Przechodziłem dzisiaj wieczorem obok Poltka i dźwig był już duużo ponad jego wysokość! Wygląda na to, że już go skończyli (poskładany jest cały, ale muszą go podnieść o jeszcze jedną "kratkę"). Co więcej, ramię dźwigu jest już obrócone w stronę Poltegoru :) Tak więc przewiduję, że w poniedziałek dostarczą na górę te koparki. Chyba, że muszą zrobić coś czego nie widać (np. przygotować odpowiednio dach, ustawić do końca rusztowanie z drugiej strony...) W każdym bądź razie w nadchodzącym tygodniu będzie bardzo ciekawie :)
Takiego pożegnania wrocławskiego Poltegoru nikt się nie spodziewał. Nikt też nie przypuszczał, że to odejście odbędzie się w atmosferze z jednej strony napięcia, a z drugiej wielkiego widowiska. A tak właśnie się stało, głównie za sprawą strażaków, którzy tuż przed rozbiórką symbolu Wrocławia przeprowadzili w wysokościowcu spektakularne ćwiczenia. W rezultacie po raz pierwszy i niewątpliwie ostatni liczący 92 metry wysokości i 25 pięter Poltegor stanął w ogniu. Gwałtowany pożar wybuchł na 15 piętrze, a powyżej pozostało uwięzionych ok. 30 osób. Pożar tymczasem rozprzestrzenił się na sąsiednie piętra, co stworzyło poważne zagrożenie dla życia ludzi.
Taka sytuacja wyjściowa stanowiła podstawę do pojęcia szeroko zakrojonej akcji ratowniczo gaśniczej. W jej ramach współdziałały ze sobą PSP, Policja, GOPR, Straż Graniczna, Pogotowie Ratunkowe , struktury reagowania i zarządzania kryzysowego i inne służby. Na potrzeby akcji ratunkowej, do działań ewakuacyjnych skierowano także śmigłowce. Krótko mówiąc cała akcja została zorganizowana i przeprowadzona z ogromnym rozmachem, a że nie żałowano przy tym środków pozoracji – z dużą dozą realizmu. Widowiskowość akcji wywołała naturalne zainteresowanie Wrocławian. Mogli oni zresztą śledzić przebieg działań na potężnych telebimach. Jednak z punktu widzenia strażaków i pozostałych służb, najważniejsze są doświadczenia i wnioski płynące z tego niecodziennego przedsięwzięcia. Tego rodzaju ćwiczenie, które było m.in. okazją do prowadzenia ewakuacji różnymi sposobami tj. z udziałem śmigłowców i grup alpinistycznych, przeprowadzono po raz pierwszy w naszym kraju. Ważnym sprawdzianem było też prowadzenie akcji gaśniczej na dużych wysokościach. Teraz na podstawie bogatych doświadczeń prowadzone będą analizy, szkolenia przygotowujące strażaków i pozostałe służby do rzeczywistych działań w budynkach wysokościowych. Wszak na miejscu Poltegora stanie znacznie większy, liczący 200 m. wysokości Sky Tower, a nad Odrą kolejny wysokościowiec. Ćwiczeniu „Poltegor 2007” towarzyszyło sympozjum poświęcone działaniom ratowniczo gaśniczym w budynkach wysokościowych. Obydwa przedsięwzięcia, stanowiące jedną teoretyczną i praktyczną całość, wpisują się w wysiłki na rzecz przygotowania strażaków i innych służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo, do efektywnych działań ratowniczo gaśniczych w coraz liczniejszych w naszym kraju budynkach wysokościowych.
"Godfath3r" napisał: [quote="marzyciel":k6rsgpfk]koparki beda sterowane zdalnie
Wg. Słowa Polskiego dwie z trzech będą sterowanie zdalnie... :)
Tymczasem dźwig już stoi w całości...
[/quote:k6rsgpfk]
do całosci to mu brakuje z drugie tyle. Na razie ma z 50 metrów i to do czubka ramienia a pewnie sama kabina będzie sie musiała znaleźć ponad dachem poltegoru.
A może ktoś ma dostęp do fotek z środka głownie mnie interesuje te piętro i te pokoje co był podkładany ogień :) Ponoć było pokazywane urywki w TVP3 ale mnie nie było
Poltegor najpierw przeżył kontrolowany pożar i akcję ratowniczą, a potem koncert zespołu IRA na dachu. – Gdy wybuchł pożar, byłem w kawiarni. Powyżej ognia. Straciłem przytomność. Ratownicy mnie ocucili i helikopterem zwieźli na ziemię – opowiadał Maciej Gorzycki, strażak z Jeleniej Góry. Podczas piątkowych manewrów grał poszkodowanego.
Piątek, 1 czerwca 2007 roku. Godzina 10 rano. Na XV piętrze Poltegoru, najwyższego budynku we Wrocławiu, wybuchł pożar. Zapaliły się chemikalia w laboratorium jednej z firm. Ogień szybko rozprzestrzenił się na korytarz i schody. Windy stanęły. Powyżej płomieni odciętych zostało 30 osób.
Taki był scenariusz największych ćwiczeń strażackich w Polsce. Gdy z okien wieżowca wydobył się dym, wokół budynku były już tysiące wrocławian. Bacznie przyglądali się akcji i to oni, mimo konieczności ewakuacji śmigłowcem i na linach trzech tuzinów osób, nie wspominając o samych płomieniach, byli największym wyzwaniem dla służb porządkowych.
Piątek. 1 czerwca 2007. Godz. 11.20. Wrocław, obok wieżowca Poltegor. „Daria 1 do sztabu” – rozlega się w krótkofalówkach ratowników, których w akcji brało udział prawie 300. „Sztab, zgłaszam się” – odpowiada starszy brygadier Zdzisław Wnęk. „Zlokalizowaliśmy źródło, jak mnie słyszysz?” – melduje Daria 1, szef jednego z pięciu tzw. odcinków bojowych. Każdy miał swój własny front. Trzy gasiły płomienie, czwarty zajmował się logistyką akcji, a piąty transportem rannych. Zlokalizowanie płomieni to już koniec akcji. Potem zostaje tylko oddymianie. Zabrało strażakom prawie półtorej godziny, bo zanim dotarli na miejsce, pożar rozprzestrzenił się na XVI piętro. A w wieżowcu wysiadło praktycznie wszystko: nie tylko windy, ale instalacja elektryczna, przeciwpożarowa, oddymianie, kamery przemysłowe. Do tego trzeba było doprowadzić wodę na XV piętro, czyli na wysokość 50 metrów. A Poltegor ma 22 piętra i 92 metry wysokości do dachu. Priorytetem było jednak ratowanie ludzi. Maciej Gorzycki, strażak z Jeleniej Góry, podczas manewrów grał poszkodowanego. Wszystko było prawie jak w czasie prawdziwego pożaru. Bo choć w podartym ubraniu, na szczęście bez ran. Te symbolizowały czerwone plamy i przymocowany do nogi odpowiednio pomalowany kawałek gumy imitujący otwarte złamanie piszczeli. – Straciłem przytomność i znaleźć mnie mieli ratownicy. Ale w budynku zrobiło się tak gorąco, że musieliśmy się kawałek przenieść – wspominał drobne oszustwo jeleniogórzanin. Ćwiczenia były trudne. – Najpierw wyciągnęli mnie z zagrożonego rejonu, potem opatrzyli, usztywnili nogę i ułożyli na noszach. Manewrowanie nimi nie było łatwe – chwalił kolegów Maciej Gorzycki, którego helikopter „Sokół” straży granicznej z Nowego Sącza zwiózł na dół. – Gdy wybuchł pożar, w budynku było 300 osób, z czego 30 powyżej płomieni – relacjonował starszy brygadier Zdzisław Wnęk z wrocławskiej straży, szef sztabu piątkowej akcji. Większość z nich samodzielnie opuściła budynek. Dziesięciu odciętych powyżej ognia, w tym Macieja Gorzyckiego, przetransportowano na ziemię śmigłowcem. Dwudziestu zwieźli, spuszczając się razem z nimi wzdłuż ścian albo w specjalnych noszach ratownicy wysokogórscy. Niestety, nie obyło się bez ofiar. – Jeden mężczyzna znalazł się bezpośrednio w strefie pożaru. Zmarł z powodu poparzeń – powiedział Piotr Setelnicki, lekarz, koordynator akcji. – Nie dało się go uratować – dodał. Ale największym problemem byli gapie. – Nie sądziliśmy, że będzie ich aż tylu. Konieczne były dodatkowe siły, zwłaszcza w rejonie lądowiska – przyznaje st. bryg. Zdzisław Wnęk. Trudno się jednak dziwić, że wrocławianie przybyli tłumnie, bo każdy chciał zobaczyć ogień. – Jestem trochę rozczarowany. Spodziewałem się większego pożaru – przyznał Bartosz Kropidłowski, student, który wykorzystał przerwę w zajęciach, by dotrzeć pod Poltegor. Ale najmłodsi, którzy obchodzili w piątek swoje święto, byli zachwyceni. – Podobał mi się helikopter i policjanci – przyznał 3,5-letni Hubert Kowalczyk, którego spotkaliśmy z mamą Anetą. O godzinie 18 na dachu zagrał zespół IRA. Wśród 50 wybrańców, którzy też byli na szczycie, znalazło się dwóch naszych Czytelników. Lucyna Foniok nie kryła radości z wygrania zaproszenia na to wydarzenie.
Symbol Wrocławia zniknie do końca roku. Jego miejsce zajmie do 2010 roku kompleks Sky Tower, budynek z najwyżej położonym dachem w Polsce, mieszkaniami, biurami, sklepami i restauracjami. Inwestycja ma kosztować 400 milionów dolarów.
W sobotę zaczyna się rozbiórka Poltegoru.
Bartłomiej Knapik - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
widzę że mój urywek poruszył dyskusje :P Wiec daje całe (Wiem zrobiłem błąd nie dając całości) Oto link do całego tekstu i tam pisze co i jak z tymi koparkami [code:2dgu4mam]http://www.uploader.pl/file/42403/Poltegor.pdf.html[/code:2dgu4mam]
No wg. mnie to koparki będą się poruszać tylko po rdzeniu, i rozwalać stropy a następnie rdzeń. W rdzeniu są tylko szyby wind i schody wieć powinno wytrzymać.
Uwagi techniczne: - mały ten ogień był jak na "pożar wieżowca" :/ - pozoranci mogliby krzyczeć z okien - mało telebimów (a ten co był był bardzo mały) - awaria śmigłowca i drabiny w przeddzień ćwiczeń - dlatego nie zostały wykorzystane - aż stach się bać co by było gdyby naprawdę płonęło (ten śmigłowiec co był, to został ściągnięty z Nowego Sącza) :)
koncert okazał się beznadziejny ;( jedyne co było widać to głośniki. No i jeszcze ledwo słychać było
Mimo tego i mimo, że dwa razy padły mi baterie w aparacie, mam pozytywne wrażenia :)
Prawie dwie godziny trwało w piątek gaszenie pożaru zainscenizowanego na 15. piętrze Poltegoru. Ćwiczenia wyszły świetnie. Ale ratownicy mówią: Dobrze, że nie paliło się naprawdę.
Zorganizowane przez straż pożarną ćwiczenia były największymi manewrami z ratownictwa wysokościowego w Polsce. Przeznaczony do rozbiórki Poltegor doskonale się do tego nadawał. Przed godz. 10 z okna na 15. piętrze najwyższego wrocławskiego wieżowca zaczął wydobywać się dym.
Po kilkunastu minutach w budynku byli już strażacy i ratownicy medyczni. Jednocześnie trwało gaszenie i opatrywanie rannych. Na tych z najcięższymi obrażeniami czekało siedem karetek. Z pięter spadały kawałki rozbitych szyb.
Kilkadziesiąt osób, którym ogień odciął drogę ucieczki, ewakuował śmigłowiec straży granicznej. Reszta zjechała z ratownikami po linach kolejki tyrolskiej - z 22. piętra wprost do zaparkowanego 80 metrów od budynku samochodu. Wszystko zgodnie z planem.
- Przećwiczyliśmy zintegrowanie służb w przypadku takiej katastrofy i trudne metody ewakuacji - mówi młodszy brygadier Dariusz Kopa, rzecznik dolnośląskiej straży pożarnej.
Ale dowodzący służbami przyznają się też do kilku zgrzytów. Do akcji nie włączył się policyjny śmigłowiec. - Zepsuł się - przyznaje Wojciech Wybraniec z dolnośląskiej policji. Nie dojechała też najwyższa, 53-metrowa drabina strażacka. - Jest w serwisie w Niemczech. Często się psuje, to awaryjny model - mówi Dariusz Kopa.
Biorący udział w akcji śmigłowiec Sokół należy do straży granicznej i przyleciał aż z Nowego Sącza, bo na Dolnym Śląsku nie ma takiej maszyny.
Mariusz Rzepecki, ratownik zawodowy i instruktor z wałbrzysko-kłodzkiej grupy GOPR, uczestnik ćwiczeń: - Na co dzień pracujemy w warunkach, w których od szybkości działania zależy ludzkie życie. Nie mamy helikoptera. Czasem korzystamy z policyjnego Mi-2, albo z maszyny Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Oba nie sprawdzają się jednak w trudnych warunkach.
O tym, że helikopter jest we Wrocławiu niezbędny, otwarcie mówią też strażacy. Dariusz Kopa: - Gdyby Poltegor zapalił się naprawdę, musielibyśmy gasić go do dołu i przebijać się przez piętro, na którym wybuchł pożar. Wtedy jednak akcja trwałaby znacznie dłużej.
Prof. Krzysztof Kubiak z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej Edukacji, ekspert do spraw bezpieczeństwa: - Służby pokazały podczas tego ćwiczenia, co mogą, a ćwiczenia - czego nie mogą.
Ćwiczenia obserwował też wojewoda Krzysztof Grzelczyk: - Czekam na raport i liczę na to, że dowiem się nie tylko, co wyszło dobrze, ale też z czym są problemy. Na Dolnym Śląsku mamy świetnych ratowników, ale rzeczywiście jest problem ze sprzętem. Na razie musimy korzystać z tego, co jest na miejscu - czyli w razie jakieś katastrofy użyć sprzętu znajdującego się najbliżej, np. wojskowego. Ale jeśli służbom niezbędny jest nowy śmigłowiec, to ja poprę ich starania, by go dostali.
** Poltegor jest najwyższym wieżowcem we Wrocławiu. W styczniu ubiegłego roku budynek i otaczającą go trzyhektarową działkę kupił biznesmen Leszek Czarnecki. Zdecydował, że zburzy wieżowiec i na jego miejscu postawi wyższy i okazalszy Sky Tower. Przed rozbiórką zgodził się udostępnić budynek jako poligon dla służb.
Jak przebiegały ćwiczenia
Godz. 8.15. Od strony hotelu Wrocław stoją już namioty, wozy straży pożarnej i policjanci. Od strony ul. Powstańców pojawił się tłumek ludzi.
Godz. 9.45. Blisko wieżowca kręcą się pozoranci - ubrani na sportowo, ale ucharakteryzowani na ofiary pożaru. Na placu przed Poltegorem jest już kilkaset osób, przyszli oglądać ćwiczenia w większości grupkami. Niemal wszyscy mają aparaty fotograficzne lub kamery. Wokół stoi kilkadziesiąct radiowozów i wozów straży pożarnej - głównego organizatora ćwiczeń. Wszystkie ulice wokół wieżowca są przejezdne.
Godz. 9.57. Z Poltegoru buchnął dym. Strażacy dowiedzieli się, że w całym budynku jest ok. 300 osób.
Godz. 10.35. Nad Poltegorem krąży śmigłowiec straży granicznej. Ma zabrać z dachu budynku płonącego na 15. piętrze około 30 osób i przenieść je na plac od strony hotelu Wrocław. Strażacy działają w budynku - widać wybite szyby i lejącą się wodę.
Godz. 11.00. Kolejka linowa jest już zamontowana. Liny połączyły 22. piętro z samochodami stojącymi pod budynkiem. Po linach mają zjeżdżać ludzie uwięzieni w budynku. W międzyczasie helikoprte ewakuował z dachu kilkanaście osób - po każdą z nich na linie spuszczał się ratownik.
Godz. 11.25. Trwa ewakuacja z budynku i kolejką, i śmigłowcem.W tej chwili ofiarom pożaru udzielana jest pomoc medyczna w namiotach rozstawionych przed budynkiem. Obok nas przemknął żwawo mężczyzna, który na ramieniu miał opaskę z napisem "Zgon".
Godz. 11.30. Już wiadomo, o co chodzi z tym "Zgonem" - podczas wybuchu pożaru na 15. piętrze zginęła jedna osoba, a dwie zostały ranne.
Godz. 11.40. Przez megafon rozległ się komunikat o zakończeniu ćwiczeń. Ich przebieg zostanie oficjalnie podsumowany podczas konferencji prasowej.
Godz. 12.20. W tej chwili kierownik ćwiczeń st. brygadier Andrzej Szcześniak składa raport zastępcy komendanta głównego straży pożarnej.
Oto moja skromna porcja zdjęć... Mam nadzieję, że są ciekawe ;) Jak się okazało 10krotny zoom to czasem za mało :/ Ciekawe czy gdzieś będą dostępne zdjęcia(filmy) z środka (te co pokazywali na telebimie). Niektóre były naprawdę świetne :)