na terenie inwestycji. Przy takich budowlach niezbędne będzie sporządzenie projektu, który powinien być dołączony przy zgłoszeniu do urzędu. Tam fachowcy sprawdzą czy planowana inwestycja jest zgodna z wymogami wynikającymi z planu zagospodarowania przestrzennego. Gdy w ciągu miesiąca urzędnicy nie zgłoszą uwag, można rozpocząć inwestycję. Pozwolenie na budowę nie będzie wymagane nawet w przypadkach, gdy teren inwestycji nie posiada planu zagospodarowania przestrzennego. W takich sytuacjach ma obowiązywać tzw. normatyw urbanistyczny, którego zasady funkcjonowania znajdą się w ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Obok tych zmian nowe przepisy mają zmniejszyć wymogi związane z udokumentowaniem prawa do nieruchomości. Wszystko to oznacza znaczne uproszczenie dotychczasowej procedury, przez którą trzeba przebrnąć przed rozpoczęciem inwestycji. Licencjonowany nadzór Jednak w ślad za tymi udogodnieniami inwestorzy muszą się liczyć z kontrolami i to na różnych etapach budowy. Ma się tym zająć instytucja odbioru technicznego, którą utworzą niezależne podmioty dysponujące określonymi uprawnieniami. Taki licencjonowany, prywatny nadzór za swoje decyzje ponosiłby finansową odpowiedzialność. W ciągu pierwszych trzech lat obowiązywania nowych przepisów inwestor mógłby zlecić taki odbiór techniczny dowolnym fachowcom z odpowiednimi uprawnieniami. Aby te kontrole przebiegały sprawnie, już w projekcie powinny być wyraźne zaznaczone poszczególne etapy budowy. Pierwsza inspekcja odwiedzi inwestora po zamknięciu stanu zerowego i sprawdzi czy budynek został prawidłowo posadowiony, czy zachowano trzymetrowe odległości od działek sąsiadów. Ujawnione odstępstwa od projektu będzie można poprawić bez ponoszenia konsekwencji w postaci wstrzymania budowy czy grzywny sięgającej nawet kilku tysięcy złotych. Druga kontrola zostanie przeprowadzona po zakończeniu inwestycji. Za wizyty fachowców z nadzoru prawdopodobnie zapłaci inwestor. Niewykluczone, że w przypadku prostych domków jednorodzinnych kontrole nie zawsze będą prowadzone. Natomiast jednostki państwowego nadzoru dokonywałyby tylko wyrywkowych inspekcji, m.in. w sytuacjach, gdyby doszło do pewnych nieprawidłowości. Niezależne inspekcje Natomiast budowa hipermarketów, mostów, dróg czy innych obiektów użyteczności publicznej pozostałaby pod nadzorem państwowych urzędów. Należy też się liczyć z dodatkowymi kontrolami niektórych budynków m.in. tych o powierzchni dachu powyżej tysiąca m kw. Fachowcy twierdzą, że nie jest to zbyt trafne kryterium, bo nie obejmuje funkcji, wielkości i innych istotnych parametrów obiektów. Jednym z nich jest choćby płaski dach, na którym największe zagrożenie stanowi zalegający śnieg. Dowodem tego była ubiegłoroczna katastrofa hali targowej w Chorzowie. Proponowane zmiany zakładają też utworzenie w miejsce powiatowej - okręgowej inspekcji nadzoru budowlanego. Ma powstać sto takich jednostek, które byłyby uniezależnione od władz powiatu i gmin. Jednak taka niezależność od samorządów wiązałoby się z wyższymi kosztami ponoszonymi przez państwo na utrzymanie okręgowego nadzoru. Mankamentem tego rozwiązania jest też większa odległość, którą musiałby pokonać inwestor udając się do okręgowego urzędu. W przypadku większych inwestycji nowe przepisy uniemożliwią wydawanie pozwoleń na budowę na podstawie decyzji o warunkach zabudowy na terenach, które nie mają planów zagospodarowania przestrzennego. Ten rygor ma skłonić gminy do szybszego uchwalania planów. Samorządy powinny być tym zainteresowane także z finansowego punktu widzenia. Będą bowiem mogły liczyć na rentę planistyczną w wysokości 25 proc. wzrostu wartości nieruchomości po uchwaleniu planu. Ministerstwo proponuje uproszczoną formę przepisów urbanistyczno- architektonicznych, które byłyby stosowane przy tworzeniu planów na terenach zabudowanych. W takich przypadkach przepisy określałyby m.in. dopuszczalną wysokość budynków, geometrię dachu. Batalia o grunty Barierą, która hamuje rozwój budownictwa mieszkaniowego jest brak terenów pod inwestycje. Przygotowywana ustawa o gospodarowaniu nieruchomościami gruntowymi Skarbu Państwa ma poprawić tę sytuację. Otóż podmioty dysponujące państwowymi nieruchomościami będą zobowiązane do oddawania w użytkowanie wieczyste gruntów zarówno gminom, które miałyby pierwszeństwo w ich pozyskaniu jak i inwestorom prywatnym, deweloperom, spółdzielniom mieszkaniowym, towarzystwom budownictwa społecznego. Grunty mają pochodzić z zasobów, którymi dysponują starostowie, Agencja Nieruchomości Rolnych, Agencja Mienia Wojskowego, Wojskowa Agencja Mieszkaniowa. Ziemia byłaby przekazywana w użytkowanie wieczyste, budynek musiałby tam powstać w ciągu 3,5 lat, a wybudowane mieszkanie mogłoby mieć maksymalnie 75 m kw., zaś dom -140 m kw. Jednak okazuje się, że agencje nie są skore do oddawania gminom gruntów za darmo. Z ich sprzedaży czy przekazywania w dzierżawę mają określone dochody, które muszą przeznaczać m.in. na modernizację sił zbrojnych, na Fundusz Rekompensacyjny czy na inne statutowe zadania. Jak mają je wykonywać, kiedy pozbędą się majątku? Brak jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie może sprawić, że rządowe plany pozyskania gruntów pod budownictwo przyniosą skromniejsze efekty niż zakładano. Nie brak też głosów, że pierwszeństwo gmin w pozyskiwaniu państwowych gruntów okaże się teoretyczne. W praktyce samorządy nie są przygotowane, by samodzielnie realizować budownictwo mieszkaniowe. Bardziej prawdopodobne jest, więc, że grunty trafią na przetargi, w których będą mogli uczestniczyć deweloperzy, spółdzielnie, osoby prywatne. W tej batalii o grunt łatwo przewidzieć zwycięzcę- wygra ten, kto da najwięcej, a to oznacza, że nadal bez szans na pozyskanie dachu nad głowę pozostanie wiele najbardziej potrzebujących rodzin. Na szczęście w przepisach ma figurować zapis, który ograniczy przejmowanie gruntów przez deweloperów. Otóż mieszkania wybudowane na takich działkach można będzie sprzedawać po cenie nieprzekraczającej średniego kosztu odtworzenia 1 m kw. powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych w danym województwie lub mieście wojewódzkim. A ten przeciętny koszt w woj. dolnośląskim wynosi – 2412 zł, zaś we Wrocławiu -2669 zł. Zdaniem ekspertów przy takich stawkach będzie można budować dom najwyżej sposobem gospodarczym. "NIERUCHOMOŚCI PLUS"
  • Orzech
    Orzech 194542
    31.03.2007, godz. 01:46
    Parkiet Już podrożało, a może być jeszcze drożej 09:00 30.03.2007 piątek Materiały budowlane Popyt nakręca ceny, produkcja nie nadąża Firmy budowlane mają wielki kłopot. Muszą dokładnie szacować przyszłe koszty zakupu cegły, cementu i stali, co na rozchwianym rynku graniczy z cudem. Produkcja budowlana rośnie, a wraz z nią popyt na materiały. Niektórzy producenci wykorzystują tę tendencję, podnosząc ceny. Z danych Grupy PSB wynika, że w 2006 roku cement podrożał o 20 procent, a cegły - nawet o 70 procent. Ta sytuacja jest kłopotliwa dla firm budowlanych. Marże realizowane na dużych kontraktach, podpisanych kilkanaście miesięcy temu, mogą stopnieć wskutek galopady cen. Wykonawcy muszą bardzo dokładnie prognozować ich dalszy wzrost, aby uwzględnić go w kontraktach podpisywanych obecnie. Jednak przy tak silnym wzroście cen, graniczy to z cudem, a konkurencja na przetargach nie odpuszcza. Jeśli im się trafić nie uda, mogą dużo stracić. Firmy budowlane nie kryją, że ich usługi będą dalej drożeć. Katarzyna Sadowska http://finanse.wp.pl/POD,11,wid,8794707,prasa.html
  • Orzech
    Orzech 194542
    31.03.2007, godz. 01:49
    Wzrosną koszty budowy domu VAT DEFINICJA BUDOWNICTWA SPOŁECZNEGO 07:01 30.03.2007 piątek We wtorek rząd przedstawi ostateczną definicję budownictwa społecznego Niższy VAT obejmie mieszkania do 120 mkw. i domy nieprzekraczające 220 mkw. Niektóre remonty i inwestycje w tzw. systemie gospodarczym będą droższe Na przyjęcie definicji budownictwa społecznego od ponad roku czekają zarówno osoby planujące zakup mieszkania, inwestorzy indywidualni, jak i deweloperzy. Definicja pozwoli utrzymać po 1 stycznia 2008 r. niższą, 7-proc. stawkę VAT w budownictwie mieszkaniowym. REKLAMA Czytaj dalej Droższa budowa domu We wczorajszych Sygnałach Dnia wicepremier Zyta Gilowska potwierdziła, że definicja budownictwa społecznego jest gotowa, jej kształt został już uzgodniony z Ministerstwem Budownictwa. Rozwiała jednak nadzieje na to, że koszt budów realizowanych tzw. systemem gospodarczym nie wzrośnie. Ustawa o zwrocie części VAT zawartego w cenie materiałów budowlanych nie zostanie przedłużona po 1 stycznia 2008 r. Tym samym efektywna stawka podatku na materiały budowlane wykorzystywane w indywidualnym budownictwie mieszkaniowym podskoczy z 7 proc. do 22 proc. Zdaniem minister Gilowskiej to efekt podpisania przez Polskę Traktatu Akcesyjnego do UE i przyjęcia ustawodawstwa europejskiego, w tym VI Dyrektywy o VAT. Według szefowej MF wyklucza ona możliwość stosowania obniżonych stawek na dostawę towarów. Wyjątki dotyczą dostawy usług. Zamierzamy z nich skorzystać, definiując kategorię budownictwa społecznego. Natomiast zakup towarów nie podlega tego rodzaju wyłączeniom, chyba że jakieś państwo sobie wytargowało derogację w swoim traktacie akcesyjnym. Z przykrością stwierdzam, że państwo polskie takiej derogacji nie wytargowało, a te derogacje, które wytargowaliśmy, kończą się z końcem 2007 roku. Więc to nie jest kwestia mojego widzimisię, tylko ustawodawstwa europejskiego - stwierdziła wicepremier Gilowska. Wzrost opodatkowania materiałów budowlanych wykorzystywanych przez inwestorów indywidualnych był przez długi czas jednym z punktów zapalnych w rozmowach zespołu złożonego z przedstawicieli Ministerstwa Finansów i resortu kierowanego przez Andrzej Aumillera. Ministerstwo Budownictwa bezskutecznie próbowało forsować przedłużenie obowiązywania po 1 stycznia 2008 r. zwrotu VAT zawartego w części materiałów budowlanych. 7 proc. na niektóre remonty Z naszych informacji wynika, że niższym VAT objęta zostanie sprzedaż na rynku pierwotnym mieszkań o powierzchni do 120 mkw. i domów o powierzchni nieprzekraczającej 220 mkw. Każdy metr powyżej tego limitu będzie opodatkowany podstawową 22 proc. stawką VAT. Ustalenie limitów nie budziło takich kontrowersji jak kwestia remontów. Szefowie resortów przez długi czas nie mogli dojść do porozumienia, w jakim zakresie powinny one korzystać z preferencji. Resort finansów chciał, by podstawową stawką były opodatkowane prace, w kosztorysach których wartość wykorzystanych materiałów budowlanych przekraczałby 50 proc. Wiceminister budownictwa Piotr Styczeń zapewnił w tym tygodniu, że także w tej kwestii ustalono kompromis. Minister finansów przyzwolił na stosowanie preferencyjnej stawki do określonego zespołu remontów - mówił cytowany przez PAP wiceminister Styczeń. Stwierdził, że Ministerstwo Budownictwa zabiegało, aby szereg prac remontowych nie tylko we wspólnotach mieszkaniowych, spółdzielniach, ale także w domach jednorodzinnych można było wykonywać na zlecenie prywatnego inwestora według obniżonej stawki VAT. Według wiceministra Stycznia preferencyjną stawką VAT miałyby być objęte remonty np. elewacji, dachu, klatki schodowej czy instalacji. Ustępowaliśmy w kwestiach takich robót, których wykonanie byłoby trudne do zaakceptowania z punktu widzenia systemu rejestracji podatkowych - powiedział Piotr Styczeń. Groźba szarej strefy REKLAMA Czytaj dalej Zgodnie z opinią przygotowaną na zlecenie Biura Analiz Sejmowych możliwości ekonomiczne Polaków w zaspokajaniu potrzeb mieszkaniowych są znacznie mniejsze niż średnia w Unii Europejskiej. Za przeciętne wynagrodzenie miesięczne Polak może kupić 0,6-0,8 mkw. mieszkania, a w większości krajów Unii ten wskaźnik kształtuje się na poziomie 1,8-2,4 mkw. Dlatego dominującą formą realizacji przedsięwzięć budowlanych w Polsce są budowy i remonty systemem gospodarczym. Mogą stanowić one nawet 50-60 proc. inwestycji mieszkaniowych. Zwrot części VAT zawartego w cenie materiałów budowlanych miał zmniejszyć obciążenia fiskalne dla tej części budownictwa. Podwyżka VAT na materiały budowlane wykorzystywane w budownictwie indywidualnym czy niektórych remontach może skutkować nie tylko podniesieniem kosztów takich inwestycji, ale także wzrostem szarej strefy. Według Polskiego Związku Pracodawców - Producentów Materiałów dla Budownictwa taka sytuacja miała miejsce po 1 maja 2004 r. Wzrost VAT spowodował, że producenci materiałów budowlanych odnotowali spadek sprzedaży. Spadły też wpływy do budżetu. Marcin Musiał OPINIA Jacek Bielecki dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich W związku z przedłużającymi się pracami nad przyjęciem definicji budownictwa społecznego od ponad roku na rynku mieszkań widać rosnący niepokój. Mieszkania, których budowa miała zakończyć się w 2007 roku, rozeszły się na pniu. Deweloperzy ciągle nie wiedzą, jaką stawkę VAT będą musieli zastosować do sprzedaży mieszkań i domów oddawanych po 1 stycznia 2008 r., a klienci, ile będą musieli zapłacić. Resort finansów od dawna wykazuje fiskalne podejście do budownictwa mieszkaniowego. Nie uwierzę w kolejne deklaracje Ministerstwa Finansów, dopóki nie zobaczę gotowej, uchwalonej przez rząd definicji budownictwa społecznego. Gdyby rzeczywiście była wola jej opracowania, można było to zrobić już dawno. http://finanse.wp.pl/POD,15,wid,8794664,prasa.html