źródło: Investphoto.pl

Długołęka: Co z przetwórnią odpadów w Bielawie? Inwestor się nie odwołuje, ale mieszkańcy tak

Mariusz Bartodziej
Gmina odmówiła na początku września firmie Geotrans ustalenia środowiskowych uwarunkowań dla planowanej przetwórni. Inwestor się nie odwołał. Zrobili to jednak mieszkańcy. Twierdzą, że urzędnicy oparli się tylko na jednej obawie i całkowicie pominęli zgłaszane uwagi.
Gmina wydała 6 września odmowną decyzję spółce Geotrans S.A. w sprawie ustalenia środowiskowych uwarunkowań przedsięwzięcia polegającego na przetwarzaniu odpadów innych niż niebezpieczne w instalacji na działce w Bielawie. Firma miała 14 dni od dnia otrzymania odpowiedzi, by się odwołać.
Inwestor odebrał decyzję 13 września. Do dnia dzisiejszego [8 października] do tutejszego wydziału nie wpłynęło jego odwołanie. Ostatnim dniem nadania odwołania w placówce pocztowej był 27 września. Można zatem przypuszczać, że inwestor nie odwołał się od decyzji – wyjaśnia nam Marta Nawrocka, zastępca kierownika wydziału ochrony środowiska gminy Długołęka.
Dodaje, że jeśli Geotrans nadal będzie chciał zrealizować tę inwestycję, to musi znów wystąpić z podobnym wnioskiem. Dopiero wówczas będzie mógł starać się o uzyskanie ostatecznych pozwoleń na prowadzenie prac. Spółka wciąż pozostawia nasze pytania bez odpowiedzi.
Jan Augustynowski

Jedna wątpliwość gminy to dla mieszkańców zbyt mało

Mieszkańcy jeszcze we wrześniu zapowiadali, że odwołają się od uzasadnienia decyzji gminy. Ich pełnomocnik złożył w związku z tym 27 września pismo w urzędzie.
Urzędnicy wskazują, że mimo zlokalizowania przetwórni tylko na nieużywanej części dawnego wysypiska (kwatera nr I), wody opadowe i roztopowe będą mieszały się w zbiorniku z odciekami poprzedniego zakładu. To sprawi, iż wyniki badań odcieków z zamkniętych kwater (II i III) będą niewiarygodne, co prowadzi do naruszenia przepisów ustawy o odpadach.
O ile sama decyzja jest dla osób będących stronami postępowania korzystna, o tyle nie satysfakcjonuje ich jej uzasadnienie. Określają je słowami "lakoniczna" i "pobieżna". Ich zdaniem urzędnicy niesłusznie ograniczyli się do jednej niezgodności.
Organ nie zauważył natomiast innych równie groźnych i prawem zakazanych ingerencji w środowisko naturalne, mających ścisły związek z planowanym przetwarzaniem odpadów – pisze pełnomocnik odwołujących się.
Jan Augustynowski

Obawy o zdrowie, obszar chroniony i stan dróg

Mieszkańcy uważają, że gmina nie odniosła się do ich uwag. Po pierwsze ich zdaniem decyzja z 2011 roku o zamknięciu wysypiska, zakazująca prowadzenia na nim podobnej działalności przez 30 lat, obejmuje cały obszar (22 tys. 352 mkw.), nawet nieużywaną kwaterę nr I (o powierzchni około 3 tys. mkw.). Niedostosowanie się do tego może przyczynić się w ich opinii do "katastrofy ekologicznej".
Odwołujący się wskazują także, iż droga dojazdowa została przystosowana do obsługi dawnego wysypiska, przyjmującego maksymalnie 10 ton odpadów dziennie (najwyżej 1473 ton rocznie). Pozwala ona na przejazd w jednym kierunku, ewentualnie na ruch wahadłowy z wykorzystaniem zatok. Mieszkańcy obawiają się, że dowóz nawet 640 ton śmieci każdego dnia funkcjonowania zakładu (do 100 tys. ton rocznie) spowoduje zatory, nadmierny hałas i niszczenie dróg, a może nawet doprowadzić do kolizji.
Pełnomocnik zaangażowanych osób przedstawia również ich wątpliwości co do technologii, którą zamierza stosować Geotrans. Według raportu oceny oddziaływania na środowisko, ładowarka kołowa ma stworzyć pełnowartościowy produkt budowlany ze zmieszania 100 tys. kg odpadów z 2,4 kg żwiru, pospółki albo piasku przy dodaniu wody.
Ponadto mieszkańcy wskazują na zagrożenie zdrowia mieszkańców (najbliższa zabudowa znajduje się w odległości około 400 m od planowanej inwestycji) oraz zanieczyszczenia wód powierzchniowych, sąsiednich pól uprawnych i obszaru chronionego Natura 2000 (w odległości ok. 1,2 km).
O proteście prawie 800 mieszkańców okolicznych miejscowości pisaliśmy już we wrześniu.
Investphoto.pl