Jak juz wczesniej pisalem, znajomosc oraz fakt prowadzenia wspolnych interesow z rodzina Rothschildow powoduje, ze pan Czarnecki ma bardzo silne atuty w rozmowach z najwiekszymi swiatowymi bankami i instytucjami finansowymi. Pytasz od kiedy wspolpracuja? Oficialnie od tego momentu.
Tygodnik "Wprost" ze stycznia 2004 roku:
Bank bankierów
Rothschildowie inwestują w Polsce! Wrocławska spółka Getin Holding, która należy do Leszka Czarneckiego (11. na liście 100 najbogatszych Polaków "Wprost", z majątkiem wartym 840 mln zł), kupiła 14 stycznia 71 proc. akcji Górnośląskiego Banku Gospodarczego w Katowicach (za 255 mln zł). Jej partnerem w transakcji jest fundusz JNR Acquisitions (nabędzie 10,3 proc. akcji GBG), należący do Nathaniela Rothschilda, syna lorda Jacoba de Rothschilda, głowy brytyjskiej gałęzi sławnej rodziny bankierów.
Jeśli transakcja zostanie pomyślnie zakończona, wejdzie on do rady nadzorczej GBG. - Szukaliśmy miejsca na inwestycje w Europie Środkowej oraz osób, z którymi moglibyśmy robić interesy. Tak trafiłem na Leszka Czarneckiego - mówi "Wprost" Nathaniel Rothschild. Potęga Rothschildów (według brytyjskiego "Guardiana", Nathaniel odziedziczy po ojcu 500 mln USD; cała rodzinna fortuna szacowana jest na 40 mld USD) zrodziła się na przełomie XVIII i XIX wieku. Inwestycja w GBG ma być tylko początkiem współpracy Getinu z JNR. Nathaniel Rothschild, który w ostatnich latach skierował rodzinny biznes w stronę mediów i e-commerce, chce w przyszłości dokapitalizować spółkę Czarneckiego (działa ona na rynku usług bankowych, ubezpieczeń, leasingu) i stworzyć grupę inwestycyjną.
(KT)
"Parkiet", wydanie z 16 stycznia 2004 roku:
Piątek, 16 stycznia 2004
Interesują nas finanse
PARKIET
Wywiad - Leszek Czarnecki i Nathaniel Rothschild planują kolejne wspólne inwestycje
Z Leszkiem Czarneckim, większościowym udziałowcem Getin Holding SA, oraz Nathanielem Rothschildem, zarządzającym funduszem JNR Acquisitions, rozmawia Piotr Utrata.
W środę podpisali Panowie umowę zakupu Górnośląskiego Banku Gospodarczego. Mimo że Getin będzie miał większościowy pakiet akcji, zarządzanie bankiem scedował na fundusz JNR Acquisitions. Na jakich zasadach?
Leszek Czarnecki: Osobiście do końca tego roku nie będę włączał się w zarządzanie bankiem. Także w zakresie strategii, doboru ludzi do rady banku i zarządu. Tym będzie zajmował się partner Getinu - fundusz JNR zarządzany przez Nathaniela Rothschilda.
Czym GBG będzie wyróżniał się na tle konkurencji? Czym przyciągnie klientów?
L.C.: W bankowości trudno dziś być bardzo odkrywczym i nowatorskim. To, co może nas wyróżniać, i - mam nadzieję - będzie wyróżniało, to solidne zarządzanie, dobry kontroling, solidny monitoring i klasyczne podejście do biznesu. Tak było w EFL. Jego najmocniejszą stroną było właśnie dobre zarządzanie.
Jak wyobraża Pan sobie swój biznes za 5-10 lat? Obecnie GBG zajmuje 29. pozycję w rankingu polskich banków.
L.C.: Nie chcemy być na gorszym miejscu. Zamierzamy osiągać satysfakcjonujący zwrot z kapitału i rozwijać się szybciej niż rynek.
Czy można oczekiwać zmian personalnych w kierownictwie GBG?
L.C.: Nie zamierzamy zmieniać zarządu. Możliwe jest natomiast poszerzenie składu, by go wzmocnić.
Jest Pan twórcą największej firmy leasingowej w Polsce. Czy odnoga leasingowa w GBG będzie z czasem konkurować z największymi graczami na rynku?
L.C.: Nie można tego wykluczyć. Nie nastąpi to jednak w tym roku, może później.
Czy zamierza Pan wprowadzić GBG na giełdę?
L.C.: Nie ma takiego planu. Spółka-matka - Getin Holding SA - jest spółką publiczną. Dodatkowo Fundusz JNR ma opcję na zamianę akcji Górnośląskiego Banku na akcje Getinu.
Próbował Pan kupić akcje Banku Gospodarki Żywnościowej. Negocjacje zakończyły się fiaskiem. Co się stało? Nie dostał Pan zgody na przeprowadzenie tej transakcji od nadzoru bankowego, czy też żądania spółdzielców były zbyt wygórowane?
L.C.: Nieprawdą jest, jak podała jedna z gazet, że nie dostałem zgody od nadzoru. O tę zgodę nie występowałem, bo nie było transakcji. W sprawie szczegółów wiąże mnie klauzula poufności.
A czy teraz, w przypadku GBG, kontaktowaliście się z nadzorem bankowym?
L.C.: Już odbyliśmy razem z Nathanielem Rothschildem rozmowę z nadzorem i przedstawiliśmy strukturę transakcji, w tej formie, w jakiej ją teraz przeprowadzamy.
Czy przejęcie GBG nie zmieni Pańskich planów rozwoju biznesu na Wschodzie?
L.C.: Absolutnie nie.
Ma Pan już w Kaliningradzie spółkę leasingową Carcade. Co w takim razie zamierza Pan jeszcze kupić?
L.C.: Bank. Bardzo intensywnie rozglądam się za odpowiednią inwestycją w tym sektorze. Obecnie pracujemy nad taką w Niżnym Nowogrodzie. Czekamy na zgodę rosyjskiego banku centralnego. Przyglądamy się również innym możliwościom.
Czy zainwestuje Pan więcej pieniędzy w Rosji, czy w Polsce?
L.C.: Suma, którą chcemy zainwestować na Wschodzie, jest niższa niż w Polsce. Obrazuje to transakcja zakupu GBG, na który wydamy 255 mln zł. W Rosji zainwestowaliśmy dotychczas około 5 mln dolarów. Spodziewam się, że zwrot z rosyjskich inwestycji będzie jednak większy niż w Polsce.
Jaką wartość może mieć inwestycja w sektor bankowy?
L.C.: Sądzę, że będzie to od 6 do 8 mln dolarów, może 10 mln dolarów.
Dlaczego Fundusz JNR (do Nathaniela Rothschilda - przyp. red.) zdecydował się zainwestować w Polsce?
Nathaniel Rothschild: Przyglądaliśmy się możliwościom inwestycyjnym w całej wschodniej Europie i byłym Związku Radzieckim. Szukaliśmy też osób z doświadczeniem, z którymi moglibyśmy wspólnie robić interesy. Podczas tych poszukiwań spotkaliśmy się z panem Czarneckim. Kiedy przyjechałem do niego, do Polski, stało się dla mnie jasne, że jest to bardziej zachodnio- niż wschodnioeuropejski kraj, z dużymi możliwościami. Ale dla mnie najważniejszą sprawą jest to, że działam wspólnie właśnie z panem Czarneckim. Biznesmenem, który ma doświadczenie udokumentowane sukcesami.
A co skłoniło Pana, przekonało, do współpracy z Leszkiem Czarneckim?
N.R.: Jeden z dyrektorów w moskiewskim biurze Credit Suisse zajmował się rynkami wschodzącymi. Kiedy go zatrudniłem u siebie, pierwszą rzeczą, którą mój dyrektor zrobił, było poznanie mnie właśnie z panem Czarneckim. W portfolio ludzi, z którymi jego zdaniem warto robić biznes, pan Czarnecki miał numer 1.
Czy jest to pierwsza Pana inwestycja w naszej części Europy?
N.R.: Zrobiliśmy tu już kilka interesów. Jednak w Polsce pierwszy.
Czym różnią się inwestycje w Rosji od inwestycji u nas?
N.R.: Rynek polski jest bardziej rozwinięty i lepiej umocowany prawnie. Nie ma dużej ingerencji organów administracji publicznej...
L.C. - (śmiech)
N.R. - ...w porównaniu z rynkiem rosyjskim. Zaznaczam przy tym, że moje doświadczenia w Rosji są dobre.
Jakiej wartości aktywami Pan zarządza?
N.R.: Jesteśmy firmą prywatną, rodzinną i niepubliczną, dlatego nie podajemy informacji o naszych aktywach.
Jak jest Pan powiązany z bankiem NM Rothschild z Londynu?
N.R.: Osoby bezpośrednio z nim związane to członkowie mojej rodziny, bliscy krewni i przyjaciele. Jestem też udziałowcem tego banku, ale nie działam w nim na płaszczyźnie operacyjnej.
Panie prezesie (Leszek Czarnecki - przyp. red.), w co warto teraz zainwestować, jakie branże lub spółki okażą się w przyszłości dobrą inwestycją?
L.C.: Wyznaję kilka zasad robienia biznesu i nimi się kieruję. Trudno jest mi zaakceptować pozycję pasywnego inwestora. Dlatego długofalowo we wszystkich inwestycjach muszę grać aktywną rolę. Trudno mi zaakceptować inwestycje w sektorach, na których się nie znam. To nie znaczy, że są one nieopłacalne. Natomiast ja ich nie rozumiem. Jak prześledzi pan moją karierę zawodową, to na początku zajmowałem się budownictwem, a potem już tylko finansami. Nie odpowiem więc na pytanie, które sektory są opłacalne, bo, szczerze mówiąc, nie wiem. Inne branże poza finansami mnie nie interesują.
N.R.: Uważnie przyglądam się spółkom związanym ze świadczeniem usług finansowych - leasingiem, ubezpieczeniami i bankowością. Pod tym względem rynek rosyjski jest znacznie mniej rozwinięty niż w Polsce. Jak wspominałem, razem z Leszkiem Czarneckim chcemy się skoncentrować na tej branży. Licząc przy tym na jego wcześniejsze doświadczenia i sukcesy.
Jak zarządza Pan swoim majątkiem? Czy korzysta z usług specjalistów private banking? Jaką osiąga Pan stopę zwrotu?
L.C.: Zarządzam osobiście i nie ujawniam danych o skuteczności swojego zarządzania z tych samych powodów, jak pan Rothschild.
Zamiast spokojnego życia rentiera, rzuca się Pan w wir interesów. Po co angażować się w biznes i ostro grać na rynku, zmagać się z urzędnikami, skoro można spokojnie spędzać czas, wygrzewając się na plaży?
L.C.: Dlaczego tylko mnie zadał pan to pytanie?
Teraz pytam obu Panów.
L.C.: Odpowiem pytaniem. Czy malarz maluje obrazy tylko, żeby je sprzedać, czy też również po to, żeby mieć z tego przyjemność? Czy bardzo bogaty lekarz przestaje leczyć? Czy też leczy dalej, bo czuje do tego powołanie? Tak samo jest ze mną. Czuję powołanie do robienia biznesu. Mam ambicję stworzenia silnej polskiej instytucji finansowej, z której potem będę dumny. Poza tym jestem za młody, żeby iść na emeryturę.
Opowiem panu historię. Trzy lata temu postawiłem we Wrocławiu nowoczesny duży biurowiec, pierwszy taki w mieście. Było mi bardzo miło, gdy zwykli ludzie podchodzili do mnie, mówiąc, że są dumni z jego powstania. To miało dla mnie takie samo znaczenie, jak osiągnięcie zysku z jakiejś inwestycji. Nie kryję - sprawiło mi to dużo satysfakcji.
A Pan po co pracuje?
N.R.: Jestem młodszy od pana Czarneckiego. Więc emerytura również odpada. Najprostsza odpowiedź na pana pytanie, to taka, że po prostu lubię robić interesy.
Czy łączą Panów tylko sprawy biznesowe?
N.R.: Razem nurkujemy. W grudniu spędziliśmy wspólne wakacje.
L.C.: To było fantastyczne nurkowanie.
Są Panowie w znakomitej kondycji fizycznej. Jak udaje się ją utrzymać?
N.R.: Ja biegam pięć razy w tygodniu.
L.C.: Pyta pan, czy biegamy razem? Na razie jeszcze nie.
Dziękuję za rozmowę.
Piotr Utrata
Tekst z kolumny nr 6 Gazety Giełdy Parkiet
Zaloguj aby dodać komentarz